Connect with us

Publicystyka filmowa

WALIJSKI GRZMOT. 5 najlepszych ról TARONA EGERTONA

TARON EGERTON to aktor, który zaskakuje w każdej roli. Odkryj jego pięć najlepszych wystąpień w filmie WALIJSKI GRZMOT, które zapierają dech.

Published

on

WALIJSKI GRZMOT. 5 najlepszych ról TARONA EGERTONA

Faktycznym grzmotem i błyskawicą byłby, gdyby miał na imię Taran. Drobna literówka uczyniła go Taronem, lecz nie odebrała aktorskiej determinacji. Po raz pierwszy zobaczyłem go w Kingsman: Tajnych służbach i mogę powiedzieć, że mi nie przeszkadzał i dobrze pasował wizualnie do fabuły. W moim pojęciu to spora zasługa jak na aktora, którego w ogóle nie kojarzyłem i do którego nie zdążyłem sobie wyrobić emocjonalnego stosunku. Tak naprawdę zauważyłem go dopiero w Rocketmanie, a że filmografii nie ma jeszcze zanadto rozbudowanej, nie było problemem przyjrzeć się jej dokładnie.
Advertisement

I powiem szczerze, że jeśli Egerton zachowa ten przebogaty charakterologiczne aktorski repertuar, za 10–15 lat będzie dojrzałym aktorem, który nie poddał się zaszufladkowaniu, najprawdziwiej jak się tylko da realizując ideę pracy dramatycznej. Docenią go wszyscy, niezależnie od tego, czy wolą filmy przygodowe, sensacyjne, biograficzne, obyczajowe, przygodowe czy science fiction.

Elton John, Rocketman (2019), reż. Dexter Fletcher

Z wielką rezerwą podszedłem do tej produkcji ze względu na złe wspomnienia z seansu Bohemian Rhapsody. Nie sądziłem i nie spodziewałem się, że można postać Freddiego przedstawić tak szkicowo, powierzchownie i wręcz naiwnie. Dla mnie film Singera to mająca wielkie ambicje i radykalnie przeceniona filmowa klapa na miarę La La Land. Na tej fali można było zrobić z Eltona Johna podobnież drewnianego bohatera, a tu jednak niespodzianka.

Po pierwsze już wcześniej Dexter Fletcher udowodnił, że potrafi odpowiednio zbalansować rozrzewniającą powagę i frywolność u swoich postaci. Po drugie Eltona zagrał Egerton, czyli młody, pełen energii człowiek, który nie miał problemu z wcieleniem się w równie młodego i szalonego pianistę i rockmana na dorobku. Elton John w tym wydaniu nie jest płaską gwiazdą, która nagle po zdobyciu sławy zaczyna się standardowo rozpadać w morzu używek. Egerton potrafił ukazać, co się dzieje w głowie bohatera. Jaka zachodzi sprzeczność między jego wizją świata, a rzeczywistością, która wymaga od niego, żeby grał, robił kolejne płyty, zarabiał i stopniowo zapominał o sobie.

Advertisement

W tym sensie Elton John jest produktem, który nagle samodzielnie wychodzi ze swojego dotychczasowego opakowania, bo styl tego pudełka niszczy. Kosztuje go to chwilowy upadek, jednak w dłuższej perspektywie otoczenie musi się dostosować. To alkoholowe dno, niewyobrażalny sukces, upadek i w końcu oczyszczenie Taron Egerton pokazuje, wywołując niejednokrotnie wzruszenie u widzów, bo w rzeczy samej staje się Eltonem. Do tego gra w historii, która ma dobrze zaprojektowany początek, rozwinięcie i koniec, a nie jest tylko zlepkiem odegranych hitów Queen jak Bohemian Rhapsody.

Eddie Edwards, Eddie zwany Orłem (2016), reż. Dexter Fletcher

Trudno sobie wyobrazić bardziej sugestywną postać niż Eddie Orzeł do opowiedzenia historii w stylu „od zera do bohatera”. W jego przypadku jednak rzeczywistość okazała się niewzruszona. Zrealizował swoje marzenie, ale połowicznie. Dopiero gdzieś w trakcie jego realizacji, kiedy faktycznie udało mu się zastać skoczkiem, musiał zaakceptować, że wielki nigdy nie będzie, a naprawdę sukcesem w jego przypadku jest w ogóle to, że kilka razy udało mu się wziąć udział w zawodach Pucharu Świata i przede wszystkim w Igrzyskach Olimpijskich w Calgary. Eddie miał nietuzinkową determinację.

Advertisement

Przedstawić ją na ekranie tak, by widz nie poczuł się zażenowany, to przedsięwzięcie wymagające zrozumienia przez aktora go grającego, jak to jest być na marginesie, nawet w swoich marzeniach, ale nie poddać się marazmowi i brakowi wiary. U Tarona Egertona młodzieńcze szaleństwo czy też uskrzydlenie po dosyć niedawnym (2011) aktorskim debiucie wciąż przypomina nieokiełznany jeszcze ogień. Stąd pewnie wcielenie się w niedostosowanego społecznie, nieatrakcyjnego fizycznie sportowego romantyka w okularach jak denka od butelek przyszło mu z łatwością. To jedna z najlepszych kreacji Egertona, ponieważ zadziwia jego aktorska pogoda ducha w opowiedzeniu obiektywnie smutnej historii człowieka, którego marzenia zostały zanegowane i wyśmiane przez prawie cały świat. I ten świat miał rację. Eddie dobrym skoczkiem nie był.

Gary „Eggsy” Unwin, Kingsman: Tajne służby (2014), reż. Matthew Vaughn

Tak naprawdę to od tego filmu zaczęła się kariera Egertona. Niektórzy wspominają jeszcze Testament młodości, ale tam był zbyt mało wyrazisty. Można powiedzieć, że znikał obok Alicii Vikander i Kita Haringtona. Jako Eggsy w Tajnych służbach dał się poznać od tej pogodnej strony, którą pokazuje w większości filmów, stąd istniało niebezpieczeństwo, że będzie go można z łatwością zaszufladkować w komediach sensacyjnych. Klub miliarderów i Rocketman pokazały, że nic bardziej mylnego.

Advertisement

Rola Eggsy’ego ma dwa wymiary. Pierwszym z nich jest Eggsy zagubiony, zbuntowany, nieco dziecinny, niewidzący jasno swojej przyszłości, noszący charakterystyczną czapkę z daszkiem, która w pewnym sensie odzwierciedla jego nieuczesaną osobowość. Drugi to Eggsy w drogim kuloodpornym garniturze, racjonalny, odważny, skupiony na swojej przyszłości, czujący odpowiedzialność za słabszych, ale i za ojczyznę, której służy. Właściwie to dwóch różnych Eggsych, czego w pierwszej części Kingsmana jeszcze nie widać, bo Eggsy w garniaku wciąż w dużej części pozostaje tym krnąbrnym chłopakiem z biednej dzielnicy, a nie tajnym angielskim superagentem jak jego partner i mistrz, Harry Hart (Colin Firth). Te dwa wymiary roli Taron Egerton odgrywa naturalnie i z odwagą godną zdeterminowanego aktora, który nie chce, żeby to był jego ostatni film.

Gary „Eggsy” Unwin, Kingsman: Złoty krąg (2017), reż. Matthew Vaughn

W ogóle się nie obawiałem, że Matthew Vaughn coś zawali w drugiej części. Utrzymał zarówno klimat, tempo akcji, jak i solidną dawkę czarnego humoru, który poprzednio tak przykuł mnie do ekranu. Minęło kilka lat, Taron Egerton trochę oswoił się z filmem i byciem aktorem z pierwszej linii. W fabule również powierzono mu główne zadanie. Frywolna czapeczka niegrzecznego chłopca na dobre gdzieś zniknęła, a zastąpił ją strój gentlemana. Wreszcie Eggsy mógł zostać pełnoprawnym partnerem swojego mistrza i walczyć z nim ramię w ramię podczas konfrontacji z Poppy (Julianne Moore).

Advertisement

Sam się zdziwiłem tymi myślami, ale patrząc na Egertona w drugiej części Kingsmana, nie miałbym nic przeciwko, żeby za kilka lat to właśnie on został kolejnym Jamesem Bondem. Bo nie mam wątpliwości, że seria filmów o przygodach agenta 007 za 15 lub 20 lat będzie nadal istniała, a Egerton wtedy dojrzeje na tyle, że będzie mógł uzyskać licencję na zabijanie. Już w tej chwili ma tę bondowską ogładę i potrafi spojrzeć na otoczenie tym zimnym wzrokiem, co Sean Connery.

Colin Firth zaś z powodzeniem mógłby się wcielić w Bonda na emeryturze, natomiast Mark Strong (Merlin) mógłby przejąć rolę Q. I tak wyklarowała nam się obsada kolejnych przygód Agenta Jej Królewskiej Mości. Póki co jednak z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek z Danielem Craigiem.

Advertisement
Dean Karny, Klub miliarderów (2018), reż. James Cox

Klub miliarderów to taka trochę nudniejsza i uboższa wersja Wilka z Wall Street. Nie sądzę, że straci się coś szczególnego, kiedy się nie obejrzy tego filmu. Nieważne, kto w nim gra – czy jest to znakomity pod każdym względem Kevin Spacey, czy bohater tego zestawienia. Produkcja pojawiła się w tym zestawieniu tylko ze względu na ciekawą kreację Egertona.

Nie jakąś genialną, ale oceniając ją z perspektywy wszystkich filmów, w których zagrał, całkiem niezłą. Powiedzmy, że znajduje się ona gdzieś w środku stawki, co jeszcze kwalifikuje ją do tych najlepszych. Egerton jako Dean Karny to najpierw drobny oszust o niesamowitej odwadze i zdolności do wmawiania ludziom, że zarobią. Gdyby nie jego kolega Joe Hunt (Ansel Elgort) ze swoją znajomością rynku, sformalizowanym pomysłem na piramidę finansową oraz nieprzeciętną inteligencją, Dean nic by nie zdziałał. I dobrze o tym wie. Wije się, cwaniakuje, intensywnie korzysta z życia, jakby nie miało trwać długo, by finalnie zdradzić; wszystko to Taron Egerton wykonuje na niesamowitym luzie.

Advertisement

Nie sposób mu zarzucić, że gra, i chociaż wiadomo, że nie postępuje uczciwie, nie sposób uznać go za negatywnego bohatera. Sam zaś film przez pierwszą godzinę nieznośnie się dłuży. Pojawienie się trupa nieco rozkręca akcję, ale również przesuwa Egertona na dalszy plan. Tam już Taron radzi sobie nieco gorzej, no, może za wyjątkiem sceny z paleniem opium i drugim trupem. Niewątpliwie jednak jest stworzony do głównych ról i to charakterystycznych. Jego trzeba podziwiać, gdy staje się kimś innym.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *