Publicystyka filmowa
Superbohaterowie, CGI, LGBT… 10 TRENDÓW zmieniających KINO i TELEWIZJĘ w ostatniej DEKADZIE
Superbohaterowie, CGI, LGBT… 10 TRENDÓW to fascynująca podróż przez zmiany w KINO i TELEWIZJI ostatnich lat, które kształtują naszą kulturę.
Końcówka 2019 roku to czas wielu podsumowań ostatniej dekady (nawet jeśli ta, tak naprawdę, kończy się dopiero za rok). Wybieramy najważniejsze wydarzenia, role, seriale, filmy. W tym tekście znajdziecie bardziej ogólne zagadnienia, czyli trendy w kinie i telewizji ostatnich 10 lat. Motywy, które chcieliśmy oglądać, techniczne rozwiązania, które promowały wielkie medialne koncerny, oraz zachodzące zmiany kulturowe i showbiznesowe.
Całość podzielona została na trzy części.
Część 1. Co chcieliśmy oglądać
Nostalgia
Nostalgia to słowo odmieniane w ciągu ostatnich 10 lat przez wszystkie chyba przypadki. Z jednej strony tęsknota za konkretną epoką – głównie latami 80. (Stranger Things, To, Bumblebee), ostatnio też coraz mocniej latami 90. (Kapitan Marvel, Everything Sucks!), ale nie możemy też zapomnieć o miłosnym eseju do Hollywood lat 60. w Pewnego razu… w Hollywood Quentina Tarantino.
Z drugiej strony ostatnia dekada to czas powrotów do konkretnych marek, filmów i seriali. Można byłoby je wymieniać bez końca: Gwiezdne wojny, Rocky (w postaci Creeda), Rambo, Twin Peaks, American Pie, Blade Runner, Halloween, Obcy i wiele innych. W końcu – sentymentalne pożegnania, jak ostatni rozdział gwiezdnowojennej Sagi Skywalkerów, Avengers: Koniec gry, finałowy sezon Gry o tron czy ostatnie spotkanie z granym przez Hugh Jackmana Loganem.
Filmowe uniwersa
Kiedy słyszymy o filmowych uniwersach, to automatycznie myślimy o Kinowym Uniwersum Marvela. Za sprawą Iron Mana zaczęto je budować już w 2008 roku, ale prawdziwego wiatru w żagle nabrało cztery lata później, wraz z premierą filmu Avengers.
Powtórzyć sukces Marvela chciało przynajmniej kilku: w uniwersa zamieniły się ekranizacje konkurencyjnego DC Comics, czarodziejski świat sygnowany nazwiskiem J.K. Rowling oraz stawiające do tej pory na kolejne części jednej serii Gwiezdne wojny. Najnowsze filmy o Godzilli i King Kongu już w tym roku doprowadzą do pojedynku obu potworów. Jeden świat dzielą nawet straszydła znane z filmów Obecność i Annabelle, a za sprawą Mumii z Tomem Cruise’em swoje klasyczne potwory próbował połączyć też Universal, choć, jak na razie, bezskutecznie. Warto zwrócić uwagę, że o ile dwie poprzednie dekady kończyły się box-office’owym panowaniem filmów stanowiących zamknięte całości (Titanic i Avatar), o tyle obecna – zwycięstwem Avengers: Końca gry, filmu absolutnie ekskluzywnego, którym zwyczajnie nie da się cieszyć bez znajomości poprzednich kilkudziesięciu (!) produkcji tego uniwersum.
Superbohaterowie
Historia hollywoodzkich ekranizacji filmów superbohaterskich liczy sobie ponad 40 lat (Superman, 1978), ale dopiero takie filmy jak Mroczny Rycerz (2008) czy Iron Man (2008) otworzyły drogę do prawdziwego boomu ostatniej dekady, który opierał się oczywiście głównie na ekranizacjach komiksów Marvela i DC. Licząc bardzo pobieżnie, w ciągu ostatnich 10 lat powstało przynajmniej 50 (!) amerykańskich filmów aktorskich o superbohaterach, a na 2020 rok zaplanowane zostało kolejne osiem. Wokół tego fenomenu trudno przejść obojętnie, szczególnie gdy – jak pisałem już wyżej – ekranizacja komiksu superbohaterskiego okazała się najbardziej dochodowym filmem w historii kina.
Absolutnie nie odstaje od tego mały ekran – zwróćmy uwagę chociażby na świat budowany od lat wokół serialu Arrow, czy dużo bardziej samoświadome tegoroczne Boys czy Watchmen.
Horror
Jeśli miałbym wskazać drugi gatunek filmowy, który przechodził w ostatniej dekadzie istny renesans, to z pewnością postawiłbym na horror. Istny wysyp wartościowych tytułów i zaskakujące box-office’owe hity sprawiły, że nawet widzowie, którzy do tej pory unikali kina grozy, musieli w końcu zwrócić na nie uwagę. Na pewno trzeba wymienić tu sygnowane przez Jamesa Wana i wymienione już w tekście uniwersum z filmami z serii Obecność i Annabelle, znakomity debiut Jordana Peele’a w postaci Uciekaj! i powstałe dwa lata później To my, głośne Coś za mną chodzi, popularne Ciche miejsce czy komediową Zabawę w pochowanego, artystyczne pozycje z dorobku Roberta Eggersa: Czarownicę: Bajkę ludową z Nowej Anglii i Lighthouse oraz rewizjonistyczne filmy Ariego Astera: Dziedzictwo. Hereditary i Midsommar. W biały dzień. Horror ostatniej dekady to czas postmoderny, głośnych autorskich debiutów, reprezentacji mniejszości i silnych kobiecych protagonistek.
Część 2. Jak chcieliśmy oglądać
Streaming
Chociaż Netflix – swoisty symbol wszystkich mediów streamingowych – powstał już w 1997 roku, to przez wiele lat tego typu usługi pozostawały czymś (szczególnie poza USA) niespecjalnie interesującym czy choćby zauważalnym.
Wszystko zmieniło się w 2013 roku, kiedy Netflix udostępnił (cały!) liczący 13 odcinków serial House of Cards. Produkcję na najwyższym telewizyjnym poziomie, tworzoną przez Davida Finchera, ze stojącym przed kamerą, wtedy jeszcze absolutnie topowym Kevinem Spaceyem. W ten sposób zakończyła się era telewizji, gorączkowego czekania na kolejne, cotygodniowe odcinki często przerywane blokami reklam. Dziś streaming jest powszechny – mało kto wyobraża sobie wieczory bez Netflixa, HBO GO, Amazon Prime Video, Hulu czy nawet rodzimego Playera.
W 2019 roku swoją własną platformę utworzył potężny Disney (Disney+), a na rok kolejny ten sam ruch planuje Warner (HBO Max). Jeśli ostatnie 10 lat to czas streamingu, to kolejne z pewnością upłyną jako streamingowa wojna gigantów.
Odmładzanie na ekranie
Nie jest to wymysł mijającej dekady (warto wymienić chociażby niezbyt fortunny zabieg w X-Men: Ostatnim bastionie z 2006 roku), ale nie da się nie zauważyć, że w ciągu ostatnich lat po pierwsze mocno się spopularyzował, po drugie zaczął naprawdę specom od efektów specjalnych wychodzić. Głównie na polu tym działa Disney, testując technologię na kolejnych odcinkach filmów z uniwersum Marvela (ostatnio w imponujący sposób odmładzając m.in. Samuela L. Jacksona w Kapitan Marvel), po drodze w piątych Piratach z Karaibów, a w tym roku także w Gwiezdnych wojnach.
Ten rok przyniósł także Bliźniaka, w którym Will Smith zmierzył się z… odmłodzonym Willem Smithem. Powoli cyfrowy lifting przenosi się też do tak zwanego kina wysokiego, czego przykładem może być Irlandczyk Martina Scorsese. Ten tytuł jednak udowodnił, że przed twórcami jeszcze długa droga do osiągnięcia technicznej perfekcji.
Aktorstwo zza grobu
Znów absolutnie nie wymysł naszych czasów (spójrzmy na Gladiatora czy Kruka), ale dzięki rozwojowi efektów komputerowych coraz częściej ostatnio wykorzystywany zabieg nazwany przez jednego z naszych dawnych redaktorów „aktorstwem zza grobu”. Czy to na skutek śmierci członka ekipy aktorskiej przed ukończeniem pracy nad filmem czy też – mam wrażenie – zwyczajnej zachcianki, twórcy coraz częściej decydują się na wykorzystanie nowoczesnej technologii, by na ekranie pożegnać przedwcześnie zmarłą gwiazdę.
Na pewno trzeba wymienić tu siódmą odsłonę Szybkich i wściekłych, gdzie rolę tragicznie zmarłego Paula Walkera dokończono dzięki archiwalnym nagraniom, dublerom w postaci braci aktora i oczywiście potężnemu wsparciu komputera. Także z archiwalnych nagrań złożona została rola Carrie Fisher jako Generał Organy w produkcji Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie. Krok dalej poszedł Gareth Edwards w filmie Łotr 1.
Gwiezdne wojny – historie
Część 3. Kogo (nie) chcieliśmy oglądać
Reprezentacje i mniejszości
Oczywiście kłamstwem byłoby powiedzieć, że w dawnym kinie i telewizji oglądać mogliśmy tylko białe, heteroseksualne osoby, ale też nie ulega wątpliwości, że te musiały w ostatnich latach zrobić na scenie więcej miejsca dla osób innych ras, odmiennych kultur czy reprezentantów społeczności LGBT (w tym szczególnie literka „T” oznaczająca osoby transseksualne w końcu przybiła się do mainstreamu).
Znaczący jest też fakt, że mniejszości te zaczęły być portretowane przez osoby same je stanowiące. Trendy te widać w takich pozycjach jak chociażby Moonlight (kto pomyślałby, że film o homoseksualnym czarnoskórym chłopaku dostanie kiedyś Oscara w głównej kategorii), Gdyby ulica Beale umiała mówić, Tamte dni, tamte noce, Bajecznie bogaci Azjaci, Uciekaj! lub To my, a na małym ekranie w serialach Pose, Ramy, Atlanta czy Euforia.
Girl power
W 2010 roku Kathryn Bigelow została pierwszą i jak na razie jedyną kobietą w historii nagród Akademii Filmowej, która zdobyła statuetkę dla najlepszego reżysera. Można uznać to za symboliczne rozpoczęcie marszu kobiet Hollywood po role, które do tej pory przeznaczone były głównie dla mężczyzn. Tak zwana girl power (ang. siła dziewczyn) zawładnęła showbiznesem. Warto wymienić tu wielkie hity kina akcji jak Mad Max: Na drodze gniewu, Wonder Woman, Kapitan Marvel czy Igrzyska śmierci, odchodzące od utartych schematów animacje jak Kraina Lodu czy Merida Waleczna. Po raz pierwszy w historii – za sprawą Przebudzenia Mocy – główną twarzą Gwiezdnych wojen stała się kobieta.
Światem seriali zawładnęły takie wyraźnie feministyczne pozycje jak Fleabag czy Wielkie kłamstewka. 2019 rok zamknęły głośne, oparte na kobiecych postaciach tytuły – Gorący temat i Małe kobietki.
Time’s Up i #MeToo

W 2017 roku narodził się ruch #MeToo (ang. ja też), a rok później Time’s Up (ang. czas minął). Oba skierowane przeciwko seksualnym drapieżcom, zwracające uwagę na wykorzystywanie wysokich pozycji i seksualne wykorzystywanie w showbiznesie. Oba też doprowadziły do postawienia zarzutów znanym postaciom Hollywood, sprzeciwu wobec celebracji naprawdę wielkich nazwisk. Nie jest to czas i miejsce, by oceniać całą tę sytuację.
Skupmy się na faktach. Harvey Weistein – producent, któremu na oscarowych galach dziękowano częściej niż Bogu – przestał współtworzyć Hollywood, Kevin Spacey całkowicie zniknął z małego i wielkiego ekranu, Woody’emu Allenowi coraz trudniej jest kręcić kolejne filmy, a z podobnymi problemami być może zmierzyć się będzie musiał niedługo Roman Polański. Dotarliśmy do momentu, w którym nie jest już możliwe oddzielenie sztuki od życia, a widzowie nie godzą się, by przymykać oko na grzechy ukochanych artystów.
