Connect with us

Publicystyka filmowa

Potencjalne FINANSOWE KLAPY 2019, czyli co polegnie w boju?

FINANSOWE KLAPY 2019 to przewodnik po filmowych rozczarowaniach. Zobacz, które produkcje mogą utopić swoje budżety!

Published

on

Potencjalne FINANSOWE KLAPY 2019, czyli co polegnie w boju?

Rok 2019 dopiero się zaczął, ale jak niemal co roku można wyczuć, które tytuły utopią zainwestowane w nie pieniądze, a które wręcz przeciwnie. Dlatego niniejszy tekst nie jest dogłębną analizą statystyk finansowych, ale raczej swoistą zabawą, w której całkowicie obiektywnie przyglądam się potencjalnym wtopom najbliższych dwunastu miesięcy. W komentarzach możecie się zgadzać lub nie albo też dzielić się własnymi prognozami.

Advertisement

Diablo. Wyścig o wszystko

Premiera: 18 stycznia

Na początek polskie podwórko i rodzima odpowiedź na Szybkich i wściekłych (których spin-off też wjedzie na ekrany w tym roku i również nie zapowiada się na to, aby rozbił bank). Nasza publiczność potrafi być co prawda nieprzewidywalna, ale czy pójdzie tłumnie na film spóźniony o dobrą dekadę i w dodatku taki, który wszelkimi materiałami promocyjnymi raczej odstrasza, niż zachęca? Biorąc pod uwagę, że już ostatni przebój Patryka Vegi się nie sprzedał, to nie nastawiałbym się na zbyt duże zyski. Inna sprawa, że w tym wypadku nie wiadomo, ile dokładnie film kosztował (chyba niezbyt dużo), więc to wróżenie z fusów. Konkurencję ma jednak zbyt dużą, żeby nastawiać się na sukces – niezależnie od jakości samego dzieła.

Advertisement

Alita: Battle Angel

Premiera: 14 lutego

Kosztujące 200 milionów dziełko przez lata rodziło się w dużych bólach, zmieniając po drodze reżysera i ostatecznie także datę premiery (początkowo miał ukazać się w grudniu 2018), co już zapala kilka lampek ostrzegawczych naraz. Nie pomaga mu też fakt, że wygląda strasznie sztucznie – i to w tym złym znaczeniu słowa – kiczowato i dziecinnie, a dotychczasowe zwiastuny właściwie ujawniły całą fabułę. Ta także zdaje się kolejnym do cna przewidywalnym projektem, niezbyt oddającym specyficzny klimat oraz ducha oryginału. Oczywiście jest to na tyle głośny tytuł, że trochę na światowym rynku zdoła uciułać.

Advertisement

Lecz stając w szranki z trzecią częścią Jak wytresować smoka i sequelem Lego: Przygody, stoi raczej na z góry straconej pozycji i jego porażka nie będzie wielką niespodzianką.

Hellboy

Premiera: 12 kwietnia

Advertisement

Jeszcze jedna adaptacja komiksu Mike’a Mignoli oraz próba rebootu postaci cierpi na dokładnie te same mankamenty co poprzednia pozycja, wliczając w to opóźnioną premierę (miał wystartować w styczniu br.). Zapowiadany jako mroczniejszy i bardziej dorosły od filmów Guillermo del Toro, jak na razie wygląda… niemal tak samo pod względem formy i atmosfery. Słowem: nie motywuje do wydania na niego pieniędzy. Ponoć kosztował jednak mniej od nich, w czym można upatrywać jego jedynej nadziei na solidną sprzedaż. Niestety z jakichś względów film wciśnięto pomiędzy aktorską wersję Dumbo oraz dwie odsłony bardziej przyjaznych widowni superbohaterów: Shazam! i wyczekiwany finał Avengers, że o innych premierach nie wspomnę. Przypuszczalnie Hellboy w kinach jest zatem spalony.

Godzilla: Król potworów

Premiera: 31 maja

Advertisement

Sequel filmu sprzed czterech lat i już 35. tytuł w długiej litanii produkcji z rzeczonym królem potworów. Wydano na niego niemal dokładnie połowę tego, ile poprzednia Godzilla zarobiła, czyli aż 210 melonów (do czego doliczyć trzeba jeszcze monstrualne koszty promocji). Biorąc pod uwagę, że tamten film cieszył się mieszanym odbiorem, a i hitem był dość umiarkowanym, jego następca musi się postarać już znacznie bardziej. I choć nie ulega wątpliwości, że będzie to jedna z największych premier majowych, to Disneyowski Aladyn i trzecia odsłona przygód Johna Wicka mogą sprawić, że Godzilla numer dwa zejdzie z repertuaru w takiej samej kondycji, w której na niego trafi: głodna i wkurzona.

X-Men: Mroczna Phoenix

Premiera: 7 czerwca

Advertisement

Zaledwie tydzień później do kin zawita prawdopodobnie kolejny duży niewypał. Od czego by tu zacząć? Kosmicznie wysoki budżet (180-210 milionów $), kontynuacja kiepsko przyjętego Apocalypse, brak pomysłu na przygody mutantów w ogóle, nieprzekonujący marketing, raz jeszcze przesunięcie premiery i ogólne problemy z wcieleniem tego pomysłu w życie.

No i wspomniana już konkurencja, która na pewno spowoduje, że X-Menom trudno będzie powalczyć w box offisie o poważniejsze pieniądze i tym samym przywrócić wiarę w kulejącą markę. Znamienne zresztą, że parę miesięcy później startują też w jej ramach, acz nie pod jej szyldem, Nowi mutanci, którzy mimo o połowę mniejszego budżetu (75-90 milionów) mogą wypaść równie blado.

Advertisement

Men in Black: International

Premiera: 14 czerwca

Faceci w czerni bez Willa Smitha? Już sama ta świadomość nie nastawia zbytnim optymizmem co do sukcesu kolejnej odnogi serii. Ta przypomina sinusoidę, wedle której parzyste części są tymi gorszymi, także finansowo. Zwiastuny zdają się potwierdzać ten fakt, ponieważ MIB: International (co za koszmarny tytuł!) w niczym nie przypomina blockbustera za blisko 200 baniek. Mało tego! W niczym nie przypomina także filmu, który miałby do zaoferowania cokolwiek ciekawego w temacie. Stylistycznie wydaje się wręcz klonem porażki o tytule R.I.P.D. Agenci z zaświatów, którzy sami w sobie byli już mocno nieświeży. Nie grzeją tutaj gwiazdy, fabuła, wizja i w ogóle trudno czuć ekscytację zbliżającą się premierą. Cały cykl nigdy nie miał też takiej renomy, żeby w tym wypadku móc liczyć na przykład na Chiny.

Advertisement

Artemis Fowl

Premiera: 7 sierpnia

Moda na młodzieżowe produkcje z pogranicza fantastyki i baśni będące adaptacjami popularnych książek wydaje się nie przemijać. Artemis Fowl to taki swoisty Harry Potter, tylko podany w bardziej prześmiewczym, parodystycznym tonie. I wydaje się, że czas na jego ekranizację był idealny właśnie w latach świetności kinowych Potterów. Teraz, osiemnaście lat po premierze pierwszej książki, wydawanie na produkcję 160 milionów dolarów jest ruchem tyleż odważnym, co wielce ryzykownym.

Advertisement

Tutaj jedynie data premiery pozostaje w miarę przemyślaną decyzją, bo Artemisowi… zdaje się zagrażać tylko… on sam i jego zupełny brak świeżości oraz własnego stylu. Czasem tyle jednak wystarczy, by zatonąć.

Playmobil: The Movie

Premiera: 9 sierpnia

Advertisement

O klockach Playmobil mówi się, że to Lego dla biednych. Coś w tym jest, są bowiem bardziej nieporęczne i mniej zgrabne od duńskiego oryginału, któremu bezskutecznie od lat próbują deptać po piętach. Teraz wkraczają na scenę z nową wersją reklamy – filmu dla dzieci za 75 milionów dolarów. I już teraz można się pokusić o przewidzenie efektu tej zagrywki – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że pierwsza taka próba miała miejsce dekadę temu, wprost na DVD, i nikt już o niej nie pamięta. Jasne, to nie jest duża suma. Wystarczy, że część osób autentycznie pomyli jedną markę z drugą i film dobije do 150 baniek, żeby wyjść na zero. O ile, rzecz jasna, pozwolą mu na to wchodzące do kin tego samego dnia Angry Birds 2. Na sukces nie ma tu jednak miejsca.

Terminator 6

Premiera: 1 listopada

Advertisement

Saga Elektronicznego mordercy doszła już chyba do punktu krytycznego i zarazem wyjścia. Prawa wróciły do Camerona, on do Sary Connor, a starzy aktorzy do ról sprzed ponad dwudziestu lat. Do tego oficjalnie postanowiono odciąć się od poprzednich koszmarków powstałych pod tym znakiem. Brzmi optymistycznie. A jednak pozytywnie nie nastrajają ani dotychczasowa promocja (względnie jej brak), ani fakt, że film dotąd nie ma tytułu czy nawet zarysu fabuły. Ponoć ma za to budżet sięgający aż 255 milionów.

Czyli musiałby osiągnąć przychód znacząco przewyższający dokonanie słynnego T2, którego historię ma kontynuować (a było to ponad 520 milionów, w tym część z projekcji 3D). Cóż, o ile po drodze nie stanie się cud, to producenci już mogą szykować mu trumnę – na pierwszego listopada będzie, jak znalazł.

Advertisement

Aniołki Charliego

Premiera: 1 listopada

Ciekawe, że tego samego dnia do kin trafia jeszcze jeden rebucik skazany na szybką śmierć. I przy okazji kolejna pozycja na liście o nieznanym budżecie (raczej będzie to jednak mniej niż sto milionów). Jedynie niewielkie pieniądze stojące za projektem mogą go uratować, przynajmniej minimalnie. Bo patrząc na kontrowersyjną, w większości anonimową obsadę (z polskim akcentem, dodajmy), generalnie niepowalające na ziemię wyniki finansowe poprzednich filmów o Aniołkach (wypełnione przecież nazwiskami o wiele większego kalibru) czy w końcu zakończoną fiaskiem telewizyjną próbę ożywienia dawnej magii przed kilkoma laty, to naprawdę trudno zrozumieć decyzję o pakowaniu kasy w jeszcze jedne przygody tria uroczych detektywek, którymi świat najwyraźniej nie jest zainteresowany.

Advertisement

Zew krwi

Premiera: 25 grudnia

Fotka poglądowa.

Zapewne nie wiedzieliście, że w ogóle powstaje n-ta z rzędu ekranizacja powieści Jacka Londona – tym razem animowana komputerowo, w stylu nadchodzącego dubla Króla Lwa. Za kamerą twórca m.in. nadmienionego wcześniej Jak wytresować smoka.

Na liście płac Harrison Ford, Dan Stevens i Karen Gillan. A na liczniku, jak na razie, 82 miliony martwych prezydentów USA. Wśród innych premier grudnia znalazły się takie hity jak Jumanji 3, Gwiezdne wojny IX, kolejne Małe kobietki i – w teorii – nowa wersja Władców wszechświata (którym też mocno pod górkę). Zatem dużych szans na zebranie odpowiedniej kwoty w kinowych kasach specjalnie nie ma – i to nawet pomimo świątecznego okresu. Nie zdziwiłbym się zresztą, gdyby w międzyczasie film przeniesiono na inną datę. Ale czy to mu jakoś pomoże? Kokosów raczej i tak nie zbierze. Za to wtopić może konkretnie.

Advertisement

Piłsudski

Premiera: 8 listopada

Zaczęliśmy od polskiego filmu, to i polskim filmem kończymy, tym razem jednak o wiele bardziej ambitnym i niewyskakującym jak królik z kapelusza. O tym projekcie mówi się wszak od ładnych paru lat. Wygląda on też jak na razie całkiem nieźle, przynajmniej w teorii. Polska nie jest jednak już dawno krajem etosów narodowych, na które zagania się całe szkoły. A Piłsudski również nie podpada raczej pod definicję postaci magnetyzującej miliony obywateli, zwłaszcza młodszych – niezależnie od stojącej za nim twarzy Borysa Szyca. Nie jest to co prawda nierealna inwestycja, ale uważam, że łatwo nie będzie o zwrot tych 14 milionów złotych, które poszły na produkcję. W końcu dopiero co o wiele bardziej lotne filmy o polskich bohaterach poległy w starciu z rzeczywistością (i nietrafionym marketingiem). A przecież one nie musiały walczyć o uwagę z Krainą Lodu II, która także zawita do kin w listopadzie, bynajmniej nie ku chwale ojczyzny. ..

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *