Zestawienie

NIE TYLKO HAN SOLO. 5 ciekawych, acz nieco zapomnianych ról HARRISONA FORDA

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Filmografia Harrisona Forda zawiera tytuły, których pozazdrościłby niejeden żądny sławy aktor. Jeden z największych gwiazdorów Hollywood ma na swoim koncie prawdziwe role symbole, które już na zawsze będą gościć w annałach kinematografii. Han Solo, Rick Deckard i Indiana Jones to dla popkultury postacie iście ikoniczne, które z pewnością zdobiły ścianę niejednego fana kina. A to przecież zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Ford ma w swym dorobku także wiele ról nieco już zapomnianych, nietypowych. Przy tym nie mniej wartościowych. Choć przez lata potrafił wypracować własny, powiedzmy, wizerunek sceniczny, bardzo często racząc swych fanów rolami zadziornych awanturników o szelmowskim wyrazie twarzy, to jednak w karierze aktora wiele jest także ról czysto dramatycznych, opowiadających o losie skruszonych bohaterów trzymających w ręku sztandar ważnej idei.

Oto pięć moim zdaniem najciekawszych ról Harrisona Forda, niewywodzących się zarazem z typowego dla aktora repertuaru kina sensacyjnego. Uwaga – zestawienie mocno subiektywne. Kolejność tytułów chronologiczna. I tradycyjne pytanie – jaką rolę ty, drogi czytelniku, dodałbyś do tej listy?

Wybrzeże Moskitów (1986), reż. Peter Weir

jako Allie Fox

Ford zapragnął najwyraźniej występu w kinie nieco bardziej przyziemnym, dotykającym ludzkich dramatów

Bardzo ciekawie przebiegła w latach 80. współpraca Harrisona Forda z australijskim reżyserem Peterem Weirem. Zrodziły się z niej dwa wyjątkowe filmy. Po występach w popularnych widowiskach – serii o Indianie Jonesie czy w Gwiezdnych wojnach – Ford zapragnął najwyraźniej występu w kinie nieco bardziej przyziemnym, dotykającym ludzkich dramatów. W Świadku z 1985 Weir założył na głowę Forda kapelusz amisza, by ten ochraniał małego chłopca przed mordercami. Choć to świetna rola, to jednak bardziej urzekł mnie owoc późniejszej o rok współpracy aktora z reżyserem. W Wybrzeżu Moskitów, filmie nakręconym według powieści Paula Theroux, Ford wciela się w postać ekscentrycznego ojca rodziny, który w celu zrestartowania życia zabiera swoją rodzinę do Ameryki Południowej, by zamieszkać z dala od cywilizacji. Decyzja ta podyktowana jest frustracją, jaka narosła w bohaterze po obserwacji zasad, na jakich funkcjonuje współczesny świat, pełen brutalnej polityki, obłudy i żądzy pieniądza. W takich warunkach powrót do natury wydaje się Alliemu Foxowi konieczny do zachowania higieny umysłu i ducha. Wybuchowy, bezkompromisowy, zawzięty bohater to w wykonaniu Forda postać, która ujmuje przede wszystkim odwagą w dążeniu do uzdrowienia życia swego i innych oraz odnalezienia w nim sensu.

Frantic (1988), reż. Roman Polański

jako dr Richard Walker

Może niewielu dziś o tym pamięta, ale Harrison Ford ma na swoim koncie rolę u naszego krajana, Romana Polańskiego. Choć Frantic nie jest filmem, który znalazłby się w piątce największych dzieł polskiego reżysera, to jednak zdecydowanie warto zwrócić na niego uwagę. Raz, że oparty jest na rzetelnym scenariuszu, który powoli, acz skrupulatnie odkrywa przed widzami karty wielkiej, niepokojącej tajemnicy. Dwa, że jest też bardzo przyzwoicie zagrany. Harrison Ford wciela się w rolę amerykańskiego kardiochirurga, którego żona podczas wspólnego pobytu w Paryżu znika bez śladu. W tym wypadku kluczowe było wiarygodne oddanie drzemiącego w bohaterze uczucia zakłopotania oraz determinacji w poszukiwaniu bliskiej osoby. To się, rzecz jasna, Fordowi udało. Bardzo solidna, wyrównana kreacja. Tak jak i zresztą sam film.

Uznany za niewinnego (1990), reż. Alan J. Pakula

jako Rozat „Rusty” Sabich

To przykład roli, której wartość nie byłaby tak wysoka, gdyby nie świetny scenariusz, dający jej odpowiedni grunt do rozbłysku. Historia prokuratora niesłusznie oskarżonego o morderstwo swej byłej asystentki (i kochanki zarazem) wciąga od pierwszych minut seansu. To jeden z ciekawszych dramatów sądowych, jakie pamiętam, gdyż w tym wypadku bohaterem, o którego losie ma zadecydować sąd, jest człowiek, który zwykle sam głosił sądy. Czy Temida będzie dla niego łaskawa? Tak naprawdę do końca seansu nie można być pewnym tego, jaki obrót przybiorą sprawy, co jeszcze bardziej angażuje widza. Rusty Sabich to w wykonaniu Harrisona Forda postać bardzo niejednoznaczna, ale też wyjątkowo ludzka. Za posągową figurą prokuratora i przykładnego ojca rodziny bardzo umiejętnie schowany został grzech małżeńskiej zdrady. Ford jest nieco zdystansowany i powściągliwy, jakby przygniatał go ciężar nieudanego romansu oraz wiszących nad nim ciężkich oskarżeń. Jest to jednak postać, która ani na moment nie odwraca się od widza plecami i która odważnie stawia czoła przeżywanemu dramatowi. Bierze także udział w nadaniu historii niezbędnej puenty dzięki słyszanemu na początku i w finale komentarzowi z offu. Z reżyserem Alanem J. Pakulą Ford współpracował jeszcze raz w 1997 za sprawą filmu Zdrada, gdzie stworzył równie przyzwoitą, dramatyczną kreację.

Odnaleźć siebie (1991), reż. Mike Nichols

jako Henry Turner


Jedną z wyjątkowych cech aktorstwa Harrisona Forda jest to, że bez względu na ciężar dramatyczny roli, z jaką się mierzy, zawsze podchodzi do niej z nieskrywaną, typową dla siebie swobodą. Między innymi za to właśnie go uwielbiam. Rolę mężczyzny, który na skutek postrzału traci pamięć i trafia sparaliżowany na wózek inwalidzki, bardzo łatwo jest zepsuć. Bo można przecież pójść drogą przesadnej ekspresji, obliczonej na wywołanie w widzu współczucia i łez. Co robi jednak Ford? Gra w charakterystyczny dla siebie sposób – bardzo naturalnie, niewymuszenie, ale też wyjątkowo precyzyjnie. Da się wyczuć, że w środku tego spokojnego ducha aż kotłuje się od emocji, tak jak w niepozornej scenie, w której Henry nie jest gotowy do powrotu do domu, ponieważ ma tam trafić pod opiekę osób, których w ogóle nie zna. Możliwe jednak, że to właśnie dzięki tej mało krzykliwej ekspresji los Henry’ego Turnera jest tak bardzo przejmujący. Kto jak kto, ale Mike Nichols ma rękę do dramatów będących blisko widza, zdolnych do chwycenia za serce. Ford zdołał to wykorzystać.

Co kryje prawda (2000), reż. Robert Zemeckis

jako Norman Spencer

(Uwaga – opis zdradza istotny element fabuły)

Kariera Harrisona Forda składa się z samych pozytywnych bohaterów. Może nie wszyscy są szlachetni, może nie wszyscy są bez grzechu, ale za to wszyscy stoją po właściwej stronie mocy. Można także uznać, że Harrison Ford ma swoją ulubioną konwencję, w której lubi rozpościerać skrzydła, a jest nią kino sensacyjne. W 2000 roku aktor zdecydował się jednak na radykalną odmianę. Nie dość, że występ u Roberta Zemeckisa był pierwszym w karierze Forda występem w horrorze, to jeszcze w dodatku przypadła mu – równie inicjacyjna – rola czarnego charakteru. Obrót spraw w tej intrygującej historii małżeństwa zamieszkującego w domku nad jeziorem jest bowiem taki, że winę za nawiedzenie domostwa przez ducha zmarłej dziewczyny ponosi Norman Spencer, mąż głównej bohaterki. Sprawnie zrealizowany film, stanowiący swego rodzaju hołd dla twórczości Alfreda Hitchcocka, jest także jednym z oryginalniejszych filmów w dorobku Harrisona Forda. Z podwójną rolą przykładnego męża i bezwzględnego kochanka poradził sobie znakomicie, zwłaszcza że przez większość seansu zwodzi on zarówno swą żonę, jak i widza, skutecznie ukrywając brud na swych rękach.

Paradoks Normana Spencera polega jednak na tym, że wskutek przyzwyczajenia do prawości postaci granych przez Forda podświadomie staramy się usprawiedliwiać poczynania również tego bohatera. Tak jakbyśmy nie mogli uzmysłowić sobie, że Harrison Ford także może upaść. Na szczęście jego kariera aktorska od tych upadków jest wolna.

Ostatnio dodane