Publicystyka filmowa
Z OBCYM za plecami. 5 NAJLEPSZYCH ról SIGOURNEY WEAVER
Sigourney Weaver w Z OBCYM za plecami to ikona kina, której role zachwycają emocjonalną głębią i niepowtarzalnym stylem. Poznaj pięć jej najlepszych występów!
Bardzo mi się podobało, kiedy podczas wywiadu zawstydziła Annę Wendzikowską. Wreszcie ktoś ostudził zapał naszej rodzimej dziennikarki do zadawania patetycznych, lansiarskich i nadmiernie rozbudowanych pytań, na które nie wiadomo jak odpowiedzieć. W Sigourney Weaver jest faktycznie coś, co onieśmiela. Bynajmniej nie chodzi o wzrost. Teraz jest to zapewne doświadczenie, a wtedy, jeszcze w latach 70.? Może ogromna potencja do ubierania zarówno tych fantastycznych, jak i boleśnie życiowych aktorskich masek? Paradoksalnie wcale nie jest tak trudno wybrać tych pięć najlepszych ról z tak bogatego dorobku. Jeśli się uwielbia Sigourney tak jak ja, po prostu się wie, w których rolach warto ją oglądać, a o których najlepiej zapomnieć, żeby nie psuć sobie idealistycznego wyobrażenia.
5. Mary Griffith, Modlitwy za Bobby’ego (2009), reż. Russell Mulcahy
Od roli w tego typu filmie, który dotyka bardzo elementarnych pojęć człowieczeństwa, wolności i relacji z rodzicami, oczekuję z jednej strony wyważenia emocji, a z drugiej celnego i mocnego ich ukazania. Inaczej mówiąc, tam, gdzie ma być szloch i bunt, chcę je widzieć w całej ich pełni i dramatyzmie. A tam, gdzie na moment udaje się zyskać kruchy spokój, chciałbym zobaczyć mądrą refleksję nad cierpieniem.
Gdyby tylko w dialogach znalazło się mniej łopatologii, a więcej rzeczowej interpretacji psychologicznej, oddana roli matki, w którą wcieliła się Sigourney Weaver, zyskałaby ponadideologiczną charyzmę. A tak jest tylko kukiełką lewackiej ideologii wymieszanej z jakże amerykańskim dążeniem do spełniania wielkiego snu o wolności i byciu sobą. W jakimś sensie taką postawę twórców może i tłumaczy potrzeba dotarcia do świadomości przeciętnego i co najważniejsze religijnego Amerykanina, który natychmiast dostaje globusa, kiedy ktoś go zapyta o doktrynalną weryfikację jego wiary. Z tego też powodu filozoficznej miałkości produkcji niestety nic nie zdoła uratować. Warto jednak docenić Weaver za aktorski kunszt w odgrywaniu postaci, która ze stanu umysłowego zgnuśnienia niestrudzenie czołga się w kierunku intelektualnego światła.
4. Ellen Ripley, Obcy – 8. pasażer Nostromo (1979), reż. Ridley Scott
Pierwsza część Obcego jest już dzisiaj legendarnym i ikonicznym filmem science fiction. Można się jedynie spierać, dlaczego tak się stało. Czy to zasługa szalonego na punkcie reżyserskiej dokładności Ridleya Scotta. Czy może dzięki jedynym w swoim mrocznym rodzaju dekoracjom oraz projektom Ksenomorfa autorstwa Hansa Gigera. Nie ulega natomiast wątpliwości, że z dzisiejszego punktu widzenia niemożliwe jest wyobrazić sobie innej aktorki w roli Ellen Ripley. Zdecydowało o tym kilka cech: charakterystyczna, nieco „męska” uroda, wzrost, twarde spojrzenie oraz zaangażowanie.
Kiedy patrzy się na Ripley, gdy przedziera się przez niskie korytarze statku „Nostromo”, faktycznie czuje się tę ciasnotę, która nie opuszcza nas aż do samego końca, gdy aktorka z trudem wciska się w strój kosmonauty, a tuż obok znajduje się Obcy. Jest jeszcze coś wartego uwagi w produkcji Scotta. Weaver nie tylko gra człowieka walczącego o przetrwanie. Jest również wojowniczą kobietą przeciwstawiającą się autorytarnej, męskiej sile Ksenomorfa, a egalitarny sens tego feministycznego przesłania promieniuje na cały filmowy kosmos.
3. Paulina Escobar, Śmierć i dziewczyna (1994), reż. Roman Polański
Zagrać u kontrowersyjnego Romana Polańskiego jest rodzajem aktorskiego zaszczytu oraz jednocześnie wydaje się w dobrym tonie, gdy chce się przynależeć do kasty aktorów z „wyższej półki”. Film Polańskiego oczywiście jest zupełnie inny gatunkowo od Obcego, jednak to, co je łączy, to kameralność i sukcesywnie narastający ładunek emocjonalny.
Dwa lata wcześniej Weaver zagrała w Obcym 3 Finchera, co dodatkowo ułatwiło jej wcielenie się w rolę Pauliny Escobar, kobiety skrzywdzonej przez męski, brutalny świat. Z tym że w Obcym 3 musi na bieżąco radzić sobie z więźniami-mordercami oraz na dodatek z Ksenomorfem, a u Polańskiego może znacznie spokojniej zaplanować chytrą zemstę na swoim oprawcy, doktorze Roberto Mirandzie (Ben Kingsley). Kluczowe dla jej roli jest przekonanie widza, że z jednej strony chodzi o nieokiełznaną nienawiść oraz chęć wynaturzonej zemsty, a z drugiej – potrzebę zapomnienia oraz dojrzałą świadomość tego, że nawet morderstwo na zasadzie odpłaty za cierpienie nie zmniejszy go w całym przyszłym życiu. Gdzie Sigourney Weaver mogłaby dostać taką szansę zagrania i doświadczenia ambiwalencji ludzkich emocji jak nie z Polańskim u boku.
2. Dian Fossey, Goryle we mgle (1988), reż. Michael Apted
To właśnie ta rola Sigourney Weaver powinna być dowodem na jej profesjonalizm dla tych wszystkich, którzy zaszufladkowali aktorkę gdzieś w odmętach kina science fiction. Gdyby jeszcze wszystkie goryle były prawdziwe, w tym zestawieniu film Apteda wylądowałby na pierwszym miejscu. Rozumiem jednak zarówno względy bezpieczeństwa, jak i trudności w okiełznaniu samych małp. Zresztą efekty charakteryzatorskie Ricka Bakera są doskonałe. Trudno się zorientować, które goryle są prawdziwe. Z perspektywy widza uważam, że nie ma to znaczenia. Oglądam tę historię i jestem w stanie uwierzyć w prawdziwość relacji między Dian Fossey a małpami.
Nie czuję również żadnej sztuczności, kiedy Sigourney Weaver stara się odtworzyć ten sukcesywnie budowany mur między jej światem a ludzkim gatunkiem. Mam sugestywne przekonanie, że w świecie ludzi czeka ją wyłącznie śmierć. Tak zresztą się stało. Czy każdy gatunek zachowałby się tak samo? Dzięki Weaver mam wrażenie, że tak. To jest właśnie ten dwuznaczny charakter postaci Fossey. Z jednej strony godne pochwały miłość i oddanie, a z drugiej pewne gatunkowe wynaturzenie czy też szaleństwo, tak głęboko obecne w spojrzeniu tylko z pozoru efemerycznej bohaterki, że aż przerażające.
1. Ellen Ripley, Obcy 3 (1992), reż. David Fincher
Od pierwszego Obcego minęło sporo lat. Pojawił się też drugi, uznany przez niektórych krytyków i widzów za „arcydzieło”. Aż tu niczym skaza na idealnym wizerunku ikonicznego dzieła zjawił się David Fincher za sterami trzeciej części.
W świecie filmowych nerdów zawrzało. Nie dość, że Sigourney Weaver jest łysa, to dodatkowo musi zmagać się z Ksenomorfem pośród morderców i zboczeńców na więziennej planecie. W porównaniu z jedynką trylogii ma wyraźnie starszą twarz. Wygląda i zachowuje się jak zmęczony walką żołnierz. Dodaje jej to nieco nadludzkiej charyzmy, lecz wcale nie odbiera autentyzmu. Świat, w którym musi funkcjonować, nareszcie zyskał mroczny, pozbawiony nadziei, nieco surrealny fundament. Nie przypomina kosmicznej strzelanki jak ten w Obcym: Decydującym starciu. Wraca do scottowskich korzeni. Sigourney Weaver jako Ellen Ripley z ogoloną głową, nieco żylastym ciałem i zimnym płomieniem zemsty w oczach dojrzała aktorsko i metafizycznie do ostatecznej walki z najdoskonalszym kosmicznym mordercą. Emancypacja jej jako kobiety żołnierza dokonała się właśnie u Finchera. Drzwi do wizualnej hiperbolizacji cyklu w Obcym 4 zostały dla Jeuneta otwarte.
