Zestawienie

OGLĄDASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. 5 filmów, które mogą wpędzić w depresję

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Przełom października i listopada to tradycyjnie czas kojarzony z mrokiem, ponurą aurą i obumieraniem przyrody. Dlatego w wielu kulturach na ten czas przypadają święta takie jak Halloween, dziady czy Dzień Zaduszny, związane z zaświatami i duchami zmarłych przodków. Atmosfera tych dni sprzyja zadumie, jest też niekiedy bardzo przygnębiająca, ponieważ kojarzy się głównie ze smutkiem i przemijaniem. W dzień Wszystkich Świętych przypada jednak również dzień wolny od pracy, co może sprzyjać popołudniowym lub wieczornym seansom filmowym. Nie każde jednak dzieło filmowe zapewnia swobodną rozrywkę i poprawę humoru – w kinematografii roi się od przykładów filmów ciężkich, depresyjnych, które oglądane w takim momencie mogą dodatkowo spotęgować posępny nastrój jesienno-cmentarnej apatii. Z tego bogatego dorobku wybrałem pięć filmów o silnie pesymistycznym przekazie oraz klimacie, których być może lepiej nie oglądać w listopadowy długi weekend, jeśli nie chce się dodatkowo przytłoczyć negatywnymi myślami. Jeśli jednak ktoś uważa z kolei, że jest to idealny moment na trudny, depresyjny seans – niech potraktuje to zestawienie jako listę rekomendacji.

Droga (2009, reż. John Hillcoat)

Ekranizacja wybitnej powieści Cormaca McCarthy’ego to historia wędrówki ojca i syna przez postapokaliptyczne pustkowia oraz ich codziennej, coraz trudniejszej walki o przetrwanie. Droga to kameralny i przejmujący obraz, przygniatający emocjonalnym ciężarem dramatu dwójki bohaterów. Nad ich relacją ciąży tragiczna historia, a nad całością posępna wizja degeneracji ludzi w obliczu nieokreślonej katastrofy i jej skutków. Nawet jeśli film z Viggo Mortensenem i Kodim Smitem-McPhee nie rozdziera tak mocno jak książkowy pierwowzór, to zobrazowanie wizji McCarthy’ego jest niesamowicie przygnębiającym obrazem, poruszającym skutecznie najbardziej podstawowe struny uczuciowe u odbiorców. Równie silne wrażenie co rozpaczliwe próby granego przez Mortensena ojca, by zapewnić synowi bezpieczeństwo i namiastkę szczęścia, robi tu nihilistyczny portret rodzaju ludzkiego, przedstawionego jako słaby, drapieżny i zdolny do bardzo szybkiego osunięcia się w atawistyczny, okrutny pragmatyzm. Dodatkową robotę robią tu zdjęcia, utrzymane w szarej, spranej konwencji, doskonale podkreślającej przedstawiany brud i rozpad znanego nam świata.

Nosferatu wampir (1979, reż. Werner Herzog)

Nosferatu wampir to film, który straszy nie tyle fantastycznym motywem wampira, ile przesycającym całą historię fatalizmem.

Jeden z najważniejszych filmów Wernera Herzoga i kolejny po Aguirre, gniew boży wybitny owoc jego współpracy z Klausem Kinskim. Nosferatu wampir to oryginalny remake klasycznej Symfonii grozy F.W. Murnaua i jedna z najbardziej posępnych ekranizacji Drakuli Brama Stokera. W interpretacji Herzoga i Kinskiego Nosferatu to groteskowo wręcz demoniczny, pogrążony w depresji samotnik, łaknący ludzkiego kontaktu i jednocześnie cierpiący z powodu swojej brzydoty oraz inności. Jeden z najbardziej pamiętnych antagonistów w historii kultury jest więc w tym filmie nie tyle czarnym charakterem, ile tragiczną postacią nieszczęśliwej kreatury skazanej na zło i cierpienie, które w rozpaczliwym geście przenosi na innych. Największą według mnie zasługą Herzoga jest właśnie to, że opowiadając klasyczną historię o transylwańskim księciu ciemności, wydobywa z niej egzystencjalny lęk i melancholię, podkreślaną przez genialną grę Kinskiego oraz wysmakowaną, posępną estetykę zaczerpniętą z tradycji ekspresjonizmu niemieckiego. W efekcie Nosferatu wampir to film, który straszy nie tyle fantastycznym motywem wampira, ile przesycającym całą historię fatalizmem, przez który film ten jest jednym z najbardziej depresyjnych obrazów spośród horrorów.

Ostatnio dodane