Oglądasz sobie film, a tu nagle… | FILM.ORG.PL

Oglądasz sobie film, a tu nagle…








Rafał Donica
28.05.2014


Zdarzyło się wam kiedyś przecierać oczy ze zdziwienia, gdy podczas oglądania filmu sprzed kilku dekad, nieoczekiwanie na ekranie pojawił się późniejszy megagwiazdor w maleńkim, niewiele wnoszącym epizodzie, często w roli niemówionej? Mam na myśli te naprawdę małe role, drugo-trzecioplanowe, i największe nazwiska, wówczas niemal nieznane, które postawione dziś obok tytułu filmu każą zadać sobie pytanie i bez zastanowienia na nie odpowiedzieć: „Jak to, ten aktor w tym filmie? Nonsens!”. Pewnie o większości poniższych mini-występów część z was, drodzy czytelnicy, doskonale wiedziała, mimo to uważam, że warto o nich pogadać i z nostalgią powspominać czasy początków karier wielkich gwiazd ekranu.

A może macie jakieś własne „doświadczenia” związane z odkryciem w starym filmie dzisiejszej megagwiazdy?

 marlowe_bruce_lee
Bruce Lee – „Marlowe” 1969

 Oglądam sobie „Marlowe” z Jamesem Garnerem, a tu nagle do biura tytułowego detektywa wchodzi… Bruce Lee! 29-letni wówczas aktor zagrał niejakiego Winslowa Wanga – jednoosobowy oddział szturmowy, i mimo że przed kamerą gościł zaledwie kilkadziesiąt sekund, zdążył zaproponować Marlowe’owi łapówkę za zaniechanie śledztwa, połamać mu wszystkie meble, zbić żyrandol, przedziurawić drzwi i stłuc szybę. A wszystko to z nonszalanckim uśmiechem na ustach i pewnością siebie wymalowaną na twarzy. Lee pojawia się jeszcze na chwilę w dalszej części filmu, po to tylko by zadać kilka nietrafionych kopnięć i niefortunnie spaść z wieżowca, po tym, jak Marlowe zrobi unik. Bruce Lee grając ten widowiskowy, acz dość niespodziewanie zakończony epizod, był wówczas świeżo po sukcesie serialu „Green Hornet”, ale Hollywood wciąż nie miało pomysłu co z nim począć, więc wykorzystano go w charakterze stereotypowego krzykliwego karateki. Azjata nie mógł w tamtych latach dostać głównej roli nawet w serialu; to David Carradine otrzymał ciepłą posadkę w pamiętnym „Kung Fu”. Bruce Lee, aby dostać główną rolę w amerykańskiej produkcji musiał więc wrócić do siebie, gdzie nakręcił „Wielkiego szefa”, „Drogę smoka” oraz „Chińskiego łącznika”, którymi wspiął się na szczyty popularności w Azji. Dopiero wtedy przestał być dla hollywoodzkich decydentów tylko pomocnikiem Zielonego Szerszenia i Batmana (tak, grał też Kato w serialu o nietoperzu), a stał się, choć jak wiemy jednorazowo („Wejście smoka”), gwarantem sukcesu filmów z jego udziałem. Epizodyczny występ w „Marlowe” jest, o ile mi wiadomo, jedynym przypadkiem gdy Bruce Lee zagrał czarny charakter i jedynym przypadkiem, gdy został pokonany.

bananas stallone
Sylvester Stallone – „Bananowy czubek” 1971

Jeden z tych epizodów, który znają wszyscy. Do wagonu metra wchodzi dwóch łobuzów, a jeden z nich to 25-letni Sylvester Rambo Rocky Cobra Niezniszczalny Stallone! Jego rola ogranicza się do nałożenia na głowę kapelusza jakiejś kobiety i dokuczania kulami ortopedycznymi jednemu z pasażerów. W końcu Woody Allen zbiera się na odwagę, łapie za kołnierze obydwu łobuzów i wyrzuca ich z wagonu. Patrząc na ten nieuwzględniony nawet w napisach końcowych „występ” Sylvestra Stallone, nie wróżyłbym mu długiej, a wręcz żadnej kariery filmowej. A jednak. W tym samym roku Stallone brał udział w przesłuchaniach do „Ojca Chrzestnego”, do roli Paulie’ego Gatto lub Carlo Rizzi, niestety żadnej z tych ról nie dostał. Wówczas, zniechęcony do aktorstwa postanowił spróbować swoich sił w pisaniu. W 1974 na ekrany kin wszedł ciepło przyjęty film „The Lord’s of Flatbush” ze Stallone w głównej roli (także jako autor części dialogów), a w 1976 ambitny aktor-scenarzysta zdobył dwie nominacje do Oscara: za rolę główną i scenariusz oryginalny do kultowego filmu „Rocky”, który wystrzelił jego karierę na orbitę.

 enter-the-dragon

Jackie Chan – „Wejście smoka” 1973

Kto grał w „Wejściu smoka”? Bruce Lee? Oczywiście. Jackie Chan? Oczywiście… że nie! Tak z pewnością odpowiedziałby każdy rozsądny kinoman, bo któż przy zdrowych zmysłach kojarzyłby Jackie Chana z najsłynniejszym filmem Bruce’a Lee? A nic bardziej mylnego, bowiem Jackie Chan, zanim stworzył swój styl karateki-komedianta-kaskadera, zagrał w „Wejściu smoka” w charakterze mięsa armatniego, tj. jednego ze strażników więzienia, i to takiego, który stawiał czoło Bruce’owi przez (naj)dłuższą chwilę. To znaczy… Lee trzymał Chana za grzywę przez dłuższą chwilę, rozwalając w tym czasie kolejnego przeciwnika, po czym z głośnym trzaskiem łamał Jackiemu kark. Chan zagrał w „Wejściu smoka” jeszcze jedną postać – członka bandy atakującej Su Lin w retrospekcji, i tam również dostał solidny łomot. Jackie Chan grając w „Wejściu smoka” miał 19 lat, a jego kariera była na etapie ról niewymienianych w napisach końcowych, co miało też miejsce w „Wejściu smoka”. Jeśli mrugaliście oczami na seansie najlepszego filmu Bruce’a Lee, mieliście dużą szansę by nie zauważyć występu Jackie Chana. Podobno, gdy podczas nagrań Lee przez przypadek faktycznie uderzył Jackie’ego w twarz, przeprosił go i obiecał mu miejsce w obsadzie kolejnych jego filmów. Niestety, Bruce Lee z wiadomych przyczyn nie dotrzymał obietnicy.

the long goodbye schwarzenegger

Arnold Schwarzenegger – “Długie pożegnanie” 1973

To chyba najdziwniejsza i, obok występu w „Herkulesie w Nowym Jorku” i jednym z odcinków „Ulic San Francisco”, najbardziej kuriozalna rola w filmografii Arnolda Schwarzeneggera. Ale jaka by nie była, a jest niema, Arnold do dziś może się chwalić występem u samego Roberta Altmana. Kogo „zagrał”? Jednego z członków lokalnej grupy przestępczej. A zagrał w scenie, w której szef owej grupy rozkazuje Marlowe’owi rozebrać się do rosołu (nie, nie chodzi o siadanie do obiadu), i żeby było mu raźniej, rozkazuje rozebrać się wszystkim w pomieszczeniu. Scena została napisana chyba specjalnie pod warunki fizyczne Arnolda, którego zadaniem było stanie w slipach, niczym na zawodach Mister Universe, i napinanie mięśni. W napisach końcowych powstałego 4 lata wcześniej „Herkulesa w Nowym Jorku” Arnold widniał jako Arnold Strong ‚Mr. Universe’; na listę płac „Długiego pożegnania” w ogóle się nie załapał.

depp pluton

Johnny Depp – “Pluton” 1986

Johnny Depp pojawia się w „Plutonie” na kilkanaście sekund, w roli Lernera. Najlepiej widoczny jest w finale sekwencji palenia wietnamskiej wioski,gdy niosąc małą dziewczynkę przechodzi tuż przed kamerą. Johnny Depp widoczny jest również w pomieszczeniu, gdzie ekipa Eliasa wygłupia się po zażyciu narkotyków, tłumaczy rozmowę Barnesa z Wietnamczykiem. Depp jako pierwszy dostaje kulkę podczas nocnej zasadzki na amerykańskich żołnierzy. Podobno (za IMDb) Oliver Stone początkowo planował obsadzić Deppa w roli Chrisa Taylora, którą to rolę ostatecznie dostał Charlie Sheen. Powody, przez które Depp nie dostał głównej roli były dwa – był zbyt młody (podczas zdjęć miał 22 lata) i mało znany. I ciekawostka: niektórzy bohaterowie „Plutonu” mieli na hełmach własnoręcznie wykonane napisy własnego pomysłu. Depp nosił na hełmie napis „Sherilyn”, dlatego, że w tamtym czasie spotykał się z Sherilyn Fenn.

  Clint Eastwood Tarantula

Clint Eastwood – „Tarantula” 1955

Ten b-klasowy film, nie tylko pod względem tematyki – katastroficzny, opowiadający  o wielkiej tarantuli, nie należy do największych osiągnięć Hollywood. Znajduje się w nim jednak pewien zaskakujący element, nazywający się Clint Eastwood. Od wielu dekad ikona kina, wielopokoleniowa gwiazda westernów i filmów akcji, a obecnie również słynny reżyser i kompozytor muzyki filmowej. W „Tarantuli” mogliśmy go poznać jedynie po oczach, reszta twarzy skryta była pod hełmem i maską tlenową. Niewymieniony w napisach (co wówczas zdarzało mu się częściej niż trzecie plany w serialach i małe role w filmach telewizyjnych) Eastwood zagrał dowódcę eskadry myśliwców atakujących tytułowego pająka. Clint Eastwood miał wówczas 25 lat, a „Tarantula” była jego piątym występem przed kamerą.

 bryan cranston
Bryan Cranston – „Szeregowiec Ryan” 1998

Pamiętałem jak przez mgłę, że w „Szeregowcu Ryanie” jakąś małą rolę grał mało wówczas znany Vin Diesel, dzisiejsza gwiazda kina akcji i twarz serii „Szybcy i wściekli”. Postanowiłem zatem po wielu latach od pierwszego seansu powrócić do jednego z najlepszych filmów Spielberga i sprawdzić, co też Diesel tam nawywijał. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to wcale nie on, a… Bryan Cranston zasili niniejsze zestawienie. Dziś mało kto nie wie kim jest wykreowany przez Cranstona Walter White z kultowego serialu „Breaking Bad”. W 1998 Bryan Cranston był mało komu znanym aktorem serialowym. Niewiele się w tym zakresie zmieniło również po premierze „Szeregowca Ryana”. Owszem, Cranston romansował z kinem od czasu do czasu, ale pozostawał wierny małemu ekranowi. Dopiero po spektakularnym sukcesie „Breaking Bad” Cranston coraz częściej pojawia się w filmach kinowych, i to w tych z wysokiej półki („Drive”, „Pamięć absolutna”, tegoroczna „Godzilla”). Nieoczekiwane dla mnie pojawienie się Waltera Cranstona White’a w „Szeregowcu Ryanie” ma miejsce na początku filmu. Gra on pozbawionego lewej ręki pułkownika, który zostaje poinformowany o śmierci trzech braci Ryanów. Rola była mówiona, ale mało znacząca, przez co naprawdę trudno było zachować występ Cranstona w pamięci, gdy oglądało się film Spielberga pod koniec XX wieku. „Szeregowiec Ryan” to tak w ogóle prawdziwa kopalnia znanych (dziś) twarzy. Oprócz raczkujących w kinie Diesela i Cranstona, przed kamerą pojawił się Nathan Fillion, późniejsza gwiazda serialu „FireFly” i jego kinowego finału pod tytułem „Serenity”. U Spielberga zagrał… szeregowca Ryana, tego „omyłkowego”.

 kompania

Tom Hardy & Michael Fasbender – „Kompania braci” 2001

Gdy na początku XXI wieku oglądałem „Kompanię braci”, Michael Fasbender (z lewej) był aktorem zupełnie dla mnie anonimowym, więc nie miałem szans zapamiętać, że grał on w tym serialu. Podobnie zresztą jak Tom Hardy (na zdjęciu z prawej), który prawdziwą karierę filmową zaczął wiele lat później, by ostatecznie wdrapać się na szczyty sławy („Incepcja”, „Mroczny rycerz powstaje”, „Locke”, „Mad Max”). Dla 25-letniego wówczas Hardy’ego występ w „Kompani Braci” był absolutnym debiutem przed kamerą. Na pierwszym ujęciu, jakie było jego udziałem, wyskakiwał świecąc gołym tyłkiem z łóżka, w którym zostawił piękną dziewczynę. Wystąpił zaledwie w dwóch odcinkach serialu (9, 10), wypowiadając kilka mało znaczących zdań i ginąc w wypadku samochodowym.

Wodny świat Jack Black

Jack Black – „Wodny świat” 1995

Czy ktoś potrafiłby wskazać palcem, gdzie w „Wodnym świecie” pojawia się Jack Black? Nie? No właśnie. Bo Jack Black gra w „Wodnym świecie” zaledwie przez kilkanaście sekund, i jest prawie nie do poznania (jeśli ktoś nie wie, że znajduje się on na liście płac) zarośnięty i brudny, jako pilot samolotu, prawie strąconego przez Marinera. Oprócz roli latanej, Jack Black ma w filmie Kevina Reynoldsa – choć tylko w wersji DIR CUT – rolę mówioną, a raczej płakaną; opłakuje śmierć przyjaciela przebitego przez Helen harpunem.

 Ucieczka gangstera Phillip Seymour Hoffman

Phillip Seymour Hoffman – „Ucieczka gangstera” 1994

Po wielu, bo prawie dwudziestu, latach, postanowiłem odświeżyć sobie remake „Ucieczki gangstera”, bo w mojej pamięci zapisał się jako całkiem niezły akcyjniak z ostrymi strzelaninami i slow-motion w scenach akcji, którego nie powstydziłby się dziś sam Zack Snyder. O dziwo, „Ucieczka gangstera” z Aleciem Baldwinem i Kim Basinger (ależ oni byli wtedy młodzi, piękni i na topie!) dziś ogląda się naprawdę dobrze, po części za sprawą nostalgii i tęsknoty za prawdziwie męskim kinem akcji z końca ubiegłego stulecia, po części za sprawą bezkompromisowości w ukazywaniu przemocy na ekranie, co dziś, w czasach wszędobylskiego PG13 jest szczególnie cenne. Przyznaję, że z ról drugoplanowych pamiętałem Michaela Madsena i Jamesa Woodsa, ale już takiego Davida Morse’a czy Richarda Farnswortha nie – w 1994 roku, gdy oglądałem „Ucieczkę gangstera” byli dla mnie kompletnie nieznanymi aktorami. Ale największy szok przeżyłem, gdy na drugim planie, w całkiem sporej roli, ujrzałem Phillipa Seymoura Hoffmana (na liście płac jako Phillip Hoffman), którego postać pamiętałem nie jako Phillipa Seymoura Hoffmana, lecz jakiegoś tam brzydala grającego bandziora, który podczas napadu zastrzelił ochroniarza, a sam skończył zabity przez Michaela Madsena. Miałem prawo nie kojarzyć wówczas kim jest ów  rudowłosy typ, wszak Hoffman miał na koncie tylko jeden występ w bardziej znanym filmie („Zapach kobiety” 1992 r.). Dziś, z perspektywy jego gigantycznego sukcesu w kinie dramatycznym i Oscara za rolę w „Capote”, taka kreacja jak w „Ucieczce gangstera” jest dla widza nie lada gratką. Oglądając  film Donaldsona i widząc Phillipa Seymoura Hoffmana takiego, jak na powyższym zdjęciu, w małej roli typka spod ciemnej gwiazdy, jakich w kinie akcji na pęczki, nikt przy zdrowych zmysłach nie przypuszczałby, że z tego „węgla” powstanie po latach prawdziwy aktorski diament.

 

Rafał Donica

Rafał Donica

Rocznik 77, od chwili obejrzenia „Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia „Akirę”, „Drive” i niedocenioną „Nienawistną ósemkę”). Miłośnik Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Od seansu „Frankensteina” Jamesa Whale'a – niepoprawny wielbiciel postaci monstrum. Założyciel i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Wieloletni współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE.
Prowadzi blog tematyczny poświęcony klasycznym monster-movies: cinemafrankenstein.blogspot.com
Rafał Donica

Rafał Donica - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)












Poprzedni tekst

Struktura zła w DETEKTYWIE, czyli Rust Cohle i jego filozofia śmierci

Następny tekst

Świetny materiał zza kulis EDGE OF TOMORROW



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE