Recenzje

BIBLIOTEKARZ: TAJEMNICA WŁÓCZNI. Tak zły, że aż dobry

Autor: Darek Kuźma
opublikowano

Jest śmiesznie, jest kiczowato, ale wygląda na to, że to wszystko jest jednak niezamierzone i uśmiech, jaki gości na twarzy widza, jest bardziej uśmiechem politowania niż satysfakcji.

Welcome To Library

Czy zdarzyło się Wam kiedykolwiek obejrzeć film jedynie po to, żeby go zjechać? Żeby zobaczyć na własne oczy, jak złe i debilne filmy można robić w dzisiejszych czasach? Właśnie z takim nastawieniem zasiadłem do Bibliotekarza, który wydawał się być całkowitym gniotem, jednym z tych, na których się usypia lub idzie coś zjeść i nie traci nic z oglądania. Gdy pierwszy raz dowiedziałem się o tym filmie i zobaczyłem plakat, skwitowałem to wszystko słynnym cytatem z Dnia Świra zaczynającym się słowem „dżizas”. Oto kolejny dowód na nieskończoną głupotę hollywoodzkiej maszynki filmowej, pomyślałem. Oto kolejny gniot, który, żerując na naiwności ludzkiej i popularności swoich wielkich poprzedników, będzie zarabiał kasę. To nic, że to film telewizyjny, przeznaczony jedynie na rynek VHS/DVD i, później, mały ekran – tak też się robi kasę, a budżetu to chyba wielkiego tu nie było. Sam tytuł jest tak bzdurny, że aż odrzucający. Czy film rzeczywiście jest takim gniotem, na jaki się przygotowałem? I tak i nie, ale o tym w dalszej części recenzji. W tym miejscu pragnę jedynie zaznaczyć, że cały poniższy tekst jest pisany z wielkim przymrużeniem oka i każde wspomnienie któregoś fragmentu filmu wywołuje uśmiech na mojej twarzy, tak więc zrezygnowałem z wprowadzania uśmieszków, ponieważ pojawiałyby się one po większości zdań opisujących tak fabułę, jak i wszystko, co z filmem związane.

– „What makes you think you could be the Librarian”
– “Well, I’ve read a lot of books!”

Aktorstwo, używając eufemizmu, nie zachwyca.

Trochę głupio zdradzać te elementy fabuły, które zamierzam teraz przytoczyć, chociaż znajdują się one praktycznie na początku filmu. Stanowią jednak niezbędny czynnik wprowadzenia do świata Biblioteki i kilka szczegółów musi zostać zdradzonych, aby nakreślić jako taki obraz tego, czego można oczekiwać po tej produkcji. Całości fabuły oraz zakończenia nie ma sensu zdradzać, bo chociaż nie ma żadnej przyjemności w odgadywaniu przygotowanych przez twórców „zwrotów akcji” i innych atrakcji, to jednak nigdy bym nie wpadł na niektóre z zaproponowanych rozwiązań, sytuacji i dialogów, zatem nie będę psuł zaskoczenia z wywołujących uśmiech politowania na twarzy momentów. Tak więc, po tym przydługim wstępie, przejdźmy do zarysu fabuły.

Flynn Carsen (Noah Wyle) jest tzw. wiecznym studentem i to nie w takim samym znaczeniu, jak chociażby Van Wilder z komedii o tym samym tytule. Pan Carsen nie jest imprezowym zwierzakiem, korzystającym z uroków życia studenckiego na każdym możliwym kroku, wręcz przeciwnie. To trzydziestokilkuletni facet, studiujący już 16 lat historię starożytną, posiadający kilka doktoratów i… mieszkający nadal z mamusią (Olympia Dukakis). Jedyne, co go obchodzi, to książki, to jest jego życie i nic więcej się nie liczy. Pewnego słonecznego dnia dostaje zaproszenie na rozmowę w sprawie posady bibliotekarza w Bibliotece Miejskiej. Kandydatów jest wielu, ale to Flynn zostaje przyjęty. Tak więc nasz bohater dostaje, wydawałoby się, nudną robotę. To stwierdzenie nie może być jednak dalsze od prawdy – otóż okazuje się, że nasza Biblioteka to skarbiec wszelkiego rodzaju książek i artefaktów składowanych tam przez tysiące lat, a zadaniem Flynna ma być ich ochrona. Jest w filmie scena, kiedy pewien starszy pan o imieniu Judson (Bob Newhart) oprowadza go po „włościach” i widzimy kilka artefaktów, które znajdują się w Bibliotece, że wymienię tylko Arkę Przymierza, oryginalną Monę Lisę (jak to Judson stwierdza – oryginały są niesamowicie cenne i byłoby wielkim nietaktem wystawiać je w miejscach publicznych), Puszkę Pandory czy Excalibur wbity w oryginalny kawałek skały… Pomocy Flynnowi w opiekowaniu się tymi skarbami będzie udzielało także jakieś wojsko. Nasz bohater jest cały w skowronkach – to coś, o czym marzył przez całe życie. Niestety nie będzie mu dane długo się cieszyć – tej samej nocy Braterstwo Węża (stary wróg Biblioteki i wszystkich Bibliotekarzy) przeprowadza starannie zaplanowaną akcję i wykrada jedną z trzech części Włóczni Przeznaczenia. Światu grozi wielkie niebezpieczeństwo, jeśli Braterstwo dorwie się do pozostałych dwóch, tak więc Biblioteka zleca swojemu niedoświadczonemu jeszcze Bibliotekarzowi misję odnalezienia tychże. Wiadomo tyle, że druga część znajduje się gdzieś w Amazonii. Tak zaczyna się główna (ta rozrywkowa) część filmu. Podczas wykonywania misji Flynnowi skutecznie będzie utrudniać życie przywódca Braterstwa (Kyle MacLachlan), a pomagać agentka Biblioteki Nicole Noone, która w swojej roli niesamowicie przypomina dziewczynę-opiekunkę Deana Corso z Dziewiątych Wrót Polańskiego (w zakresie pełnionej funkcji oczywiście). Przyjemna historia, co nie?

Ostatnio dodane