search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

„Tuta mishka Jabba du Hutt?”, czyli FILMOWE ADRESY

Jacek Lubiński

26 grudnia 2019

REKLAMA
Adres zamieszkania to istotna część codziennego życia. Jak się okazuje, nie tylko tego rzeczywistego, bo i filmowcy często sięgają po niego w swoich dziełach – czasem czyniąc zeń kluczowy element fabularny, a innym razem opierając na konkretnym miejscu całą intrygę i sedno produkcji. Poniżej skromny przegląd dobrze zaadresowanych filmów, podzielonych według stopnia zaawansowania informacji.

Ogólne

Są takie miejsca, które same w sobie są na tyle słynne, że nie potrzebują dodatkowej prezentacji i/lub wyszczególnienia. Tutaj na myśl jako pierwszy przychodzi Bulwar Zachodzącego Słońca – prawdziwy symbol amerykańskiej fabryki snów, która jest ważnym elementem samego filmu dziejącego się w jednej z will na tej długaśnej ulicy. Podobnie sprawa ma się z Times Square czy placem Czerwonym, które otrzymały swoje filmowe odpowiedniki kolejno w 1980 i 1970 roku – w obu przypadkach dana przestrzeń jest wykorzystywana tyleż w sposób fizyczny, co stricte obrazowy, działający na podświadomość.

Z kolei niemieckie Rosenstrasse (2003) odwołuje się zarówno do miejsca, jak i do wydarzeń historycznych, które miały tam miejsce w trakcie wojny: uwięzienia w centrum Berlina niemieckich Żydów i protestu ich żon, którym udało się doprowadzić do uwolnienia mężów.

Są też adresy mniej znane, które traktuje się ogólnikowo, gdyż ich dokładna lokalizacja nie ma tak naprawdę przełożenia na fabułę, jakiej są częścią, (Hanover Street, Arlington Road, Mulholland Drive) lub ze względów czysto praktycznych – wszak 110. ulica (umowna granica pomiędzy Harlemem i Central Parkiem; film z 1972), Dwudziesta dziewiąta ulica (1991 i niedawno zmarły Danny Aiello w obsadzie) czy Columbus Circle (rondo w Nowym Jorku; film z 2012 roku) są wystarczająco wymowne i nie ma sensu rozkładać ich jeszcze na czynniki pierwsze.

Do tej grupy zaliczyć można również nasz Plac Zbawiciela, który dość luźno traktuje warszawski okrąg – dziś z pewnością dość ważne miejsce na kulturalnej mapie stolicy, niewolne od politycznych naleciałości (słynna Tęcza), lecz w momencie premiery lokacja jakich wiele w kraju, wybrana zapewne przez wzgląd na swą przewrotną w kontekście fabuły nazwę. Co ciekawe, tego rodzaju przestrzenie miejskie cieszą się całkiem niezłym wzięciem wśród filmowców, żeby wspomnieć tylko Plac Waszyngtona Agnieszki Holland (1997), Plac Vendôme (1998), Plac Moskwy (2001) i Plac świętej Elżbiety (1965) – wszystkie odnoszące się do prawdziwych lokacji.

No właśnie, warto jeszcze wspomnieć fikcyjne adresy, którymi od czasu do czasu raczy nas X muza. Takim z pewnością jest Londyński bulwar – akcja kryminału z 2010 roku dzieje się co prawda w Londynie, lecz próżno szukać na jego mapie takiej lokalizacji. Albo Dystrykt 9 (2009), który stanowi ni mniej, ni więcej, tylko kosmiczne getto powstałe na peryferiach stolicy RPA po przybyciu obcych. Równie nieprawdziwa – o ile, rzecz jasna, nie liczymy pełnoprawnej scenografii studyjnej – jest legendarna, telewizyjna Ulica Sezamkowa, na której od 1969 roku wychowało się wiele pokoleń dzieciaków. Gdy jej się przypatrzymy, dojrzymy nieco dokładniejszy numer domu Berta i Erniego – 123. Aczkolwiek w całej serii przewijają się jeszcze okoliczne budynki 456 i 10. A skoro już przy tym jesteśmy…

Szczegółowe

Niekiedy twórcy decydują się na osadzenie bądź osnucie historii wokół konkretnie sprecyzowanego miejsca, czyli bawią się w dokładne cyferki – stąd takie filmy, jak Ulica Paradis 588 z Omarem Sharifem i Claudią Cardinale (1992), Ulica Strażacka 25 Istvána Szabó (1973), 388 Arletta Avenue (2011) czy też Ulica Zachodnia 13 (1962). Z ostatnich lat każdy fan kina grozy ma z pewnością w pamięci Cloverfield Lane 10, czyli zaskakująca kontynuacja oryginalnego Cloverfield aka Projekt: Monster. No i cieszącą się dużą popularnością kinową wersją serialu 21 Jump Street, której tytuł jest jednocześnie adresem filmowej jednostki tajnej policji. W sequelu przeniesiono ją budynek dalej, dodając drugą dwójkę w nazwie. Oczywiście ulica Jump nie ma swojego odpowiednika w rzeczywistości.

W opozycji do niej stoi choćby 84 Charing Cross Road, gdzie do niedawna mieścił się antykwariat książkowy (teraz stoi tam… McDonald’s). Był on świadkiem prawdziwych wydarzeń, które w 1987 roku przekuto na wzruszający melodramat o takim właśnie tytule, z Anthonym Hopkinsem i Anne Bancroft w rolach głównych. Albo niesławne 10 Rillington Place – dom i miejsce działań seryjnego mordercy Johna Christie, o którego zbrodniach prawi znakomity Dom przy Rillington Place 10 z Richardem Attenborough (1971).

Innymi adresami, które zamieniły się w ekranowe widowiska, są jeszcze m.in. 99 River Street (działka nad rzeką w Brooklynie i film noir z 1953), 125, rue Montmartre (kryminał z 1959, z Lino Venturą, nawiązujący do lokalizacji paryskiej agencji wydawniczej Presstalis) oraz 36 Quai des Orfèvres (policyjny dramat z 2004, znany u nas pod tytułem 36, i zarazem budynek Paryskiej Prefektury Policji, wcześniej będący także miejscem akcji Kto zabil? Henri-Georges’a Clouzota). Warto też wspomnieć o Ulicy Półksiężyca – ale nie tej polskiej, na warszawskim Ursynowie, lecz brytyjskiej, gdzie Sigourney Weaver oddaje się za pieniądze Michaelowi Caine’owi w thrillerze z 1986 roku. Half Moon Street nie należy przy tym mylić z The Man in Half Moon Street – starszej o cztery dekady, romantycznej produkcji spod znaku SF, również mającej związek z tym adresem.

Jednak najbardziej drobiazgowym tytułem w danym temacie pozostaje niezmiennie Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela. Powstały w 1975 roku film Chantal Akerman określany jest mianem pierwszego arcydzieła feministycznego w historii i stanowi bardzo wnikliwy (rzecz trwa aż 200 minut) portret samotnej matki – stąd takie, a nie inne nazewnictwo.

Powiązane

Są jeszcze produkcje tylko częściowo związane – przynajmniej tytułem – z konkretnym punktem geograficznym, który najpewniej stanowi zwykły punkt zaczepienia dla fabuły. Najczęściej takim łącznikiem jest jakieś szczególnie ważne zdarzenie, które ma miejsce właśnie tam (Cud na 34. ulicy, Kradzież na South Street, Zniknięcie na 7. ulicy). Bywa jednak, że chodzi bardziej o samą postać, która z przyczyn różnych i przypuszczalnie na dobre związana jest z tym właśnie punktem na mapie świata (Koszmar z ulicy Wiązów, Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street, Wania na 42 ulicy). Zdarza się również, że takim cichym bohaterem jest… budynek stojący pod danym adresem – co pokazuje choćby przykład thrillera z 1988 roku: Dom przy Carroll Street.

W końcu miejscówki wykorzystywane są przez filmowców także symbolicznie (Gdyby ulica Beale umiała mówić) albo w wyjątkowo umowny sposób – jak w przypadku Ulicy szaleństw, która w oryginale nazywa się 42nd Street, ale w żadnej z tych wersji adres nie ma właściwie żadnego znaczenia (za to szaleństwa i owszem). Albo słynne Wall Street, które tylko częściowo odnosi się do położenia Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych, gdzie zresztą akcja toczy się szczątkowo, a twórcom chodzi generalnie o świat finansjery, którego „murowana ulica” jest ikoną. Innym dobrym przykładem jest też oscarowy dramat Sklep przy głównej ulicy, którego tytułowe umiejscowienie ma charakter uniwersalny (chodzi o zaznaczenie, że sklep znajduje się w samym centrum społeczności i jest na widoku), a który w całości nakręcono na ulicach Sabinova (obecnie Słowacja).

To oczywiście te najbardziej znane, kluczowe dla odbiorcy filmy, zatem zachęcam do poszerzania adresowej wiedzy w komentarzach.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA