Publicystyka filmowa
CZARNE KOMEDIE, na których JESZCZE SIĘ NIE ŚMIAŁEŚ
Czarna komedia to unikalne połączenie humoru i refleksji, które rozśmiesza i zmusza do myślenia. Odkryj NIEZNANE CZYNY w CZARNYCH KOMEDIACH!
Mam wrażenie, że dawka czarnego humoru przydałaby się nam w obecnej sytuacji bardziej niż kiedykolwiek. Obśmianie problemów i spraw, do których podchodzimy z pokorą, niepokojem lub uporem maniaka, pozwoliłoby przyjrzeć się im z innej perspektywy, przemyśleć, a czasem po prostu od nich odpocząć. Śmiech to przecież zdrowie, nawet jeśli momentami wywoływałyby go tematy tabu. Czarna komedia jako podgatunek filmowy posługuje się właśnie tego rodzaju humorem. Wykorzystując ironię, absurd, groteskę, a niekiedy także surrealizm, twórcy filmowi nie tylko rozbawiają widzów, ale również skłaniają ich do zadumy nad przyjętymi wartościami.
Wyprodukowanie zabawnej i jednocześnie inteligentnej czarnej komedii to nie lada sztuka. Poza tym z pewnością niełatwo film takiego podgatunku wypromować. Nic więc dziwnego, że poza tak kultowymi czarnymi komediami jak np. Fargo, Sok z żuka czy Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj (ten polski tytuł ma w sobie też coś z czarnego humoru) istnieje mnóstwo produkcji, które zostały zupełnie przez widownię pominięte. Oto kilka z nich.
Pan Verdoux (1947)
Nazwisko Charliego Chaplina kojarzy się przede wszystkim z takimi tytułami jak Gorączka złota (1925), Światła wielkiego miasta (1931) lub Dyktator (1940), w których słynny reżyser i aktor w mniejszej lub większej mierze posługiwał się postacią kultowego włóczęgi.
W Panie Verdoux Chaplin ostatecznie zerwał z motywem Trampa, aby opowiedzieć historię Henriego, byłego kasjera bankowego, który morduje bogate wdowy w celu utrzymania rodziny. Twórca Brzdąca (1921) postanowił tym samym zmienić formę opowieści. Slapstick i komedia omyłek zeszły na dalszy plan, a pierwsze skrzypce zagrał w Panu Verdoux czarny humor. Wszystko po to, aby w cyniczny i gorzki sposób wypunktować przywary kapitalizmu. Film Chaplina z 1947 roku to zaskakująco aktualny tytuł i pozycja obowiązkowa nie tylko dla każdego fana czarnych komedii, ale także każdego pasjonata kina.
Szlachectwo zobowiązuje (1949)
Pora na jedną z najlepszych czarnych komedii w historii kina. Szlachectwo zobowiązuje Roberta Hamera podobnie jak Pan Verdoux Chaplina bawi się motywem morderstwa. Opowieść snuta jest przy pomocy wspomnień głównego bohatera – Louisa Mazziniego (Dennis Price), potomka arystokratycznej rodziny, który postanowił usunąć swoich krewnych stojących przed nim w kolejce do majątku i tytułu szlacheckiego. Szlachectwo zobowiązuje to po części społeczna satyra, po części zaś kryminalna farsa pełna ciętego dowcipu, sprytnych dialogów i eleganckiej atmosfery. Poza rewelacyjną interpretacją postaci Louisa Mazziniego w wykonaniu Dennisa Price’a prawdziwą gwiazdą filmu Hamera jest przede wszystkim Alec Guinness, wcielający się we wszystkie ofiary z rodziny Ascoyne D’Ascoyne. Guinness bez udziału efektów specjalnych i bez przesadnej pomocy charakteryzatorów stworzył osiem zupełnie odmiennych kreacji, wykorzystując umiejętność modulacji głosu i mimiki.
Poskromienie złoczyńcy (1963)
Waldo Trumbull (Vincent Price) jest współwłaścicielem lokalnego zakładu pogrzebowego. Biznesowy partner Waldo, który jest przy okazji jego teściem, to starszy, niedosłyszący i niedowidzący jegomość – Amos Hinchley (Boris Karloff). Amaryllis (Joyce Jameson), córka Amosa i żona Waldo, samozwańcza śpiewaczka operowa, zdążyła już przez lata zauważyć, że jej mąż to pijaczyna, który nie dość, że doprowadza zakład pogrzebowy jej ojca do bankructwa, to jeszcze nie pozwolił jej rozwinąć skrzydeł. Jedyną osobą, która wierzy w Amaryllis, jest Felix Gillie (Peter Lorre), fajtłapowaty, ale dobroduszny pracownik zakładu pogrzebowego Waldo i Amosa. Wszystkie te postaci łączy jeden problem.
Otóż już wkrótce mogą znaleźć się na bruku, ponieważ Waldo od roku nie płacił czynszu Johnowi Blackowi (Basil Rathbone). Permanentnie pijany Trumbull w celu podratowania interesu wpada na pewien pomysł, dzięki któremu zakład szybciej pozyska klientów.
Poskromienie złoczyńcy to zupełnie inna pozycja w filmografii Jacquesa Tourneura, którą do tej pory wypełniał głównie gatunek grozy. Chociaż w jego filmie z 1963 roku również znajdziemy elementy horroru, to Poskromienie złoczyńcy jest przede wszystkim czarną komedią. Skuteczność mrocznego humoru przepełniającego produkcję Tourneura jest nie tylko zasługą reżysera, ale także autora scenariusza – Richarda Mathesona. Śmiech wywołują tu więc przede wszystkim świetnie rozpisane, ironiczne monologi oraz wulgarne dialogi. Ogromną wartością filmu jest także wspaniała gra aktorska. Vincent Price błyszczy zatem w roli Waldo, jako z jednej strony elegancki, a z drugiej gardzący wszystkimi i wszystkim demoniczny przedsiębiorca. Dzielnie wtórują mu Peter Lorre w roli Gilliego, stanowiący idealny kontrapunkt dla postaci swojego przełożonego, Boris Karloff wypowiadający imponujący monolog na jednej ze styp czy Basil Rathbone wtłaczający nieco teatralności w najbardziej zabawnych sekwencjach filmu. Poskromienie złoczyńcy to czarna komedia, która zdecydowania wyprzedziła swoje czasy ostrym jak spojrzenie Vincenta Price’a żartem.
Zimny bufet (1979)
Zimny bufet Bertranda Bliera był swego czasu – po sukcesach komercyjnych takich filmów reżysera jak Jaja (1974) czy Przygotujcie chusteczki (1978) – jednym z najbardziej niedocenianych i źle rozumianych tytułów lat 70. w kinematografii francuskiej. Dziś Zimny bufet uzyskał należny mu status kina kultowego.
To z pewnością jedna z najbardziej anarchicznych, niepokojących, pozbawionych uczuć i logiki, pesymistycznych wizji rzeczywistości w kinie. Blierowskie połączenie motywów twórczości Kafki i Becketta z humorystycznym surrealizmem Buñuela „układa się” w senną narrację, która w nieprzewidywalny sposób łączy inspektora policji (Bernard Blier), Alphonse’a Trama (Gérard Depardieu) i mordercę (Jean Camet). Zimny bufet tonie w absurdzie i grotesce, aby opowiedzieć o samotności, bezsensie istnienia i zachowaniach, które społeczeństwo łatwo przyjmuje za normę. To z pewnością arcydzieło czarnego humoru.
Withnail i ja (1987)
Nie znam innego filmu, który choć w podobnym stopniu do obrazu kinematograficznego Withnail i ja Bruce’a Robinsona tak celnie oddawałby doświadczenia bycia na rauszu. Jednocześnie jest to produkcja niepozbawiona elegancji i subtelności. Ja (Paul McGann) i Withnail (Richard E. Grant) właściwie żyją dzięki narkotykom, papierosom i alkoholowi, a kiedy ich brakuje (w związku z wyczerpującymi się szybko funduszami), sposoby na odlot robią się coraz bardziej ekstremalne. Wkrótce porzucają swoją londyńską melinę i wyruszają w podróż na wieś do wuja Withnaila, aby zdobyć trochę grosza potrzebnego dla dalszej patologicznej egzystencji i nie tylko.
Film Robinsona to brytyjski klasyk, z którego dialogi powtarzane są przez wyspiarzy w życiu codziennym. Withnail i ja to z jednej strony przedziwna kapsuła czasu odzwierciedlająca atmosferę końca lat 60., z drugiej zaś produkcja pełna śmiechu i wzruszeń pozostawiająca widza z głową pełną – wbrew pozorom – poważnych myśli.
Kamienica w Madrycie (2000)
Kamienica w Madrycie była moim pierwszym spotkaniem z kinem Álexa de la Iglesii. Pamiętam, że wyszedłem z kina zarówno roześmiany, jak też zadziwiony umiejętnością utrzymania szalonego tempa akcji w prawie dwugodzinnym spektaklu przez niespełna wówczas 35-letniego reżysera. Film de la Iglesii z 2000 roku to coś w rodzaju połączenia hitchcockowskiej intrygi, hiszpańskiego temperamentu i kolorów znanych z twórczości Almodóvara oraz czarnego humoru grupy Monty Pythona. Chociaż chwilami dowcipy i zabawne sytuacje są w Kamienicy w Madrycie zbyt grubo ciosane, to ostatecznie groteskowa hiszpańska produkcja okazuje się wnikliwą i zwariowaną satyrą na ludzką chciwość z rewelacyjną Carmen Maurą w głównej roli.
Zieloni rzeźnicy (2003)
Żadne zestawienie czarnych komedii nie powinno być pozbawione któregoś z filmów Andersa Thomasa Jensena. Duńczyk obok Yorgosa Lanthimosa, Roya Anderssona, Rubena Östlunda i Quentina Dupieux to kolejny europejski twórca, który chętnie wykorzystuje elementy czarnego humoru w swojej twórczości. Zanim Jensen stworzył swój najlepszy dotychczas film – Jabłka Adama (2005), wyprodukował kilka innych krótkich i pełnometrażowych czarnych komedii.
Jedną z nich są Zieloni rzeźnicy, czyli groteskowa oraz zaskakująco ciepła opowieść o dwóch niespełnionych rzeźnikach, którzy postanawiają otworzyć swój własny sklep mięsny. Brzmi dziwnie? To dobrze, bo tak właśnie miało być. Choć na podstawie powyższego opisu wydawać mogłoby się, że otrzymamy film epatujący zbyt ciężkim i bezpośrednim humorem, to Zieloni rzeźnicy są tworem subtelnym i jednocześnie gwarantującym mieszankę skrajnych emocji. Twór Jensena z 2003 roku urzeka rozwojem postaci, wspaniałą grą aktorską Mikkelsena, Lie Kaasa i Bro, oryginalnością oraz bajkową atmosferą.
Śmierć Stalina (2017)
Śmierć Stalina to nie tylko oryginalne przedstawienie historii w krzywym zwierciadle, lecz także jeden z najbardziej nietypowych filmów opartych na komiksie. Armando Ianucci, reżyser Śmierci Stalina, poszedł tu w jawną farsę i absurd. Efektem jest zjadliwa satyra na władzę i autorytaryzm, niepozbawiona również elementów strasznych i niepokojących. Czarny humor wypływa w omawianym tytule zarówno z dialogów, jak też z różnych sytuacji. Slapstick miesza się tu zatem z arcyciekawymi pojedynkami na słowa.
Śmierć Stalina to również fantastyczny popis gry aktorskiej Steve’a Buscemiego, Simona Russella Beale’a oraz Jasona Isaacsa. Film Ianucciego zasługuje zdecydowanie na więcej uwagi, niż do tej pory otrzymał.
Powyższe tytuły to oczywiście jedynie kilka propozycji mniej znanych czarnych komedii. Czy zgadzacie się z moimi wyborami? Jakie inne filmy powinny znaleźć się w tym zestawieniu? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.
