Recenzje

SOK Z ŻUKA. Triumf szalonej wyobraźni

W sumie to wszystko bardzo mi się podobało w tym filmie i jak ktoś go jeszcze nie widział, to powinien pobiec do najbliższej wypożyczalni wideo i pożyczyć kasetę.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Cześć. Nazywam się Dawid Myśliwiec i mam dziesięć lat*. Przybyłem do was z przeszłości, żeby opowiedzieć o zarypistym filmie, jaki obejrzałem na wideo z rodzicami. Nie wiem, czy już go widzieliście, ale nazywa się Sok z żuka i został nakręcony w 1988 roku przez takiego śmiesznego pana, który nazywa się Tim Burton. Widziałem jego zdjęcie w jakiejś gazecie o filmach – miał takie potargane włosy i jakiś taki za duży płaszcz. Śmiesznie wygląda, ale ma też śmieszne pomysły, a Sok z żuka to super film, dużo się w nim dzieje i jest taki zwariowany.

Tak naprawdę to Sok z żuka to wcale nie straszny film, tylko bardziej taka komedia z elementami grozy.

A myślałem na początku, że to będzie straszny film, bo w sumie zaczyna się od tego, że mąż i żona (Alec Baldwin i Geena Davis) giną w wypadku i zostają duchami, ale tak naprawdę to Sok z żuka to wcale nie straszny film, tylko bardziej taka komedia z elementami grozy. Dlaczego? A dlatego, że te duchy, czyli Adam i Barbara, trafiają do Zaświatów, gdzie muszą nauczyć się życia od podstaw, ale jednocześnie wciąż mogą przenosić się do świata rzeczywistego, gdzie ich ukochany dom zostaje zamieszkały przez innych ludzi. To się jednak Adamowi i Barbarze nie podoba, więc postanawiają wykorzystać swoje świeżo nabyte, „duchowe” umiejętności, aby odstraszyć nowych lokatorów. Niestety okazuje się, że są kiepskimi upiorami i nie udaje im się wykurzyć ze swego domu nieproszonych gości. Muszą prosić o pomoc Betelgeuse’a, tytułowego upiora (Michael Keaton), który niejednego delikwenta już wystraszył. Z początku nie mają pojęcia, jak wymówić jego imię (a trzeba to zrobić trzy razy, żeby go przywołać), ale w końcu dowiadują się, że to po prostu Beetlejuice, czyli tytułowy sok z żuka, i spotykają się oko w oko z szalonym umarlakiem. Na początku nie chcą mu ufać, ale wygadany potwór nie chce dać im spokoju, bo poznał piękną córkę nowych lokatorów, Lydię (młodziutka Winona Ryder), z którą chciałby się ożenić.

Nie będę wam więcej opowiadał, bo to po prostu trzeba zobaczyć! Sok z żuka to taka typowa komedia omyłek – dzieje się tu bardzo dużo, akcja jest szalona, a choć roi się tu od potworów i różnych maszkar, to nie brakuje śmiechu. Podoba mi się szczególnie połączenie dwóch światów – tego codziennego, prawdziwego i tego, w którym mieszkają duchy, zjawy i inne stwory. Wszystko zostało bardzo szczegółowo wymyślone – są konkretne zasady, których muszą przestrzegać duchy, są urzędy, w których czeka się w kolejce, a nawet poczekalnie jak u lekarza! Nie tylko tam jednak dzieją się śmieszne rzeczy – okropnie zabawne są sceny, w których Adam i Barbara próbują wystraszyć nowych lokatorów i zupełnie im to nie wychodzi. Jaką oni mają wyobraźnię! Zamieniają się w najstraszniejsze potwory, zmuszają członków rodziny do bardzo dziwnych zachowań (tarzałem się ze śmiechu na scenie tańca przy kolacji!), ale i tak nie udaje im się wykurzyć ze swojego domu intruzów. W końcu jednak zaprzyjaźniają się z Lydią, która jako jedyna od początku widzi duchy Adama i Barbary, a wspólnymi siłami znajdują także sposób na Beetlejuice’a. Sok z żuka to niedługi film, bo trwa około półtorej godziny, ale bawiłem się ekstra i szkoda, że pan Burton nie nakręcił trochę więcej śmiesznych i strasznych scen.

Po pierwszym obejrzeniu tego filmu widziałem go jeszcze dwa razy, zanim rodzice oddali kasetę do wypożyczalni – aż tak mi się spodobało! Podobno to nie jest film dla dzieci, ale ja się nie bałem Soku z żuka, tylko miałem ubaw po pachy, a czasami naprawdę zadziwiały mnie pomysły pana reżysera. I aktorzy też byli super, zwłaszcza ten, który grał Beetlejuice’a, czyli pan Keaton. No i muzyka była świetna, ale nie pamiętam, kto ją napisał (jakiś Elf Danny???). W sumie to wszystko bardzo mi się podobało w tym filmie i jak ktoś go jeszcze nie widział, to powinien pobiec do najbliższej wypożyczalni wideo i pożyczyć kasetę, i to nawet nie na jedną dobę, bo może chcieć obejrzeć Sok z żuka kilka razy, tak jak ja. Taki fajny jest ten film.

*Dziesięcioletnia wersja autora została wybrana losowo – prawdopodobnie byłem jeszcze młodszy, gdy po raz pierwszy obejrzałem Sok z żuka, ale nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy dokładnie to było.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane