Publicystyka filmowa
SEQUELE – U Pana Boga
W SEQUELE – U PANA BOGA spotykają się gangsterzy i anioły w podlaskim miasteczku, gdzie chaos przeplata się z humorem i przetańczonym losem.
Autorem tekstu jest Michał Frącz.
| ROK PRODUKCJI: 1998 DYSTRYBUCJA W POLSCE: Vision Film Distribution REŻYSERIA: Jacek BromskiWYSTĄPILI: Ira Łacina/Irina Latchina |
W zagubionym gdzieś na Podlasiu Królowym Moście panuje spokój. Do czasu… Autobus wypełniony handlarzami z Białorusi zostaje napadnięty przez rekietierów „Gruzina”. Wśród poszkodowanych jest młoda i zadziorna Marusia. Ona jedna decyduje się, by wystąpić przeciw ukraińskiej mafii. Policja, chcąc nie chcąc, wszczyna śledztwo, a Rosjance nadaje status świadka koronnego i umieszcza w domu młodego organisty Witka.
W celu zachowania przez młodych czystości, regularnie wizyty składa im szara eminencja miasteczka, dobrotliwy i refleksyjny ksiądz proboszcz. Im bliżej rozwiązania akcji, tym bardziej Marusia chce pozostać w Królowym Moście. I tylko nie wiadomo, czy to zasługa klimatu, czy też Witka…. Ten film to dla wielu tylko komedia emitowana w święta. Pewnie ma wady, ale ja ich dostrzec nie mogę. Bo ja ten film kocham. Do czegóż tu się przyczepić? Do gry aktorskiej? Nie. Aktorzy są w swych rolach świetni, „śledzikują” jakby się w Królowym Moście urodzili (nawet młody Wieczorkowski). Klimat? Miodny, i to bardzo.
Humor? Gdzie tam, jest pierwszorzędny. Dialogi? Większość z nich będę pamiętał do końca swych dni. Muzyka? Nie, to bardzo klimatyczny soundtrack. Zdjęcia? „Peerelowska” kamera świetnie oddaje urok zagubionej wśród pól podlaskiej wioski. A może scenariusz? Nie, w nim nie zmieniłbym ani jednej sceny, nie wyrzuciłbym żadnego słowa. Właściwie jedynym zgrzytem powinien być… światopogląd. Nie da się ukryć, że Królowy Most to „moherowy” teren. Jako młody, żyjący w XXI wieku „Europolak” powinienem wyśmiać tą produkcję. Ale oglądam i – przecieram oczy ze zdumienia – w pełni utożsamiam się z „wieśniakami”.
Twórcy pokazali siłę przekonywania: nietolerancja, władza kleru, cwaniactwo, układy, „dulszczyzna”, a nawet antysemityzm – wszystko to zdaje się być błahostką, drobnym grzeszkiem, który Bóg-łaskawy gospodarz z łatwością wybaczy. Cóż za przewrotność w politycznie poprawnym świecie! O tym Bogu nie pozwala zapomnieć dobrotliwy klecha-filozof. Jego postać rzutuje na cały film, wprowadza nas w sferę sacrum. Z nim zastanawiamy się, do jakiego stopnia można kierować ludźmi? Czy samo miłosierdzie wystarczy? Ile można im dać wolności, by dobrze z niej korzystali (albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.
..)? I właśnie ten milutki konserwatyzm jest, paradoksalnie, największą zaletą tej produkcji. A jeśli na wskroś chrześcijańskie przesłanie do was nie trafia… Dostajecie polsko-ruskie „love story„, intrygę kryminalną utrzymaną w spokojnym tempie, barwne postaci, relaksujący klimat, w którym aż chce się zanurzyć. Jeśli skłoni was do zadania sobie samemu paru pytań – OK. Jeśli nie skłoni- też dobrze. Ja polecam z czystym sumieniem. 10/10
| ROK PRODUKCJI: 2007 DYSTRYBUCJA W POLSCE: Vision Film Distribution REŻYSERIA: Jacek BromskiWYSTĄPILI: Agata Kryska-Ziętek |
Po 9 latach wracamy do Królowego Mostu. Reżyser nie omieszkał skorzystać z prawa sequela, więc tym razem dostajemy 2 równoprawnych bohaterów: Mariana Cielęckiego, policjanta-niemotę, który zaliczył szkołę policyjną tylko dzięki „plecom”, oraz Bociana, gburowatego świadka koronnego. Pierwszy zakochuje się w córce komendanta (pannie z dzieckiem), drugi w piersiastej wdowie-barmance.
Tak glina, jak i gangster są świadkami prowincjonalnych dziwactw: drogówki łapiącej kawalerów dla Luśki, burmistrza wierszoklety, lekko szurniętego, ale wciąż łasego na damskie walory dziewięćdziesięciolatka, przepychanki księdza z czarnoskórym właścicielem supermarketu… Spokój miasteczka burzy przybycie cyngli polujących na zdrajcę. Nikt już nie jest bezpieczny… Środkowa część trylogii posiada inny klimat niż poprzednik. „…w ogródku” bliższe jest produkcjom naszych południowych sąsiadów niż pierwszej części. Oczywiście nie jest to drastyczna zmiana – miasteczko nadal jest idylliczne, zmienił się jednak charakter – punkt ciężkości przesunął się z plebani na komisariat.
Triumf profanum nad sacrum. Oczywiście akceptuję licentia poetica Bromskiego, ale sielskich miasteczek jest w bród, a Królowy Most jest tylko jeden. To nie jedyny zarzut. Z „…za piecem” nie wyciąłbym ani minuty, nie opuściłbym nawet jednego dialogu. W tej części montaż niby jest dobry(choć ostatnie minuty strasznie się ciągną), ale zawiera na drugim planie pewne niedociągnięcie, które skutecznie zepsuło mi przyjemność oglądania.* Dla bardziej wymagających widzów irytujące może być uproszczenie psychologii postaci. Sceny akcji są poprawne (tylko). Zmienił się nawet Ksiądz; nadal „rozmawia” z Przenajświętszą Panienką, ale tym razem nurtuje go istota postępu.
Sam jest jego ofiarą; jego pozycja się chwieje, a on stał się bardziej podejrzliwy. Jego lekko „moherowe” poglądy są wyłożone w „łopatologicznej” formie, ale to szczegół. Więc czemu aż 7/10? Bo „U pana Boga w ogródku” urzekł mnie. Nie aż tak, by nie dostrzegać błędów, ale urzekł. Dobra gra aktorska (komendant i ksiądz w szczególności), sporo śmiesznych tekstów i sytuacji, klimatyczna muzyczka, przepiękne krajobrazy, powolne tempo. Film jak najbardziej można obejrzeć i zrelaksować się przy nim. Bardzo dobra kontynuacja doskonałego filmu.
PS. Jeśli spodobał wam się film, obejrzyjcie serial. Są lepsze i gorsze momenty, ale można się przy nim odprężyć.
| ROK PRODUKCJI: 2009 DYSTRYBUCJA W POLSCE: Vision Film Distribution REŻYSERIA: Jacek BromskiWYSTĄPILI: Agnieszka Kotlarska |
Wiatry zmian znów wieją nad Królowym Mostem – Śliwiak (ten od „pagierów” z pierwszej części) zamierza w najbliższych wyborach zająć fotel burmistrza. Stary Lew jednak nie odpuszcza, więc rozkręca się kampania. Bardzo negatywna kampania, gdyż dochodzi tu nawet do przemocy. Co gorsze, do miasta powraca wypędzony lata temu „Gruzin”. W środku tych wydarzeń dojrzewa (papierowe) uczucie między starzejącym się repatriantem z Ameryki, Stanleyem Niemotką a nowoczesną i atrakcyjną(?) policjantką Mariną Chmiel.
.. W tym Miasteczku zawsze rządziła „Banda Trojga”, Pleban-Glina-Burmistrz. W jedynce kluczową postacią był Pleban, w dwójce na czoło wysunął się komendant. Logiczne więc, że trójka należeć będzie do Burmistrza. Mimo, że od premiery poprzedniej części minęły ledwo 2 lata, to wydawało się, że pan Bromski wie, co robi. Błąd… Zacznijmy od plusów tej produkcji. Wypada pochwalić zdjęcia (dobre jak zawsze), muzykę, o dziwo porządną, mimo zamiany Henri’ego Seroki na Czecha Ludka Drizhala, zachowanie tej odrobiny klimatu oraz grę aktorską Władimira Abramuszkina. Także podpory serii, czyli ksiądz z komendantem nie zawiedli (choć tak finezyjni jak w pierwszych częściach nie są, i to boli).
Jest też parę tekstów masujących przeponę (mniej niż w jedynce i dwójce). To były plusy, teraz czas na wady. Jedną z nich jest kompozycja. Tak postacie, jak i wątki główne pojawiają się i znikają bez ładu i składu, a co gorsza bez dramaturgii. „Postrzępienie” to nie jedyna wada scenariusza. Choć jest kilka dobrych tekstów, to od większości dialogów uszy więdną. Zdarza się też humor naprawdę żenujący (np. scena u fotografa). Postacie to w zasadzie szkice postaci. Ani Niemotko, ani Marina, ani Ludmiła, ani Śliwiak nie wzbudzili mojej sympatii, przez co oglądałem ich działania z obojętnością. Choć p.
Heromiński i p. Doliński (i na upartego: p. Śmiechowicz) są w miarę przekonujący, to już p. Kotlarska przeszarżowała i tak już karykaturalną rolę (ten zarzut to nie jest nic osobistego. Mam nadzieję, że pani Agnieszka się przez to nie obrazi :). Nadzieję na odmianę dawało przybycie bandziorów. Sceny akcji w serii nie są tu, broń Boże, najważniejsze, ale dotychczas trzymały poziom. Momenty z udziałem bandy Gruzina (i śp. Bolca), choć toporne, to jednak trzymały klasę. Niestety, starcie dobrych ze złymi zostało położone kompletnie. Ostatnie minuty filmu też rozczarowują. Jako ciekawostkę dodam, że pojawia się wtedy sam reżyser. .. Ocena: Waham się między 4 a 5. Polecać nie polecam – można obejrzeć jako ciekawostkę.
CIEKAWOSTKI:
- Dotyczy to wątku Witka i Marusi – zazdrosna kobieta skarży się księdzu, że „Witek kocha inną kobietę”, ksiądz obiecuje, że z nim porozmawia. Następna scena z udziałem małżeństwa ma miejsce w kościele, gdzie Witek kulturalnie wygania hołubioną niedawno Struzikową. Scena rozmowy organisty z księdzem pojawiła się dopiero w serialu, mimo że była wykorzystana w materiałach promocyjnych filmu.
- Królowy Most istnieje naprawdę, z tym że jest tylko małą wioską. Kręcono w nim tylko sceny w cerkwi i na drodze. Panderoza znajdowała się w Janowie Podlaskim, a większość scen nakręcono w Sokółce i Tykocinie.
- Ośmioodcinkowy serial „Wiosna, lato, jesień, zima” jest rozszerzeniem „…w ogródku. Jesienią 2009 do istniejących odcinków ma dołączyć 5 nowych rozwijających wątki trzeciej części.
- Dla większości aktorów z pierwszej części ten film to był ekranowy debiut. Wcześniej grali w Białostockim Teatrze Lalek.
- Agata Kryska (córka Ewy Ziętek) nie jest aktorką. A propos: nieślubnego wnuka komendanta gra Leon Kryska, prawdziwy syn pani Agaty.
- Początkowo akcja jedynki miała się toczyć w okolicach Przemyśla. O przeniesieniu akcji na Podlasie zadecydował dopiero reżyser. Podobno wpływ miała na to żona reżysera pochodząca z Białegostoku.
- W scenie ślubu, gdy Marusia śpiewa Ave Maria, słychać podłożony głos węgierskiej śpiewaczki Ewy Nyakas.
- Krzysztof Dzierma (proboszcz) nie jest dyplomowanym aktorem, tylko konsultantem muzycznym w Białostockim Teatrze Lalek. Na jednym ze spektakli musiał zastąpić chorego kolegę. Po zasłużonych brawach przyszedł do niego Jacek Bromski i zaproponował mu rolę w filmie. Fach pana Krzysztofa znajduje zastosowanie w jednej ze scen 🙂
- Epizodyczna rola „Sierotki” to ostatni występ rapera Bolca. Przez moment słychać jego piosenkę.
- Niebywale wieśniacka piosenka disco polo „Plaża” to dzieło Jacka Bromskiego.
„Rozstanie” i „Bądź zawsze ze mną” też. Zespół Hit nie istnieje. Za to istniał zespół Firebirds, ten od „Serce rozbitkiem jest” (nawiasem mówiąc, ta piosenka za nic nie pasuje do zakończenia filmu).
- „U pana Boga w ogródku” został nagrodzony na 42. Festiwalu Filmowym w Houston (Nagroda Specjalna Jury, Grand Prix dla najlepszego filmu zagranicznego i dla najlepszej muzyki). Amerykanie znają się na rzeczy 🙂 Gdy Ira Łaczina przyjechała na plan, nie znała prawie polskiego. W związku z tym, większość scen kręcono chronologicznie, by miała czas nauczyć się języka.
- Sporych rozmiarów biust barmanki Struzikowej to (niestety) tylko część charakteryzacji.
- We wszystkich 3 częściach aktorzy spoza Podlasia musieli nauczyć się od tubylców, jak dobrze udawać nadbużański zaśpiew.
- Ira Łaczina (jedna z moich ulubionych aktorek 🙂 pracuje na co dzień w teatrze „Na Tagance. Twierdzi, ze ma po ojcu polskie pochodzenie.
- Reżyser wszystkich części pojawił się w epizodzie w trzeciej części cyklu.
CZY BĘDZIE KOLEJNA CZĘŚĆ?
Na obecną chwilę nie ma jeszcze stuprocentowej pewności, aczkolwiek pojawiają się wzmianki o „U pana Boga za piecem 4. Z całym szacunkiem dla serii, ale lepiej będzie, jeśli te pomysły pozostaną na papierze.
Tekst z archiwum film.org.pl
