search
REKLAMA
Zestawienie

Świetne filmy, których w 2019 roku NIE OBEJRZAŁEŚ w kinie, a POWINIENEŚ

Mikołaj Lewalski

11 stycznia 2020

REKLAMA

Van Gogh. U bram wieczności

W moim przekonaniu U bram wieczności to lepszy film i znacznie lepszy portret tytułowego artysty niż Twój Vincent. Tutaj otrzymujemy możliwość poznania prawdziwego człowieka zamiast jego wyidealizowanej legendy. Van Gogh był głęboko nieszczęśliwą osobą, którą przerastały proste interakcje społeczne oraz wiele pozornie trywialnych elementów rzeczywistości. Jego sztuka była pogardzana i niezrozumiana, a on sam spotykał się z taką samą ignorancją i odrazą. Film Juliana Schnabla z niezwykłą wrażliwością przygląda się zagubionemu mężczyźnie, który dopiero po swojej śmierci zasłynie jako wielki malarz, podczas gdy Willem Dafoe wprowadza na ekran niezrównany autentyzm. W parze z poruszającą historią idzie także interesująca forma, pozwalająca widzowi dosłownie wejść w skórę głównego bohatera – wszystko po to, by możliwie najlepiej zrozumieć jego punkt widzenia.

Zabawa w pochowanego

Po pierwsze, nie oglądajcie zwiastunów. Po drugie, koniecznie obejrzyjcie tę przewrotną mieszankę krwawego slashera z czarną komedią! Powody, dla których warto to zrobić: doskonała Samara Weaving w roli głównej, fantastyczna scenografia i nadzwyczaj kompetentna reżyseria, świetny humor, niemały repertuar zaskoczeń i zwrotów akcji oraz bezbłędne zakończenie (ono samo w sobie wystarcza, by polecić ten film). Zabawa w pochowanego (kolejny polski tytuł, który uwielbiam) to kapitalna rozrywka i materiał na przyjemny wieczorny seans.

Rocketman

Elton John

Jakie to niesprawiedliwe, że przeciętne do bólu Bohemian Rhapsody zdobyło tak ogromną popularność, podczas gdy szałowy i wystrojony w kolorowe pióra Rocketman przeszedł przez świat bez większego echa. Musicalowa forma gra tu dokładnie tak, jak powinna, życiorys bohatera zostaje ukazany z pomysłem (i znacznie większą wiernością faktom niż we wspomnianym wcześniej tytule), a scenariusz faktycznie koncentruje się na człowieku, o którym opowiada. Dodatkowo, przy całej mojej sympatii do Ramiego Maleka, jego zmanierowany i często pozbawiony człowieczeństwa występ musi uznać wyższość wysiłków Tarona Egertona. Młody aktor jest fenomenalny jako Elton John i niemalże kompletnie znika w tej roli; jego śpiew jest zaś kolejnym imponującym elementem całości (żadne tam śpiewanie z playbacku czy miksowanie głosów). Oglądając film, byłem przekonany, że słyszę fuzję dwóch głosów, a w rzeczywistości był to sam aktor – jak dobrze to świadczy o jego występie?

Bonus: Najlepsze lata

Dlaczego “bonus”? Ano dlatego, że reżyserki debiut Jonaha Hilla miał raptem kilka pokazów na krzyż w całym kraju, co czyni go bliskim kandydatury do pojawienia się w tekście kolegi. Kompletnie tego nie rozumiem, bo jest to jedna z ciekawszych produkcji, jakie widziałem w tym roku. To wyjątkowo autentyczna wycieczka do lat 90. i słodko-gorzki (z większym naciskiem na “gorzki”) obraz trudnego, ale niepozbawionego uroku dzieciństwa w wiecznie słonecznym Los Angeles. Podobnie jak w The Florida Project, scenariusz nie zabiera bohatera w typową trzyaktową podróż, a raczej wybiera różne istotne fragmenty jego młodzieńczego życia i prezentuje je widzowi w sposób przywodzący na myśl kino dokumentalne. Produkcja Hilla niesie ogromny ładunek nostalgii za dzieciństwem i latami 90. I paradoksalnie jednocześnie odczarowuje wiele elementów jednego i drugiego, uzyskując niewymuszony i przekonujący obraz czasu i miejsca. To wszystko pomagają sprzedać niezwykle szczere występy aktorów, zwłaszcza młodego Sunny’ego Sulijica, który zalicza tu jedną z najlepszych dziecięcych ról roku.

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA