Publicystyka filmowa
ROLE, które chcieli zagrać WSZYSCY. Castingowe wojny
WSZYSCY, czyli castingowe wojny o kultowe role, to pasjonująca podróż przez zamiany i nieoczekiwane wybory w historii kina.
Często bywa tak, że gdy do publicznej wiadomości zostaje podana informacja o powstawaniu nowego filmu, który ma duże szanse, by stać się wielkim hitem, w biurach producentów wielkich wytwórni filmowych rozdzwaniają się telefony, a do sal przesłuchań ustawiają się kolejki. Wywęszywszy szansę na spory zastrzyk gotówki i (lub) nagły wzrost popularności, aktorzy i aktorki usilnie starają się pokonać konkurencję i otrzymać angaż w wyczekiwanym przez wszystkich dziele. Przed wami zatem dziesięć ról, które cieszyły się szczególnym zainteresowaniem. Dzisiaj trudno wyobrazić sobie w nich inne osoby niż te, które ostatecznie zostały obsadzone, ale wielu ze słynnych bohaterów wielkiego ekranu mogło mieć zupełnie inne twarze.
Scarlett O’Hara – Przeminęło z wiatrem (1939), reż. V. Fleming
Już we wczesnych latach kina dochodziło do zażartych wyścigów o angaż w filmie. Przykładem takiej sytuacji była dwuletnia udręka, której doświadczyli producenci Przeminęło z wiatrem podczas poszukiwań odpowiedniej aktorki do roli Scarlett O’Hary.
Produkcja adaptacji bardzo popularnej wówczas powieści Margaret Mitchell zajmowała myśli nie tylko wielkich nazwisk z Hollywood, lecz także prasy i opinii publicznej. Przeminęło z wiatrem miało być wydarzeniem na skalę krajową, a znalezienie idealnej odtwórczyni głównej bohaterki okazało się ogromnym wyzwaniem. Na casting zgłosiły się setki kobiet, w tym wielkie (już wtedy lub wkrótce) gwiazdy ekranu, między innymi Bette Davis, Paulette Goddard, Katharine Hepburn, Susan Hayward i Joan Crawford. Rolę O’Hary otrzymała jednak praktycznie nieznana w USA Vivien Leigh, wykorzystując kontrowersyjne małżeństwo Paulette Goddard z Charliem Chaplinem, które pogrzebało szanse najgroźniejszej rywalki Vivien. Młoda Angielka, jako wielka fanka powieści, była szalenie zdeterminowana, by zagrać Scarlett w Przeminęło z wiatrem, i na swoje szczęście z miejsca przypadła do gustu producentowi Davidowi O. Selznickowi. Dzięki temu Leigh stworzyła jedną z najsłynniejszych kobiecych kreacji w dziejach kina.
Batman – Batman (1989), reż. T. Burton
W oczekiwaniu na ogłoszenie nazwiska kolejnego odtwórcy roli Batmana przyjrzyjmy się temu, jak wyglądały próby zatrudnienia aktora do zagrania tej postaci, gdy Tim Burton tchnął w nią nowe życie. W czasach gdy chyba nikt nie podejrzewał, że karierę reżysera czeka tak szybka równia pochyła, zainteresowanie rolą Bruce’a Wayne’a było naprawdę spore.
Finansowy sukces Batmana był bowiem niemal pewny. W kolejce do producenckich drzwi miały stanąć takie gwiazdy jak Tom Selleck, Charlie Sheen, Mel Gibson, Harrison Ford, a nawet Bill Murray. Wbrew intencjom Burtona włodarzom wytwórni Warner Bros. zależało na dużym nazwisku na plakatach. W końcu zaproponowano Michaela Keatona, a jako że gwiazdor pracował już z reżyserem przy okazji Soku z żuka, bez trudu nawiązano współpracę. Początkowo fani nie byli zachwyceni taką decyzją obsadową, podobnie zresztą jak sam twórca postaci Mrocznego Rycerza, Bob Kane. Niemniej jednak dziś Keatona uznaje się za jednego z lepszych odtwórców roli Batmana, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak wyglądały późniejsze filmy autorstwa Joela Schumachera.
Edward Nożycoręki – Edward Nożycoręki (1990), reż. T. Burton
Już rok po nakręceniu Batmana Tim Burton zabrał się do tworzenia filmu, który później stał się jedną z jego wizytówek. Podobnie jak w przypadku opowieści o Mrocznym Rycerzu, także o tytułową rolę w Edwardzie Nożycorękim ubiegało się wiele znanych osób. Jedną z sugestii producentów był Tom Cruise, który wyraził chęć wcielenia się w Edwarda. Burton nie chciał jednak spełnić oczekiwań aktora nalegającego na szczęśliwsze zakończenie. Fory u producentów mieli też Jim Carrey i John Cusack; ponadto o rolę ubiegali się William Hurt i Robert Downey Jr. Angażem w Edwardzie Nożycorękim zainteresował się nawet Michael Jackson, ale reżyser nie odbierał od niego telefonów. Koniec końców Burton przesłał scenariusz Johnny’emu Deppowi, wówczas popularnemu dzięki serialowi 21 Jump Street (o czym reżyser ponoć nie miał pojęcia), a ten momentalnie nawiązał emocjonalną więź z bohaterem. Burton utrzymuje, że to późniejszy gwiazdor serii Piraci z Karaibów od początku był jego pierwszym wyborem. Jak się okazało, był to wybór trafny.
Vivian Ward – Pretty Woman (1990), reż. G. Marshall
W przypadku Pretty Woman aktorek, które chciały wcielić się w Vivian Ward, było równie wiele co takich, które zagrać jej nie miały ochoty mimo otrzymywanych propozycji. Ofertę odrzuciły między innymi Karen Allen, Molly Ringwald, Meg Ryan, Michelle Pfeiffer i Daryl Hannah. Co ciekawe, często problemem był zawód, który wykonywała bohaterka. Równie duża część zainteresowanych pań musiała ostatecznie zrezygnować z roli, zwykle z powodu zapchanego kalendarza — w ten sposób z Vivian Ward pożegnały się choćby Diane Lane czy Emily Lloyd.
Na domiar złego producenci często sami odrzucali niektóre propozycje aktorek — zarówno Winona Ryder, jak i Jennifer Connelly wydały się im za młode. Ostatecznie w dobroduszną prostytutkę wcieliła się Julia Roberts (trzy lata starsza od Connelly i cztery od Ryder), choć nie był to dla producentów wybór całkowicie satysfakcjonujący. Przed zagraniem w Pretty Woman aktorka nie była szczególnie znana; natomiast po wystąpieniu w tym filmie — to już zupełnie odmienna historia.
Michael Scott – Biuro (2005-2013)
Podobnie jak zagranie Vivian Ward dla Julii Roberts, wcielenie się w rolę Michaela Scotta okazało się dla jej odtwórcy przełomem w karierze. Mowa oczywiście o Stevie Carrellu, który jako Michael Scott otworzył sobie drogę do międzynarodowej sławy. Zanim jednak rola nierozgarniętego kierownika firmy Dunder Mifflin trafiła do znanego dzisiaj komika, ubiegało się o nią wiele innych osób. Starali się o nią tacy aktorzy jak Bob Odenkirk, Alan Tudyk, Hank Azaria, Martin Short, Seth Rogen czy Ben Falcone. Scotta chciał zagrać nawet Rainn Wilson, któremu ostatecznie udało się dostać angaż w Biurze, tyle że obsadzono go w roli – równie charakterystycznego jak Michael – Dwighta Schrute’a.
Steve Carell, który pokonał rywali w wyścigu o rolę Michaela, był już wtedy związany ze stacją NBC, gdyż występował w innym serialu komediowym, Come to Papa. Ten jednak został wkrótce anulowany, dzięki czemu aktor mógł w całości poświęcić się swoim tak pamiętnym występom w amerykańskim remake’u Biura.
Katniss Everdeen – Igrzyska śmierci (2012), reż. G. Ross
Filmowe adaptacje popularnej literatury dla młodzieży były swego czasu żyłą złota, a jedną z ważniejszych pozycji w tej specyficznej odmianie ekranizacji pozostaje pierwsza odsłona Igrzysk śmierci. Literacki pierwowzór cieszył się ogromnym zainteresowaniem, toteż aktorki, które chciały wcielić się w Katniss, główną bohaterkę rozchwytywanego cyklu, waliły drzwiami i oknami do siedziby Lionsgate. Lista wschodzących gwiazd zainteresowanych rolą prezentuje się całkiem imponująco; wśród nich były na przykład Saoirse Ronan, Chloë Moretz, Shailene Woodley, Abigail Breslin, Emma Roberts, Kaya Scodelario, Hailee Steinfeld i Emily Browning.
Wszystkie przegrały jednak wyścig z Jennifer Lawrence, pracującą wówczas na planie rebootu serii o X-Men, która – według reżysera Gary’ego Rossa – swoim wystąpieniem na przesłuchaniu praktycznie zwaliła go z nóg. Lawrence nie była już w tamtym czasie anonimowa, ale rola Katniss zdecydowanie przysporzyła jej ogromnej popularności, a cały cykl okazał się jedną z niewielu adaptacji serii książek dla młodszych czytelników, która we wszystkich odsłonach trzymała podobny poziom.
Peter Quill / Star-Lord – Strażnicy Galaktyki (2014), reż. J. Gunn
Nie tak dawno na łamach naszego serwisu pojawiło się zestawienie aktorów, którzy byli blisko pojawienia się w filmach z uniwersum Marvela. Wspomniano tam o Josephie Gordonie-Levitcie, który otarł się o rolę Petera Quilla w pierwszej części Strażników Galaktyki. Levitt był w zasadzie o krok od występu u Jamesa Gunna, gdy sam odmówił, ale przed nim do zagrania Star-Lorda bezskutecznie przymierzali się chociażby Joel Edgerton, Jack Huston, Jim Sturgess, Eddie Redmayne i Lee Pace. Ten ostatni koniec końców znalazł się w obsadzie Strażników…, tyle że w zupełnie innej roli — jako złoczyńca Ronan Oskarżyciel. Kiedy jednak i wymienieni panowie, i Joseph Gordon-Levitt nie trafili do filmu Gunna, wybór padł na Chrisa Pratta. Z perspektywy czasu stosunkowo trudno wyobrazić sobie któregokolwiek ze wspomnianych aktorów wyzywającego Ronana na taneczny pojedynek w taki sposób – z gracją, nutką absurdu i z humorem – w jaki zrobił to Pratt.
Amy Dunne – Zaginiona dziewczyna (2014), reż. D. Fincher
Kiedy David Fincher ogłasza, że kręci kolejny film, widzowie ze zniecierpliwienia zaczynają przebierać nogami. Amerykaninowi nie zdarza się bowiem tworzyć produkcji słabych, ba, jego filmografia to w sumie aż trzydzieści nominacji do Oscarów i siedem tychże statuetek. Podobnie jak publiczność, w stan gotowości postawieni są wtedy aktorzy i aktorki. Przykładem niech będzie jak dotąd ostatni film Finchera, Zaginiona dziewczyna. O tytułową rolę Amy Dunne w adaptacji bestsellerowej powieści Gillian Flynn starały się między innymi Charlize Theron, Natalie Portman, Abbie Cornish, Julianne Hough i Olivia Wilde. Z wymienionych pań to ta ostatnia była ponoć najbliżej angażu, ale przegrała wyścig z Rosamund Pike. Brytyjka okazała się strzałem w dziesiątkę, zdobywając swoją pierwszą nominację do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej i trafiając do panteonu najciekawszych psychopatek kina. Nigdy nie dowiemy się, co z rolą Dunne zrobiłyby Theron czy Portman, ale niewątpliwie byłyby to równie ciekawe, choć zupełnie inne występy.
Anastasia Steele – Pięćdziesiąt twarzy Greya (2015), reż. S. Taylor-Johnson
Ukochana bohaterka milionów czytelniczek na całym świecie, koszmar literaturo- i filmoznawców. Tożsamość Anastasii Steele, nieporadnej szarej myszki, która staje się sadomasochistyczną partnerką miliardera Christiana Greya, rozpalała wyobraźnię fanów międzynarodowego bestsellera. Pięćdziesiąt twarzy Greya było murowanym hitem finansowym, więc do biur hollywoodzkich producentów pukało coraz więcej gwiazd. Zainteresowane były na przykład Alicia Vikander, Imogen Poots, Elizabeth Olsen, Shailene Woodley, Cara Delevingne czy Felicity Jones. Wybór padł jednak na Dakotę Johnson, której — miejmy nadzieję — szybko uda się uwolnić od utożsamiania jej z jej ekranową bohaterką (choćby dzięki takim rolom jak te zagrane u Luki Guadagnino, w Suspirii i Nienasyconych). Co ciekawe, z obsadzeniem Christiana Greya producenci mieli o wiele większe problemy, bo mało kto był zainteresowany. Stephen Amell, znany z serialu Arrow, miał nawet stwierdzić, że nie zagrał tytułowego bogacza, bo nie znalazł w tej postaci niczego interesującego.
Han Solo – Han Solo: Gwiezdne wojny – historie (2018), reż. R. Howard
Nie dziwi fakt, że kiedy Disney zapowiedział solowy (sic) film o przygodach tytułowego zawadiaki, casting stał się tematem numer jeden. Wcielenie się w legendarnego Hana Solo, czarującego i nieco nieokrzesanego przemytnika, było gwarancją międzynarodowej rozpoznawalności, niezależnie od sukcesu bądź porażki samego filmu. Wiązała się z tym również ogromna odpowiedzialność, tym bardziej że liczna grupa fanów sagi Gwiezdnych wojen to ludzie, którzy nie wybaczają błędów. O przejęcie schedy po Harrisonie Fordzie starało się wielu. Wśród nich byli choćby Miles Teller, Ansel Elgort, Dave Franco, Scott Eastwood czy Emory Cohen.
Faworytem fanów był zaś Anthony Ingruber, łudząco podobny do młodego Forda, ale koniec końców obsadzono Aldena Ehrenreicha, który na ostatniej prostej wyprzedził Tarona Egertona i Jacka Reynora. Fani, jak to fani, byli podzieleni. Mimo mieszanych uczuć wielu osób, w tym producentów niezadowolonych z finansowych wyników Solo, można śmiało stwierdzić, że Ehrenreich poradził sobie z wyzwaniem.
