Recenzje
MIASTECZKO SHELBY OAKS. Z miłości do HORRORU!
Miasteczko Shelby Oaks Chrisa Stuckmanna z 2024 roku powstało z miłości do horrorów, lecz miłość, jak wiadomo, bywa ślepa.
Miasteczko Shelby Oaks Chrisa Stuckmanna z 2024 roku powstało z miłości do horrorów, lecz miłość, jak wiadomo, bywa ślepa.
Czworo gospodarzy internetowego kanału poświęconego zjawiskom paranormalnym znika podczas zwiedzania więzienia w opuszczonym miasteczku Shelby Oaks. Po jakimś czasie policja odnajduje zwłoki trojga z nich; wszyscy zostali zamordowani, jednak wśród ofiar nie ma czwartej członkini grupy, Riley Brennan, toteż pozostaje ona oficjalnie zaginiona. Kilkanaście lat później w domu jej starszej siostry Mii pojawia się pewien mężczyzna, który popełnia samobójstwo na oczach kobiety; Mia odnajduje przy denacie kasetę wideo z ostatnim nagraniem Riley. Trop zawarty na taśmie prowadzi Mię z powrotem do Shelby Oaks.

Miasteczko Shelby Oaks to pełnometrażowy debiut Chris Stuckmanna, popularnego youtubera oraz krytyka filmowego, który zapragnął zostać reżyserem. Pierwsze, domowe próby stworzenia filmu przez Amerykanina datują się na początek wieku, a więc jeszcze przed uruchomieniem jego kanału na YouTube’ie; później była seria krótkometrażowych filmów, aż w końcu w 2022 roku na portalu Kickstarter ruszyła zbiórka na sfinansowanie Miasteczka Shelby Oaks. Udało się zgromadzić blisko 1,4 miliona dolarów, a w produkcję i dystrybucję filmu włączyły się niezależne wytwórnie Paper Street Pictures, Intrepid Pictures i Neon.
Stuckmann deklaruje się jako wielbiciel twórczości Stevena Spielberga, George’a Lucasa, M. Night Shyamalana, fantastyki naukowej i horrorów – toteż nic dziwnego, że na swój pierwszy duży film wybrał tę ostatnią konwencję. Miasteczko Shelby Oaks składa hołd klasyce gatunku: od Dziecka Rosemary (1968) Romana Polańskiego do Blair Witch Project (1999) Daniela Myricka i Eduardo Sáncheza. Całość rozpoczyna się jak jeden z wielu filmów typu found footage, by następnie przejść do tradycyjnej narracji. W obydwu formach Stuckmann poradził sobie nadzwyczaj dobrze: jego utwór jest pod tym względem naprawdę udany.

Sprawna, profesjonalna realizacja – tym bardziej imponująca, że mowa o filmie nakręconym przez amatora za psie pieniądze – może się podobać, podobnie jak niepokojąca atmosfera tytułowej miejscowości i intrygująca tajemnica wokół zaginięcia Riley. Paliwa wystarczyło jednak Stuckmannowi tylko na połowę półtoragodzinnej produkcji; im bliżej finału, tym więcej tu sztampy, oklepanych rozwiązań i gatunkowych schematów znanych z tysięcy innych horrorów. A zatem: nawiedzony dom (tutaj więzienie), zagadkowe zaginięcie, bestialskie zabójstwa, rudera na uboczu, demoniczna stara kobieta i na dobitkę jeszcze kult demonów.
Nie zabrakło nawet obowiązkowych jump scare’ów; a przecież sam Stuckmann krytykował je jako najtańszą taktykę stosowaną we współczesnych horrorach. Może reżyser zmienił zdanie, lecz ta wolta nie wyszła na dobre jego dziełu, które z obiecującego obrazu rychło przeistoczyło się w jeden z wielu niewyróżniających się filmów grozy. Miasteczko Shelby Oaks nie jest produkcją złą czy nieudolną, jak niedawny Hallow Road (2025) Babaka Anvariego – jest natomiast produkcją zupełnie przeciętną, zaś w przypadku horrorów przeciętność bywa gorsza niż nieudolność.

