Connect with us

Publicystyka filmowa

Ranking WSZYSTKICH produkcji piątej fazy KINOWEGO UNIWERSUM MARVELA

Od trzeciego „Ant-Mana” po „Ironheart”.

Published

on

Ranking WSZYSTKICH produkcji piątej fazy KINOWEGO UNIWERSUM MARVELA

Wraz z Ironheart dobiegła końca tzw. piąta faza rozwoju Kinowego Uniwersum Marvela. Był to okres wejścia na pełnej w wątki multiwersum, wyjścia poza główną linię tego świata, triumfalnego dołączenia do MCU Deadpoola oraz też… największych wtop w historii marki.

Zapraszam do mojego subiektywnego rankingu wszystkich tytułów piątej fazy.

Advertisement

Miejsce 14. „Ant-Man i Osa: Kwantomania”

Produkcja, która otworzyła piątą fazę uniwersum Marvela, nie nastawiała pozytywnie. Trzeci Ant-Man to zdecydowanie najgorszy film w historii MCU. Nie działa tutaj absolutnie nic. Ani pretekstowa fabuła, ani pozbawione krzty kreatywności budowanie świata, ani znudzeni protagoniści (Osa jest postacią TYTUŁOWĄ, a mówi w całym filmie kilka zdań), ani odrzucający antagoniści, ani już na pewno okropna strona wizualna. Koszmar, o którym trzeba zapomnieć.

Miejsce 13. „Tajna inwazja”

Niestety nie lepiej było z otwarciem małoekranowym. Tajna inwazja, sześcioodcinkowy serial z Disney+, miał być wielkim wydarzeniem tego uniwersum, dzisiaj jest chyba najbardziej zapomnianym jego tytułem. Nikt nigdy do niego nie nawiązuje, a nawet główni bohaterowie tego koszmarka zdają się nie pamiętać, że brali udział w jego wydarzeniach (patrz: Nick Fury w Marvels). Randomowa postać Emilia Clarke posiadająca wszystkie moce (!) Avengers też raczej nie wróci w kolejnych odsłonach marki.

Advertisement

Miejsce 12. „Loki” (sezon 2)

Zdaję sobie sprawę, że serial o niepokornym bracie Thora ma wielu fanów, ale ja nie jestem jednym z nich. Uważam, że poza ciekawą muzyką serial opiera się głównie na klimacie retro science fiction oraz sympatii widzów do postaci Toma Hiddlestona (w drugim sezonie Lokiego grającego na nieznośnym, przepraszam, autopilocie) i ukrywa tym samym fabularną miałkość i niepotrzebny powrót do Lokiego, którego historia sprawnie domknęła się w filmach z pierwszej sagi Marvela.

Miejsce 11. „Ironheart”

Ironheart próbuje mamić nas paczką dających się polubić bohaterów, dobrze działającym klimatem Chicago i udanymi wyborami muzycznymi, ale ostatecznie pozostaje kolejną produkcją Marvela, która nie powstała dlatego, że ktoś chciał opowiedzieć tę historię, lecz dlatego, że ta historia musiała być zgodnie z Excelem opowiedziana. Brakuje tu serca, a kuriozalny finał sprawia, że chciałbym szybko już o tej produkcji zapomnieć, bo wydaje się, że to kolejny otwarty wątek  (po np. Tajnej inwazji, Eternals czy czwartym Thorze), z którym Marvel zostawi nas na wieczne niedoczekanie.

Advertisement

Miejsce 10. „A gdyby…” (sezony 2–3)

Nigdy nie byłem fanem tego formatu. Trudno się w niego realnie zaangażować, bo nie wpływa na losy głównego uniwersum. Łatwo za to odnieść wrażenie, że twórcy nie wyciskają z możliwości za wielu ciekawych pomysłów. W dwóch ostatnich sezonach było podobnie, chociaż dało się znaleźć kilka ciekawych historii. Szczególnie wśród tych tworzących większą całość i skupionych na agentce Carter.

Miejsce 9. „Echo”

Niepotrzebny spin-off serialowego Hawkeye’a, który mocno miesza w komiksowym koncepcie tytułowej postaci oraz dość niezgrabnie prowadzi postać Kingpina. A przy tym całkiem uczciwa rozrywka, w którą można się zaangażować i którą potraktować można było jako zapychacz czasu w oczekiwaniu na pełnoprawny powrót Daredevila.

Advertisement

Miejsce 8. „Marvels”

Nie tak zły, jak chcieliby hejterzy, nie tak udany, jak… mógłby. Na Marvels studio wydało grube miliony, co nie tylko zupełnie się nie zwróciło, ale też czego na ekranie po prostu nie widać. Film ma feeling telewizyjnej produkcji młodzieżowej i dokładnie tak wygląda. Jest przy tym bardzo uczciwą rozrywką, opartą na grupie sympatycznych postaci i… kotów. Lubię ten film bardziej od Kapitan Marvel. Szkoda tylko zupełnie przezroczystego antagonisty.

