Komedia to pojemny gatunek. W czasie seansów można się śmiać, płakać, denerwować, ale i nawet bać.
Zło niezwykle rzadko zwycięża w filmach – częściej w literaturze.
Reżyserzy nieraz planują, że wystraszą aktorów na planie, żeby tylko w danej scenie nakręcić jak najbardziej autentyczne emocje.
Właściwie każdą technologię niemożliwą obecnie, ale wymyśloną przez wyobraźnię możemy uznać za absurdalną.
Epatowanie obrzydliwością nie jest charakterystyczne dla kina science fiction.
Jest ich znacznie więcej, dlatego uważam, że seria filmów o Jamesie Bondzie wielokrotnie zahacza o elementy science fiction oraz fantasy.
Zawstydzenie Hollywood tylko z pozoru jest trudne.
Najgłupsi i jednocześnie najgorsi moralnie – tak by można podsumować bardzo dużo produkcji science fiction.
Stephen King jest pisarzem, który sprytnie łączy motywy gatunkowe. Tkwi głęboko w horrorze, ale nie są mu obce fantastyka naukowa, powieść sensacyjna, a nawet dramat obyczajowy.
Niezrozumiałe zakończenia mają największą szansę przetrwać w czasie i bywają największymi zagadkami.