Connect with us

Recenzje

DZIAŁA NAVARONY (1961)

Podręcznikowy przykład kina akcji i pacyfistyczny manifest w jednym.

Published

on

DZIAŁA NAVARONY (1961)

Grecja to kraj mitów i legend, świat okrutnych bogów i herosów o niezwykłych zdolnościach. Widzowie uwielbiają mity, bo oferują przygodę pełną niezwykłych atrakcji, jakich przeciętny człowiek nie doświadczy przez całe swoje życie. Szkocki pisarz Alistair MacLean, autor bestsellerowej, debiutanckiej powieści H.M.S. Ulisses (1955), wydał bodaj swoje najsłynniejsze dzieło Działa Nawarony w 1957 roku. Można ten utwór postrzegać jako współczesny mit o niezwykłej odwadze i szczęściu, o pokonywaniu trudności piętrzących się jakby za sprawą boskich sił. Natomiast ekranizację tego utworu można postrzegać jako podręcznikowy przykład kina akcji z podgatunku mission impossible albo guys on a mission.

Advertisement

Navarona – ponura, nieprzenikniona, żelazna forteca u wybrzeży Turcji, zaciekle broniona, jak przypuszczano, przez mieszany garnizon niemiecko-włoski, jedna z nielicznych wysp archipelagu egejskiego, na której alianci nie mogli postawić stopy, a tym bardziej odzyskać jej w żadnej fazie wojny.

Kraj Homera i Platona, tak jak wiele innych krajów europejskich, w czasie drugiej wojny światowej był okupowany przez Niemców. Działał wtedy w tych rejonach pochodzący z Polski agent brytyjskiego wywiadu Jerzy Szajnowicz-Iwanow, sportretowany w filmie Zbigniewa Kuźmińskiego Agent nr 1 (1971), gdzie tę postać odgrywał Karol Strasburger. Jednak film brytyjskiego reżysera J. Lee Thompsona opowiada inną, lecz równie ciekawą, historię z czasów wojny z nazistami. Sześciu straceńców zostaje wysłanych na kontrolowany przez Niemców obszar w Grecji w celu wysadzenia ogromnych dział zagrażających alianckim okrętom.

Wspomniany Iwanow wraz ze swoimi wspólnikami wpadł w ręce wroga i został rozstrzelany. Czy komandosi z oddziału majora Franklina podzielą jego los, czy może będą mieli więcej szczęścia? Mimo iż opisana przez MacLeana akcja nie miała miejsca, w rzeczywistości istnieje pewne źródło, z którego pisarz korzystał – bitwa o Leros z 1943 roku.

Advertisement

W specjalnej grupie dywersyjnej są przedstawiciele różnych nacji, w tym dwóch Greków. Stanowią oni zróżnicowaną, lecz zgraną, ekipę żołnierzy, którzy są w stanie wykonać powierzone im zadanie. Grupą dowodzi major Roy Franklin (Anthony Quayle), którego nie było w literackim pierwowzorze (część akcji spędza na noszach, więc przypomina postać z książki o nazwisku Andrew Stevens). W skład drużyny wchodzą również: doświadczony alpinista i poliglota – kapitan Keith Mallory (Gregory Peck); ekspert od materiałów wybuchowych – kapral Miller (David Niven); podejrzliwy i pochmurny zabójca – pułkownik Andrea Stavrou (Anthony Quinn); zmęczony zabijaniem mechanik i spec od techniki – Casey Brown (Stanley Baker) zwany „Rzeźnikiem z Barcelony”; młody zabijaka Spyro Pappadimos (James Darren), który opuścił szkołę w Ameryce, by dołączyć do rodziny walczącej w greckim ruchu oporu.

