search
REKLAMA
Zestawienie

Filmy, które są współczesnymi KLASYKAMI kina

Jacek Lubiński

18 kwietnia 2020

REKLAMA
Mark Twain twierdził, że klasyką są „książki, które każdy chciałby znać, a których nikt nie chce czytać”. Według oficjalnej definicji klasyką nazywamy dzieła z różnych okresów uznane za doskonałe, reprezentatywne i najcenniejsze w swojej kategorii – takie, które mają nieprzemijającą wartość. Oczywiście w kinie klasyki również nie brakuje, także współcześnie. Oto 10 filmów z ostatniej dekady będących już klasycznymi pozycjami lub mających szanse stać się takimi w niedalekiej przyszłości.

Czerwony żółw (2016)

Ponadczasowa opowieść i piękna kreska to nie jedyne atuty tej animacji. Zresztą, gdyby tylko te elementy brać pod uwagę, to do miana klasyki mogłoby aspirować tutaj mnóstwo innych rysowanych filmów – począwszy od nieszczęsnej Krainy lodu aż po malowanego pędzlami Twojego Vincenta. Ale produkcja ze studia Ghibli ma coś, czego im brakuje – uniwersalność. Pozbawiony dialogów film nie potrzebuje bowiem żadnego tłumaczenia. Ba! Nie potrzebuje też na dobrą sprawę dźwięku i nie wyraża swoich emocji idiotycznymi numerami wokalnymi. To czyste opowiadanie obrazem, a zatem prawdziwa kwintesencja kina. Jego wartość i przystępność nie przeminą więc wraz z upływającym czasem.

Drive (2011)

Film Nicolasa Windinga Refna z pewnością doczekał się już swoistego kultu. I bynajmniej nie osłabia go fakt, że jest to śliczna kalka wcześniejszych dokonań X muzy. Tytuły, na których wzorował się reżyser, samoistnie przeszły do klasyki. I tam też podąża jego projekt, bowiem wszystko w nim gra i cyka – wręcz chodzi jak najlepsze auto. Od ścieżki dźwiękowej, przez zdjęcia i całą stronę wizualną, a na milczącym bohaterze-ikonie skończywszy. Kierowca nie jest ani pierwszym, ani ostatnim tego typu herosem X muzy, lecz skąpany w neonowych barwach niezwykle klimatycznych kadrów ma wszystko, czego trzeba, żeby za jakiś czas był wymieniany w jednym rzędzie ze swoimi poprzednikami.

Drzewo życia (2011)

Terrence Malick ma już na swoim koncie przynajmniej dwa klasyki. I być może doczeka się dwóch kolejnych. O ile jednak w przypadku Ukrytego życia jest jeszcze za wcześnie, aby myśleć tymi kategoriami, o tyle jego blisko 10-letni już film z pewnością można pomału za taki rozważać. Dla jednych opus magnum tego nietypowego twórcy – dla innych pretensjonalna buła, w której forma dominuje nad treścią. Czyli dzieło budzące skrajne emocje. Co by jednak o nim nie sądzić, jest niezwykłym zapisem człowieczeństwa w starciu z absolutem. To wspaniale nakręcone świadectwo zarówno naszych czasów, jak i nas samych, a zatem jego znaczenie może z czasem tylko rosnąć – i to nie tylko to czysto archiwalne. Nigdy nie dowiemy się, co prawda, jak ten film będzie odbierany za 100 lat. Ale już w kolejnej dekadzie będzie można zweryfikować jego miejsce na firmamencie amerykańskiej kinematografii.

Grand Budapest Hotel (2014)

Oscarowe dzieło Wesa Andersona. Czy najlepsze? Trudno osądzić, zważywszy że twórca ten nie ma na swoim koncie słabych filmów. Z pewnością Grand Budapest Hotel stanowi jedno z najbardziej charakterystycznych jego dokonań, wspaniale łącząc twórczą radość z nostalgicznym sznytem i niecodzienną, zjawiskową wręcz stroną wizualną. Jest jak żywa pocztówka z zamierzchłych czasów i nieistniejącego od dawna miejsca, które wypełnia galeria barwnych postaci. To zarazem 100% Andersona w Andersonie, zatem nie zdziwiłbym się, jeśli będzie wymieniany jako jego sztandarowe dokonanie, za którym stoi także olbrzymia przystępność oraz zwyczajna frajda z obcowania z kolorowymi kolorami, pośród których dzieje się tak dużo, że całość można rozkładać na czynniki pierwsze w szkołach filmowych. A tak się właśnie robi z klasykami.

Ida (2013)

Choć osobiście nie przepadam za filmem Pawła Pawlikowskiego, to jego znaczenia dla współczesnej kinematografii polskiej trudno mi nie docenić. Upragniony, pierwszy w historii rodzimego kina Oscar dla filmu i zachwyt całego świata nad formą oraz prostotą tej skromnej opowieści, a także późniejszy podobny odbiór Zimnej wojny, która bez Idy z pewnością by nie powstała. Już choćby to sprawia, że można ten film stawiać pośród naszych najważniejszych dokonań po zmianie ustroju. Czy także tych najbardziej klasycznych? Cóż, ponownie byłbym powściągliwy w stawianiu filmu Pawlikowskiego obok dzieł Hasa, Wajdy, Munka czy Zanussiego lub też kina moralnego niepokoju. Ale jeśli idzie o XXI wiek, to w istocie Ida klasyką stać się może lada dzień.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA