Publicystyka filmowa
10 filmów dokumentalnych Netflix, które warto zobaczyć
Odkryj fascynujący świat dokumentów w filmie 10 FILMÓW DOKUMENTALNYCH NETFLIX, KTÓRE WARTO ZOBACZYĆ. Zaskakujące tematy i emocjonujące historie!
Można psioczyć na jakość tworzonych przez Netflix fabularnych filmów pełnometrażowych. W tym wypadku wciąż więcej jest tych średnich lub wręcz kiepskich produkcji niż faktycznie wartościowych. Natomiast nie da się tego samego powiedzieć o filmach dokumentalnych, sygnowanych znakiem Netflix Original. Spektrum ciekawych i różnorodnych tematów jest w tym wypadku bardzo wysokie, co idzie w parze z wysoką jakością wykonania.
Filmów dokumentalnych będących oryginalnymi tworami Netfliksa jest w bazie platformy kilkadziesiąt. Ostatnimi czasy udało mi się nadrobić kilkanaście pozycji. Musiałem dokonać dużej selekcji tematów, ponieważ nie ze wszystkimi było mi po drodze. Nie interesowały mnie kompletnie polityczne laurki, pokroju Mitt, tworzone (najpewniej) na zamówienie. Omijałem także biografie znanych muzyków. Szukałem mięsa. Czystego mięsa, w które mógłbym się wgryźć. Interesujących problemów, niecodziennych spojrzeń. Dziwactw, niesprawiedliwości i kontrowersji naszego świata.
Oto lista wyjątkowo ciekawych filmów dokumentalnych spod znaku Netflix Original, na które udało mi się natrafić podczas moich poszukiwań. Chciałbym jednak podkreślić, że lista nie wyczerpuje tematu – to tylko mój subiektywny wybór dziesięciu solidnych produkcji spośród wielu innych zasługujących na uwagę. Wybór mający podkreślić fakt, że Netflix nie tylko serialami stoi.
Jeśli twoim zdaniem czegoś w zestawieniu zabrakło, podziel się swoim spostrzeżeniem w komentarzu pod artykułem.
The Mars Generation (2017), reż. Michael Barnett
Ten niezwykle inspirujący film opowiada o pokoleniu dzieciaków, które zamiast obijać się bezcelowo po mieście i tracić czas na różne przyjemności, postanawia wejść do świata astronautyki. To oni będą w przyszłości zdobywać kosmos. NASA, SpaceX i inne organizacje już teraz czynią starania o to, by należycie przygotować się do wyprawy na Marsa.
Poznając historię lotów w kosmos oraz śledząc wypowiedzi grupy młodych ludzi pozytywnie zakręconych na punkcie nauki, widz jest w stanie lepiej wyobrazić sobie ten wielki krok, jaki ludzkość już wkrótce wykona. To już nie jest science fiction.
Jim i Andy (2017), reż. Chris Smith
Niewiele osób wie, że podczas kręcenia Człowieka z księżyca Jim Carrey rozszczepił własną osobowość. Chcąc jak najlepiej wcielić się w postać Andy’ego Kaufmana, jednego z najbardziej ekscentrycznych komików amerykańskich, był nim nie tylko przed kamerą, ale i wówczas, gdy włącznik „record” chwilowo nie był wciśnięty. Swoim dziwnym, acz zgodnym z charakterem Kaufmana, zachowaniem sprawił wiele kłopotów zarówno ekipie tworzącej film, jak i samemu Milošowi Formanowi. W wywiadzie udzielonym na potrzeby filmu Jim Carrey podkreślił wyjątkowość postaci Kaufmana i to jak podczas tworzenia filmu o nim udało mu się połączyć duchowo z dawnym komikiem. Widzowie z kolei mają okazję podczas seansu zrozumieć, na czym dosłownie polega metoda Stanisławskiego.
My Own Man (2014), reż. David Sampliner
David, początkujący filmowiec, już wkrótce zostanie ojcem. W oczekiwaniu na narodziny syna postanawia jednak uporządkować jedną kwestię w swoim życiu, która od lat spędza mu sen z powiek. Nie wie, czym jest męskość, a co za tym idzie, nie wie czy sam jest dostatecznie męski, by móc należycie wychować męskiego potomka. Czy można z dnia na dzień przeistoczyć się w samca alfa? Co tu dużo mówić: ta wzruszająca historia, w której bohater musi zajrzeć w głąb swej osobowości i nadrobić relację z ojcem, przeznaczona jest głównie dla mężczyzn. Nie tylko tych zagubionych, ale także tych mylnie łączących męską siłę z objętością mięśni.
Into the Inferno (2016), reż. Werner Herzog
Gigant kina, słynny niemiecki reżyser Werner Herzog, od czasu do czasu lubi nakręcić jakiś dokument. To jedna z jego ulubionych form wypowiedzi. Ujmuje w jego filmach to, jak swobodnie idzie mu opowiadanie o potędze przyrody. Nie inaczej jest i tym razem. Wymowny tytuł filmu odnosi się do wejścia w głąb aktywnych wulkanów – obiektów tak pięknych, jak przerażających.
Herzog wraz z zaprzyjaźnionym wulkanologiem postanawia odwiedzić piekło, odkrywając tajemnice ognistych gór i rewidując związane z nimi mity. Serwując obrazy potoków lawy, twórca potrafi zarazić nas swoją fascynacją. Wspaniały film, który za sprawą swej widowiskowości, z pewnością zasługiwał na dystrybucję kinową.
Medyczne nadużycia (2018), reż. Kirby Dick
To temat dla tych, którzy nie łykają wszystkiego, co mówi i podkłada im pod nos lekarz. W swym najnowszym dokumencie Kirby Dick opowiada – co sam tytuł wskazuje – o nadużyciach w branży medycznej. Mamy tu do czynienia z niezwykle wnikliwym i krytycznym spojrzeniem na nieprzewidziane konsekwencje zaawansowanych urządzeń stosowanych w medycynie, takich jak stenty, endoprotezy itp.
Okazuje się, że nawet tomografia komputerowa może być dla nas szkodliwa, o czym nie w smak niektórym jest nas informować. Branża jest przecież odpowiednio finansowana, a produkty mające (rzekomo) ratować nasze życie muszą się sprzedawać. Wiele z nich jednak, co pokazuje film, kryje w sobie śmiertelne zagrożenie.
Ikar (2017), reż. Bryan Fogel
Zacząć należy od tego, że Ikar to pierwszy pełnometrażowy film Netfliksa, który wygrał Oscara. Już wcześniej w kategorii filmów dokumentalnych bliska sukcesu była Virunga. Najwyraźniej ukazanie mrocznej strony dopingowych praktyk w sporcie okazało się o wiele bardziej wstrząsające.
Film Fogela zgarnął jednak złotego rycerza nie tylko za temat, jaki odważnie i bezkompromisowo podejmuje. To bowiem film dokumentalny, który potrafi zaskoczyć zwrotem akcji rodem z najlepszego dreszczowca. To, co miało ułożyć się w opowieść o wpływie dopingu na organizm sportowca, w trakcie realizacji przeistoczyło się w demaskację milczącego przyzwolenia, jakie wydał Putin na szprycowanie się rosyjskich sportowców w latach 2005–2015. Wszystko w imię potęgi Rosji. Szok, niedowierzanie i przecieranie oczu ze zdumienia podczas seansu gwarantowane.
Jedni z nas (2017), reż. Heidi Ewing
Społeczność amerykańskich chasydów, zhermetyzowanych ultraortodoksyjnych Żydów, nie może po tym filmie czuć się już bezpiecznie i bezkarnie. Choć reżyserka Heidi Ewing buduje swoją narrację wokół doświadczeń jedynie trzech osób (czym zaniża swoją wiarygodność), to jednak nie wystawia chasydom najlepszego świadectwa.
Nie mówi tego wprost, ale przyrównuje żydowską wspólnotę do sekty, w której obrębie dzieją się bardzo nieprzyjemne rzeczy. Gwałt, molestowanie i ostracyzm to problemy, które istnieją, ale albo są przemilczane, albo zostają rozwiązane według wewnętrznych zasad grupy – często na niekorzyść ofiary. Co gorsza, wszystko to odbywa się z Bogiem na ustach. Koniec końców bohaterowie i tak odczuwają silne przywiązanie do tradycji, w której wyrośli, co jest tak fascynujące, jak i przerażające jednocześnie.
Amanda Knox (2016), reż. Rod Blackhurst, Brian McGinn
Tytułowa bohaterka jest amerykańską studentką, która podczas pobytu we Włoszech zostaje posądzona o morderstwo, którego nie popełniła. Film ukazuje przerażające konsekwencje nacisków medialnych oraz społecznego potępienia, które mogą doprowadzić do zamknięcia niewinnej osoby za kratkami.
Najciekawsze jednak w filmie jest to, że do końca nie możemy być pewni tego, czy Amanda faktycznie była niewinna. Najprawdopodobniej jednak tym, co chowała za uszami był jej własny narcyzm, niezależność i seksualne wyzwolenie. Jak uczy biblijna historia o Marii Magdalenie, są to cechy, które choć każdy z nas dobrze zna, to jednak ich obecność w kobiecie zachęca do rzucenia w nią kamieniem.
XIII poprawka (2016), reż. Ava DuVernay
Przed seansem tego dokumentu wiedziałem o nim niewiele. Może dlatego tak bardzo mnie zaskoczył. Spodziewałem się filmu o więziennictwie, a otrzymałem niezwykle interesującą opowieść o rasizmie. Co ciekawe, słowo to nie pada bodaj ani razu w filmie, lecz jego wpływ na bohaterów jest odczuwalny przez cały seans.
Tytułowa trzynastka poprawka odnosi się do momentu, gdy Abraham Lincoln zniósł niewolnictwo, czyniąc wszystkich ludzi wolnymi. Wszystkich z wyjątkiem przestępców. Klauzula ta dała początek masowemu zamykaniu czarnoskórych w więzieniach, czyniąc z tego, co powinno stanowić sprawiedliwą karę, jeden z najlepiej rozwiniętych biznesów. Władze mają ręce czyste, bo za kratki trafiają kryminaliści. Wątpliwości budzi jednak to, za co zamykani są Afroamerykanie. Czy faktycznie zasłużyli na takie potępienie? Film jest w odpowiedzi na to pytanie bardzo stronniczy, ale jednocześnie konstruuje swą wypowiedź bardzo zachowawczo i racjonalnie.
Gra o „białe złoto” (2016), reż. Kief Davidson, Richard Ladkani
To nie jest tylko film dokumentalny. To dreszczowiec w najlepszym wydaniu. Film ukazujący brutalny proceder zabijania afrykańskich słoni ogląda się w napięciu, siedząc na krawędzi fotela. Infiltracja mrocznego świata kłusowników jest jednocześnie dogłębnie poruszająca. Jeśli w imię zysku i kilku figurek z kości słoniowej milczącym przyzwoleniem akceptujemy mordowanie tych niezwykle inteligentnych i czułych zwierząt, to jakie świadectwo wystawia to naszemu człowieczeństwu? Gra o „białe złoto” sprawia, że otwierają się oczy, ale i opadają ręce – ludziom o większym poziomie empatii zwyczajnie może nie zmieścić się w głowie to, jak bardzo drapieżnym gatunkiem jesteśmy.








