Publicystyka filmowa
SZYBKA PIĄTKA #103. Plakaty filmowe, które zawiesilibyśmy nad łóżkiem
SZYBKA PIĄTKA #103 przenosi nas w czasy młodzieńczych marzeń, gdzie plakaty filmowe stają się stylową ozdobą nad łóżkiem. Odkryj magię!
Nie jesteśmy już najmłodsi, ale doskonale pamiętamy czasy, kiedy ściany w naszych pokojach zdobiły wyrywane z kolorowych czasopism plakaty ulubionych aktorów, muzyków lub gwiazd sportu. Dzięki dzisiejszej Szybkiej Piątce znów poczujemy się jak pryszczaci nastolatkowie i w wyobraźni zakleimy ściany nad łóżkiem plakatami filmowymi. Tym razem jednak mamy ku temu poważne powody, bo współczesne filmowe postery mogą funkcjonować jako stylowa ozdoba. Przezroczysta taśma klejąca i nożyczki już są w naszych rękach.
Przemysław Mudlaff
1. Dom grozy (2014-2016) – nie jest to co prawda plakat do filmu ani nawet nie jestem jakimś wielkim fanem tego serialu, ale pierwsze wrażenie, jakie na mnie wywarł, każe mi nagiąć zasady i wpisać go do mojej piątki. Jeśli zatem kiedykolwiek moja sypialnia przypominać będzie ciemną pieczarę, w której siedząc na łóżku z rzeźbionym wezgłowiem, w czarnej, satynowej piżamie, za pomocą planszy Ouija będę przywoływał duchy zmarłych, to na ścianie w tym pokoju zawisłby plakat z trzeciego sezonu Domu grozy.
Dlaczego? A dlatego, że zanim zorientowałem się, że czaszka widoczna na posterze to nic innego jak ciało człowieka, które stwarza jej iluzję, minęło jakieś 20 sekund. Motyw czaszki, zaczerpnięty zapewne z twórczości Salvadora Dalego, stanowi ponadto surowy symbol śmiertelności człowieka. Warto dodać, że postać na plakacie promującym trzeci sezon serialu to Josh Hartnett.
2. Wróg (2013) – plakat z filmu, którego oglądanie sprawiło mi wiele frajdy. Uwielbiam bowiem produkcje enigmatyczne, symboliczne i kameralne, a taką jest właśnie Wróg. Poster do jednego z najbardziej niedocenianych obrazów Denisa Villeneuve’a nie dość, że jest bardzo intrygujący i oryginalny, to stanowi jeszcze pewnego rodzaju klucz do rozwiązania przedstawionej w fabule zagadki. No i uwielbiam Jake’a Gyllenhaala.
3. mother! (2017) – film Darrena Arronofsky’ego był dla mnie jak karuzela, która tak wirowała, że gdy z niej zszedłem, to zakręciło mi się w głowie. W rezultacie jednak nie wiedziałem, czy to, co zobaczyłem, było dobre, czy złe. Abstrahując od kwestii odbioru filmu, malowany plakat z Jennifer Lawrence trzymającą w dłoniach swoje serce zawładnął mną bez reszty.
Był on zresztą częścią ciekawie przeprowadzonej kampanii promocyjnej produkcji. Dopiero po emisji filmu dostrzegłem sens posteru, a także wszystkie te szczegóły na nim, które wcześniej zupełnie były dla mnie niezauważalne.
4. Antychryst (2009) – wiem! Nie jest to plakat, który kojarzymy z okresu promowania Antychrysta w Polsce. Jest to bowiem propozycja na oficjalny australijski poster tej produkcji. Niestety nie mam pojęcia, czy Lars von Trier zgodził się, aby plakat ten, zaprojektowany przez Jeremy’ego Saundersa, zastąpił w Australii ogólnoświatowy. Czuję natomiast, że to, co widzę na omawianym posterze, jest niepokojące i nieprzyjemne, a więc idealnie koresponduje z obrazem Duńczyka.
5. Metropolis (1927) – zawieszenie w sypialni wydrukowanych kopii obrazów mistrzów malarstwa zalatuje w mojej ocenie tandetą. Podniesienie prestiżu wnętrza poprzez zawieszenie na jego ścianach kopii plakatu filmowego, którego oryginalna wersja kosztowała jakiegoś kolekcjonera ponad pół miliona dolarów, już kiczowate nie jest. Jednym z takich drogocennych posterów jest ten do filmu Fritza Langa, Metropolis.
Plakat tego niemieckiego klasyka byłby nie tylko stylowym elementem wystroju sypialni, ale także wzbudzałby zachwyt obeznanych w kinematografii gości nad wyrafinowanym gustem filmowym właściciela domu lub mieszkania.
Jacek Lubiński
Trochę plakatów filmowych się przez moje małe życie (i ściany) przewinęło. Kilka, np kultowego T2, posiadam również i teraz. Poniżej jednak parę innych, które zawsze i wszędzie wieszałbym bez zastanawiania się (z uwagi na czytelność miniaturki znajdują się nad tekstem w odpowiedniej kolejności).
1. Batman – arcydzieło prostoty i po prostu przepiękne logo. Autor: Bill Garland.
2. Blade Runner – sącząca się z tego postera atmosfera jest nie do podrobienia. Podobnie jak styl niezwykle wiernego filmowi rysunku Johna Henry’ego Alvina.
3. Cobra – czysta definicja zajebistości i całe lata 80. zawarte w jednej grafice. Ponownie John Alvin.
4. RoboCop – właściwie jak wyżej, choć Superglina autorstwa Mike’a Bryana uwodzi dodatkowo srebrno-czerwoną kolorystyką i niejaką dynamiką utrwalonej na plakacie akcji. Jest moc.
5. Przeminęło z wiatrem – gorące barwy, emocje, stara szkoła ręcznie malowanych projektów. To wspólne dzieło Toma Junga i Howarda Terpninga (stworzone na potrzeby ponownego wejścia filmu do kin w 1967 roku) nigdy się nie zestarzeje.
+ jakieś stare Gwiezdne wojny, na przykład Powrót Jedi – za klimat i kreskę Tima Reamera.
Honorowa wzmianka: Truman Show – jedna wersja zachowała mi się do dziś, ale gdy film wchodził do kin, miał jeszcze ten piękny plakat, który chętnie bym przytulił:
Dawid Konieczka
1. Godzilla II: Król potworów – nowa Godzilla ma oczywiście swoje wady, znów męcząc miałkim wątkiem ludzkim. Ja jednak nastawiłem się na film o walce wielkich potworów i dostałem ją. I to jak wspaniale nakręconą! Równie piękny jest sam plakat blockbustera Michaela Dougherty’ego. Majestat i potęga tytułowego króla potworów świecą równie jasno, co błękitne tarcze na jego grzbiecie. Zapiera dech w piersiach.
2. Wada ukryta – jeden z bardziej zapomnianych filmów Paula Thomasa Andersona, a niesłusznie, bo Wada ukryta to bardzo solidna, wciągająca i złożona produkcja. Plakat świetnie pasuje do głównego bohatera filmu, a estetycznie hipnotyzuje. Wygląda to jak narkotyczna, hipisowska reprezentacja umysłu Doca Sportello (Joaquin Phoenix) — kolorowa, z neonowym tekstem i Katherine Waterston kusząco leżącą u dołu. Jest zarazem psychodelicznie i nostalgicznie, a przy tym szalenie stylowo.
3. Jurassic World – nie jestem wielkim fanem współczesnych inkarnacji Parku Jurajskiego. I chociaż pierwszy promocyjny plakat Jurassic World świetnie pasuje do charakteru filmu Colina Trevorrowa, bo każe po prostu spodziewać się monster movie, to wszechogarniający błękit z (przesadnie) ogromnym mozazaurem w centrum robi wrażenie i urzeka mnie na dwa sposoby. Z jednej strony koi widokiem wody poprzecinanej smugami światła, a z drugiej dociera do mojej paleontologicznej miłości wielkim prehistorycznym gadem w chwili ataku na zdobycz.
4. Człowiek-scyzoryk – krótko: kocham ten film całym sercem, bo jest poruszający, dający do myślenia, niezwykle pomysłowy i oryginalny, wciągający, zabawny, a czasem niepoprawny. I chciałbym mieć plakat tego arcydzieła na ścianie.
5. Dom, który zbudował Jack – w tym miejscu naruszam nieco specyfikę tej Szybkiej Piątki, bo nie zawiesiłbym plakatu Domu, który zbudował Jack na ścianie — on już na niej wisi. Nie jestem żadnym zagorzałym fanem najnowszego dzieła Larsa von Triera, ale rekonstrukcja obrazu Barka Dantego Eugène’a Delacroix, tak dynamiczna w swojej statyczności, kompozycyjnie i kolorystycznie dopieszczona, robi piorunujące wrażenie.
Jan Dąbrowski
1. Nagi lunch – ale nie oficjalny plakat, tylko japońska wersja autorstwa Hajimego Sorayamy. Widzimy ludzkich rozmiarów insekta kopulującego z kobietą siedzącą na krześle. Choć widać wystarczająco dużo, by nie było wątpliwości, co jest na plakacie, Sorayama zakrywa większość postaci prześcieradłem. Przez to scena nie jest makabryczna ani wulgarna, a raczej wysmakowana. Pobudza też wyobraźnię, co w zestawie z elegancką kreską składa się na oryginalną i niepokojącą ozdobę wnętrza.
2. Dziecko Rosemary – polska szkoła plakatu, dzieło Wiesława Wałkuskiego. Kobieta z dzieckiem na ręku toną w czerwieni owijającego ich płótna. To przedstawienie przypomina chrześcijańskie madonny, ale zakryte twarze i dominująca czerwień sugerują diabelską tajemnicę. Nieco surrealistyczny plakat, w którym zasłonięte twarze kojarzą się trochę z René Magritte’em, od którego kino zapożycza od czasu do czasu pomysły.
3. Pulp Fiction – wprawdzie mam nad biurkiem jeden taki plakat (z kina, przy okazji dziesięciolecia filmu), ale marzy mi się taki oryginalny, z 1994 r. Najlepiej z pomiętymi brzegami, żeby było jeszcze bardziej pulpowo.
4. Metropolis – prosty, czarno-biały plakat, idealny do salonu lub sypialni. Fajne jest to, że pasuje zarówno do minimalistycznych wnętrz, jak i nerdowskiej graciarni.
5. Coś – uwielbiam film, a mając ten plakat na ścianie, oglądałbym go jeszcze częściej. Twarz postaci zastąpiona rozbłyskiem z jakiegoś powodu jest przerażająca.
Tomasz Raczkowski
1. Do utraty tchu – plakat-paczka papierosów, czerwień, czerń i biel – proste i trafne zwizualizowanie nonszalanckiego uroku filmu Godarda. Piękna, elegancka rzecz, by zasygnalizować dobitnie, gdzie leży filmowe serce właściciela ściany.
2. Dziecko Rosemary – duszna, przesycona złowieszczą zielenią kompozycja podpowiadająca psychologiczną interpretację filmu, ale nie odbierająca Dziecku Rosemary ani trochę grozy, a wręcz podkreślająca paranoiczny wydźwięk filmu. Cudo, tylko do oświetlania rozproszonym, słabym światłem biurkowej lampki.
3. Pies andaluzyjski – ten plakat uwielbiam od lat i to on właściwie zachęcił mnie do pierwszego (z wielu) seansów wirtuozerskiego debiutu Luisa Buñuela. Jest równie szalony, makabryczny i niepokojący co sam film i dlatego na mojej ścianie zajmowałby honorowe miejsce, jako kwintesencja szaleństwa i niepokoju, które fascynują mnie w kinie.
4. Blokada – trudno o lepszą puentę dla tureckiego thrillera psychologicznego niż panorama spowitego chmurą osiedla z płonącym asfaltem, układającym się jakby w pęknięcie na powierzchni pogrążonego w marazmie świata. Plakat nie jest krzykliwy, ale sugestywny i intrygujący.
5. Cleo od 5 do 7 – kolejna piękna grafika oddająca w 100% klimat filmu – rozmazująca się twarz głównej bohaterki, przeżywającej dyskretny egzystencjalny dramat, to kwintesencja wykreowanego przez Agnès Vardę subtelnego niepokoju i zagadkowości. Perfekcyjny plakat perfekcyjnego filmu.
