search
REKLAMA
Zestawienie

Słabsze od „Kotów”. NAJGORSZE filmy DEKADY

Karol Barzowski

13 kwietnia 2020

REKLAMA

Tak, wiem, że ta dekada formalnie kończy się 31 grudnia tego roku, ale umówmy się – wszystko wskazuje na to, że zbyt wielu filmowych premier w ciągu kolejnych miesięcy nie doświadczymy. Na tego typu podsumowania nie jest więc zbyt wcześnie. Na naszej stronie dopiero co pojawiły się wyniki plebiscytu na najlepsze produkcje science fiction dekady, było też o komediach romantycznych czy filmowych wizjach apokalipsy. Ja na tapet biorę najgorsze filmy – tytuły tak złe, że lepiej byłoby o nich zapomnieć.

Wziąłem pod uwagę tylko takie filmy, które miały polską premierę kinową między 2011 a 2020 rokiem. O czymś zapomniałem? A może któryś tytuł znalazł się tutaj bardzo niesłusznie? Dajcie znać w komentarzu!

365 dni

Tak, tak, wiem, że nie jestem wyposzczoną gospodynią domową i do grupy docelowej tego filmu zdecydowanie nie należę. Ale do seansu usiadłem z pozytywnym nastawieniem – spodziewając się po prostu niezłej, seksownej rozrywki. Oczywiście on jest przystojny, ona ładna (a właściwie do czasu – gdy w pewnym momencie filmowa Laura przechodzi metamorfozę i upodabnia się do autorki książkowego pierwowzoru, jest już dużo gorzej), niektóre widoczki zapierają dech w piersiach, a sceny erotyczne są znacznie ostrzejsze niż w 50 twarzach Greya. Ale w ciągu dwóch godzin seansu wielokrotnie spoglądałem na zegarek – tutaj nie było nic, co mogłoby zatrzymać uwagę. To nie porno, tutaj musi być też jakaś fabuła, jakiś sens, jakiś dialog, który brzmi naturalnie… Zamiast tego dostajemy sceny zakupów w drogich butikach, przestylizowane zdjęcia willi i pałaców oraz totalnie irracjonalne zachowania dwójki głównych bohaterów, służące chyba tylko jako przerywnik przed kolejnym seksem. Reżyserka Barbara Białowąs pewnie kłóciłaby się ze mną, że nie zrozumiałem, co chciała przekazać, ale jak pokazało doświadczenie, lepiej z nią w takie dyskusje nie wchodzić.

Jack i Jill

Jack i Jill

Filmy z Adamem Sandlerem (pomijając zaskakujące wyjątki, jak choćby zeszłoroczne Nieoszlifowane diamenty) stały się już właściwie synonimem obciachu i złego smaku – 6 Złotych Malin i 23 nominacje do tej nagrody mówią same ze siebie. W Jacku i Jill aktor zaprezentował jednak nowe granice żenady. Fabuły tu właściwie nie ma, cały humor opiera się na tym, że Sandler wciela się w dwie role – Jacka i jego gruboskórną (dosłownie i w przenośni) siostrę bliźniaczkę. Oglądamy żarty tych najniższych lotów, związane z nadwagą, przewracaniem się i niszczeniem wszystkiego dookoła. Aha, no i przecież w Sandlerze ubranym w sukienkę zakochuje się Al Pacino. Ha. Ha. Ha.

Nieplanowane

Raz na jakiś czas wchodzą do polskich kin produkcje skierowane stricte do bardzo zatwardziałych katolików, osób, które nie tylko wierzą w Boga, ale słowa księdza z ambony lub odbiornika radiowego traktują jak więcej niż świętość – dla nich to wartości, za które jako naród wybrany musimy walczyć. Nie ma tu miejsca na dyskusję i wymianę poglądów, są zaś jedyne słuszne prawdy. Niestety, filmy w ramach tego nurtu zazwyczaj okazują się chamską manipulacją, obliczoną z góry na konkretnego widza, któremu mówi się dokładnie to, co chce usłyszeć. Bez scenariusza, bez aktorstwa i wszystkiego innego. Chodzi tylko o przekaz. Taki był Bóg nie umarł, taki jest też tegoroczny film Nieplanowane. Antyaborcyjna agitka chce być tutaj jakimś głosem w sprawie, ale wychodzi po prostu śmiesznie. Twórcy za nic mają naukowe fakty, nie interesuje ich biologia, po prostu strzelają do widza propagandą, i to bez tłumika. Takie produkcje realizowało się kiedyś na zamówienie w krajach totalitarnych. Ktoś to oczywiście kupi, mało tego, będzie traktował Nieplanowane niczym współczesną Biblię – i takie jego prawo, niemniej z kinem twór ten nie ma nic wspólnego.

Movie 43

Movie 43

Ten film przoduje na wszystkich listach najgorszych produkcji i trudno się temu dziwić. Lubię ostrzejszy czy wręcz absurdalny humor, parodie itd., niektóre przedstawione tutaj nowele są zresztą całkiem niezłe (jak ta z rodzicami uczącymi syna w domu, którzy starają mu się pokazać pełnię szkolnych przeżyć), ale całościowo Movie 43 jest po prostu niesmaczny. Pęd ku temu, żeby nakręcić coś kontrowersyjnego i odjechanego na maksa, doprowadził do przesytu – w pewnym momencie nic nas już tu nie zaskakuje, nie śmieszy, co najwyżej żenuje. Niektóre filmy są tak głupie, że aż zabawne, ten jest zwyczajnie zbyt głupi. Masturbujący się kot dopełnił dzieła. Nie, dzięki.

Slender Man

Slender Man kadr

W gatunku horroru też mieliśmy w ostatniej dekadzie sporo śmieci. Fatalne były Demony, bardzo rozczarowały Diabelska plansza Ouija, Herezja albo Poltergeist, krytycy nie zostawili też suchej nitki na The Possession Experiment. Ja wybrałem jednak inny tytuł, mianowicie Slender Man. Film nawiązujący do słynnej legendy miejskiej wydawał się skazany na sukces, wielu fanów opowieści z dreszczykiem bardzo na ten tytuł czekało, ale nic tu nie wyszło tak, jak powinno. Zamiast wzbudzać napięcie i przerażenie, Slender Man śmiertelnie nudził. Zupełnie nie wykorzystano potencjału tej historii. Produkcja nie spełnia żadnego horrorowego wymogu, a poza tym sprawia wrażenie, jakby twórcy w pewnym momencie powiedzieli sobie „OK, i tak nic z tego nie będzie, zostawmy to” – opowieść wydaje się nieukończona, nic tu się nie klei.

REKLAMA