Analizy filmowe

Wyjaśniamy, o co chodzi w „TO MY”

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Od piątku na ekranach kin oglądać możemy film To my Jordana Peele’a. To wywołujący ogromny niepokój obraz, który poza pełnieniem swojej podstawowej funkcji stanowi też znakomity komentarz społeczny i niezwykle udaną grę na spostrzegawczość. Jeśli po seansie macie w głowie lekki i zrozumiały mętlik, to zapraszam do zapoznania się z moją krótką analizą najważniejszych elementów filmu.

Uwaga! Tekst zdradza najważniejsze wątki filmu i przeznaczony jest dla osób, które go widziały!

11:11

Reżyser Jordan Peele bardzo wyraźnie zaznacza w swoim najnowszym filmie symbolikę liczby jedenaście. Od numeru nagrody, którą młoda Adelaide wybiera w wesołym miasteczku, przez „Jeremiasz 11:11” napisane na kawałku kartonu trzymanego w ręku przez niezwykle niepokojącego mężczyznę, po wynik meczu (jedenaście do jedenastu), godzinę zauważoną przez Jasona (11:11) czy adres domku kończący się na 2311 (23:11, czyli znów 11:11).

Przez cały film zastanawiałem się, co znajdę w tym wybranym przez reżysera fragmencie Biblii i od razu po seansie zacząłem szukać w sieci wskazanego cytatu z Księgi Jeremiasza. Wynik był następujący i idealnie wpisywał się w fabułę dzieła:

Dlatego tak mówi Pan: Oto sprowadzę na nich nieszczęście, z którego nie będą mogli się wydostać, a gdy będą wołać do mnie, nie wysłucham ich.

Nieprzypadkowo też, mam wrażenie, jedenastka jest kulturowo symbolem nadmiaru, przekroczenia prawa, nieumiarkowania, przesady.

Komentarz społeczny

to-my

Peele celowo wybrał liczbę symbolizującą nieumiarkowanie i nadmiar, bo cały film moim zdaniem stanowi krytykę konsumpcjonizmu, konformizmu i niezdrowej rywalizacji społecznej. Tropów jest aż nadto – Gabe zazdrosny o dom i inne dobra kolegi, dzieci w obliczu zagłady ekscytujące się możliwością jeżdżenia autem zamożnych sąsiadów, rodzina Wilsonów rywalizująca, kto ilu sobowtórów zabił. Znakomity jest też motyw nowoczesnej sztucznej inteligencji, która steruje domem Tylerów, a która zawodzi w jedynym momencie, w którym de facto rodzinie mogłaby rzeczywiście pomóc – zamiast wezwać policję, omyłkowo puszcza utwór Fuck the Police.

W kontekście finałowego twistu (o którym za chwilę) warto też zauważyć, że wszystko, co robi żyjąca pod ziemią Adelaide, napędzane jest przez przekaz masowych mediów (pierwsza scena filmu – oglądanie telewizji i ruch Hands Across America), a żyjąca na powierzchni sobowtórka z kolei żyje w strachu, że uwięziony pod ziemią odpowiednik ją odnajdzie. Słowem, że wyda się to, skąd pochodzi, i wszyscy zauważą, że nie pasuje do obrazka szczęśliwej, dobrze prosperującej rodziny.

Matka

to-my

Grana przez Lupitę Nyong’o postać okazuje się w finale filmu sobowtórem, który w dzieciństwie porwał żyjącą w naszym świecie dziewczynkę, uwięził ją pod ziemią i zajął jej miejsce. Jordan Peele doskonale potrafi bawić się z widzem i podrzuca mu po drodze przynajmniej kilka tropów, które mogłyby zdradzić prawdziwą tożsamość Adelaide. W jednej z pierwszych scen filmu podczas rodzinnego posiłku, gdy reszta rodziny Wilsonów je fastfoodowe jedzenie, kobieta zajada się truskawkami, co wskazuje po pierwsze na jej odmienność, a po drugie sugeruje, że nie je mięsa – co wiązać się może z urazem z okresu życia pod ziemią i koniecznością żywienia się surowymi królikami. Na plaży z kolei przyznaje, że często ma trudności z rozmawianiem z innymi ludźmi, a z retrospekcji dowiadujemy się, że po zdarzeniu w wesołym miasteczku Adelaide w ogóle przestała mówić. Oczywiście pierwotnie widz przekonany jest, że wszystkie te dziwne zachowania są wynikiem traumy z dzieciństwa, ale prawda jest, jak się okazuje, zupełnie inna – nasza bohaterka po prostu mówić nie potrafiła.

Ostatnio dodane