Connect with us

Publicystyka filmowa

JESSE EISENBERG. Dupek

Eisenberg to zawsze Eisenberg. Wyszczekany gówniarz z żydowskiej rodziny. Z Nowego Jorku.

Published

on

JESSE EISENBERG. Dupek

Bogaty Żyd z Nowego Jorku. Wykształcony. Twórczy. Niewątpliwie błyskotliwy. Wciąż tkwiący w pewnym szablonie, za co jedni go uwielbiają, a inni – prawdopodobnie liczniejsi – nie cierpią.

Po ponad 10 latach obecności na ekranach kin Jesse Eisenberg jest tak samo doceniany, jak powszechnie irytujący swoim charakterystycznym emploi (z czego, jak często zapewnia, zdaje sobie sprawę). W swoich oczach niedoskonały, nieufny, z licznymi słabościami, żyjący z dnia na dzień i wciąż zadziwiony sukcesem, z dużym dystansem do tego, co osiągnął. W oczach widzów – co zaskakujące – ten sposób patrzenia na Eisenberga jest najpopularniejszy, szczególnie gdy spojrzymy na bohaterów, w których się wcielał.

Advertisement

W żaden sposób nie jest to wizerunek krzywdzący Eisenberga-aktora, tym bardziej, gdy zerkniemy na inspiracje i miejsca, które go kształtowały.

NOWOJORCZYK

Kochanie Nowego Jorku nie jest sprawą trudną. Dla Jessego Eisenberga, urodzonego w samym sercu Queens – choć częściowo wychowanego na przedmieściach New Jersey – miłość do miasta to nie tylko naturalne związki rodzinno-przyjacielskie lub sentyment, ale i pępowina, do której obecnie przyznaje się, nie mając ochoty na jej przecięcie. „Nowy Jork był jego miastem i zawsze będzie”. Znacie to? Między najsłynniejszym, najbardziej modelowym z nowojorczyków – Woodym Allenem – a Eisenbergiem jest wiele podobieństw i nie jest dziwne, że ten drugi, prócz bycia popularnym aktorem o swoistym wyglądzie chuderlawego i jajogłowego młodzieńca, znany jest z neurotycznego usposobienia, pisania sztuk oraz… uwielbienia dla filmów Allena. Przypadek?

Advertisement

Jesse-Eisenberg-jesse-eisenberg-18155387-981-650

„Jeśli żyjesz w Nowym Jorku, to podskórnie czujesz ten rodzaj humoru zaszczepiony w kulturze” – mówi Eisenberg w jednym z wywiadów. Od dzieciństwa, które przypadło na połowę lat 80., był zafascynowany humorem żydowskim w wydaniu komików związanych z Borscht Belt, miejscem w północnej części stanu, gdzie wypoczywała średnia klasa żydowska, która mogła korzystać z uciech związanych z pobytem w hotelach i tamtejszymi scenami teatralnymi. Mel Brooks, Billy Crystal, Rodney Dangerfield – to kilka najsłynniejszych nazwisk rozśmieszających ciętymi ripostami, złośliwym humorem, którego ostrze jest najczęściej kierowane na… samego siebie, nie unikając szyderstw z własnego pochodzenia.

W ten sposób Jesse Eisenberg patrzy na Jessego Eisenberga.

Advertisement

Z POLSKIEJ WSI DO WIELKIEGO JABŁKA

Oboje rodziców Jessego urodzili się w Stanach, choć ich korzenie sięgają Polski i Ukrainy. Rodzinny dom Eisenbergów znajdował się w Krasnymstawie (woj. lubelskie), skąd wyemigrowała przed laty prababka Jessego. Jedynym aktualnym polskim śladem jest cioteczna prababka, Maria, która wciąż mieszka w Szczecinie, a którą raz – w sentymentalnej podróży po Polsce – odwiedził Jesse.

Eisenberg został wychowany w domu dość świeckim jak na standardy żydowskie – nie był zmuszany do chodzenia do szkoły żydowskiej, ani do uczczenia bar micwy. Jego rodzice, Amy i Barry, to klasyczny przykład amerykańskiej średniej klasy – on zarządzał szpitalem, a później został uniwersyteckim profesorem; ona zabawiała dzieciaki na przyjęciach urodzinowych, przebierając się za clowna.

Advertisement

„Była naprawdę dobra, miała znakomite podejście do rozśmieszania dzieciaków – wspomina Jesse. – One ją uwielbiały. Dobrze jest widzieć kogoś, kto czerpie radość z odgrywania i jednocześnie raduje publiczność.”

Trudno powiedzieć, czy tego typu doświadczenie rozbudziło w młodym Jessem marzenia o aktorstwie, ale na pewno ułatwiało podejmowanie odważnych decyzji. Oceny w szkole miał średnie, a kłopoty z nauką spowodowały, że miał nawet rok w plecy. Sam Eisenberg zwala to na kłopoty z osobowością bardziej niż brakiem zdolności. „Trudno mi się funkcjonuje w normalnej grupie, gdzie musisz kogoś udawać, zwracać na siebie uwagę.” Dość nietypowe stanowisko jak na kogoś, kto został aktorem, ale charakterystyczne dla kogoś, kto przyznaje się do zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych (OCD).

Advertisement

„Gdy chodzę, staram się omijać szczeliny w chodniku – zwierzał się w wywiadzie dla Daily Spy. – Gdy mam wejść na nową powierzchnię, czy to z dywanu na beton, z drewna na dywan i tak dalej, na nową nawierzchnię – muszę sprawdzić, czy wszystkie części stopy dotykają ziemi w równym stopniu, zanim wejdę na coś nowego. Dlatego często waham się przed wejściem do nowych pokojów.”

Jesse Eisenberg nie obrusza się więc na epitety, że raz jest impulsywny, innym razem zamknięty w sobie, niecierpliwy, że często mówi coś, co ślina mu na język przynosi.

Tak jak w sytuacji wywiadu z pewną dziennikarką, kiedy przed kamerą wytknął jej brak przygotowania i zaczął strofować w swoim charakterystycznym stylu wyrzucając dziesiątki słów jak z karabinu. Internet wrzał, a sam Jesse został okrzyknięty największym dupkiem na tej planecie.

Advertisement

Tak, sytuacja niepewności jest zdecydowanie momentem mało komfortowym dla Jessego. Czy aktorstwo może być remedium na osobowościowe bolączki?

LEK NA OSOBOWOŚĆ

W wieku siedmiu lat, aby przekuć wrodzoną introwertyzm w coś pozytywnego, trafił do szkoły aktorskiej. Szkolnymi problemami nie zawracał sobie głowy, tym bardziej, że miał wsparcie rodziców w realizowaniu tego, na co ma ochotę.

Advertisement

„Granie to prosty zestaw celów. Masz rolę napisaną dla ciebie, a osoba, do której mówisz, ma rolę napisaną dla niej. Jesteś na scenie, masz kamerę przed sobą – nie dodajesz nic od siebie. Taka sytuacja tworzy sztuczne środowisko, które może być bardzo, bardzo wygodne.”

Dla Eisenberga to zdecydowanie odpowiednia sytuacja.

Advertisement
Luzik Guzik (Get Real)

Luzik Guzik (Get Real)

Jako dzieciak zagrał w wielu szkolnych przedstawieniach, występował w teatrach dziecięcych i młodzieżowych. Jako nastolatek trafił także na sceny off-Broadwayu i Broadwayu, gdzie zagrał epizody nawet w sztuce Tennesseego Williamsa. Charakterystyczna nonszalancja, z jaką grał, wycofanie lub nerdostwo, jakie prezentował, szybko zostało zauważone, tym bardziej, gdy jesteś w Nowym Jorku. Po udanym castingu, dostał rolę w serialu Luzik Guzik, komediowej produkcji ze stacji Fox, gdzie wcielił się w rolę nastolatka w – teoretycznie – normalnej rodzinie.

Pomimo szybkiego zdjęcia z anteny Eisenberg był na tyle specyficzny, że większe role były kwestią czasu, tym bardziej, że zrobiło się o nim jeszcze głośniej za sprawą reklamy napoju Dr Pepper (kampania „What’s the worst that can happen?”). Fakt, świecił gołym tyłkiem, jednak zamiast zażenowania pojawiła się popularność, którą można było przekuć w coś poważniejszego.

SZYBKI PRZEŁOM

Pierwszy poważny występ młodego Eisenberga, Lawirant, przedstawia siedemnastoletniego aktora w roli dla niego typowej: bystrego, introwertycznego chłopaka rzuconego w świat, którego nie zna.

Advertisement

Kluczowym momentem – wzmacniającym wizerunek Eisenberga jako nastoletniego dziwaka – stała się rola syna rozwodzących się rodziców w Walce żywiołów. Ten znakomity dramat Noaha Baumbacha – poważny, gdy trzeba, ale i przezabawny w kreśleniu rodzinnego nieszczęścia – jest przez samego Eisenberga nazywany największym przełomem jego dotychczasowego życia. „Bardzo się zaangażowałem w ten film – wspomina Jesse. – To była dobra, pełna niuansów rola. Miałem wielkie szczęście, że ją dostałem jako młody dziewiętnastoletni gość, który dopiero zaczyna.

To wszystko zmieniło: ludzie mnie zobaczyli, zacząłem dostawać mnóstwo scenariuszy. Od czternastego roku życia chodziłem na przesłuchania i była to najgorsza rzecz, jaką możecie sobie wyobrazić.”

Advertisement

Walka żywiołów, która zdobyła nominację do Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny, wywróciła życie młodego aktora do góry nogami.

[jg-ffw]Walka żywiołów (The Squid and the Whale)[/jg-ffw]

Od tej pory Jesse Eisenberg nie miał problemów z propozycjami kolejnych ról. Łyżką dziegciu na pewno może być schemat, w jaki popadł, a który jednak nie uwierał ani widzów, ani samego Jessego. Edukacja Charliego Banksa, W pogoni za zbrodniarzem, Człowiek sukcesu, Adventureland, gdzie po raz pierwszy spotkał się na planie z Kristen Stewart, a nawet pastisz horroru o żywych trupach, Zombieland . Bez względu, czy to pierwszy czy drugi plan, zawsze Jesse był tym miłym lub wrednym (zależy od konstrukcji bohatera), błyskotliwym, zagubionym chłopakiem, zbyt dorosłym, aby go uznać za dzieciaka, ale zbyt niedojrzałym, aby go uznać za dorosłego.

„Często mnie pytają, dlaczego gram takich dupków? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Nie zawracam sobie głowy tym, jak jestem odbierany przez widzów. Nie wiem, jak oni mnie widzą” przyznaje szczerze Jesse.

Advertisement
Adventureland

Adventureland

Zombieland

Zombieland

Przemytnik (Holy Rollers)

Przemytnik (Holy Rollers)

Pomimo specyficznego emploi, Eisenberg nie narzekał i nie narzeka na brak propozycji aktorskich. Baumbach, Mottola, Allen, Fincher, Sorkin, Snyder doceniają tę zwyczajność czającą się w inteligentnym spojrzeniu. W tym charakterystycznym dla Eisenberga sposobie komunikacji można wyczuć zarówno próbę rozumienia świata, jak i mnóstwo emocji – rozczarowania, złości.

Czy tego typu konstatacja kierowała Aaronem Sorkinem i Davidem Fincherem, gdy zatrudniali – po długim castingu – Eisenberga do głównej roli w filmie, który stał się ikoną XXI wieku?

NIE JESTEM ZŁYM CZŁOWIEKIEM

„Eisenberg wysłał do nas tylko jedną taśmę z nagraniem dialogu. Nie potrzeba było więcej przesłuchań. To wystarczyło – opowiada scenarzysta The Social Network. – Czysty talent aktorski. Na pewno bardzo pomagało to, że wyglądał odpowiednio do roli [Marka Zuckerberga] i miał grać gościa, który teoretycznie jest nie do polubienia, choć prawda jest taka, że po prostu trudno go polubić.”

Advertisement

Najważniejsza z dotychczasowych ról Eisenberga wymagała wyjątkowych przygotowań. Nie chodziło wyłącznie o naśladowanie słów, intonacji, ruchów twórcy Facebooka – Jesse wykonał w tym względzie tytaniczną robotę – ale o znalezienie klucza do tej postaci, która jest bardzo niejednoznaczna, emocjonalnie rozchwiana. Nic dziwnego jednak, skoro to historia zaledwie dwudziestosześcioletniego człowieka dźwigającego na barkach zbyt wiele jak na swój wiek, doświadczenie i charakter. Postać grana przez Eisenberga popełnia błędy i irytuje pewnością siebie w nierozumieniu tego, co się dzieje wokół.

Widz jest prowadzony na manowce: obok współczucia, na które Zuckerberg niewątpliwie zasługuje, pojawia się zazdrość o sprytne wykorzystanie tego, co oczywiste; obok podziwu za to, co osiągnął, pojawia się złość, że udało mu się coś stworzyć, bazując na krzywdzie.

Advertisement

gallery_movies-the-social-network

To niejasna, nieokreślona do końca postać. Trudno powiedzieć, że to alter ego samego Eisenberga, choć rodzaj społecznego wycofania, sposób komentowania rzeczywistości sugerują podobieństwa między nim a Zuckerbergiem. W końcu jeden i drugi, mimo osobowościowych problemów, robią coś teoretycznie niezgodnego z ich charakterem, choć w świecie, który stworzyli, świetnie się odnajdują (relacje społeczne, biznes, aktorstwo).

The Social Network to niewątpliwie największy aktorski sukces Eisenberga zwieńczony zarówno nominacją do Oscara (przegrał z Colinem Firthem w Jak zostać królem), jak i szeregiem nagród dla samego filmu.

Advertisement

Było to jednocześnie przełamanie szablonu, w którym tkwił od lat – rola była na tyle emocjonalnie zniuansowana i wymagająca odpowiedniego warsztatu, że z łatwością zauważono nową, dorosłą twarz Eisenberga.

GŁĘBSZY ODDECH

Wielu aktorów, mając za sobą spektakularny sukces zawodowy, stara się go skopiować jak najszybciej, uczestnicząc w wielu przedsięwzięciach filmowych. Cóż, okazji jest sporo – Eisenberg od 2010 roku ma szuflady pełne scenariuszy, a w kontraktach zgadza się na kwoty nie mniejsze niż dziesięć milionów dolarów.

Advertisement

Eisenberg postanowił jednak zwolnić. Było to podyktowane trudnością z pielęgnacją nagłego sukcesu i sprostaniu rosnącym oczekiwaniom widzów. Przy okazji doszło do głosu neurotyczne usposobienie – Jesse nie lubi siebie na ekranie, jeśli nie musi, nie ogląda filmów, w których wystąpił, nie lubi o sobie rozmawiać i słuchać ocen, bez względu na to, czy są pozytywne czy negatywne. Pozwolił więc sobie na głębszy oddech w postaci tego, do czego przez wiele lat publicznie się nie przyznawał.

„To, co naprawdę kocham, to pisanie. Co prawda trzymasz się pewnej formy, ale wymagasz od siebie dużej kreatywności. To nauka pewnych mechanizmów, które pozwalają na ogarnięcie świata w swój własny sposób.”

Advertisement
Sztuka "The Revisionist"

Sztuka „The Revisionist”

Jesse Eisenberg zaczął pisać sztuki sceniczne, które wystawiano na Broadwayu. Jeśli będziecie przechodzić po Dolnym Manhattanie, to zajrzyjcie do Cherry Lane Theatre w Greenwich Village, gdzie dotychczas grano sztuki jego autorstwa. Ostatnia, The Revisionist, jest na poły autobiograficzna: opowiada o amerykańskim chłopaku, który jedzie do Polski, aby posłuchać powojennej historii swojej babci, Marii. Przy okazji możecie kupić również najnowsze wydanie New Yorkera, gdzie Eisenberg ma swoją kolumnę z absurdalnymi historiami („Shouts And Murmurs”).

Znacie drugiego takiego aktora, który w podobny sposób realizuje się na tylu frontach?

UCIECZKA Z SZUFLADY

Oczywiście trudno mu było porzucić kino. Nie sposób z miejsca wyrwać się z okowów dotychczasowego wizerunku i szczególnie zobowiązań powstałych w czasie kręcenia The Social Network, dlatego pomińmy milczeniem 30 minut i mniej, Why Stop Now , które do aktorskiego portretu nie dorzuciły nic nowego.

Advertisement

W ostatnich latach Jesse Eisenberg mocno spolaryzował swoje aktorskie wybory – najczęściej go zobaczymy w niezależnych dramatach kręconych gdzieś na obrzeżach kina, robionych za grosze bez ambicji podbijania kin światowych i celowanych w charakterystyczną publiczność związaną z festiwalem Sundance. Warto tutaj wyróżnić intrygujący thriller Night Moves, gdzie wcielił się w rolę eko-terrorysty, lub szczególnie Sobowtóra, który jest uważany za najambitniejsze dotychczas osiągnięcie Eisenberga wcielającego się jednocześnie w dwie postaci, różniące się od siebie pod względem charakteru.W 2015 roku na premierę miały jeszcze znakomity The End of the Tour, w którym Eisenberg wciela się w autentyczną postać dziennikarza „Rolling Stone”, który przeprowadza wywiad z nietuzinkową postacią, jaką był pisarz David Foster Wallace (w tej roli Jason Segel – i to jest zdecydowanie jego film, najlepsza rola tego aktora).

 Pojawił się także w słodko-gorzkim komediodramacie Głośniej od bomb, które zdobyły odpowiedni rozgłos na najważniejszych festiwalach filmowych, a Eisenberg był bardzo wyrazisty w roli jednego z członków dysfunkcyjnej rodziny, co jest o tyle istotne, że partnerowali mu Isabelle Huppert, Gabriel Byrne i David Strathairn. Czyli po raz kolejny „nie zginął” pośród tuzów kina. 

Advertisement
Głośniej od bomb (Louder than Bombs)

Głośniej od bomb (Louder than Bombs)

The End of the Tour

The End of the Tour

double

Sobowtór (The Double)

Iluzja (Now You See Me)

Iluzja (Now You See Me)

Zakochani w Rzymie (To Rome With Love)

Zakochani w Rzymie (To Rome With Love)

Inna twarz Eisenberga to z pewnością typowo komercyjne przedsięwzięcia, które – tu aktor ma wielkie szczęście – pozwalają jednocześnie na autorski sznyt. W Iluzji (Now You See Me, 2013), hitowym thrillerze o magikach-włamywaczach, Jessemu pozwolono na współtworzenie scenariusza, ze szczególnym naciskiem na jego postać (co ważne – będącą w centrum opowieści, która została wypełniona gwiazdorską obsadą).  

Zakochani w Rzymie to z kolei współpraca z Woodym Allenem, idolem Eisenberga, który, jak zawsze, pozwolił na sporą improwizację na planie. „Więc robiłem, co potrafiłem, czyli żartowałem, wymyślałem na bieżąco dialogi. W pewnym momencie złapałem się na tym, że zacytowałem Manhattan!” I dodaje: „Dorastałem, mając na punkcie Allena obsesję. Każdego razu, gdy już na planie dawał mi i innym aktorom wskazówki, uśmiechaliśmy się do siebie jak idioci, bo nie mogliśmy uwierzyć, że jesteśmy w tym miejscu i słuchamy jego głosu.

Moi przyjaciele określili to podobnie do zobaczenia swego ulubionego zespołu na żywo. Jego sposób mówienia, rytm, który nadaje filmom, tkwiły w mojej głowie od zawsze, więc bycie z nim w jednym pokoju było czymś niesamowicie ekscytującym.”

Advertisement

[jg-ffw]jesse-lex[/jg-ffw]

PRZYSZŁOŚĆ BEZ NIEJASNOŚCI

Bez względu więc na cel, jaki przyświeca twórcom, Eisenberg jest zawsze Eisenbergiem – rozgarniętym, trudno dostępnym bohaterem, nie dającym się nadmiernie stylizować, wkładać w jakieś określone ramy. Dlatego niemałe zdziwienie wywołała informacja, że zagra w spodziewanym hicie na skalę globalną, czyli Batman v Superman: Świt sprawiedliwości.

Wcielił się w rolę Lexa Luthora, odwiecznego wroga Kal-Ela, i jak sam Eisenberg zapowiada, trochę zburzy ikoniczny charakter tego bohatera, choćby ze względu na to, że komiksowe dziedzictwo jest mu obce. Będzie to kompletnie inna postać niż te odgrywane przez Gene’a Hackmana (Superman z 1978 roku) czy Kevina Spaceya (Powrót Supermana z 2006 roku). Podobno scenariusz filmu reżyserowanego przez Zacka Snydera, skupił się na problemach psychologicznych Luthora, które nie pozycjonują go jako złego do szpiku kości geniusza, ale ubierają go w zdecydowanie więcej niejednoznacznych barw.

Advertisement

Będzie to z pewnością nowe otwarcie w karierze Jessego Eisenberga, który jednocześnie zapewnia – na szczęście dla fanów jego talentu i na nieszczęście krytyków, których jest niemało – da z siebie wszystko (wiemy, że ogolił głowę), ale wie kim jest i jeszcze lepiej wie, na co go stać. Już American Ultra, które weszło w 2015 roku do kin, zapowiadało zmianę – to pierwsza rola, gdzie musi zmierzyć się ze swoją fizycznością: biegając, skacząc, ścigając, bijąc się i strzelając. Cóż, w konwencji komediowej – wszystko to pod wpływem zjaranego skręta – ale to nowe wyzwanie, które przyjął dzielnie na wątłą klatę.

American Ultra

American Ultra

W 2016 roku pójściem na łatwiznę jest występ w dwóch sequelach – Zombieland i Iluzji, których nie można traktować jako aktorskich wyzwań. Całe szczęście Eisenberg znowu powrócił pod skrzydła Woody’ego Allena (obecnie tytuł filmu nie jest znany), po raz kolejny stworzy duet z Kristen Stewart.

*

Advertisement

Gdzie zobaczymy Eisenberga za pięć, dziesięć i dwadzieścia lat? Na pewno ma ten luksus, że nie chce myśleć strategicznie, wiele lat do przodu. Skupia się na tym, co tu i teraz. „Nie mam telewizora. Nie jeżdżę do Los Angeles. Wciąż się dziwię, gdy dostaję scenariusze i gdy to, co piszę, gdzieś się pojawia.”

Jest w tych słowach jakiegoś typu arogancja, buta. Ale czy może być inaczej, gdy wiesz, że jesteś wyjątkowy, nawet jeśli mylą cię z Michaelem Cerą? Przyszłość stoi przed Eisenbergiem otworem – ma raptem trzydzieści dwa lata, brakiem mięśni odróżnia się od zastępu jednorazowych gwiazd, a intelektem rozkłada na łopatki dużą część Hollywood. Jest to swoiste brzemię, z którym całkiem nieźle sobie radzi.

Advertisement

Mimo tego, że jest czołowym dupkiem filmowego świata.

Advertisement

Celuloidowy fetyszysta niegardzący żadnym rodzajem kina. Nie ogląda wszystkiego, bo to nie ma sensu, tylko ogląda to, co może mieć sens.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *