Publicystyka filmowa
JANE AUSTEN. Przegląd ekranizacji w 200. rocznicę śmierci
JANE AUSTEN wzbogaca świat literatury o wnikliwe obserwacje międzyludzkie, które inspirowały ekranizacje jej dzieł przez dwa stulecia.
Dwieście lat temu padół nasz smutny opuściła Jane Austen (1775–1817), angielska pisarka o niezwykle lekkim, a przy tym ostrym piórze. Świat zawdzięcza jej Fitzwilliama Darcy’ego oraz wieczną i nieodmiennie burzliwą wojnę pomiędzy zwolennikami jej powieści i fanami twórczości sióstr Brönte.
Jane urodziła się w 1775 roku w Steventon jako jedna z ośmiorga dzieci pastora. Dochód rodziny nie był wysoki, dlatego też przyszła ikona literatury nie miała zbyt dużych szans na korzystne zamążpójście. Choć ostatecznie nie wyszła nigdy za mąż, ta mistrzyni obserwacji pozostawiła po sobie zbiór celnych spostrzeżeń i lekko złośliwych uwag na temat tak poszukiwania drugiej połówki, jak i późniejszego, codziennego z nią życia.
Dorobek Jane Austen to sześć powieści: Rozważna i romantyczna (Sense and Sensibility, 1811), Duma i uprzedzenie (Pride and Prejudice, 1813), Mansfield Park (1814), Emma (1815), Opactwo Northanger (Northanger Abbey, 1817) oraz Perswazje (Persuasion, 1817). Dwie ostatnie zostały wydane już po śmierci autorki. Także po śmierci Austen została wydana Lady Susan, wczesna powieść, której Jane nie przeznaczyła do publikacji, Watsonowie, powieść niedokończona, nad którą praca została przerwana prawdopodobnie ze względu na śmierć ojca autorki w 1805 roku, Sanditon, powieść, której pisarka nie zdążyła dokończyć, oraz tak zwane juwenilia, czyli utwory pisane przez młodą Jane do szuflady.
Jane Austen była pisarką docenioną już za swojego życia, jej utwory chwalił między innymi sir Walter Scott. Nic dziwnego zatem w tym, że jej powieści, początkowo po prostu lubiane i czytane, z czasem zajęły swoje miejsce w kanonie literatury angielskiej i światowej. Jako takie doczekały się licznych ekranizacji, nie tylko ze strony etatowej w tym zakresie instytucji, czyli BBC, ale i innych twórców.
Rozważna i romantyczna to pierwsza powieść autorstwa Jane Austen, która ukazała się drukiem, i jedna z bardziej popularnych. Jest to prosta historia dwóch sióstr (jest i trzecia, lecz zbyt młoda, by brać aktywny udział w sercowych dramatach), z których starsza Eleonora uosabia zdrowy rozsądek i spokój, zaś młodsza Marianna egzaltację, romantyzm i dramat. Dwa różne podejścia do kwestii uczuć prowadzą do dwóch odmiennych ścieżek wyborów, i do jednego, szczęśliwego zakończenia. Pierwsza ekranizacja tej powieści pojawiła się w roku 1971. Trzygodzinna, czarno-biała produkcja była zrealizowana w konwencji teatralnej, a jej fabuła została nieco uproszczona.
W roku 1981 pojawiła się kolejna próba, z Irene Richards i Tracey Childs w roli obu sióstr. Początek lat osiemdziesiątych to okres, kiedy BBC postawiło sobie za punkt honoru wyprodukować jak najwierniejsze ekranizacje powieści Jane Austen. Cierpiała na tym mocno strona artystyczna tych adaptacji, aktorstwo było co do zasady sztywno-drewniane, a dobór odtwórców poszczególnych ról dyskusyjny. Był to też taki okres, kiedy zarówno scenografia, jak i kostiumy były nieprzekonujące, co razem dawało nader nieciekawe rezultaty. Nie inaczej było w przypadku tej wersji, którą po latach trudno się ogląda.
Przysługę Rozważnej i romantycznej zrobił Ang Lee, wypuszczając w roku 1995 swoją filmową wersję powieści. Do dziś jest to najbardziej znana ekranizacja tego tekstu, w rolach głównych podziwiać zaś możemy takie gwiazdy jak Emma Thompson (Eleonora), Kate Winslet (Marianna), Hugh Grant (Edward Ferrars) i Alan Rickman (pułkownik Brandon). W rolach epizodycznych pojawili się także Hugh Laurie i Imelda Staunton.
Obsada jest doborowa, aktorstwo na najwyższym poziomie (szczególnie zwraca uwagę Kate Winslet jako młodziutka, przeżywająca małe i wielkie dramaty całym sercem Marianna oraz wspaniały jak zawsze Alan Rickman). Problem stanowi jedynie Emma Thompson, aktorka bardzo dobra, do roli dwudziestokilkuletniej Eleonory jednak niewłaściwa. Miała w chwili kręcenia filmu ponad dziesięć lat więcej niż jej bohaterka i niestety to widać – efekt jest taki, że rozsądna Eleonora w jej wydaniu to skrzętna, oszczędna ciotunia, a nie młoda dziewczyna o gorącym sercu, która potrafi skrywać swoje uczucia głęboko pod maską spokoju.
Postać Eleonory znacznie lepiej wypada w nowszej ekranizacji BBC, z roku 2008. Hattie Morahan jest Eleonorą z powieści Jane – wobec wszystkich zachowuje spokój ducha, choć w duchu cierpi z powodu utraconej miłości. Dopiero scena, w której na moment wybucha w obecności siostry, pokazuje, jak bardzo przeżywa swój dramat. Poza tą jedną chwilą słabości wszystkiego możemy domyślać się z jej spojrzeń, oszczędnych gestów. Nie zawodzi też Marianna w wykonaniu Charity Wakefield. Nie stara się imitować Kate Winslet (ten zarzut można postawić Danowi Stevensowi, który ewidentnie wzoruje swojego Edwarda na kreacji Hugh Granta), lecz tworzy swoją postać impulsywnej dziewczyny z sercem na dłoni.
David Morrissey jako pułkownik Brandon to zaledwie cień Alana Rickmana, ale gra poprawnie. Na plus ekranizacji z 2008 roku należy zaliczyć także scenografię. Nareszcie upadek pań Dashwood został pokazany właściwie – przeprowadzają się z ogromnej posiadłości do malutkiego domku o kilku izbach, gdzie rzeczywiście nie ma pieniędzy ani miejsca na piękną klacz, którą Mariannie chciał ofiarować niesławny Willoughby. Dziewczęta noszą proste, pozbawione ozdób suknie, nierzadko widać je pomagające przy gospodarstwie – muzyka i rysunek muszą zejść na dalszy plan.
Choć wersja z 1995 roku jest tą, która natychmiast przychodzi na myśl, kiedy mowa o ekranizacji Rozważnej i romantycznej, wersja z 2008 roku jest adaptacją udaną, a przy tym w swoich czterech odcinkach pełniejszą.
Najczęściej czytaną i ekranizowaną powieścią Jane Austen jest Duma i uprzedzenie. Historia niefrasobliwego w swoim nieszczęściu życiowym pana Benneta, jego inteligentnej inaczej małżonki oraz pięciu córek doczekała się ponad dziesięciu ekranizacji, w tym interesującej wersji Bollywood (Bride and Prejudice z 2004 roku). Po raz pierwszy powieść trafiła na ekrany już w roku 1938 roku – co prawda były to wyłącznie ekrany telewizyjne i tylko w Wielkiej Brytanii, ale emitowana z ówczesnej siedziby BBC, Alexandra Palace, transmisja miała szansę dotrzeć nawet do kilku setek widzów, co było sporym osiągnięciem. W roli Lizzie Bennet wystąpiła Curigwen Lewis, znana także z Jane Eyre oraz Otella. Jej partnerem w roli pana Darcy’ego był Andrew Osborn, który później został producentem wykonawczym BBC.
Nie wiadomo, jak trwającą niemal godzinę produkcję przyjęli widzowie – zachowała się jednak wzmianka z „The Times”, określająca ją mianem „uroczej”. Zachęceni tym faktem Amerykanie postanowili dwa lata później sprofanować twórczość Jane Austen po raz pierwszy i wypuścili w 1940 roku produkt, który poza tytułem z oryginałem literackim nie miał wiele wspólnego. W tej ciekawej pod względem badawczym ekranizacji (w rolach głównych ówczesne gwiazdy, Greer Garson i Laurence Olivier) akcję przeniesiono w czasy wojny secesyjnej, rzekomo po to, żeby kostiumy były bardziej widowiskowe, i zmieniono charakter niektórych scen.
Zmiany te nie pozostały niezauważone, a jednak mimo to niemal dwugodzinny film został oceniony bardzo dobrze, przede wszystkim ze względu na grę głównej pary aktorów. W odróżnieniu od fanów powieści amerykańscy widzowie dobrze przyjęli też fakt, że historia została uładzona i pozbawiona charakterystycznej ironii pióra Jane.
W latach kolejnych powstawały regularnie odcinkowe wersje powieści – w roku 1952, 1957, kiedy to Lizzie w wersji włoskiej otrzymała twarz pięknej Virny Lisi, 1958, 1967. Rok 1980 przyniósł Dumie i uprzedzeniu typową ekranizację BBC – wyjątkowo wierną powieści i słabą aktorsko. Nie tylko główna para bohaterów (tym razem Elizabeth Garvie i David Rintoul), ale i reszta obsady potraktowała swoje role jako tekst do odczytania przed kamerą. Piętnaście lat później BBC przyjrzało się swemu dziełu i postanowiło nieco odświeżyć perypetie Lizzie i pana Darcy’ego.
W rolach głównych obsadzono Jennifer Ehle i Colina Firtha i to właśnie ta para do dziś stanowi niedościgniony ideał.
Na uwagę zasługuje także reszta obsady tego doskonałego serialu – zwłaszcza panie Alison Steadman w roli głupiej i hałaśliwej pani Bennet i Barbara Leigh-Hunt jako stale pełna odrazy do plebejskiego świata Lady Catherine de Bourgh, oraz, naturalnie, niezrównany David Bamber jako płaszczący się przed swą dobrodziejką pan Collins. Zarówno reszta obsady, jak i scenariusz, kostiumy, wnętrza – wszystkie elementy produkcji z 1995 roku składają się na jej w pełni zasłużony sukces.
O Dumie i uprzedzeniu przypomnieli sobie także Amerykanie, i – jak to oni – postanowili nakręcić swoją, kinową wersję. W roli Lizzie obsadzono utalentowaną młodą aktorkę Keirę Knightley, a w roli Fitzwilliama Darcy’ego – Matthew Macfadyena. Drugi garnitur obejmował takie nazwiska jak Judi Dench, Donald Sutherland, Rosamund Pike czy Carey Mulligan. Obsada świetna, a jednak pomiędzy Knightley i Macfadyenem zabrakło iskierki. Być może dlatego, że filmowy pan Darcy porusza się po planie jak paralityk, z reguły patrząc tępo przed siebie i zaciskając szczęki, sprawiając tym samym wrażenie, że nie trawią go rozterki natury romansowo-życiowej, a jedynie uporczywy ból zęba.
Niektóre sceny są kuriozalne, jak choćby finałowa, kiedy Lizzie i Darcy robią sobie wieczorek przy świeczkach nad wodą, bez mała jak na obozie kajakowym na Mazurach. Świetna zwykle Judi Dench tym razem wypadła zbyt sztywno, Donald Sutherland z kolei, jakby dla kontrastu, zbyt swobodnie. Plusem może być ukłon w stronę realiów, który – i tu jedyna przewaga nad serialem z 1995 roku – sprawił, że we wnętrzach jest rzeczywiście tak ciemno, jakby były oświetlone światłem świec, nie jarzeniówką. Szkoda jedynie, że ukłon ten jest zdecydowanie zbyt głęboki, każąc córkom (nawet niemajętnego!) baroneta ganiać świnie po pokojach w ramach ożywiania akcji.
Następnym krokiem tego trendu mogła być już tylko ekranizacja Dumy i uprzedzenia i zombie z 2016 roku. Fani twórczości Austen zdecydowanie pozostaną przy serialu sprzed dwudziestu dwóch lat…
Mansfield Park
Rok po niezwykle popularnej po dziś dzień Dumie i uprzedzeniu szufladę Jane opuściła Mansfield Park – historia Fanny Price, niezamożnej dziewczyny, wychowywanej przez znacznie lepiej sytuowanych krewnych. Fanny, żyjąca w stałym poczucie własnej niższości, jest biernym uczestnikiem życia swoich ciotek, wujów i kuzynów, skrycie żywiąc uczucie do jednego z tych ostatnich, wrażliwego Edmunda, któremu przeznaczono – jako młodszemu bratu – karierę pastora. W Mansfield Park Jane Austen dość odważnie zapuszcza się w tematy skandali towarzyskich (pamiętajmy, że pisząc tę powieść, była zaledwie niewinną panienką), opisując zdrady małżeńskie, rozkład pożycia i konsekwencje tego typu upadków. Mimo tych obyczajowych smaczków, oferujących tak wiele możliwości, ekranizacja z roku 1983 nie porywa. Pomińmy może już to, że pytani o tę wersję fani najczęściej reagują pytaniem zwrotnym – „Czy to ten serial z brzydkimi ludźmi?” Rzeczywiście, główni bohaterowie nie grzeszą urodą według standardów Hollywood, nie byłoby to jednak najmniejszym problemem, gdyby nie fakt, że serial jest nieprawdopodobnie nudny.
Mansfield Park jest powieścią objętościowo większą niż dwie poprzednie i Austen pokusiła się w niej o sporo dygresji, rozważań, przydługawych dialogów. Czyta się to nadal nieźle, ale przerobienie tego tekstu słowo w słowo na scenariusz było błędem. Na domiar złego aktorstwo zwyczajnie leży. Edmund w wykonaniu Nicholasa Farrella jest tak miałki i niewyraźny, że ma się ochotę solidnie nim potrząsnąć. Z kolei Fanny (w tej roli Sylvestra Le Touzel) nie dość, że jest ucharakteryzowana na gwiazdę kina niemego, to ma podobną jej ekspresję, najczęściej zastygając przed kamerą z szeroko otwartymi, do śmieszności dramatycznymi oczami.
Szczególne kuriozum stanowi scena, w której Fanny w rozmowie z wujem odmawia przyjęcia propozycji małżeństwa – Le Touzel najpierw, jak to ona, dramatycznie i dość tępo milczy, po czym nagle ni z tego, ni z owego zaczyna spazmatycznie łkać i wyć. Widzowi pozostaje serdecznie się roześmiać.
Zupełnie odmienną adaptacją Mansfield Park jest wersja filmowa z 1999 roku. Odpowiednio skrócona, a przez to bardziej dynamiczna, przede wszystkim cieszy oko lepiej dobraną obsadą. Fanny być może jest ubogą myszką, nie znaczy to jednak, że musi być nieurodziwa, i Frances O’Connor prezentuje się świeżo i przyjemnie. Jonny Lee Miller w roli Edmunda Bertrama wykazuje znacznie więcej zdecydowania niż swój poprzednik i wychodzi mu to na dobre. Do głosu dochodzą też postaci drugoplanowe, w ekranizacji z 1983 roku całkowicie bezbarwne – na szczególną uwagę zasługuje tutaj Embeth Davidtz jako nieco demoniczna Mary Crawford oraz Alessandro Nivola w roli jej brata. Reżyserka i scenarzystka tej ekranizacji Patricia Rozema poszła dość daleko w swojej interpretacji książki, wplatając w nią wątki i opinie Jane Austen z jej prywatnych listów, a także „uwspółcześniając” oryginał o tyle, że tam, gdzie jest to zaledwie delikatnie zasugerowane, poszła w dosłowność albo dalej. Mamy zatem wątek niewolnictwa, sceny seksu i manifest na rzecz emancypacji kobiet. Zwolennikom ekranizacji wiernych z pewnością się to nie spodoba – a być może będą tylko zaskoczeni – natomiast filmowi jako takiemu wyszło to na dobre.
Gdzieś pomiędzy drętwą wersją z lat osiemdziesiątych a wybujałą z lat dziewięćdziesiątych plasuje się ekranizacja Mansfield Park z roku 2007. Tu nastąpił nieciekawy mariaż obu opcji – Edmund Bertram został w latach osiemdziesiątych, podczas gdy Fanny rzuciło dekadę później. Blake Ritson najwyraźniej wzorował się na Farrellu, bo życia jest w nim tyle, co w leniwcu. Swoje kwestie wygłasza od niechcenia, całkowicie niezainteresowany tak tematem, jak i partnerką. Z kolei Billie Piper postanowiła dostarczyć ekranizacji energii za nich oboje, skacząc, śmiejąc się i egzaltowanie gestykulując w każdej scenie – a zdecydowana większość tego nie tylko nie wymaga, ale i nie potrzebuje.
Twórcy filmu nie odważyli się pójść w swoim ujęciu wątków powieści tak daleko jak Rozema, wykonali jednak niezręczny podryg w tym kierunku, pakując Fanny w wydekoltowane niemal do pasa sukienki i sprawiając, że swoim wyglądem bardziej kojarzy się ona z „panienką z towarzystwa” niż z panienką z towarzystwa. Ten film to w powszechnej opinii najgorsza ekranizacja powieści Jane Austen.
Emma
Emma Woodhouse to niewątpliwie najbardziej irytująca ze wszystkich bohaterek Jane Austen. Przekonana o swojej wyższości nad niemal wszystkimi panna rości sobie prawo, a nawet uważa za swój obowiązek kojarzenie ludzi w pary i ustanawianie siebie patronem i gwarantem ich szczęścia. Przygląda się temu z boku jej szwagier, początkowo delikatnie ją napominając, a wreszcie tracąc cierpliwość… Emma doczekała się czterech ekranizacji – po raz pierwszy w roku 1972, następnie dwóch wersji z roku 1996 i ostatniej, najnowszej, w roku 2009. Sześcioodcinkowa wersja z roku 1972, z Doran Godwin i Johnem Carsonem w rolach głównych została stosunkowo dobrze przyjęta przez widzów, choć dziś może być trudna w odbiorze ze względu na charakterystyczny dla tamtego okresu teatralny sposób produkcji.
O wiele przyjemniej ogląda się film z 1996 roku, gdzie w roli Emmy obsadzono kruchą Gwyneth Paltrow. Patrząc na szczuplutką blondyneczkę w jasnym sukniach, trudno uwierzyć, by mogła mieć cokolwiek złego na myśli, próbując ustawiać życie niemal każdej osobie ze swojego otoczenia, i nie dziwi, że surowy Jeremy Northam w roli pana Knightleya tak łatwo wybacza jej błędy. Postacie drugoplanowe w tej pogodnej adaptacji obsadzone są takimi nazwiskami jak Ewan McGregor, Greta Scacchi, Toni Collette, Alan Cumming. Na drugim biegunie z kolei mamy wersję dramatyczną powieści, gdzie Kate Beckinsale w roli Emmy to inteligentna, zarozumiała pannica, która uważa się za lepszą od nie tylko postawionych niżej, ale i równych sobie. Beckinsale o wiele lepiej oddaje ducha powieści, Paltrow wydaje się lekkomyślna, ale pełna dobrych chęci, natomiast Emma w wydaniu Kate to świadoma swoich decyzji kobieta. Partneruje jej Mark Strong, silny nie tylko z nazwiska, stanowiąc dla jej zapędów zdrową przeciwwagę.
Na tle tej pary blado wypada reszta obsady filmu, która stanowi tylko tło dla głównej bohaterki. Podczas gdy w wersji z Paltrow wyjątkowo wyrazista jest na przykład żona pana Eltona (Juliet Stevenson) czy panna Bates (Sophie Thompson), w wersji z Beckinsale postacie drugoplanowe zlewają się w bezbarwną całość.
Wersja serialowa powieści z roku 2009 liczy sobie cztery odcinki. W roli tytułowej wystąpiła Romola Garai, a jej partnerem został Jonny Lee Miller. Ta adaptacja uważana jest za najbardziej dopracowaną pod względem scenografii i kostiumów, które zachwycają. Mniej pochwał odebrała odtwórczyni głównej roli, której zarzucono zbytnią ekspresję. Emma w takich klimatach nie jest ani pogodną dziewczynką, która chce dobrze, ani znudzoną kobietą, która uważa, że wie najlepiej, ale kimś pośrodku, przez co bliżej jej w zachowaniach i reakcjach do jej protegowanej z niższej sfery, Harriet Smith, niż do prawdziwej damy, którą powinna mimo wszystko być. Jonny Lee Miller ustępuje swoją kreacją tak Jeremy’emu Northamowi, jak i Markowi Strongowi, wydaje się zbyt młody, by służyć za autorytet, więc wypada niepewnie i mało autentycznie.
Na uwagę natomiast z pewnością zasługuje postać pana Woodhouse’a – Michael Gambon w roli przewrażliwionego na swoim punkcie, hipochondrycznego histeryka kradnie każdą scenę, w której się pojawia – i, o dziwo, potrafi nawet wzbudzić sympatię widza.
Obsada Emmy z 2009 zawiera mały smaczek – występuje w niej dwóch odtwórców roli Edmunda Bertrama – Jonny Lee Miller grał tę postać w Mansfield Park z roku 1999, zaś Blake Ritson (w Emmie w roli pana Eltona) w roku 2007 roku.
Opactwo Northanger
Tematem tego utworu Jane Austen jest zamiłowanie do tak zwanych „powieści gotyckich” – młode panny w czasach autorce współczesnych emocjonowały się historiami z truposzami ukrywanymi masowo w tajemniczych komnatach posępnych zamczysk i splecionymi z nimi w sposób tragiczny losami niewinnych heroin. Sama Austen takowe powieści czytywała i traktowała je tak, jak traktowane być powinny, czyli z większym dystansem. Przeciwieństwem tej postawy jest jej bohaterka Katarzyna Morland, która treścią takich powieści żyje, za każdym zakrętem upatruje wytęsknionej przygody, i wydaje jej się, że wreszcie ją znalazła, kiedy zostaje zaproszona do starego Opactwa Northanger. Historia została przez autorkę potraktowana z poczuciem humoru i ironią nieco ostrzejszą niż zwykle – i to być może skłoniło BBC do stworzenia dziwacznej serialowej wersji tej powieści z 1986 roku. Trudno określić, oglądając ten twór, czy zamierzeniem jego autorów było stworzyć pastisz, czy też naprawdę mieli taką wizję powieści, ale Opactwo Northanger w tej wersji to czysty obłęd. Poczynając od irytującej i niedopasowanej, a bardzo eksponowanej ścieżki dźwiękowej, poprzez przerysowane kostiumy i fryzury, a kończąc na komediowym aktorstwie, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to jakaś fantazja na temat The Rocky Horror Show.
Jedynym jasnym punktem tej ekranizacji jest gra Petera Firtha w roli Henry’ego Tilneya, który pomimo że dopasowuje się do ogólnej konwencji, to przemyca jednak w swoim wykonaniu charakter tej postaci. Katharine Schlesinger w roli Katarzyny Morland jest niestety całkowicie w tym wszystkim zagubiona i gołym okiem widać, że nie bardzo wie, co ze sobą zrobić.
Dla odmiany wersja z roku 2007 jest ekranizacją udaną. Powrót do tradycyjnego pojmowania klasyki literatury wyszedł BBC zdecydowanie na dobre i Opactwo Northanger z tego roku to adaptacja wierna duchowi powieści i ciekawa jednocześnie. Katarzynę Morland gra Felicity Jones i w jej wersji jest to panienka ciekawska, bezpośrednia, uroczo naiwna. Jej partnerem na ekranie jest JJ Feild, którego Tilney powinien zaspokoić najbardziej wymagającego wielbiciela twórczości Jane Austen. Zabawny, lekko ironiczny, wypada wiarygodnie w roli mężczyzny, który kilkoma dobrze dobranymi słówkami potrafi zawrócić w głowie panience – zwłaszcza tak niedoświadczonej jak Katarzyna.
Na uwagę zasługuje także wyjątkowo antypatyczny w swoim wcieleniu William Beck jako John Thorpe oraz urocza Carey Mulligan jako jego siostra. W roli ojca Henry’ego, surowego generała Tilneya, oglądamy Liama Cunninghama, znanego obecnie szerzej z serialu Gra o tron. Pomimo że ta filmowa wersja powieści Jane Austen nie jest jej stuprocentowo wierna, należy ją uznać za dobrą, i zaakceptować tym bardziej, że oprócz wspomnianego wyżej potworka sprzed trzydziestu lat jest jedyną ekranizacją tej powieści.
Perswazje to ostatnia, najkrótsza, ale też i „najpoważniejsza” powieść w dorobku Jane Austen. Pobrzmiewa w niej za daleko już posunięta dojrzałość i żal za bezpowrotnie utraconą szansą. Jak mówiłam, Jane pomimo że miała taką możliwość niejednokrotnie, nigdy nie wyszła za mąż. W Perswazjach swoją główną bohaterką czyni Annę, kobietę dwudziestosiedmioletnią, która swego czasu odrzuciła za namową rodziny propozycję mariażu. Historia ta została zekranizowana kilka razy, po raz pierwszy w roku 1960 jako czteroodcinkowy serial BBC (w rolach głównych wystąpili Daphne Slater i Paul Daneman), zaś jedenaście lat później ponownie jako pięcioodcinkowa seria produkcji ITV, z Ann Firbank jako Anną i Bryanem Marshallem jako kapitanem Wentworthem. Najnowsze ekranizacje to serial BBC z 1995 roku z Amandą Root i Ciaránem Hindsem oraz film produkcji ITV z 2007 roku, gdzie w rolach głównych obsadzono Sally Hawkins i Ruperta Penry-Jonesa.
BBC, jak wspomniano już wcześniej, stawia sobie za punkt honoru wierność swoich ekranizacji literackim pierwowzorom. Także i w przypadku Perswazji nie jest inaczej. Root i Hinds prowadzą swoich bohaterów bezpiecznie po scenariuszu, który jest spisany toczka w toczkę z powieści. Austen jest wręcz idealna pod tym względem, jej historie co do zasady nie narzekają na przeładowanie zbędnymi opisami czy dialogami, stanowiąc bez mała gotowy tekst skryptu. Problemem Perswazji z 1995 roku jest Anna Elliott. Amanda Root, niestety, nie wygląda na dwudziestosiedmiolatkę, bliżej jej do pewnej czterdziestolatki, a fryzurka w grzywkę na modłę lat osiemdziesiątych zdecydowanie nie pomaga.
Aktorka snuje się po planie z przestraszoną miną, a jedyną zmianą, jaka odzwierciedla bunt Anny przeciwko jej sytuacji życiowej, są coraz mocniej podkręcone, frywolne loczki. Hinds błyszczy na tle partnerki, aktorsko bije ją na głowę, a i jego wygląd powinien satysfakcjonować fanów powieści. Co prawda charakterystyczna maniera tego aktora bywa nieco męcząca, ale należy oddać mu sprawiedliwość – w jego wersji kapitan Wentworth wypada tak, jak wypaść powinien: początkowo urażony, zdystansowany, później zagubiony we własnych uczuciach, na koniec zdesperowany.
Równie dobrze z tym zadaniem poradził sobie Rupert Penry-Jones w ekranizacji Perswazji z 2007 roku. Jego Wentworth wydaje się może zbyt młody, ale Penry-Jones zdobywa widza mimiką, oszczędnością gestu, właściwą Wentworthowi. Potrafi jednocześnie okazać zainteresowanie młodymi pannami, które pojawiają się w jego towarzystwie, i pozorną obojętność podszytą pogardą w stosunku do Anny, która go przed laty zdradziła. Sally Hawkins z kolei to zupełnie inna Elliott niż Amanda Root. Pomaga jej w tym scenariusz, skonstruowany tak, aby zaprezentować tę historię z bardziej osobistej perspektywy – mamy tu narrację pierwszoosobową, sceny z Anną piszącą we łzach pamiętnik.
To są elementy, które skutecznie budują przywiązanie widza do postaci – efekt, którego pozbawiona jest kreacja Root. Niestety to emocjonalne podejście, tak korzystne przez niemal cały film, popada w przesadę w scenach końcowych, które zmuszają Annę do biegania z miejsca na miejsce w Bath w poszukiwaniu byłego/obecnego ukochanego. Zamiast podkreślać dramatyzm momentu, w którym rozstrzyga się wszystko, sceny te wprowadzają chaos i znużenie. To zdecydowanie największy minus tej ekranizacji.
Powieści Jane Austen zostały sfilmowane już wielokrotnie. Biorąc pod uwagę fakt, że jest ich jedynie sześć, i to, że stanowią one wdzięczny materiał filmowy, przeciwnicy tych ekranizacji mają duże szanse na kolejne, być w może w większym stopniu satysfakcjonujące ich wersje, zwolennicy zaś oczekiwać mogą i prawdopodobnie doczekają się następnych, mniej lub bardziej udanych wizji swoich ulubionych historii. Ilu jest czytelników, tyle jest wyobrażeń o tym, jak powinna ta czy inna postać wyglądać i się zachowywać. Pole do popisu dla filmowców i do interpretacji postaci dla aktorów jest zatem w dalszym ciągu ogromne.
korekta: Kornelia Farynowska
