search
REKLAMA
Ranking redakcyjny

Najlepsze FILMY ROKU 2020 według redakcji Film.org.pl. Złote Kraby

REDAKCJA

9 stycznia 2021

REKLAMA

Jak co roku Film.org.pl przyznaje Złote Kraby – nasze redakcyjne nagrody, będące wynikiem wewnętrznego głosowania. Tym razem rozpoczynamy od przedstawienia rankingu najlepszych filmów ubiegłego roku (kryterium była polska data premiery) według naszej redakcji. Głosowanie było tajne i sprawiedliwe, każdy członek Film.org.pl mógł przyznać punkty swoim ulubionym produkcjom. Co wyszło po ich zsumowaniu? Zapraszamy do zapoznania się z wynikami.

Co myślicie o naszym wyborze? Pasuje wam pierwsze miejsce? Jakie tytuły pominęliśmy? Dajcie znać w komentarzach!

Jutro opublikujemy wyniki redakcyjnego głosowania w innych kategoriach, jak również rezultaty głosowania czytelników.

10. Emma.

Ta wersja Emmy jest po prostu urokliwa, aktorsko błyskotliwa i niezwykle łatwo się w niej zadurzyć. De Wilde nadrabia niedoróbki wizualnym wyczuciem, a Taylor-Joy tworzy chyba najwyrazistszą dotychczas filmową wersję bohaterki Austen. Idealny film na wieczorne wyjście do kina z partnerem/partnerką, który może nie będzie bił się o nagrody i nie zaznaczy jakoś mocno swojego miejsca w opracowaniach związanych z historią medium, ale na pewno zgrabnie zniesie próbę czasu. De Wilde chociaż dodała kropkę w tytule produkcji (co jest również grą ze słowem „period”, odnoszącego się tak do kropki, jak i wyrażenia „period piece”), to w żaden sposób nie zamyka drogi kolejnym adaptacjom Austen – dodaje jednak wyraźnie coś od siebie, zostawia ślad. [Radosław Pisula, fragment recenzji]

09. The Vast of Night

The Vast of Night jest czymś więcej niż tylko próbą zręcznego nawiązania do kina i literatury fantastycznej sprzed ponad pół wieku, jednak nie mniej efektywną niż dużo bardziej nakładowe, ale nieodległe tematycznie Bliskie spotkania trzeciego stopnia Stevena Spielberga. Debiut Pattersona sprawdza się zarówno jako hołd dla tradycji amerykańskiej fantastyki, jak i obraz tamtejszej kultury, pięknej, czystej, a dziś już niedostępnej. Niewinne czasy w rzeczywistości nigdy takie nie były, o czym tekst Montague’a i Sangera nie zapomina, czyniąc z głównych bohaterów osoby o trzeźwym, racjonalnym spojrzeniu – ich nocna odyseja może się nam jawić jako pełna nostalgii przygoda, ale oni sami wiedzą najlepiej, w jakim świecie żyją. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji]

08. Niewidzialny człowiek

Z pomocą konceptowi musi więc przyjść gra aktorska, oparta głównie na obserwowaniu Elisabeth Moss, jej przerażenia, sprzecznych emocji oraz zaszczucia. Mąż jest tutaj wyłącznie figurą symboliczną, wciąż niebezpieczną mgiełką po nieobecnym nawet w czasie małżeństwa partnerze. Kamera, która skanuje przestrzeń świata przedstawionego, szuka potencjalnych zagrożeń i drobnych niuansów świadczących o tym, że Cecilia nie oszalała. Ciągłe napięcie oraz cisza, będąca również przestrzenią działań niewidzialnego bytu, tworzą atmosferę, przez którą sami, na długo po seansie, obserwujemy swój pokój. Z atawizmami nie wygrasz. Z syndromem sztokholmskim możesz. [Jakub Koisz, fragment recenzji]

07. Małe kobietki

Szkoda, że przy Złotych Globach Małe kobietki zostały niemal całkowicie zignorowane, zwłaszcza patrząc na to, jak przeciętne filmy doczekały się nominacji w najważniejszych kategoriach. Miejmy nadzieję, że Oscary trochę osłodzą Grecie Gerwig i jej fantastycznej ekipie sezon nagród, bo zdecydowanie na to zasługują. Mimo że moralizatorska powieść Louisy May Alcott wyraźnie się już zestarzała pod względem formalnym, to poruszane w niej wątki nie wymagają szczególnej aktualizacji — tegoroczna adaptacja filmowa również nie powinna się zbyt szybko przedawnić, pod żadnym względem. [Dawid Konieczka, fragment recenzji]

06. Może pora z tym skończyć

Może pora z tym skończyć zamienia banały i prozę życia w filmowy poemat dygresyjny. Robi to bez zapowiedzi, coraz bardziej wnikając w psychikę bohaterów, zostawiając realizm na drugim planie. Paradoksalnie w ten sposób film robi się o wiele bardziej angażujący niż tradycyjny dramat. Tego typu kino – filozofujące bez zadęcia i smutne bez przynudzania – udaje się bardzo rzadko. Kaufman jest znakomity w te klocki (AnomalisaByć jak John Malkovich), a Może pora z tym skończyć kontynuuje jego dobrą passę. To niebywałe, zwłaszcza we współczesnym kinie, by poetyka snu i filozoficzne zacięcie szły w parze z dialogami pełnymi trudnych emocji. I każda rozrośnięta ponad miarę scena zamiast nudzić – angażuje coraz bardziej. Tak samo jak rozmowa pułkownika Hansa Landy z mleczarzem w prologu Bękartów wojny Quentina Tarantino. [Jan Dąbrowski, fragment recenzji]

REKLAMA