Miejsce 7. „Spider-Man: Przyjazny pająk z sąsiedztwa” (sezon 1)

Serial ma wszystko to, co ważne w tej mitologii: zwykłego chłopaka w centrum uwagi, próbę radzenia sobie z przytłaczającymi obowiązkami, wchodzenie w dorosłość, wybieranie własnej ścieżki i zrozumienie, że wielka siła to wielka odpowiedzialność. A przy tym jest to produkcja absolutnie ujmująca stroną wizualną, która stylizowana jest na retro komiks i cieszy dynamiką, budową kadrów, kolorami, nienachalnym ziarnem. Szkoda tylko, że jest tak nieznośnie wtórny względem tak Spider-Manów z Tomem Hollandem, co generalnie postaci Człowieka-Pająka.

Advertisement

Miejsce 6. „Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat”

Pierwszy „zgniły” odcinek przygód Kapitana Ameryki. Jasne, nie ma tu nic na miarę trzech filmów o Stevie Rogersie, ale w moim odczuciu Sam Wilson sprawnie przejmuje po nim pałeczkę (a właściwie tarczę), cały film stanowi zaś sprawny thriller szpiegowsko-polityczny, który wciąga, angażuje, cieszy scenami akcji i obecnością na wielkim ekranie legendy kina rozrywkowego – Harrisona Forda. A na niepewną reżyserię i kiepskich antagonistów jestem w stanie przymknąć oko. Chętnie zobaczyłbym kolejną odsłonę przygód nowego Kapitana.

Miejsce 5. „Daredevil: Odrodzenie” (sezon 1)

Jeden z najbardziej oczekiwanych projektów Marvela ostatnich lat okazał się istnym potworem Frankensteina, bo ze względu na produkcyjne perturbacje finalnie obejrzeliśmy dwie wizje sklejone w jedną. Widać to w nieeleganckim potraktowaniu postaci Foggy’ego i Karen czy w braku jasnego przewodniego motywu fabularnego, co serial nadrabia świetnie oddanym klimatem oryginalnego serialu, udanie wprowadzonymi nowymi bohaterami, przy skupieniu na Murdocku i Fisku. Cieszy też, że twórcy wyraźnie sięgnęli po inspiracje nowymi komiksami o Daredevilu, nie zatrzymując się na runie Franka Millera. Daję mocny kredyt zaufania na drugi sezon, który powstawać będzie już po bożemu.

Advertisement

Miejsce 4. „To zawsze Agatha”

Jedna z największych niespodzianek tej fazy. Bo przed premierą pewien byłem, że To zawsze Agatha okaże się niepotrzebnym zapychaczem bazującym na sukcesie WandaVision. Dzisiaj wiem, że to jeden z najciekawszych seriali tego uniwersum. Zgrabnie bawiący się konwencją, sprytnie wodzący za nos widza, doskonale rozwijający wątki wspomnianego wyżej serialu o Wandzie Maximoff, a przy tym wprowadzający postaci i motywy, które chętnie widziałbym w kolejnych produkcjach Marvela, również tych kinowych.

Miejsce 3. „Strażnicy Galaktyki: Volume 3”

Pożegnanie Jamesa Gunna z uniwersum Marvela nie mogło być lepsze. Finałowy film o Strażnikach Galaktyki daje nam wszystko to, za co pokochaliśmy te produkcje: miks skrajnych emocji, dużo absurdalnego humoru, galerię niezwykłych postaci, pomysłowe sekwencje akcji oraz niezapomniany soundtrack. Tym razem dodatkowo jest to mocny i bolesny, ale też piękny manifest pro zwierzęcy. Wartościowa, bardzo dobra produkcja.

Advertisement

Miejsce 2. „Thunderbolts*”

Kolejne pozytywne zaskoczenie! Marvel, który bawi, ale nie przytłacza humorem, intryguje opowiadaną historią, ale nie wymaga znajomości blisko 35. innych tytułów, daje pełną radość scenami akcji, a nie zmusza do oglądania CGI-owej papki, angażuje świetnie napisanymi bohaterami, a nie jest tylko przypadkowym festiwalem gościnnych występów. Wszystko to dostaliśmy w Thunderbolts*, które – poza wszystkim powyżej – mają też własny charakter, swój morał i jakość produkcji na poziomie rzadko obecnym w Marvel Studios. Wielkie brawa za rozważne poruszenie wątku zdrowia psychicznego!

Miejsce 1. „Deadpool & Wolverine”

Największy hit MCU ostatnich lat i jedyny film piątej fazy, który przyjęty został równie ciepło co „stary” Marvel. Wiele mogło się w Deadpoolu & Wolverinie nie udać – od wciągnięcia Wade’a Wilsona do uniwersum, przez oddanie ducha poprzednich części, aż w końcu do zmartwychwstania Hughjackmanowego Logana – na szczęście udało się wszystko, i to z nawiązką. Film Shawna Levy’ego to z jednej strony przezabawny, satysfakcjonujący rollercoaster dla fanów starszych ekranizacji komiksów Marvela, z drugiej emocjonujący buddy movie o dwóch przegrywach, którzy chcą udowodnić światu, że jeszcze na coś ich stać.

Advertisement

Wychowany na filmach takich jak "Batman" Burtona, "RoboCop" Verhoevena i "Komando" Lestera. Pasjonat kina superbohaterskiego, ale także twórczości Davida Lyncha, Luki Guadagnino czy Martina McDonagh.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *