Connect with us

Publicystyka filmowa

Mokry sen producenta, czyli NISKOBUDŻETOWE HITY

MOKRY SEN PRODUCENTA, CZYLI NISKOBUDŻETOWE HITY to opowieść o filmach, które zaskakują zyskiem przy minimalnych kosztach. Fenomeny, które trzeba poznać!

Published

on

Show-biznes to w końcu biznes jak każdy inny – rządzi nim kasa. Dla producentów, którzy mają najwięcej do powiedzenia, jeśli chodzi o współczesne kino, najbardziej liczą się oczywiście dochody. Idealna sytuacja to taka, w której budżet zostanie co najmniej podwojony. Są też jednak przypadki filmów, mogących pochwalić się dużo lepszymi osiągnięciami. Przy niskich wydatkach na produkcję zarobiły one ponad sto milionów dolarów. Chyba każdy producent marzy o tym, aby choć raz trafił mu się taki projekt: kura znosząca złote jaja.

Advertisement

Właśnie mija piętnaście lat od premiery Mojego wielkiego greckiego wesela – filmu, który do dziś pozostaje najbardziej dochodową komedią romantyczną w historii. Jednocześnie jest to jeden z najbardziej niespodziewanych kinowych hitów. O takim sukcesie twórcy nie mogli marzyć i nawet teraz trudno go wytłumaczyć. Owszem, ten film to bardzo przyjemna komedia – scenariusz jest świetny (otrzymał w końcu nominację do Oscara), wykorzystuje świeży humor, dobrze działają tam wszystkie nawiązania do różnic kulturowych, i tak dalej. Miło widzieć też na ekranie nieopatrzonych, ale bardzo utalentowanych aktorów.

To jednak tylko Moje wielkie greckie weseleA film zarobił na całym świecie niemal trzysta siedemdziesiąt milionów dolarów! Patrząc na wyniki skorygowane o inflację, wychodzi na to, że ta niepozorna komedyjka poradziła sobie w kinach lepiej od Strażników galaktyki, Mission: Impossible albo pierwszej części Igrzysk śmierci.

Advertisement

Co ciekawe, Moje wielkie greckie wesele nigdy nie zostało najpopularniejszym filmem weekendu. Pierwsze tygodnie w kinach w ogóle nie wskazywały zresztą, abyśmy mieli do czynienia z przyszłym rekordzistą pod względem wpływów. Na czym polegał więc ten sukces? Tytuł utrzymał się na ekranach okrągły rok, przez długi czas zaliczając nieznaczne spadki frekwencji lub nawet jej wzrost. Po czterech miesiącach od premiery zdecydowano się na wypuszczenie do kin dodatkowych kopii i wtedy film zaczął zarabiać na całego. Kolejni widzowie polecali sobie ten niepozorny tytuł bez gwiazd w obsadzie, który jednak zbierał niemal same pozytywne opinie i po prostu sprawiał wielką frajdę. Choć film pojawił się na wielkim ekranie w kwietniu, jeszcze pod koniec roku sale podczas seansów były pełne.

A produkcja ta mogła w ogóle nie trafić do kin! Nia Vardalos, która napisała scenariusz, początkowo pokazywała tę historię na deskach małych teatrów, wcielając się w główną rolę Tuli. Sztuka, reklamowana głównie z ambon greckich kościołów, cieszyła się dużą popularnością. Zainteresowało się nią kilku hollywoodzkich producentów. Vardalos nie mogła jednak znaleźć z nimi porozumienia. Nalegano, by w filmie zamiast niej zagrała gwiazda, a rodzina głównej bohaterki została zamieniona na bardziej rozpoznawalną mniejszość, na przykład włoską lub latynoską. Ona oczywiście nie mogła się na to zgodzić.

Advertisement

Spektakl pewnego dnia przyszła zobaczyć też Rita Wilson, żona Toma Hanksa, która sama ma greckie korzenie. Wprost zakochała się w tej historii i namówiła męża, aby wspólnie wyprodukowali film na jej podstawie. Udało się zebrać około pięciu milionów dolarów. Choć można było liczyć na to, że Moje wielkie greckie wesele nieźle poradzi sobie w box office, z pewnością nikt nie myślał, że film zarobi aż takie pieniądze. Trzysta sześćdziesiąt osiem milionów dolarów przy budżecie pięciu milionów to naprawdę rewelacyjny wynik. Piętnaście lat od premiery pokazało, że wcale nie tak łatwo go powtórzyć.

Oczywiście zdarzają się bardzo tanie filmy, kosztujące czasem kilkadziesiąt bądź nawet zaledwie kilkanaście tysięcy dolarów, które ostatecznie zarabiają miliony. Tak było choćby z Różowymi flamingami (1972), Sprzedawcami Kevina Smitha (1994) albo kultowym już El Mariachi (1992). Niskobudżetowy blockbuster to już jednak zupełnie co innego – wpływy przekraczające sto milionów dolarów przy skromnych wydatkach na produkcję zdarzają się naprawdę bardzo rzadko. Ale zdarzają się. O oficjalne rankingi w tej materii trudno – trzeba by było wziąć pod uwagę różne czynniki, związane choćby z liczbą kin albo inflacją.

Advertisement

Jeśli chodzi o sam dochód lub pieniądze, które zwróciły się w przeliczeniu na jednego dolara, nie będę podejmował się takiego zestawienia z prostego powodu – z pewnością byłyby w nim błędy. Nie traktujcie więc mojej listy jak jakiegoś oficjalnego zestawienia, z namaszczeniem traktującego dane finansowe. To po prostu tytuły, które mimo bardzo niskiego budżetu, typowego dla kina niezależnego, okazały się wielkimi kinowymi przebojami.

Amerykańskie graffiti (1973)

Budżet: 777 tysięcy dolarów

Advertisement

Wpływy: 140 milionów dolarów

Zanim George Lucas zapisał się w historii jako twórca Gwiezdnych wojen, zaliczył bardzo niespodziewany hit kinowy – Amerykańskie graffiti. Ten nostalgiczny dramat obyczajowy w stylu coming-of-age (w głównych rolach Richard Dreyfuss oraz… reżyser Pięknego umysłu, Ron Howard) jest bardzo osobistym dziełem Lucasa – odwoływał się w nim do własnych nastoletnich przeżyć, gdy mieszkał w Modesto w Kalifornii.

Advertisement

W wielu scenach planował użyć słynnych piosenek z lat sześćdziesiątych. Kiedy wytwórnia United Artists obliczyła, ile kosztowałyby prawa autorskie, grzecznie mu podziękowano. Później Lucas próbował zainteresować scenariuszem inne studia, ale spotykał się tylko z odmową – projekt odrzucono w MGM, Paramouncie, 20th Century Fox oraz Columbia Pictures.

W końcu Lucasowi udało się przekonać Universal Pictures. Dano mu pełną artystyczną kontrolę oraz tak zwany final cut. Warunek był jeden – film musiał być zrealizowany za bardzo małe pieniądze. Początkowo było to 600 tysięcy dolarów, potem 777, gdy do produkcji dołączył Francis Ford Coppola. Przedstawiciele wytwórni po latach wspominali, że nikt nie oczekiwał po tym filmie sukcesu, a bardziej zależało im na dobrych relacjach z Lucasem, który zaczął pracę nad jeszcze nienazwaną, ale bardzo interesującą, kosmiczną epopeją (co i tak nie wyszło, kiedy po zakończonych zdjęciach studio zaczęło wycofywać się ze swoich obietnic).

Advertisement

Okazało się jednak, że widzowie pokochali Amerykańskie graffiti – film w samych kinach zarobił 140 milionów dolarów, a kolejne 100 poprzez sprzedaż oraz wypożyczanie kopii video. Otrzymał też pięć nominacji do Oscara (w tym za najlepszy film) oraz dwa Złote Globy. Lucas dzięki sukcesowi tej produkcji dostał zaś możliwość rozwoju swojej wytwórni Lucasfilm. Jak to się skończyło, wiemy. W 1977 roku premierę miały Gwiezdne wojny i na zawsze odmieniły oblicze kina.

Rocky (1976)

Budżet: 1,1 miliona dolarów

Advertisement

Wpływy: 225 milionów dolarów

Rocky, który otrzymał Oscara dla najlepszego filmu oraz na zawsze zapisał się w historii kina, ściśle związany jest z finansowymi problemami. Zanim Sylvester Stallone napisał scenariusz w zwykłym zeszycie w kratkę i odmienił swoje życie, był tak naprawdę na dnie. Przez trzy tygodnie spał na dworcu autobusowym. Aby mieć jakiekolwiek pieniądze, zgodził się nawet na występ w filmie porno. Cały czas marzył, że zostanie aktorem i w pewnym momencie postawił wszystko na jedną kartę.

Advertisement

Miał na koncie 106 dolarów. Sprzedał psa, bo nie było go stać na jedzenie dla niego, zapakował do zdezelowanego samochodu ciężarną żonę i ruszył do Los Angeles. Od świtu do nocy pisał scenariusze (ponoć było ich ponad 30), aż w końcu jeden z nich, Rocky, zainspirowany słynną walką Chucka Wepnera z Muhammadem Alim, zainteresował jedną z hollywoodzkich wytwórni. Chcieli oni zapłacić Stallone’owi za tekst i obsadzić w głównej roli Roberta Redforda. Sly pozostawał jednak nieugięty – albo on zagra Rocky’ego, albo mogą pożegnać się ze scenariuszem.

Choć Stallone’owi proponowano za sprzedaż praw nawet 150 tysięcy dolarów, nie złamał się. Wreszcie któryś z producentów stwierdził, że ten dziwnie wyglądający aktor włoskiego pochodzenia może wystąpić, ale pod warunkiem, że cały budżet zmieści się w milionie dolarów (ostatecznie nagięto go tylko trochę). Nawet w przypadku klapy, a taką zwiastować miało zatrudnienie niedoświadczonego Stallone’a, nie byłaby to dla studia wielka strata. Jak się skończyło – wiemy. Rocky zdecydowanie należy do najważniejszych filmów w historii kina. Co ciekawe, to właśnie jego niski budżet miał spory wpływ na to, że się tak stało.

Advertisement

Wiele scen miał wyglądać inaczej, ale oszczędności spowodowały zmianę planów. Najlepszym przykładem jest tu słynna sekwencja treningów głównego bohatera, zakończona na szczycie schodów przed Muzeum Sztuki Współczesnej w Filadelfii. Oczywistym było, że do jej nakręcenie trzeba użyć dźwigu lub szyn, ale nie było na to funduszy. Rozwiązanie znalazł pomocnik operatora Garrett Brown, który kilka lat wcześniej wymyślił system stabilizacji kamery, znany dziś jako steadicam. Rocky był zaledwie trzecim filmem, w którym go użyto. Kamera była przymocowana do ciała operatora poprzez specjalny strój, co pozwalało uzyskać płynne ujęcia nawet w trakcie szybkiego ruchu. Wysoki i wysportowany Brown biegał więc razem ze Stallonem. Poradził sobie nawet ze wspomnianymi już schodami i tak właśnie powstały te wspaniałe ujęcia, służące za symbol całej serii.

Mad Max (1979)

Budżet: 300 tysięcy dolarów

Advertisement

Wpływy: 100 milionów dolarów

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale pierwszy Mad Max był tak naprawdę filmem w stylu „zrób to sam. Aby w ogóle rozpocząć zdjęcia, reżyser George Miller oraz jego przyjaciel, producent Byron Kennedy, brali dodatkowe zmiany na pogotowiu – liczył się każdy grosz. Miller był ratownikiem medycznym, Kennedy siadał za kierownicą karetki. Początkowo akcja filmu wcale nie miała rozgrywać się w świecie postapokaliptycznym. To właśnie niski budżet spowodował, że reżyser skłonił się do tego pomysłu – postapokalipsa nie wymagała bogatej scenografii, można też było dużo oszczędzić na statystach.

Advertisement

Większość ekipy nie miała żadnego doświadczenia w realizacji filmów kinowych. Nieliczni statyści byli głównie znajomymi lub członkami rodzin twórców. Płacono im… piwem. Motocyklowy gang z filmu w dużej mierze składał się zaś z prawdziwego, nie do końca legalnego, klubu. Jak wspominają dziś twórcy, czuli się jak filmowi buntownicy. Ekipa na przykład zamykała drogi bez stosownego pozwolenia. Autor scenografii, John Dowding, ukradł zaś szyld sklepu, przy którym rozgrywa się bardzo ważna scena spotkania Jessie z Obrzynaczem. Jak twierdzi, następnej nocy osobiście przymocował go z powrotem.

Film w rodzimej Australii z miejsca stał się przebojem, później zyskiwał też ogromną popularność na świecie. Poza jednym rynkiem – USA. Tam Mad Max nie osiągnął wielkich wpływów, prawdopodobnie przez fakt dystrybucji wersji z dubbingiem. Tak, tak – wszystkie dialogi nagrano jeszcze raz z udziałem tamtejszych aktorów; stwierdzono, że australijski akcent i niektóre typowo regionalne zwroty będą odstraszać. Amerykańscy widzowie mogli obejrzeć oryginalną wersję dopiero wiele lat później.

Advertisement

Goło i wesoło (1997)

Budżet: 3,5 miliona dolarów

Wpływy: 258 milionów dolarów

Advertisement

Ten film miał nieco wyższy budżet niż reszta zestawienia, ale osiągnął też rekordowo wysokie wpływy, bo aż 258 milionów dolarów. Goło i wesoło to bezpretensjonalna brytyjska komedia, opowiadająca o kilku bezrobotnych mężczyznach, którzy znajdują oryginalny sposób na zarobienie pieniędzy – zakładają zespół striptizerów. Obraz z udziałem między innymi Roberta Carlyle’a oraz Toma Wilkinsona znalazł się wśród 10 najpopularniejszych filmów roku, a w 1997 mieliśmy w końcu w kinach takie tytuły jak Titanic, Faceci w czerni albo Zaginiony świat: Jurassic Park.

Nikt z twórców nie marzył nawet o tym, że film zostanie takim hiciorem. Zmieniło się to dopiero, gdy zwrócił na niego uwagę ktoś w wytwórni Fox Searchlight. Wszystkie duże studia mają pracowników od oglądania scen jeszcze powstających filmów, bez montażu, muzyki itd. Goło i wesoło od razu sprawiał wrażenie dużego potencjału. Potem, gdy skończony film pokazano testowo w Londynie i Los Angeles, nie było już żadnej wątpliwości – noty widzów, którzy oceniają takie seanse w skali 1–10, były bliskie maksymalnych. Zdecydowano się na szeroką promocję, choć była dość specyficzna.

Advertisement

W poniedziałkowe wieczory (kiedy kina są najmniej oblegane) organizowano darmowe pokazy filmu, głównie dla kobiet w okolicach 30–40 lat, które mogłyby mówić o filmie znajomym. Kiedy sondaże pokazały, że film w równym stopniu oddziałuje na inne grupy widzów, stopniowo decydowano się na więcej reklam i wypuszczanie kolejnych kopii z filmem. Ta strategia opłaciła się. Choć zajęło to trochę czasu, Goło i wesoło cieszył się ogromną popularnością. Nie tylko zresztą wśród widzów kinowych, ale i krytyków oraz gremia przyznające branżowe nagrody. Film otrzymał cztery nominacje do Oscara (jedna, za muzykę, zmieniła się w statuetkę). Uwiódł też członków BAFTA – 12 nominacji przyniosło cztery nagrody, w tym za najlepszy film (James Cameron musiał wtedy połknąć gorzką pigułkę).

Blair Witch Project (1999)

Budżet: 60 tysięcy dolarów

Advertisement

Wpływy: 248,5 miliona dolarów

Słynny krytyk filmowy Roger Ebert stwierdził kiedyś, że to najbardziej skuteczny w swym przekazie horror. Twórcy Daniel Myrick oraz Eduardo Sánchez mieli świetny pomysł – nakręcenie czegoś, co nie będzie oglądało się jak typowy film fabularny, ale jak zapis prawdziwych wydarzeń. Stwierdzili, że oglądając dokumenty o zjawiskach paranormalnych, boją się o wiele bardziej niż podczas seansów klasycznych horrorów. Dali ogłoszenie do gazety, znaleźli dwóch aktorów-amatorów, dali każdemu kamerę, a następnie wyszli z nimi do lasu, gdzie… straszyli ich i głodzili. Nie było tu konkretnego planu – Myrick i Sánchez wiedzieli tylko, że chcą wykorzystać lokalną legendę o czarownicy Blair. W osiem dni nakręcono 20 godzin materiału, który potem skrócono do 81 minut.

Advertisement

Jest to jeden z pierwszych filmów, których promocja niemal w całości ograniczyła się do internetu. Firma, która kupiła prawa do dystrybucji za milion dolarów, na reklamę wydawała kilkanaście razy więcej – opłaciło się. Cały czas sugerowano oczywiście, że Blair Witch Project jest tak naprawdę dokumentem, na oficjalnej stronie internetowej produkcji pojawiały się zmyślone newsy oraz raporty policyjne, na pierwszych pokazach widzom rozdawano ulotki na temat dwóch rzekomo zaginionych studentów. Nawet strona IMDB podawała, że aktorzy uznawani są za zaginionych, a prawdopodobnie zmarli.

Choć wtedy nie mówiono jeszcze o tak zwanym viral marketingu, mówi się, że Blair Witch Project był wielką inspiracją dla tego nurtu. Nie mówiąc już o wszystkich filmach kręconych w stylu found footage. Niesamowity sukces tego obrazu (niemal 250 milionów dolarów wpływów, 10 miejsce wśród najpopularniejszych tytułów 1999 roku w Stanach – wyprzedzając Zieloną milę, American Beauty czy bondowski Świat to za mało) to jednak nie tylko efekt pracy specjalistów od marketingu, ale też sama filmowa robota. Krytycy nie zostawiali wątpliwości – Myrick i Sánchez stworzyli coś wyjątkowego.

Advertisement

Paranormal Activity (2007)

Budżet: 15 tysięcy dolarów

Wpływy: 193 miliony dolarów

Advertisement

Ten film, korzystający oczywiście z formuły wypracowanej przez autorów Blair Witch Project, tak naprawdę w ogóle nie miał pojawić się w kinach. Początkowo traktowany był przez reżysera Orena Peliego jako pewna forma autoterapii (od dziecka bał się duchów). Paranormal Activity nakręcony został w jego własnym domu, z użyciem zwykłej kamery. Wszystko zajęło mniej więcej tydzień. Peli pracował nie tylko jako reżyser, ale też scenarzysta, montażysta, producent i dyrektor castingu (choć pod tym względem akurat wiele do roboty nie miał – w filmie mamy tak naprawdę dwóch głównych aktorów). Mężczyzna postanowił zgłosić swój obraz na lokalny przegląd kina grozy, gdzie szybko zyskał zainteresowanie branży, w tym wytwórni Paramount.

Proponowano mu zrealizowanie remake’u z większym budżetem, prosto na płyty DVD (oryginał miał być dołączony jako bonus). Reżyser nalegał jednak na to, aby film pokazywany był w kinie – wymógł zorganizowanie pokazu testowego. Kiedy kolejni ludzie zaczęli opuszczać salę podczas seansu, wydawało się, że nic z tego nie będzie, ale potem okazało się, że ci widzowie po prostu tak bardzo się bali, że nie mogli dłużej oglądać filmu. O to właśnie chodziło! Producenci zdecydowali się nakręcić od nowa jedynie kilka scen, postawiono na bardzo oryginalną promocję (w którą w pewnym momencie włączył się nawet sam Steven Spielberg), i dwa lata po pierwszym pokazie film wszedł do szerokiej dystrybucji.

Advertisement

W kolejnych latach powstało aż pięć kontynuacji. Łącznie wszystkie produkcje z serii zarobiły niemal 900 milionów dolarów. A Peli zaczynał jako programista gier komputerowych, bez żadnego doświadczenia w filmie, tworząc wszystko od zera za mniej więcej 15 tysięcy „zielonych”. To się nazywa przebitka.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *