Felietony

Disney PSUJE moje GWIEZDNE WOJNY. Niezdrowa relacja z popkulturą

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Kilka dni temu na profilach społecznościowych Marvela pojawił się tajemniczy obrazek przedstawiający utkaną z charakterystycznej dla Spider-Mana sieci cyfrę cztery. Już następnego dnia okazało się, że jest to początek odliczania – po czwórce przyszła pora na trójkę, potem na dwójkę i tak aż do momentu, w którym Marvel ogłosił, że słynny reżyser J.J. Abrams, wraz z synem, przygotuje dla komiksowego giganta miniserię o Spider-Manie. Zanim jednak odsłonięte zostały kolejne karty, tuż po opublikowaniu tajemniczej czwórki internet zalała fala spekulacji. Dominowało wśród nich przekonanie, że obrazkiem tym zapowiedziano czwartą odsłonę Spider-Mana z Tobeyem Maguire’em w roli tytułowej. Co bardziej rozsądni fani sugerowali kontynuację w formie komiksu, inni liczyli na to, że Maguire powróci na plan filmowy i wraz z reżyserem Samem Raimim zrealizuje anulowany na etapie preprodukcji film.

Były to wyobrażenia dziecięco wręcz naiwne, bo dlaczego Marvel miałby angażować się w promocję serii, którą realizowano bez jego udziału? Dlaczego miałby decydować się na wydanie jej chociażby w formie komiksu? Przypominać, szczególnie na kilka dni przed premierą Spider-Mana z Tomem Hollandem w roli głównej, o dawnej inkarnacji tej postaci? Nie wspominając już o realizacji filmu aktorskiego (Jak. To. Sobie. Wyobrażaliście?). Pomijając jednak tę naiwność, było to też myślenie po prostu głupie, samolubne, niebezpieczne.

Marvel daje nadzieję fanom Spider-Tobeya

Wielu fanów – z niewiadomych powodów – wciąż wzdycha do Spider-Mana o twarzy Maguire’a. Wciąż uważa go za najlepszą wersję filmowego herosa ze stajni Marvela. Zupełnie nie podzielam tego zdania, nie rozumiem, jak – mając obok doskonałego Toma Hollanda – można stawiać swoje dolary na Maguire’a, który nigdy nie był dobrym wyborem do tej roli. To jednak nie jest ważne. Szanuję cudze przekonania i opinie. Nie szanuję jednak sytuacji, w której dwanaście lat (dwanaście lat!) po pożegnaniu się aktora z rolą, zagraną od tego czasu już przez dwóch innych aktorów, fani wciąż oczekują realizacji czwartego filmu z tej serii.

Niebezpiecznie kojarzy mi się to z patologicznymi sytuacjami, o których słychać niestety coraz częściej. Nie podobał ci się kierunek, w którym Rian Johnson poszedł w Ostatnim Jedi? Napisz petycję wzywającą do usunięcia filmu z kanonu i nakręcenia ósmej części sagi od nowa. Rozczarował cię finałowy sezon Gry o tron? Napisz petycję wzywającą do realizacji finału z nowymi scenarzystami. Wolałeś Gwiezdne wojny George’a Lucasa od tych produkowanych przez Disneya? Napisz petycję wzywającą Disneya do powierzenia reżyserii finałowego odcinka serii Lucasowi. George Lucas jest na emeryturze i prawie dekadę temu sprzedał prawa do swojego świata? A CO CIĘ TO OBCHODZI, PRZECIEŻ WIDAĆ, ŻE DISNEY PSUJE TWOJE GWIEZDNE WOJNY, I LUCAS MA JE W TEJ CHWILI URATOWAĆ.

ostatni-jedi

Petycja o uczynienie „Ostatniego Jedi” niekanonicznym

Nie możemy pozwolić, żeby to widzowie – a nie faktyczni twórcy - tworzyli filmy.

Rozumiem, że popkultura jest dla kogoś bardzo ważnym elementem życia. Dla mnie też jest jednym z najistotniejszych. Nie możemy jednak dać się złapać w pułapkę. Dojść do takiego momentu w życiu, w którym pozwolimy, by cudza twórczość nim zawładnęła. Czy twoje oddanie Gwiezdnym wojnom usprawiedliwia publiczne obrażanie aktorów, którzy po prostu wykonywali swoją pracę? Czy fatalny finał losów Matki Smoków powinien wpływać na jakość twojego snu? Nabierzmy dystansu. Pomyślmy, że dzisiaj kultowy i często uważany za idealny Powrót Jedi też budził kontrowersje. Fani czuli się rozczarowani wątkiem relacji Lei i Luke’a, nie mogli się pogodzić z nagłą przemianą Dartha Vadera. Przypomnijmy sobie (po raz kolejny!), z jak dużym niezadowoleniem przyjęto angaż Heatha Ledgera do roli Jokera w Mrocznym Rycerzu.

Niestety, zmierzamy w bardzo niebezpiecznym kierunku, w którym to fani dyktują warunki. Nie tak dawno doszło do kuriozalnej sytuacji, kiedy twórcy kinowego Sonica w odpowiedzi na krytykę projektu tytułowego jeża (do tej pory nie wiem, co jest z nim nie tak) postanowili – kilka miesięcy przed premierą – zmienić jego wygląd tak, by pasował do… wizji fanów. Oczywiście, filmy (szczególnie te rozrywkowe) powstają dla widzów. Ale nie możemy pozwolić, żeby to widzowie – a nie faktyczni twórcy – je tworzyli.

toy-story-4

„Toy Story 4” zbiera bardzo pozytywne recenzje

Chciałbym też napisać jasno, że tekst ten jest owocem autorefleksji. Jeszcze kilka miesięcy temu byłem oburzony, że Pixar realizuje Toy Story 4 i tym samym psuje MOJE idealne zakończenie tej serii. Dziś, po lekturze kolejnych niezwykle entuzjastycznych recenzji, wprost nie mogę doczekać się polskiej premiery. A gdyby recenzje były kiepskie? Cóż, po prostu nie poszedłbym do kina. Toy Story 3, jeden z moich ukochanych filmów, nie wyparowałby z mojej półki. Do pudełka nikt nie wsadziłby innego filmu.

Jeśli nie podobają ci się Gwiezdne wojny Disneya, jeśli rozgoryczony wyszedłeś, kolejno, z seansów Przebudzenia mocy, Łotra 1, Ostatniego Jedi i Hana Solo, to zwyczajnie nie oglądaj filmu Skywalker. Odrodzenie.

Taka rada.

Do przetrawienia do grudnia.

Ostatnio dodane