Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy, które są współczesnymi KLASYKAMI kina

Odkryj FILMY, KTÓRE SĄ WSPÓŁCZESNYMI KLASYKAMI KINA – dzieła, które zachwycają nieprzemijającą wartością i urzekają swoją magią.

Published

on

Filmy, które są współczesnymi KLASYKAMI kina

Mark Twain twierdził, że klasyką są „książki, które każdy chciałby znać, a których nikt nie chce czytać”. Według oficjalnej definicji klasyką nazywamy dzieła z różnych okresów uznane za doskonałe, reprezentatywne i najcenniejsze w swojej kategorii – takie, które mają nieprzemijającą wartość. Oczywiście w kinie klasyki również nie brakuje, także współcześnie. Oto 10 filmów z ostatniej dekady będących już klasycznymi pozycjami lub mających szanse stać się takimi w niedalekiej przyszłości.

Czerwony żółw (2016)

Ponadczasowa opowieść i piękna kreska to nie jedyne atuty tej animacji. Zresztą, gdyby tylko te elementy brać pod uwagę, to do miana klasyki mogłoby aspirować tutaj mnóstwo innych rysowanych filmów – począwszy od nieszczęsnej Krainy lodu aż po malowanego pędzlami Twojego Vincenta. Ale produkcja ze studia Ghibli ma coś, czego im brakuje – uniwersalność. Pozbawiony dialogów film nie potrzebuje bowiem żadnego tłumaczenia.

Advertisement

Ba! Nie potrzebuje też na dobrą sprawę dźwięku i nie wyraża swoich emocji idiotycznymi numerami wokalnymi. To czyste opowiadanie obrazem, a zatem prawdziwa kwintesencja kina. Jego wartość i przystępność nie przeminą więc wraz z upływającym czasem.

Drive (2011)

Film Nicolasa Windinga Refna z pewnością doczekał się już swoistego kultu. I bynajmniej nie osłabia go fakt, że jest to śliczna kalka wcześniejszych dokonań X muzy.

Advertisement

Tytuły, na których wzorował się reżyser, samoistnie przeszły do klasyki. I tam też podąża jego projekt, bowiem wszystko w nim gra i cyka – wręcz chodzi jak najlepsze auto. Od ścieżki dźwiękowej, przez zdjęcia i całą stronę wizualną, a na milczącym bohaterze-ikonie skończywszy. Kierowca nie jest ani pierwszym, ani ostatnim tego typu herosem X muzy, lecz skąpany w neonowych barwach niezwykle klimatycznych kadrów ma wszystko, czego trzeba, żeby za jakiś czas był wymieniany w jednym rzędzie ze swoimi poprzednikami.

Drzewo życia (2011)

Terrence Malick ma już na swoim koncie przynajmniej dwa klasyki. I być może doczeka się dwóch kolejnych. O ile jednak w przypadku Ukrytego życia jest jeszcze za wcześnie, aby myśleć tymi kategoriami, o tyle jego blisko 10-letni już film z pewnością można pomału za taki rozważać. Dla jednych opus magnum tego nietypowego twórcy – dla innych pretensjonalna buła, w której forma dominuje nad treścią. Czyli dzieło budzące skrajne emocje. Co by jednak o nim nie sądzić, jest niezwykłym zapisem człowieczeństwa w starciu z absolutem.

Advertisement

To wspaniale nakręcone świadectwo zarówno naszych czasów, jak i nas samych, a zatem jego znaczenie może z czasem tylko rosnąć – i to nie tylko to czysto archiwalne. Nigdy nie dowiemy się, co prawda, jak ten film będzie odbierany za 100 lat. Ale już w kolejnej dekadzie będzie można zweryfikować jego miejsce na firmamencie amerykańskiej kinematografii.

Grand Budapest Hotel (2014)

Oscarowe dzieło Wesa Andersona. Czy najlepsze? Trudno osądzić, zważywszy że twórca ten nie ma na swoim koncie słabych filmów. Z pewnością Grand Budapest Hotel stanowi jedno z najbardziej charakterystycznych jego dokonań, wspaniale łącząc twórczą radość z nostalgicznym sznytem i niecodzienną, zjawiskową wręcz stroną wizualną. Jest jak żywa pocztówka z zamierzchłych czasów i nieistniejącego od dawna miejsca, które wypełnia galeria barwnych postaci. To zarazem 100% Andersona w Andersonie, zatem nie zdziwiłbym się, jeśli będzie wymieniany jako jego sztandarowe dokonanie, za którym stoi także olbrzymia przystępność oraz zwyczajna frajda z obcowania z kolorowymi kolorami, pośród których dzieje się tak dużo, że całość można rozkładać na czynniki pierwsze w szkołach filmowych. A tak się właśnie robi z klasykami.

Advertisement

Ida (2013)

Choć osobiście nie przepadam za filmem Pawła Pawlikowskiego, to jego znaczenia dla współczesnej kinematografii polskiej trudno mi nie docenić. Upragniony, pierwszy w historii rodzimego kina Oscar dla filmu i zachwyt całego świata nad formą oraz prostotą tej skromnej opowieści, a także późniejszy podobny odbiór Zimnej wojny, która bez Idy z pewnością by nie powstała. Już choćby to sprawia, że można ten film stawiać pośród naszych najważniejszych dokonań po zmianie ustroju. Czy także tych najbardziej klasycznych? Cóż, ponownie byłbym powściągliwy w stawianiu filmu Pawlikowskiego obok dzieł Hasa, Wajdy, Munka czy Zanussiego lub też kina moralnego niepokoju. Ale jeśli idzie o XXI wiek, to w istocie Ida klasyką stać się może lada dzień.

John Wick (2014)

Klasyczne kino akcji umarło wraz z końcem poprzedniego stulecia, wyparte przez postmatriksowską modę i bourne’owski realizm. Od ładnych kilku lat Hollywood usiłuje je jednak wskrzesić, bazując głównie na nostalgii i powrotach starych marek. Przyczynili się do tego po części Niezniszczalni, których również można by było rozważać w danym temacie, oraz Uprowadzona. O wiele większe zamieszanie poparte niezwykle pozytywnym odbiorem wśród publiki wywołał jednakże film zrobiony przez kaskadera. I choć także ta seria, wzorem poprzednich, zaczęła szybko zjadać własny ogon, to jednak gdybym miał wskazać ten jeden jedyny przykład współczesnego kina akcji, który na dobre mógłby wpisać się w karty historii gatunku, tworząc swój własny mit, a nie jedynie bazując na istniejących już wzorcach i/lub nostalgii, to byłby to właśnie epos efektownej zemsty Keanu Reevesa. Na dobrą sprawę to już się stało.

Advertisement

Sicario (2015)

Posępna, duszna i niepozostawiająca żadnych złudzeń atmosfera jest pierwszym, co przychodzi na myśl w kontekście filmu Denisa Villeneuve’a. Drugim jest niesamowita, przytłaczająca ścieżka dźwiękowa Jóhanna Jóhannssona, którego praca wywarła jeszcze większy wpływ na dzisiejsze kino amerykańskie od samego filmu (pokłosiem tej ścieżki jest m.

in. Oscar za muzykę dla Jokera, za którą odpowiada wszak protegowana kompozytora). Trzecim atutem filmu są niesamowite sceny akcji poprzedzone cierpliwym i konsekwentnym budowaniem napięcia. Czy to jednak starczy na aspirowanie do miana klasyki? Bynajmniej. Tu jednak do gry wchodzą ambicje i, przede wszystkim, geopolityczne aspekty tej produkcji – bynajmniej nie pierwszej, która pochyla się nad amerykańsko-meksykańską dychotomią dobra i zła. Ale to z pewnością jeden z najbardziej atrakcyjnych w formie i zarazem bezprecedensowych filmów tego typu – bez wątpienia odcisnął swoje piętno na ogólnej świadomości, stając się trochę takim latynoskim odpowiednikiem Francuskiego łącznika.

Advertisement

The Social Network (2010)

Ponoć każde pokolenie ma swój własny film, który idealnie odzwierciedla nie tylko czasy, w których przyszło danym ludziom żyć, ale też bezbłędnie oddaje ich emocje, problemy, marzenia, kulturę. Dla pokolenia Facebooka takowym jest bez wątpienia dzieło Davida Finchera, który opowiedział o powstaniu rzeczonego wynalazku w niezwykle oryginalny, chwytliwy i elektryzujący sposób. Nie po raz pierwszy, bo dekadę wcześniej reżyser ten namieszał w głowach poprzedniej generacji Podziemnym kręgiem. Social Network wydaje się jednak bardziej realistyczny zarówno w formie, jak i treści oraz, paradoksalnie, bardziej pesymistyczny w wydźwięku. Pozbawiony metakomentarza, lecz nie socjologicznego zacięcia i satyry, jest niezwykle dynamicznym, wciągającym, choć opartym głównie na dialogach kinem, które w momencie premiery oglądało się z zapartym tchem, a które po latach już stanowi niebanalny zapis konkretnej ery. Za kolejne X lat jego znaczenie będzie jeszcze większe.

Whiplash (2014)

Damien Chazelle z pewnością potrafi w kino angażujące zmysły oraz emocje. Na dobrą sprawę każdy jego film ma szansę stać się współczesną klasyką X muzy. Palma pierwszeństwa przysługuje jednakże debiutowi reżysera, który ten oparł na własnym szorcie. To póki co zresztą wciąż najbardziej dojrzały i wysmakowany film Chazelle’a, nawet jeśli pozornie najmniej widowiskowy.

Advertisement

Opowieść o ambicjach i starciu dwóch osobowości, z których ta jedna zdaje się być tą wiecznie dominującą, większą niż życie, to wspaniały aktorski pojedynek i prosta, ale niesamowicie wkręcająca intryga. No i muzyka – wyciekający z każdego kadru jazz wyrażany tu przede wszystkim za pomocą perkusji, która sama w sobie stanowi jakby trzeciego, cichego bohatera tej produkcji. To mały wielki film, którego siła drzemie w perfekcyjnym zespoleniu wszystkich elementów w porywający szczerością seans, z widocznym w tle społecznym sznytem, gdzie nowe ściera się ze starym, a tradycja pomału odchodzi do lamusa. Na takich właśnie niuansach buduje się klasykę.

Wilk z Wall Street (2014)

Na koniec Martin Scorsese, czyli twórca, który już od lat 60. niemal w każdej dekadzie płodzi przynajmniej jedno klasyczne dzieło. Z pięciu, które wyszły spod jego ręki w ostatnich 10 latach, stawiam na trzygodzinny fresk o maklerskich machlojkach. Opowiedziany z werwą godną najlepszych gangsterskich produkcji reżysera, skrzący się dowcipem oraz tonący w akcji i całym potoku słów film jest kolejnym zapisem pewnej epoki szemranych interesów, dragów i bandytów w garniakach.

Advertisement

To rzecz tak bliska najlepszym dokonaniom Scorsesego i zarazem tak od nich inna, że na wskroś wyjątkowa. Broni się atrakcyjnością, która sprawia, że metraż przestaje mieć znaczenie (w oczach ogółu nie udało się tego dokonać w późniejszym, bardziej ambitnym Irlandczyku). Z lekkością, acz nie bez emocji i swoistej powagi nakreśla konkretną historię wraz z wynikającymi z niej problemami, a także celnie punktuje rzeczywistość, na której się opiera, wyciągając z niej niepozostawiające złudzeń wnioski. Szalony, kontrowersyjny, wulgarny, wieloznaczny, wyśmienity – takimi przymiotnikami zwykło się opisywać rzeczony tytuł. I jestem przekonany, że za jakiś czas dołączy do tej listy także „klasyczny”.

Oczywiście powyższa dyszka nie wyczerpuje możliwości, zatem czekamy też na wasze propozycje w komentarzach!
Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *