Ranking

TERRENCE MALICK. Ranking filmów

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Jaki naprawdę jest Terrence Malick – pretensjonalny czy oświecony? To pytanie zadaje sobie niemal każdy, kto zetknie się z twórczością amerykańskiego reżysera. Choć stoję po stronie tych, którzy potrafią zrozumieć i zachwycić się specyficzną wrażliwością twórcy oraz jego niepohamowanym dążeniem do odkrycia rządzącej tym światem prawdy, to jednak jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że jego filmy nie są łatwe, przez co mogą niejednego zrazić. Bo i mnie zraziły niejeden raz.

Przez wielu określany mianem mistyka kina, Malick przyzwyczaił swoją widownię do niezwykłych seansów, pełnych głębokiej refleksji i poetycko skomponowanych fotografii. W opracowywaniu uniwersalnych tematów niejednokrotnie zdarzyło mu się zahaczyć o banał, zwłaszcza w ostatnich dokonaniach, ale jeśli przyjrzymy się jego twórczości całościowo, nie będziemy mogli odmówić mu odwagi. W tym cynicznym, schlebiającym niskim pobudkom świecie jawi się jako jeden z nielicznych reżyserów chcących przybliżyć elementarne wartości, nawet za cenę popadnięcia w śmieszność.

Kiedyś trzeba było czekać kilkanaście lat, aż Malick wyłoni się z cienia, zabierze ponownie głos, nakręci nowy film. Dziś tworzy je niemalże taśmowo, co poniekąd odbija się na ich jakości. To jednak wciąż jeden z najważniejszych współczesnych twórców amerykańskich, którego twórczość znać powinien każdy szanujący się kinoman. Postanowiłem obejrzeć wszystkie filmy Terrence’a Malicka i ułożyć je w kolejności od najgorszego do najlepszego. Liczę, że tym, którzy jeszcze nie mieli okazji zmierzyć się filmografią Amerykanina, niniejszy ranking posłuży jako przewodnik.

9. Rycerz pucharów (2015)

Kompletnie nie wiem, co Malick miał na myśli.

Wielu krytyków twórczości Malicka wskazuje, że wszystko to, co powstało po Drzewie życia, nie jest godne uwagi. Że ewidentny „rozpęd”, jaki nabrał reżyser po zdobyciu Złotej Palmy, i produkowanie filmów raz za razem nie wyszły na dobre jego twórczości. Nie mogę się zgodzić z tak radykalnym osądem. Faktycznie, da się zauważyć, że Malick zarówno w Wątpliwościach, Rycerzu pucharów, jak i w Song to Song powtarza się tak bardzo – zarówno stylistycznie, jak i tematycznie – że filmy te przypominają niejako jedną całość podzieloną na części. Ale akurat ja tylko jeden z tej trójki potrafiłbym określić mianem filmowego nieporozumienia i jest to Rycerz pucharów. Kompletnie nie wiem, co Malick miał na myśli, tworząc to oniryczne, awangardowe dzieło. Christian Bale snuje się po ekranie, jakby naszprycowano go lekami na uspokojenie, nie wypowiada żadnej wartościowej kwestii, nie niesie swoim zachowaniem niczego czytelnego. Dość powiedzieć, że jedyną zaletą filmu jest możliwość podziwiania palety kobiecych wdzięków, w których rozsmakowuje się bohater. Domyślam się, że jest to krytyka hedonizmu, wzbogacona elementami symboliki tarota. Jest to jednak przekaz tak samo pusty jak rewers tychże kart.

Moja ocena: 4/10

8. Song to Song (2017)

Imponująca obsada. Ciekawe zdjęcia. Równie ciekawa tematyka, ubarwiająca miłosny trójkąt mocą rock’n’rolla. I wielka pustka. Tyle mniej więcej zostaje po seansie tego dzieła. Choć byłem rozochocony pozytywnym odbiorem Wątpliwości – także traktujących o trudach miłości i zniewoleniu pokusami – a moje serce było otwarte dla Song to Song, to niewiele blasku udało mi się z tego filmu wyłapać. Od kompromitacji, jaką zaliczył skąpany w podobnej stylistyce Rycerz pucharów, ratuje Song to Song jedynie to, że ma bohaterkę z krwi i kości, stojącą w rozkroku między żądzą fizycznej namiętności a emocjonalną stabilizacją. Jak na muzyczny film, Song to Song wypada też nazbyt sennie, mało jest w nim życiodajnej energii. Malick problematykę cudzołóstwa i cielesnych pokus chciał zaprezentować po swojemu i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że gdzieś w połowie seansu najzwyczajniej idzie się pogubić w tej gmatwaninie stosunków łóżkowych zachodzących między bohaterami.

5/10

7. Wątpliwości (2012)

Pozytywne, miłe zaskoczenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ile złego się w Internecie naczytałem przed seansem tego filmu. Spodobała mi się przede wszystkim tematyczna prostota. Film podzielony został na dwa wątki, tylko pozornie niemające ze sobą nic wspólnego. Z jednej strony małżeńska miłość kobiety i mężczyzny, z drugiej ksiądz jako symbol miłości człowieka do Boga. Obie te relacje mają obrazować dążenie do widzenia Boga w bliźnim, co często obarczone jest wątpliwościami, poczuciem braku sensu. Dodając do tego pięknie, iście poetycko skomponowane zdjęcia Emmanuela Lubezkiego, który kontynuuje tu stylistykę zapoczątkowaną w Drzewie życia, można się w kilku momentach Wątpliwościami żywo zachwycić. Choć raczej nie polecam seansu późną nocą, bo akcja momentami jest tak spokojna, że film niejednego widza z łatwością ukołysze do snu.

6/10

Ostatnio dodane