Connect with us

Publicystyka filmowa

TRUMAN SHOW. Człowiek jest narzędziem

W „TRUMAN SHOW” życie Trumana to iluzja stworzona dla widzów. Jego odkrycie prawdy staje się tragicznie wzruszającą podróżą ku wolności.

Published

on

Tekst zawiera spoilery.

Advertisement

Truman Show Petera Weira trafił na ekrany kin 5 czerwca 1998 roku. Historia człowieka nieświadomego, że jego całe życie to tak naprawdę program telewizyjny stworzony i nadzorowany przez mężczyznę imieniem Christof, jest wizją tragiczną i przejmującą. Wszystko, co Truman widzi dookoła siebie, jest jedynie iluzją, a jego naturalna dobroć i przyjazne usposobienie dzień w dzień zderzają się ze sztucznym światem będącym pożywką dla telewidzów. Kiedy rozmyślałem nad filmem Weira, odkryłem, że zarówno postać Trumana, jak i sam tytułowy show przedstawić można, rozwijając pierwsze litery imienia bohatera, co też niniejszym czynię.

TĘSKNOTA

Towarzyszy Trumanowi właściwie bezustannie od czasu fatalnej w skutkach morskiej wyprawy z ojcem. Jego śmierć jest z perspektywy Trumana efektem własnego błędu i uporczywości – gdyby zawrócili odpowiednio wcześnie, sztorm nie dopadłby ich na pełnym morzu i do portu wróciliby razem. Straszny ciężar, z którym musi się zmagać już ponad dwadzieścia lat. Poczucie tęsknoty miesza się z wiarą, że ojciec jeszcze kiedyś się odnajdzie, bo przecież ciała nigdy nie odnaleziono. Truman oczywiście nie ma pojęcia, że zaginiony, domniemanie zmarły mężczyzna zupełnie nie jest z nim spokrewniony, a sztorm i cała tragedia były jedynie symulacją zorganizowaną przez Christofa.

Advertisement

Paniczny strach przed wodą, którego się nabawił, ciężar winy, poczucie utraty – wszystkie te złe emocje Trumana zostały sztucznie wykreowane na potrzeby oglądalności programu. Człowiek stał się narzędziem.

Kiedy tęsknota dobiega końca, a ojciec Burbanka rzeczywiście pojawia się znów na scenie, jest to doskonała szansa, by zrealizować wzruszający, podniosły moment, który zachwyci telewidzów i naprawi nieprzewidziane w scenariuszu sytuacje z ostatnich dni. Truman jest oczywiście emocjonalnie rozbity i nie ma co mu się dziwić – powrót jego ojca to tylko jedna z nieprzewidzianych okoliczności, z jakimi niedawno się spotkał, ale jednocześnie w tym jednym momencie chyba najbardziej wyczekana, bo dająca promyk nadziei, że sprawy mogą jeszcze przybrać właściwy obrót. Przynajmniej do czasu.

Advertisement

RUTYNA

Każdy dzień przebiega tak samo. Pobudka, po której następuje chwila wygłupów przed lustrem. Wyjście do nudnej pracy za biurkiem (choć według Marlona, przyjaciela Trumana z dzieciństwa, nie ma lepszego sposobu na zarobek). Wizyta w kiosku po kilka magazynów. Konfrontacja z nielubianym szefem. Po drodze oczywiście zawsze ci sami ludzie, działający według jednego schematu i – bez względu na dzień – zachowujący się tak samo. Teoretycznie nic nie może zaskoczyć Trumana. Choć o tym nie wie, żyje w bańce, gdzie wszystko działa według bezpiecznego scenariusza. Rutynę przełamać mogą jedynie niespotykane okoliczności, z perspektywy Trumana trudne zresztą do wyjaśnienia, bo skąd na ziemię mógłby chociażby nagle spaść reflektor?

W tak perfekcyjnie ułożonym, nudnym wręcz świecie wystarczy tylko trochę otworzyć się na otoczenie, przyjrzeć się dokładnie jego elementom, a może się okazać, że pod warstwą tej rzekomej doskonałości kryje się tak naprawdę dużo rys. To właśnie one mogą się ostatecznie okazać przepustką do wolności.

Advertisement

UŁUDA

Schematy i rutynowe zachowania mieszkańców miasta nie dotykają Trumana w takim stopniu, jak jego najbliższe otoczenie. Dom rodzinny, małżeństwo z Meryl, wieloletni bliski kontakt z najbliższym przyjacielem to zaledwie iluzja. Aby tylko utrzymać Burbanka wciąż w takim samym położeniu, ekranowi najbliżsi stale zniechęcają go, gdy wraca kwestia realizacji jego marzeń i chęci wyrwania się wreszcie poza miasto. Fałszywe są nawet zdjęcia w albumie rodzinnym z rzekomych wycieczek poza miasto – fotomontaże są w dodatku niechlujne, tak jakby nikt nie wierzył, że Truman jest w stanie czegokolwiek się domyślić, siedząc w swojej metaforycznej bańce.

Wystarczy zresztą spojrzeć na Meryl, która na ekranie funkcjonuje głównie jako żywy product placement, a każdy wyraz zdziwienia Trumana na jej poczynania dziwi ją równie mocno. Wydaje się, że jedynie aktor występujący w roli Marlona rzeczywiście czuje do Trumana pewną dozę sympatii. Choć ich przyjaźń to w założeniu jedynie wytwór scenariusza, to na całkiem szczerą wygląda jego reakcja, gdy mówi Trumanowi o tym, że by go nie okłamał – jakby żałował, że rzeczywiście musi to robić.

Advertisement

MIŁOŚĆ

Pisałem o tęsknocie za ojcem, a przecież Trumanowi od lat brakuje w życiu jeszcze jednej osoby. Sylvia, statystka występująca w roli jednej ze studentek na uczelni Burbanka. To ona jako jedyna w jego trzydziestoletnim życiu obdarzyła go prawdziwą miłością. Chciała go uświadomić, że jego życie to jedynie wytwór scenariusza. Spędzili ze sobą stosunkowo mało czasu, ale to wystarczyło, by kobieta raz na zawsze utkwiła Trumanowi w głowie.

Jakże wyczuwalna musiała być dla niego różnica między aktorami używającymi w rozmowie zawartych w scenariuszu kwestii a dziewczyną, która rzeczywiście chciała dobrze i traktowała go nie jak eksperyment, ale jak człowieka. To właśnie dlatego tak uparcie próbował odtworzyć jej twarz z wycinków znalezionych w czasopismach o modzie, a wyprawa na Fidżi – gdzie Sylvia rzekomo miała mieszkać – była jego priorytetem. Nie mógł wiedzieć, że Sylvia od lat obserwuje jego losy w telewizji, chyba jako jedyna traktując Truman Show jako działanie nieludzkie i otwarcie o tym mówiąc. Telewidzowie kochali Trumana jako element ramówki. Sylvia kochała go jak człowieka. Na szczęście dla niego, miał się o tym jeszcze przekonać.

Advertisement

ASPIRACJE

Irytacja wywołana tkwieniem w tym samym punkcie (dosłownie i w przenośni) generuje u Burbanka chęć wyrwania się z otoczenia. Przełamanie rutyny, zobaczenie kawałka świata, przede wszystkim jednak wyprawa na Fidżi i odnalezienie Sylvii to cele, które cały czas tkwią w jego głowie. Na potrzeby ich realizacji jest w stanie pozwolić sobie na wiele, w tym na przełamanie największego strachu. Nie udaje mu się uciec drogą powietrzną ani lądową.

Środki bezpieczeństwa wykorzystywane przez Christofa są zbyt dobrze przemyślane, ale nawet Stwórca nie przewidzi, że Truman odważy się wypłynąć na otwarte wody, aby tylko zrealizować swoje marzenia. Na końcu swej drogi może zobaczyć nawet więcej, niż przypuszcza.

Advertisement

NADZIEJA

Wszystkie opisane powyżej aspekty życia Trumana wiążą się z jego poczuciem nadziei. Burbank wierzy, że spełni swoje marzenia, że ponownie spotka ojca, że dramatyczne rozstanie z Sylvią nie było jednocześnie ich ostatnim spotkaniem. Najwięcej nadziei Burbank ma z pewnością w momencie, gdy w ukryciu przed wszystkimi, nie zważając już na to, że wszystko kręci się wokół niego, wyrusza w samotny rejs. Nie spodziewa się, że na końcu drogi dosłownie zderzy się ze ścianą. Okrutna świadomość – tak naprawdę zmarnował trzydzieści lat swojego życia. Rozpacz, która targa nim przez chwilę, ustępuje jednak po chwili nowej dawce nadziei.

Być może wymieszanej ze strachem, ale jednak pchającej go przez drzwi do wyjścia, pomimo przekonywań Christofa, by został. Ostatni ukłon i pierwszy krok w kierunku prawdziwego świata. Nie musi docierać na Fidżi, by spotkać się ze swoją miłością. Dla Trumana to początek faktycznego życia. My sami możemy mieć nadzieję, że będzie ono udane.

Advertisement

Gdybyśmy się już nie spotkali – dzień dobry, dobry wieczór i dobranoc.

Elblążanin. Docenia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach. Kocha trylogię "Before" Richarda Linklatera. Syci się nostalgią, lubi fotografować. Prywatnie mąż i ojciec, który z niemałą przyjemnością wprowadza swojego syna w świat popkultury.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *