search
REKLAMA
Szybka piątka

Filmy, które nam się ZNUDZIŁY

REDAKCJA

22 kwietnia 2020

REKLAMA

Szybka piątka #136

Są takie filmy, które zachwyciły nas przy pierwszym, a może w równym stopniu i przy kolejnych seansach. W końcu jednak odkryliśmy, że przestały sprawiać nam radość i – tak – po prostu zaczęły nudzić. Dziś piszemy o takich właśnie produkcjach. Zapraszamy do podawania własnych propozycji!

Łukasz Budnik

  1. King Kong (2005) – po pierwszym seansie dziwiłem się głosom mówiącym o przesadzonym metrażu, bo seans minął mi błyskawicznie, a sam film dostarczył mnóstwo radości i satysfakcji. Nie narzekałem też przy seansie powtórkowym. W zeszłym roku wróciłem do King Konga po kilku latach przerwy i tym razem musiałem się już zgodzić z tymi, którzy zarzucają Peterowi Jacksonowi zbytnie rozwleczenie filmu. Po raz pierwszy i ja czułem się zmęczony – choć wiele scen wciąż robi wielkie wrażenie.
  2. 300 – film Snydera oczarował mnie po premierze. Całkowicie kupiłem stylistykę żywego komiksu i z wielką frajdą obserwowałem nadludzkie poczynania Spartan. Niestety, entuzjazm opadł przy kolejnym seansie. Strona audiowizualna nie sprawia już takiej radości, a nie jest też wsparta szczególnie ciekawą scenariuszowo historią.
  3. Projekt: Monster – kiedyś drugi i trzeci akt, w którym główni bohaterowie przemierzają Nowy Jork atakowany przez monstrum, skutecznie wynagradzał mi niemrawy pierwszy. Dziś już się tak nie dzieje. Co więcej, nawet sekwencje ucieczki przed potworem nieco mi się przejadły. Po latach mam wrażenie, że dużo lepiej zrobiłoby temu filmowi, gdyby został zrealizowany tradycyjnie, nie jako found footage.
  4. Forrest Gump – proszę mnie źle nie zrozumieć, Forrest Gump to wciąż świetny film, jednak po kilku seansach nie potrafię się nim tak samo cieszyć, a przez większość czasu odczuwam pewne znużenie. Do ekranu przykuwa głównie wybitny Tom Hanks.
  5. Kevin sam w domu oraz Kevin sam w Nowym Jorku – nigdy nie praktykowałem oglądania tych filmów co rok. Widziałem je sporo razy, będąc młodszym, i całkiem dobrze bawiłem się, obserwując slapstickowe wyczyny Marva i Harry’ego, jednak dziś nie widzę powodów, dla których miałbym je odtwarzać w każde święta.

Odys Korczyński

  1. Pulp Fiction Tarantino nie powinien poddawać się próbie czasu, a jednak. Co ciekawe, mam takie wrażenie wyłącznie jeśli chodzi o ten tytuł z portfolio reżysera. Może to kwestia samego głównego aktora. John Travolta wyraźnie znudził mnie jako widza. Jego ekranowa maniera nie pasuje mi do dzisiejszych tworów Tarantino, więc i automatycznie do kultowej “Pulpy”.
  2. Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja – najzwyczajniej w świecie współczesna franczyza Disneya zaprzepaściła tę legendę, a stare Gwiezdne wojny już nigdy nie będą w stanie odrobić tej degrengolady, jaką zafundowali nam spece od zarabiania pieniędzy zza oceanu. Saga Lucasa się skończyła, gdy zginął Han Solo.
  3. Władca Pierścieniakurat w tym przypadku nie całkiem jest to znudzenie, co znużenie. To tylko dowód na to, że przy tylu powtórkach w telewizji na różnych kanałach film wciąż się trzyma, zatem jest naprawdę dobry. Ma swoje bolączki, jak na przykład regularny spadek jakości wraz z kolejnymi częściami, lecz jeszcze nie nadszedł czas, żebym wyłączał telewizor, kiedy akurat leci. Po prostu już go z takim zainteresowaniem nie oglądam, chociaż wciąż doceniam.
  4. Gladiator – pamiętam, gdy ręka Maximusa głaszcząca zboże naprawdę robiła wrażenie. Teraz jest kolejnym motywem filmowym, który warto pamiętać, lecz emocje już nie wywołują dreszczy. Może jeszcze całowanie stóp powieszonego dziecka działa, ale finał na arenie spowszedniał jak większość superbohaterskich czynów gladiatora.
  5.  Znachor – podobnie jak kolega niżej, bo ileż można!

REKLAMA