Advertisement

Wątek Pappadimosa, jego siostry (Irene Papas) i jej milczącej towarzyszki (Gia Scala) to pomysł scenarzysty Carla Foremana, który był również koordynatorem produkcji. Doszedł do wniosku, że obecność kobiecych postaci może wpłynąć pozytywnie na atrakcyjność widowiska i – co nie jest bez znaczenia – na frekwencję w kinach. Na szczęście jednak żadnych romansowych wątków tu nie uświadczymy. Usunięcie z fabuły Loukiego i Panayisa oraz zastąpienie ich kobietami może nie uwiarygodniło tej historii, ale z pewnością nie osłabiło napięcia. Na suspens dobrze wpłynęło również pogłębienie relacji kapitana Mallory’ego z pułkownikiem Stavrou, którzy są tutaj skonfliktowanymi przyjaciółmi. Przez angielską przyzwoitość tego pierwszego zginęła rodzina tego drugiego, co w klasycznej opowieści hollywoodzkiej powinno zakończyć się pojedynkiem na głównej ulicy miasteczka.

To bardzo nierozważne ze strony Stevensa, że się nie zabił, tak aby mogli go pochować, gładko i bez śladu, w głębokich, żarłocznych wodach czyhających u podnóża rafy.

Na początku filmu można zauważyć Richarda Harrisa w wyrazistym epizodzie – w roli Australijczyka, majora Barnsby’ego, który z przekonaniem opowiada o tym, że chętnie wypchnąłby z trzech tysięcy metrów (oczywiście bez spadochronu) człowieka, który wymyśla niedorzeczne i niewykonalne misje. Tym znienawidzonym służbistą jest komandor Jensen (James Robertson Justice) – sam siedząc w bezpiecznym miejscu, nic nie ryzykuje, ale gotów jest wysłać sześciu śmiałków na wyjątkowo niebezpieczną akcję sabotażową. Już wielu zginęło na tej wojnie, więc kilku więcej nie zrobi różnicy.

Advertisement

Pada nawet sugestia, że tylko pilot-kamikaze mógłby zniszczyć działa Navarony. Skoro jednak nie wysyła się pilota-samobójcy, to znaczy, że zawsze jest jakaś nadzieja. Ale nawet jeśli plan zadziała, może zginąć wielu przypadkowych ludzi, bo Niemcy za takie brawurowe akcje skazują na śmierć bezbronnych mieszkańców. Ekipa majora Franklina już zna doskonale skutki uboczne takich misji, więc stara się myśleć wyłącznie o zadaniu, a nie jego konsekwencjach. Bohaterowie zostają zmuszeni do walki nie tylko z Niemcami, ale i naturą: nieokiełznanym sztormem i trudną do pokonania stromą skałą.

Kino wojenne uważane jest za gatunek monotematyczny i szablonowy, ale można wyróżnić wiele typów fabuł, realizowanych w ramach gatunku. Jedna z nich to sensacyjno-przygodowe opowieści o misjach specjalnych wykonywanych na terenie zajętym przez wroga. Ten typ filmów rozwinął się najlepiej pod koniec lat sześćdziesiątych. Po sukcesie Parszywej dwunastki (1967) powstały należące do tego nurtu obrazy: Ciemna strona słońca (1968), Diabelska brygada (1968), Brudna gra (1969), a także kolejna adaptacja powieści Alistaira MacLeana pod tytułem Tylko dla orłów (1968).

Advertisement

Również we Włoszech podejmowano podobne próby, czego przykładem Komandosi (1968) z Lee Van Cleefem. Przed sukcesami MacLeana też realizowano tego typu kino, i to jeszcze w czasie działań zbrojnych podczas drugiej wojny światowej. W filmie Bataan (1943) Taya Garnetta oddział trzynastu żołnierzy (wśród nich jest Murzyn, Latynos, Żyd i Filipińczyk) otrzymuje rozkaz zniszczenia strategicznego mostu bronionego przez Japończyków. Natomiast w Operacji Birma (1945) Raoula Walsha grupa trzydziestu sześciu ludzi (w tym korespondent i dwóch przewodników) skacze na spadochronach nad birmańską dżunglą, by wysadzić japońską stację radarową.

Z kolei oscarowe dzieło Most na rzece Kwai (1957) łączy motyw misji specjalnej z wątkiem obozowym.

Advertisement

Działa Navarony to jeden z tych filmów, w których finałowa akcja jest tylko formalnością i jej wynik raczej nikogo nie zaskoczy. Ważniejsze są przeszkody, jakie dywersanci mają do pokonania – wróg czyhający na każdym kroku, a także zdradziecki kompan sprzyjający okupantom. Wykrycie zdrajcy to jeden z najciekawszych fragmentów filmu. Na przykładzie takiej sytuacji pokazano, że słowo odwaga może nabrać dodatkowego znaczenia. Dzięki takim zabiegom film okazuje się kreatywną adaptacją wątków podjętych przez szkockiego pisarza. Obok dylematu zabić/nie zabić pojawia się również inny: czy zostawić rannego kumpla na pastwę wroga.

Kapitan Mallory decyduje się nie tylko go zostawić, ale i wykorzystać do swojego planu, by zmylić przeciwnika. Nawet jeśli bohaterowie przeżyją i zwyciężą, to będzie to gorzkie zwycięstwo, obfitujące w wyrzuty sumienia, niehonorowe zagrywki i niepotrzebne ofiary.

Advertisement

Ma diabelne szczęście i szaleńczą odwagę; prędzej lew będzie spał z jagnięciem, a zgłodniały wilk oszczędzi stado owiec, niż Panayis będzie oddychał tym samym powietrzem co Niemcy.

Carl Foreman, który w latach pięćdziesiątych nie mógł swobodnie pracować ze względu na antykomunistyczną nagonkę, na początku lat sześćdziesiątych otrzymał twórczą swobodę i za sześć milionów dolarów stworzył widowisko, do którego z przyjemnością się wraca po latach. Pieniądze z budżetu poszły między innymi na wyjątkowej urody miejscówki, z których wyróżnia się grecka wyspa Rodos. To ona jest filmową Navaroną, gdyż wyspa o takiej nazwie w rzeczywistości nie istniała. Anthony’emu Quinnowi tak spodobała się ta miejscówka, że wykupił na niej posiadłość, a po latach jeden z akwenów na Rodos nazwano Zatoką Anthony’ego Quinna – w ten sposób rząd grecki podziękował aktorowi za promocję tych terenów.

Advertisement

Film J. Lee Thompsona zdobył siedem nominacji do Oscara, ale statuetka przypadła tylko dwóm fachmanom od efektów specjalnych. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o efekty wizualne. W jednej kategorii nagrodzono bowiem nie tylko specjalistę od malowania tła, Billa Warringtona, ale także speca od efektów dźwiękowych, Chrisa Greenhama (osobne nagrody za efekty dźwiękowe lub montaż dźwięku wręczano dopiero od 1964 roku). Wśród nominowanych znalazł się kompozytor Dimitri Tiomkin, w swoim czasie jeden z najwybitniejszych hollywoodzkich artystów, laureat czterech Oscarów.

Za skomponowanie monumentalnej partytury do Dział Navarony otrzymał pięćdziesiąt tysięcy dolarów, co było wówczas najwyższym honorarium dla kompozytora za jeden film. Skoro mowa o muzyce, wspomnę jeszcze o greckiej uroczystości weselnej, podczas której słyszymy grecką pieśń ludową Yialo Yialo (wykorzystaną później w Agencie nr 1 Kuźmińskiego). Drugą zwrotkę tego utworu wykonał James Darren – odtwórca roli Pappadimosa, idol nastolatek i piosenkarz. Takie muzyczne fragmenty w filmach niemuzycznych zawsze zwracają uwagę, a tutaj służą po to, by wziąć głęboki oddech między jedną a drugą dramatyczną sekwencją.

Advertisement

Akcję śledzi się z zapartym tchem, podobnie zresztą jak we wcześniejszym wojenno-przygodowym filmie J. Lee Thompsona pod tytułem Zimne piwo w Aleksandrii (1958) opowiadającym o pełnej napięcia podróży przez pustynię z Tobruku do Aleksandrii w 1942 roku. Wybitną rolę w tym filmie zagrał Anthony Quayle, którego możemy oglądać także w Działach Navarony – w roli „szczęściarza”. Quayle w czasie wojny organizował oddziały partyzanckie w Albanii i – tak jak jego postać odgrywana w filmie Thompsona – też był majorem. David Niven również służył w armii, uczestniczył w lądowaniu aliantów w Normandii i brał udział w realizacji filmów propagandowych.

Z kolei Gregory Peck był pacyfistą i nie godził się występować w filmach prowojennych (jego western Biały kanion to wzór kina pacyfistycznego). Rolę Mallory’ego przyjął, ponieważ mimo tej całej przygody i ekscytującej akcji zauważył w scenariuszu treści antywojenne. I rzeczywiście, Carl Foreman – ofiara maccartyzmu – nie zamierzał kręcić propagandowego dzieła w hollywoodzkim stylu.

Advertisement

Ogłusz, zadźgaj, nie strzelaj!

Pierwszym reżyserem filmu był Alexander Mackendrick, specjalista od komedii, ale w wyniku różnic artystycznych został – tydzień przed rozpoczęciem zdjęć – zwolniony przez producenta. Na jego miejsce zatrudniono J. Lee Thompsona, który kręcił filmy szybko i sprawnie (czternaście obrazów w jednej dekadzie). O sile tej wojennej superprodukcji świadczy fakt, że jako reżyser przez kolejne trzy dekady nie był w stanie powtórzyć sukcesu tego dzieła. Realizował filmy różnych gatunków, między innymi western Złoto MacKenny (1969), ponownie we współpracy z Carlem Foremanem.

Solidne kino rozrywkowe, jak większość podpisanych przez niego utworów. Działa Navarony to zdecydowanie coś więcej. To manifest w obronie każdego życia, a więc przeciwko wojnie. Refleksja na temat moralnych wyborów – między życiem jednostki a dobrem narodu, między złem a jeszcze gorszym złem. Metaforyczna opowieść, w której tytułowe działa ukryte w skalnej grocie symbolizują potwora. Tym potworem jest wojna, a zniszczenie dział to sen o lepszym życiu – bez przemocy, bez podejmowania trudnych decyzji.

Advertisement

Po latach Foreman powrócił do tych bohaterów, tworząc wraz z Guyem Hamiltonem sequel Komandosi z Navarony (1978), będący adaptacją powieści MacLeana z 1968. W tej opowieści alianci otrzymują rozkaz zabicia niemieckiego agenta w szeregach jugosłowiańskich partyzantów, a także zniszczenia strategicznego mostu, co dokonują dość nietypowo przez wysadzenie zapory wodnej. Zaskakujące, że budżet tej kontynuacji był mniejszy, niestety mniejsze były również emocje, a poziom zdecydowanie gorszy. Nie był to jeszcze koniec przygód komandosów z Navarony, bo Sam Llewellyn na podstawie szkiców MacLeana napisał dwie powieści: Straceńcy z Nawarony (alternatywny tytuł Huragan z Nawarony) (1996) i Piorun z Nawarony (1998).

Liczne sequele potwierdzają tylko bolesną prawdę, że sen o lepszym życiu nie może się spełnić, bo po jednej kampanii ma miejsce następna, a potem kolejna… Aż do wyczerpania sił, aż do ostatniego naboju, aż do ostatniej kropli krwi…

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Z wykształcenia inżynier po Politechnice Lubelskiej. Założyciel bloga Panorama Kina (panorama-kina.blogspot.com), gdzie stara się popularyzować stare, zapomniane kino. Miłośnik czarnych kryminałów, westernów, dramatów historycznych i samurajskich, gotyckich horrorów oraz włoskiego i francuskiego kina gatunkowego. Od 2016 „poławiacz filmowych pereł” dla film.org.pl. Współpracuje z ekipą TBTS (theblogthatscreamed.pl) i Savage Sinema (savagesinema.pl). Dawniej pisał dla magazynów internetowych Magivanga (magivanga.com) i Kinomisja (pulpzine.pl). Współtworzył fundamenty pod Westernową Bazę Danych (westerny.herokuapp.com). Współautor książek: „1000 filmów, które tworzą historię kina” (2020), „Europejskie kino gatunków” - tom 4 i 5 (2023-2025) oraz „100 najlepszych westernów wszech czasów” (2026).

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *