Recenzje

DYSTRYKT 9. Chcemy więcej!

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Uwaga – tekst zdradza elementy fabuły.

Autorem tekstu jest Bartosz Czartoryski.

We wszechświecie istnieje niezliczenie wiele planet, a jednak to właśnie staruszka Ziemia jest krainą obiecaną, do której obce cywilizacje ciągną jak pszczoły do miodu. Byliśmy już niszczeni, ostrzegani, pouczani, zniewalani i jeszcze raz niszczeni przez sąsiadów z innych galaktyk. Kilka razy udało nam się nawet nawiązać przyjaźń i łezka kręciła się w oku, gdy odlatywali w kierunku gwiazd.

Humanoid o dużych, czarnych oczach, galaretowata substancja, potworne macki, kwas zamiast krwi – pomimo wysiłków filmowych speców od oblekania wyobraźni w ciało, rzadko kiedy udało się dać kosmitom to, co najważniejsze: duszę. Peter Jackson wraz z Neillem Blomkampem, za stosunkowo niewielką sumę pieniędzy, wkładając w swój projekt praktycznie tylko talent i inwencję twórczą, osiągnęli to, o czym wielu może pomarzyć – zarysowali stosunki człowieka z kosmitą tak, że chce się zakrzyknąć po seansie: „jedna rasa, (nie)ludzka rasa”.

Pierwsze sceny Dystryktu 9 to orgia irytującego, migawkowego montażu, wycinków spreparowanych telewizyjnych dzienników, ujęć z kamer przemysłowych oraz gadających głów. Przyzwyczajeni, po doświadczeniach z REC, Projekt: Monster czy Dziennikiem żywych trupów, do aktorów, którzy grają, że nie grają i operatora, któremu niby przypadkiem wychodzą świetne ujęcia, nie będziemy specjalnie oczarowani formą filmu. Rewelacji ani rewolucji niestety nie ma, a pod warstwą wizualnego blichtru i mistyfikacji kryje się zaledwie poprawny akademizm. Przewalające się na ekranie obrazy przybliżają nam, co wydarzyło się w Johannesburgu. To właśnie tam, a nie w Stanach Zjednoczonych (tak często odwiedzanych przez kosmitów, że mogłyby pokusić się o budowę specjalnych lądowisk), osiadł statek obcych, roboczo nazywanych Krewetkami. W pojeździe znajduje się około miliona uchodźców, osłabionych i schorowanych, którzy w wyniku działań rządowych zostają umieszczeni w tytułowym osiedlu na peryferiach stolicy RPA. Osadzenie obcych w Dystrykcie 9 miało jednak miejsce ponad dwadzieścia filmowych lat temu, teraz plan przewiduje eksmisję i dalsze przenosiny przybyszów, oczywiście wbrew ich woli. Akcją z ramienia organizacji MNU (Multi-National United) kieruje Wikus van der Merwe (Sharlto Copley, znakomity debiut!), mieszanka ksenofoba i karierowicza o cechach typowych dla biurowego pierdoły, a jednocześnie nasz główny bohater, którego nie opuścimy niemal ani na krok. Szkoda, że inne postaci pojawiające się w filmie stanowią tylko element scenografii.

Ostatnio dodane