Felietony

ZESZMAĆMY SIĘ. Godność sprzedaje się w internecie

Przemoc w telewizji i w kinie a patostreaming w sieci.

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Cieszymy się, kiedy ktoś kogoś zabije na ekranie. Emocjonujemy się, kiedy w telewizji ludzie biorą udział w poniżających konkurencjach w postaci np. jedzenia robaków albo picia zwierzęcego moczu. A nie zwracamy zupełnie uwagi, kiedy te same komercyjne telewizje krytykują youtuberów za prezentowanie bardzo podobnych, tyle że amatorsko zrobionych kontrowersyjnych i zawierających przemoc treści. Ja też tak robię. Przyzwyczaili mnie do tego od dzieciństwa dorośli, którym kultura przemocy odebrała zdolność do odczuwania radości. CZY WIĘC AKSJOLOGICZNA WARTOŚĆ PRZEMOCY ZALEŻY OD ILOŚCI PIENIĘDZY WŁOŻONYCH W JEJ ESTETYCZNĄ PREZENTACJĘ? To co jest w końcu dobre, a co złe? Mam wrażenie, że zatraciliśmy wrażliwość na półcienie. Żyjemy w świecie, który tylko z pozoru należy do nas, a w istocie jest medialnie wykreowany łącznie z obowiązującymi w nim wartościami. Nikt już nie zwraca uwagi, że na ekranie ciągle z kimś walczymy, jakbyśmy nie mogli osiągnąć spokoju i poczuć się ważni bez regularnego przywalenia komuś w łeb.

Mierzi mnie pseudosensacyjne dziennikarstwo, którego przykład dał Ryszard Cebula w Uwadze! po uwadze: Dzieci w sieci!

Problem dotyczy zarówno filmu, jak i telewizji. Zostawię na razie jednak jako takie kino z boku, bo w telewizji ta asymetria etyczna jest bardziej widoczna ze względu na prezentowaną w niej publicystykę i kładzenie nacisku na wychowawczą misję. Nie jestem zwolennikiem patostreamerów. Zresztą wyraziłem swoje zdanie jasno w zeszłorocznym tekście o youtube’owym zjawisku w postaci Rafatusa i Marlenki. Nie można jednak wszystkich streamujących kontrowersyjne treści w Internecie brać jedną miarą. Rafatus i Marlenka czy Rafonix to zjawiska patologiczne, płytkie i jednostronnie prezentujące rzeczywistość młodych ludzi, którzy w epatowaniu bluzgami i przemocą widzą jedyny sposób na zaistnienie i zarobek. Natomiast łączenie ich działalności np. z challenge’ami Lorda Kruszwila jest wyrazem zręcznie zaprojektowanej gry, którą prowadzi telewizja, odczuwając na karku konkurencję amatorskich kanałów sieciowych, które zabierają jej widzów. Bynajmniej nie chodzi tu o jakiekolwiek szczytne cele, obronę wartości czy wychowawczą rolę mediów. Chodzi o pieniądze i sensację nakręcającą oglądalność.

Emitowany pod koniec lutego tego roku program w TVN Uwaga! po Uwadze: Dzieci w sieci! dobitnie to pokazał. Redaktor Ryszard Cebula wraz ze swoimi ekspertami przeszli samych siebie, żeby pokazać, jak poważny jest problem patostreamerki w polskim Internecie, tyle że zrobili to bardzo niewychowawczo i mieszając patusów pokroju Gurala z youtuberami, którzy celnie w swoich filmach, o niejednokrotnie kontrowersyjnej treści, obnażają, jak dwulicowe są media, te publiczne i te prywatne, oraz jak pełna resentymentów jest tak naprawdę nasza społeczność. Mam tu na myśli Lorda Kruszwila, ale o tym zaraz.

Często oglądam Uwagę i w ogólnym rozrachunku cieszę się, że są takie programy, bo ich niezależne działanie niejednokrotnie pomaga wykryć społecznie bulwersujące afery (np. niedawna sprawa z zabijaniem chorych krów na mięso). Mierzi mnie jednak pseudosensacyjne dziennikarstwo, którego przykład dał Ryszard Cebula w Uwadze! po Uwadze, kiedy z poważną miną odszedł od grupki swoich gości-ekspertów, zmierzając do tzw. vip roomu, i w tym czasie wygłosił kazanie o zaproszonych gościach, a były to dzieci: Cebula mówił: Ci ludzie są zdemoralizowani, ale też demoralizują innych. Siedząc już w pokoju naprzeciwko Narcyza (15), Lil Sis (11) i Patryka (17) trochę się niespodziewanie wycofał, bo nagle stwierdził, że oni aż takich strasznych rzeczy w sieci nie robią. Jedenastoletnia Lil przecież tylko śpiewała w teledysku: Nikoś, ty żryj kupę, żryj kupę, bo dostaniesz zaraz kopa w dupę, kopa w dupę. Pan Ryszard Cebula powinien się zdecydować, czy jego goście z vip roomu szargają jakieś świętości, czy nie, są wykolejeni czy tylko się dobrze bawią? Powinien to zrobić, zwłaszcza w kontekście dalszych wypowiedzi siedzącej obok niego z grobową miną psycholożki, Angeliki Szelągowskiej-Mironiuk, wsłuchującej się, jak Lil Sis opowiada o swoich i brata filmikach. Nagle Ryszard Cebula zwrócił się do swojej ekspertki, a w tym czasie starszy brat Lil Sis głośno zarechotał. Prowadzący jednak zachował kamienną twarz i ciągnął temat dalej. Czy oni (dzieci) potrzebują pomocy? – pyta prowadzący Cebula. Myślę sobie, że tak – odpowiada ekspertka i dalej z wielką pieczołowitością tłumaczy, czym grozi dla przyszłości młodocianych gości nagrywanie takich filmików, że nie zdobędą pracy, że są nieświadomi, jaką będą mieli przyszłość, że coś tam i coś tam, a Patryk wciąż rechocze, macha do kamery, je jakieś ciastka itp. Wszystko na lajfie kręci oczywiście kamera w bliskim planie. Sytuacja jest naprawdę kuriozalna.

Ostatnio dodane