Zestawienie
Najlepsze FILMY ROKU 2020 według redakcji Film.org.pl. Złote Kraby
Odkryj NAJLEPSZE FILMY ROKU 2020 w plebiscycie Złote Kraby. Sprawdź, które tytuły zdobyły uznanie redakcji Film.org.pl!
Jak co roku Film.org.pl przyznaje Złote Kraby – nasze redakcyjne nagrody, będące wynikiem wewnętrznego głosowania. Tym razem rozpoczynamy od przedstawienia rankingu najlepszych filmów ubiegłego roku (kryterium była polska data premiery) według naszej redakcji. Głosowanie było tajne i sprawiedliwe, każdy członek Film.org.pl mógł przyznać punkty swoim ulubionym produkcjom. Co wyszło po ich zsumowaniu? Zapraszamy do zapoznania się z wynikami.
Co myślicie o naszym wyborze? Pasuje wam pierwsze miejsce? Jakie tytuły pominęliśmy? Dajcie znać w komentarzach!
Jutro opublikujemy wyniki redakcyjnego głosowania w innych kategoriach, jak również rezultaty głosowania czytelników.
10. Emma.
Ta wersja Emmy jest po prostu urokliwa, aktorsko błyskotliwa i niezwykle łatwo się w niej zadurzyć. De Wilde nadrabia niedoróbki wizualnym wyczuciem, a Taylor-Joy tworzy chyba najwyrazistszą dotychczas filmową wersję bohaterki Austen.
Idealny film na wieczorne wyjście do kina z partnerem/partnerką, który może nie będzie bił się o nagrody i nie zaznaczy jakoś mocno swojego miejsca w opracowaniach związanych z historią medium, ale na pewno zgrabnie zniesie próbę czasu. De Wilde chociaż dodała kropkę w tytule produkcji (co jest również grą ze słowem „period”, odnoszącego się tak do kropki, jak i wyrażenia „period piece”), to w żaden sposób nie zamyka drogi kolejnym adaptacjom Austen – dodaje jednak wyraźnie coś od siebie, zostawia ślad. [Radosław Pisula, fragment recenzji]
09. The Vast of Night
The Vast of Night jest czymś więcej niż tylko próbą zręcznego nawiązania do kina i literatury fantastycznej sprzed ponad pół wieku, jednak nie mniej efektywną niż dużo bardziej nakładowe, ale nieodległe tematycznie Bliskie spotkania trzeciego stopnia Stevena Spielberga. Debiut Pattersona sprawdza się zarówno jako hołd dla tradycji amerykańskiej fantastyki, jak i obraz tamtejszej kultury, pięknej, czystej, a dziś już niedostępnej. Niewinne czasy w rzeczywistości nigdy takie nie były, o czym tekst Montague’a i Sangera nie zapomina, czyniąc z głównych bohaterów osoby o trzeźwym, racjonalnym spojrzeniu – ich nocna odyseja może się nam jawić jako pełna nostalgii przygoda, ale oni sami wiedzą najlepiej, w jakim świecie żyją. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji]
08. Niewidzialny człowiek
Z pomocą konceptowi musi więc przyjść gra aktorska, oparta głównie na obserwowaniu Elisabeth Moss, jej przerażenia, sprzecznych emocji oraz zaszczucia. Mąż jest tutaj wyłącznie figurą symboliczną, wciąż niebezpieczną mgiełką po nieobecnym nawet w czasie małżeństwa partnerze. Kamera, która skanuje przestrzeń świata przedstawionego, szuka potencjalnych zagrożeń i drobnych niuansów świadczących o tym, że Cecilia nie oszalała. Ciągłe napięcie oraz cisza, będąca również przestrzenią działań niewidzialnego bytu, tworzą atmosferę, przez którą sami, na długo po seansie, obserwujemy swój pokój. Z atawizmami nie wygrasz. Z syndromem sztokholmskim możesz. [Jakub Koisz, fragment recenzji]
07. Małe kobietki
Szkoda, że przy Złotych Globach Małe kobietki zostały niemal całkowicie zignorowane, zwłaszcza patrząc na to, jak przeciętne filmy doczekały się nominacji w najważniejszych kategoriach.
Miejmy nadzieję, że Oscary trochę osłodzą Grecie Gerwig i jej fantastycznej ekipie sezon nagród, bo zdecydowanie na to zasługują. Mimo że moralizatorska powieść Louisy May Alcott wyraźnie się już zestarzała pod względem formalnym, to poruszane w niej wątki nie wymagają szczególnej aktualizacji — tegoroczna adaptacja filmowa również nie powinna się zbyt szybko przedawnić, pod żadnym względem. [Dawid Konieczka, fragment recenzji]
06. Może pora z tym skończyć
Może pora z tym skończyć zamienia banały i prozę życia w filmowy poemat dygresyjny. Robi to bez zapowiedzi, coraz bardziej wnikając w psychikę bohaterów, zostawiając realizm na drugim planie. Paradoksalnie w ten sposób film robi się o wiele bardziej angażujący niż tradycyjny dramat.
Tego typu kino – filozofujące bez zadęcia i smutne bez przynudzania – udaje się bardzo rzadko. Kaufman jest znakomity w te klocki (Anomalisa, Być jak John Malkovich), a Może pora z tym skończyć kontynuuje jego dobrą passę. To niebywałe, zwłaszcza we współczesnym kinie, by poetyka snu i filozoficzne zacięcie szły w parze z dialogami pełnymi trudnych emocji. I każda rozrośnięta ponad miarę scena zamiast nudzić – angażuje coraz bardziej. Tak samo jak rozmowa pułkownika Hansa Landy z mleczarzem w prologu Bękartów wojny Quentina Tarantino. [Jan Dąbrowski, fragment recenzji]
05. Kłamstewko
Kłamstewko to film niepozorny, lecz wyrazisty. Wang z wdziękiem łączy sprzeczności, przeplata kulturowe perspektywy i tworzy historię przyciągającą prostolinijną energią. Bez szkody dla powagi podejmowanej problematyki z każdej niemal sceny udaje się jej wydobyć akcenty humorystyczne, nadające całości pozytywnego wydźwięku.
Łzy żalu i śmiechu mieszają się tu nieustannie, przypominając, jak chaotycznie rozedrgane potrafi być życie. Najważniejsze jednak, że ani na chwilę nie gubi się u Wang fundamentalna prostota wyrazu, bezpretensjonalność, nadająca Kłamstewku niepowtarzalnego wdzięku. Dzięki temu spójnemu spięciu wielości nierzadko odległych od siebie elementów w zaskakująco przyziemną całość film Wang oddziałuje bardzo bezpośrednio i z dużą siłą. W połączeniu z charyzmatyczną rolą Awkwafiny, wspieranej rzetelnie przez resztę obsady, daje to niespodziewanie elektryzujące efekty – wbrew niepozornemu zarysowi Kłamstewko to naprawdę poważny gracz w panoramie światowego kina, manifestujący wyraziste artystyczne tożsamości reżyserki i głównej aktorki, a co więcej, udanie eksperymentujący z konwencją portretowania współczesności, podchodząc do niej z perspektywy jej niedookreślenia. To więcej niż interesująca próba i zwyczajnie znakomity film. [Tomasz Raczkowski, fragment recenzji]
04. Ukryte życie
Ukryte życie jest wielopoziomową i operującą nową optyką refleksją nad społeczeństwem wojny. Malick spogląda bowiem na miejsca fizycznie niedotknięte przez wojnę. Reżyser nie kieruje kamery na front, miejskie ruiny i spalone pola. To terytorium przez kino już rozpoznane i wyczerpująco opisane. Patrzy natomiast z bardzo bliska na koszmar rozgrywający się w ziemskim raju. Wojna dotyka cudowne Radegund niebezpośrednio – rozgrywa się w duszach i w myślach – ale echo po niej jest znacznie trwalsze niż po niejednej hollywoodzkiej eksplozji. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji]
03. Jojo Rabbit
Jojo Rabbit jest składową wielu stylów i konwencji. Akcja dziejąca się na obozie szkoleniowym przypomina harcerskie dzieje z Moonrise Kingdom, sporo tu również wojennego humoru, podobnego do Bękartów wojny. Koniec końców są to pojedyncze sytuacje, cały film został nakręcony przez pioniera wariatkowa, na zmianę zabawne i przytłaczające wątki historii obejmują widza, a powstały klimat i ironiczne spojrzenie na świat III Rzeszy uświadamiają, że kontrowersje wokół tego tytułu były zupełnie niepotrzebne. Taika Waititi nie zmienia biegu wydarzeń, Hitler popełnia samobójstwo, Berlin upada, Rzesza przegrywa.
Wraz z biegiem czasu i wojennymi cezurami para bohaterów przechodzi wyboistą, łączącą ich duszę drogę. Tuż po zakończeniu konfliktu postanawiają zrobić najnormalniejszą rzecz na świecie. Jaką i dlaczego tytuł tego tekstu jest taki, a nie inny? Sprawdźcie sami. [Jan Tracz, fragment recenzji]
02. 1917
Scenografia, montaż oraz zdjęcia (niezawodny Roger Deakins) idą Mendesowi z pomocą w kreowaniu historii opartej na relacjach jego dziadka, a właśnie otoczenie się świetnymi fachurami sprawia, że jest to projekt, który stanie na podium filmów wojennych. Rozległe plany zdjęciowe i niezauważalny montaż są zapowiedzią zupełnie nowej ery immersji w kinie. Gdy przy stole zasiądzie kilku czarodziejów obrazu i jeden król reżyserii, wszystko w tej batalii musi pójść tak, jak powinno.
1917 to popis nie artyzmu oraz natchnienia, ale perfekcji w realizowaniu projektu. Poproszę takich więcej. [Jakub Koisz, fragment recenzji]
01. Nieoszlifowane diamenty
A24 trafiło w dziesiątkę, dystrybuując żywiołowe Nieoszlifowane diamenty. Ekscytujące podejście do tematyki spłaty długów – pomimo pewnych potknięć – staje się jednym z gwoździ styczniowego programu. Kto wie, może i całego roku. Czas pokaże, czy tytuł ten przetrwa próbę czasu i dotrzyma kroku mitowi zrodzonemu wokół niego jeszcze przed premierą. Na ten moment pozostaje wydać jeden jasny wniosek – to film perwersyjny i kino najwyższej próby. [Jan Tracz, fragment recenzji]






