Connect with us

Recenzje

GANGSTERZY I FILANTROPI (1962)

GANGSTERZY I FILANTROPI to opowieść o dwóch światach, w których humor i dramat spotykają się w niecodzienny sposób. Klasyka polskiego kina!

Published

on

GANGSTERZY I FILANTROPI (1962)

– Pan sobie życzy?
– Coś do picia. Może…
– Pani Kaziu, sto i śledzik!

Nazwisko Jerzego Hoffmana nieodparcie łączy się ze wspaniałymi ekranizacjami nieśmiertelnej, Sienkiewiczowskiej trylogii Ogniem i mieczem, Potop i Pan Wołodyjowski, kręconymi zresztą w odwrotnej kolejności. Lecz gdyby zapytać przeciętnego kinomana o inne filmy reżyserowane przez pana Hoffmana, odpowiedzią byłaby zapewne głucha cisza, No, może starsi miłośnicy X Muzy wspomnieliby Trędowatą, Do krwi ostatniej czy Znachora.

Advertisement

.. Właściwie nic dziwnego, ponieważ monumentalne eposy przygodowo-historyczne z Danielem Olbrychskim, wokół których rozpętywano medialne spory o charakterze ogólnopolskim, z definicji przyćmiewały pozostałe, dużo skromniejsze filmy Jerzego Hoffmana.

Urodzony w 1932 roku Jerzy Hoffman swoją przygodę z kamerą rozpoczął w 1955 roku, kręcąc znakomite filmy dokumentalne, wielokrotnie nagradzane w kraju i zagranicą. Realizował je wespół z Edwardem Skórzewskim. Na przełomie lat 50. i 60. uchwała KC PZPR jasno stanowiła o ówczesnej produkcji filmowej, podporządkowanej dostarczaniu przede wszystkim rozrywki ludowi pracującemu miast i wsi. Takie filmy zaczął realizować debiutujący wówczas Stanisław Bareja. Tak też rozpoczął swą twórczość Jerzy Hoffman, który w 1962 roku wspólnie z Edwardem Skórzewskim napisał i wyreżyserował swój fabularny debiut, komedię Gangsterzy i filantropi. Jak sugeruje tytuł, film składa się z dwóch oddzielnych opowieści, połączonych wspólną (bardzo nikłą zresztą) ramą fabularną.

Advertisement

W milicyjnej furgonetce spotykają się podejrzani z dwóch oddzielnych paragrafów. Anastazy Kowalski, narzekający na bezmięsny poniedziałek („rzadko który sędzia jest jaroszem…”) oraz grupa pięciu milczących mężczyzn, czyli…

GANGSTERZY…

– Czteropasowa jezdnia uczyni z tej magistrali, Wichura rzucił Ziutę na tapczan jak niedopałek…
– Parmezan, co to jest?!
– Powieść w odcinkach. Zbieram, zaplątało się…

Elegancki gangster o ksywie Profesor planuje przestępstwo doskonałe – 10 mln zł utargu z Centralnego Domu Towarowego, przewożonych do banku w nocnym milicyjnym konwoju, stanowiącym cel ataku. Profesor zbiera doborową ekipę – braci Syjamczyków, Łysego i taksówkarza Śrubę. Przygotowany za pomocą ruchomej makiety, wielu prób i zegarmistrzowskiej precyzji plan przejęcia pieniędzy udaje się w każdym szczególe.

Advertisement

Również alibi wszystkich uczestników napadu jest precyzyjnie zainscenizowane. Uciekając przed pościgiem, ekipa Profesora jest przygotowana na wszystkie ewentualności. Niestety ostatnia szansa ucieczki, czyli samochód na strzeżonym parkingu, decydujący o powodzeniu napadu, został w nocy okradziony z kół…

… I FILANTROPI

– Ależ, proszę pana, z tej strony jest tak samo brudno…
– My mamy limit, obrusa pani z domu nie przyniosę, niech pani idzie do Bristolu…
– Może by pan jednak jakieś serwetki tu położył. Przecież od tego człowiekowi apetyt odbiera!
– Serwetki wyszli… No jak, państwo zamawiają coś czy nie, bo nie mam czasu…

Anastazy Kowalski to safandułowaty pracownik laboratorium chemicznego. Stan posiadania – ubogie mieszkanko, dorastająca córka i wiecznie zrzędząca żona. Pewnego dnia, spowodowawszy wybuch, Anastazy wylatuje z pracy.

Advertisement

W restauracji, podczas topienia smutków w alkoholu, bezwiednie miesza w wódce swoim służbowym alkoholomierzem. Pracownicy restauracji, traktujący każdego klienta jak najgorszą zarazę, z przerażeniem podejrzewają, że oto odwiedził ich zakamuflowany kontroler Państwowej Inspekcji Handlowej. Nagle wśród wrednego kelnerstwa następuje cudowna metamorfoza. Olewani klienci stają się oczkiem w głowie kłaniającej się w pas obsługi, a wszystko to zasługą niczego nie podejrzewającego Kowalskiego, który po wyjściu z lokalu znajduje w gazecie 500 zł.

Czując pismo nosem, Kowalski powtarza numer z alkoholomierzem w innych restauracjach i wkrótce (pod pseudonimem Aptekarz) staje się postrachem stołecznej gastronomii. Rozpaczy restauratorów nie podziela zachwycona rodzina Kowalskiego, których materialny status ulega zdecydowanej poprawie. Lecz pewnego dnia Anastazy wpada, napatoczywszy się na prawdziwego kontrolera, który stolik obok przystąpił do identycznych czynności służbowych. Samozwańczy inspektor handlowy zostaje przed sądem oczyszczony z zarzutów, ponieważ nigdy się za takowego nie przedstawiał, a łapówki sąd uznaje za dobrowolne darowizny. Lecz Kowalski nie rozliczył się z fiskusem ze swoich niemałych lewych przychodów…

Advertisement

Hoffman i Skórzewski swym debiutem pokazali, że doskonale czują się w konwencji komedii sensacyjnej, czerpiącej z przedwojennych tradycji w doborze i potraktowaniu wiodących postaci. W obu nowelach rzuca się w oczy przede wszystkim dokumentalne doświadczenie reżyserów, którzy z iście Barejowską finezją tropią absurdy rzeczywistości i trafnie wplatają je w sensacyjne fabuły. Pierwsza historia zachwyca postacią Profesora (fantastyczny Gustaw Holoubek), którego maniery, inteligencja i niezmącony spokój przywodzą na myśl angielskie kryminały. W siermiężnej Polsce czasów Gomułki taka postać była wręcz nie z tego świata, zważywszy że nasi twórcy raczej nigdy nie mieli serca do bandziorów, skupiając się na przymiotach przedstawicieli prawa, ścigających rodzimych rzezimieszków.

Tutaj jest odwrotnie. Co prawda ekipa Profesora to mniejsze lub większe szumowiny, nadające slangiem („Idziemy z gnatem po prośbie. To nie dolina ani klawisz, to gruba bara. Jak nie wystawimy i będzie obciach, dostanę dokoła macieju. A mnie kuma każdy śledź…”), ale ich szef to oczytany i przebiegły strateg, którego po prostu się przyjemnie słucha. Wrażenie robią jego metody pracy: precyzyjna kartoteka stołecznych przestępców, podzielona na „kategorie zawodowe”, czy makieta fragmentu Warszawy, dopracowana bardziej niż miniatura Hill Valley z Powrotu do przyszłości.

Advertisement

Na makiecie tej Profesor prezentuje „na sucho” całą akcję, uruchamiając małe samochodziki, śmigające (dzięki animacji poklatkowej) wśród miniatur. Najbardziej zaskakującym gadżetem jest ustrojstwo samoczynnie podnoszące słuchawkę telefonu i uruchamiające odczyt z magnetofonu szpulowego, istotny element alibi Profesora w momencie napadu. Po prostu wczesny James Bond. Jego nienagannych manier także próżno szukać wśród adwersarzy por. Borewicza, kpt. Żbika czy komisarza Halskiego. Parafrazując znaną piosenkę „dziś prawdziwych gangsterów już nie ma

– Po cholerę to zaszywanie kieszeni?
– Ostatnim razem, jak zgubiłeś kupon totolotka, nie widzieliśmy się przez trzy latka!
– I tak były tam tylko dwa trafienia…

Pierwsza nowela ma doskonale przeprowadzoną intrygę, szybkie tempo i nieodparty urok starego kina, które nadal znakomicie się ogląda. Emerytowany sędzia, z którym Profesor telefonicznie gra w szachy, co rusz powtarza powiedzonko imć pana Zagłoby „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”, co jest zapowiedzią realizacji przez Hoffmana Sienkiewiczowskiej Trylogii. Autentycznie śmieszą wstawki komediowe, sprawnie wygrywające bezsensy codzienności.

Advertisement

Radiowy reporter, zachwycony budową nowej trasy średnicowej, pyta gapiów o wrażenia. Humor polega na tym, że tymi gapiami są przestępcy i sam Profesor, który osobiście wyraża prosto w mikrofon opinię o ogromnej potrzebie takiej inwestycji. I wie co mówi – trasa ta jest przecież istotnym elementem planu ucieczki ze zrabowaną forsą.

Ale na tym kończą się dobre wieści. Oddana z pompą trasa w nocy jest już bezlitośnie rozkopana przez ekipy z młotami pneumatycznymi (wiadomo – budowa za wszelką cenę musiała być otwarta przy najbliższym święcie państwowym). Wcześniej pojawia się zawalidroga w postaci ulicznej spryskiwaczki na pełnym chodzie, mimo że dopiero co padał deszcz. Oczywiście także stróże prawa mają coś do powiedzenia, szczególnie na widok worków ze skradzioną forsą. Co robi milicjant? Milicjant wystawia mandat za przewożenie worków na tylnym siedzeniu, zamiast regulaminowo w bagażniku. No i finałowy gwóźdź do trumny, czyli samochód ostatniej szansy z tylną osią na cegłach. Ludzie Profesora nie powinni się dziwić, wszak auto stało na strzeżonym parkingu… Cud, miód, malina. Wczesny PRL w najśmieszniejszym wydaniu.

Advertisement

Druga opowieść o cudownym ozdrowieniu stołecznej gastronomii to już komedia czystej wody. Jego Ekscelencja Wiesław Michnikowski w roli samozwańczego inspektora to aktorska perełka. Grająca jego żonę Hanka Bielicka cierpi na nieustanny słowotok, na szczęście bez kapeluszy i powtarzanych w kółko tych samych dowcipów. Aktorka siedem lat później zagrała u Hoffmana w Panu Wołodyjowskim. Doskonale zorkiestrowane są sceny restauracyjne. Chamscy kelnerzy sami kasują napiwki, robią łaskę klientom, choć dewizowi obsługiwani są ze szczególną atencją. Przy wizytach Kowalskiego kelnerzy zabierają się do pracy, zamiast zbijać bąki przy papierosku, zgodnie wykrzykując „klient ma zawsze rację” (co brzmi prawie jak chóralne „welcome” z Tylerem Durdenem w Podziemnym kręgu). Praca w kuchni nabiera zdwojonego tempa. Wódka wyborowa jest zamieniana na… wódkę wyborową z pieczątką „gastronomiczna”.

Wręcz surrealistycznie brzmi nazwa knajpianego bandu Maciupiński and His Boys w składzie akordeon, skrzypce i perkusja. Jest bardzo zabawnie, kiedy obsługa myśli, że Anastazy źle się poczuł po ich wódce, zaś odruch wymiotny Kowalskiego to tylko efekt aplikowanych mu potajemnie przez żonę tabletek, zaniepokojoną powtarzającymi się kacami męża. Największą porażką dla restauratora jest nietknięta łapówka, co prowokuje przekazywaną z lokalu do lokalu informację, że „Aptekarz szaleje”, co zresztą nie miało nic wspólnego z prawdą, gdyż Kowalski po prostu śledził swoją córkę i nie w głowie było mu inspektorowanie.

Advertisement

.. Wreszcie jeden z restauratorów zdobywa się na iście rewolucyjną myśl: „a może by tak po prostu działać uczciwie?”. Utwór grany z patefonu u braci Syjamczyków w pierwszej noweli słychać w nieco innej aranżacji w jednym z lokali w historyjce o Anastazym Kowalskim. W jednej scenie mamy nawet dwóch Michnikowskich naraz, gdy Kowalski w telewizji ogląda… Michnikowskiego, przeuroczo śpiewającego piosenkę z Kabaretu Starszych Panów („…nie kąpiesz się dla mnie w pieszczocie pian”).

W drugiej noweli epizodycznie wystąpił Jerzy Hoffman oraz sam Stanisław Bareja, wtedy jeszcze mało znany reżyser ze skromnym dorobkiem jednego filmu fabularnego (Mąż swojej żony) i jednego serialu (Dotknięcie nocy). Tutaj Bareja wystąpił w maleńkiej rólce klienta, który w restauracji z zapałem wcina golonkę. W duchu jego późniejszych drapieżnych komedii, Hoffman i Skórzewski napisali scenariusz historyjki, mającej stanowić trzeci segment Gangsterów i filantropów.

Advertisement

Była to opowieść o dwóch biedakach, którzy za ostatni grosz kupują żurek w butelkach. Potrawa okazuje się paskudna, więc panowie wylewają ją do rzeczki, zaś butelki sprzedają w punkcie skupu. Wywiedziony z życia absurd polega na tym, że pusta butelka jest droższa niż butelka z żurkiem w środku. Zwąchawszy złoty interes, obaj biedacy wkrótce stają finansowo na nogi, sprzedając na skalę przemysłową puste butelki po żurku, kupionym za bezcen w sąsiedniej wytwórni. Oba zakłady rozkwitają, niestety nie na długo. Nasi pomysłowi bohaterowie wpadają w ręce organów ścigania z powodu śniętych ryb w rzeczce, do której radośnie wylewano żurek. ..

Nietrudno zauważyć doskonały komediowy potencjał, kryjący się w tej opowieści. Niestety pomysł ten został odrzucony przez cenzurę już na etapie zatwierdzania scenariusza. Podobno nie spełniał rozrywkowych założeń w takim stopniu, jak dwie pierwsze nowele. Sam film zdobył Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki III Stopnia. Zaś duet Hoffman-Skórzewski przetrwał tylko do 1965 roku. Gangsterzy i filantropi to bez wątpienia jeden z najlepszych filmów Hoffmana (oczywiście nie licząc ekranizacji Trylogii), który z powodzeniem plasuje się w kanonie najlepszych polskich komedii, na równi z ograną setki razy w telewizji trylogią o repatriantach z Krużewnik, przygodami kanoniera Dolasa, szeregowego Orzeszko czy prezesa Ochódzkiego.

Advertisement

GANGSTERZY I FILANTROPI
wytwórnia – Zespół Filmowy Kamera, 1962
czas projekcji – 82 minuty
scenariusz i reżyseria – Jerzy Hoffman, Edward Skórzewski
dialogi – Bohdan Czeszko
zdjęcia – Jerzy Lipman
muzyka – Lucjan Kaszycki
montaż – Marian Duszyński

NOWELA I
PROFESOR

Advertisement

wystąpili:
Gustaw Holoubek (Profesor)
Gustaw Lutkiewicz (Śruba)
Wojciech Rajewski (Łysy)
Mirosław Majchrowski (Parmezan)
Jacek Hahn (Syjamczyk)
Janusz Hahn (Syjamczyk)
Roman Kłosowski (woźnica)
Zdzisław Leśniak (dziennikarz radiowy)
Marian Łącz (milicjant)
Kazimierz Opaliński (emerytowany sędzia)
Danuta Wodyńska (gosposia sędziego)
Janusz Nasfeter (prokurator)

NOWELA II
ALKOHOLOMIERZ

Advertisement

wystąpili:
Wiesław Michnikowski (Anastazy Kowalski)
Hanka Bielicka (żona Kowalskiego)
Magda Celówna (Hanka, córka Kowalskich)
Mieczysław Pawlikowski (kierownik restauracji)
Jerzy Bielenia (szef lokalu Atlantyda)
Marian Jonkajtys (lekarz)
Jerzy Dukaj (kelner)
Marian Kociniak (klient)
Irena Laskowska (szefowa lokalu)
Ryszard Pietruski (szef restauracji)
Stanisław Bareja (klient z golonką)
Zofia Czerwińska (bufetowa)

Tekst z archiwum film.org.pl.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *