Connect with us

Publicystyka filmowa

5 najbardziej ROZCZAROWUJĄCYCH filmów SCIENCE FICTION 2019 roku

ROZCZAROWUJĄCY FILM SCIENCE FICTION 2019 roku przynosi zawód, gdy wielkie nadzieje zderzają się z filmowymi klapami. Odkryj najgorsze!

Published

on

Sumując dobre i złe rzeczy, jakie przytrafiły się gatunkowi science fiction w ciągu roku 2019, postanowiłem podzielić moje spostrzeżenia na dwa artykuły. Pierwszy przytoczy zatem tytuły filmów, które okazały się dla mnie wyjątkowo rozczarowującym doświadczeniem pomimo sporych oczekiwań wynikających z rangi projektu oraz nierzadko wielu pozytywnych opinii płynących zza oceanu. Pod uwagę brałem głównie filmy, które miały polską premierę w 2019 roku, czy to w kinie, czy to na DVD. Co dołożylibyście do tej listy? Podzielcie się swoimi typami w komentarzach.

Advertisement

Replikanci

Byłem naiwny. Sądziłem, że powracający do formy Keanu Reeves nauczył się nieco lepiej dobierać scenariusze. Liczyłem, że aktor występujący niegdyś w Johnnym Mnemonicu i serii Matrix ma nosa do kina SF, przez co bez większych obaw mogę podejść do Replikantów, kolejnego cyberpunkowego tytułu na liście dokonań Reevesa. Myliłem się. Replikanci nie nadają się nawet na seans naznaczony dozą dystansu. Śmiertelna powaga idzie w parze ze śmiertelną głupotą, przez co cały pomysł wyjściowy, będący kolejną trawestacją mitu Frankensteina, brzmi jak nieśmieszny żart. Obraz marności pieczętują koślawe efekty specjalne. Najgorsze jest jednak to, że mój idol, Keanu, tworzy tu jedną z gorszych kreacji nie tylko ostatnich lat, ale chyba nawet w ogóle w swojej karierze.

Kompletnie nie potrafi oddać dramatu przeżywanych przez postać dylematów moralnych i dziw mnie bierze na myśl, że tak marne aktorstwo mogło przejść fazę montażu. Zasłużona, dość znacząca finansowa klapa.

Advertisement

Terminator: Mroczne przeznaczenie

Ile to się mówiło o tym filmie przed premierą. Że Cameron po powrocie do marki jako producent w końcu tchnie w serię żywego ducha. Że Tim Miller na stołku reżyserskim znowu pokaże wszystkim, jak duże ma jaja. Arnold Schwarzenegger i Linda Hamilton wrócili do ról – kolejny pretekst, by pompować balonik oczekiwań. I co z tego wyszło? Wielkie nic.

Co prawda, będę ostatnim, który zawiesi na Mrocznym przeznaczeniu psy, nazywając go najgorszą odsłoną serii – nie, aż tak źle nie jest. Szósta część odznacza się całkiem dobrą stylistyką i sympatycznym aktorstwem. W ogólnym rozrachunku nie jest jednak niczym więcej niż tym, czym zaczęła pachnieć po ukazaniu się pierwszego zwiastuna – kolejnym, wtórnym do bólu odcinaniem kuponów od marki. Narzekacie na indolencję twórców nowych Gwiezdnych wojen? Mnie zastanawia, jak jedna ze słynniejszych serii SF w historii może (z jednym drobnym wyjątkiem) opierać się na tym samym schemacie fabularnym. Przecież to już nawet nie jest nudne.

Advertisement

Do zobaczenia wczoraj

Zachęcony bardzo wysokimi jak na produkcję Netflixa ocenami (do teraz na Rotten Tomatoes film ma 95 procent pozytywnych recenzji), podszedłem do filmu Do zobaczenia wczoraj z nadzieją doświadczenia niezobowiązującego, prostego, rozrywkowego SF traktującego o podróżach w czasie. Już pierwsze minuty filmu nastroiły mnie pozytywnie, gdy zobaczyłem wciąż będącego w dobrej formie Michaela J. Foxa, grającego w epizodzie nauczyciela dwójki bohaterów; aktor, jak się domyślam, miał swoim występem zasugerować, że film nawiązuje duchem do Powrotu do przyszłości.

Po seansie wiem już, że jest to porównanie przyczepione dalece na wyrost. Stosunkowo krótki, bo raptem półtoragodzinny film wymęczył mnie niemiłosiernie swym sztucznym luzactwem i wyjątkowo wymuszoną ckliwością. Doceniam zamierzenia – film w swym antyrasistowskim wydźwięku miał zapewne służyć czarnej społeczności jako komentarz do niesprawiedliwego traktowania ich przez policję. Ale poza chemią między głównymi bohaterami niewiele jest w tym filmie szczerości. Prościutkie jak drut motywy gatunkowe znalazły tu wyjątkowo marną, łopatologiczną otoczkę, nie dając przy tym ani frajdy, ani pozytywnego powera.

Advertisement

Alita: Battle Angel

Alita

Cameron po raz drugi. Kolejny projekt sygnowany nazwiskiem wielkiego wizjonera science fiction, na który wypada spuścić zasłonę milczenia. Nie pamiętam, jak dawno temu ogłoszono realizację Ality, będącej adaptacją japońskiej mangi, ale z pewnością przymierzano się do projektu przez lata.

Czas nie zagrał jednak na korzyść filmu. Co prawda, patrząc na oprawę wizualną, trudno się do czegoś doczepić (no, poza designem głównej bohaterki), bo efekty wyglądają miejscami powalająco. Jednakże fabuła filmu nie posiada w sobie niczego, za czym chciałoby się podążać przez bite dwie godziny. Alita to typowy popcornowy przeciętniak, produkt masowy, skąpany w schematach, uproszczeniach i do przesady zużytych przesłaniach. Zero odwagi twórczej i tyleż satysfakcji z seansu dla wyrobionych sympatyków gatunku. Zbyt wiele tu dziecinady, za mało brutalnej prawdy o cyberpunkowej przyszłości, która nas czeka.

Advertisement

Ad Astra

Zdecydowanie największe rozczarowanie tego roku. Science fiction nigdy wcześniej nie było tak wielkie i małe jednocześnie. Ad Astra to film wielu sprzeczności. Brad Pitt w końcu zaprezentował swoje umiejętności w nieco innym repertuarze, idealnie dopasowując smutek swego spojrzenia do okoliczności, w których tkwi bohater. Fabuła z kolei nie zapowiadała niczego skomplikowanego (wynosząc wątek ojcowskich relacji do poziomu kosmosu), obiecując zarazem tajemnicę, zawieszoną niejako w próżni.

Jeśli przyjmiemy, że wizualnie filmowi również niczego nie brakuje, to w takim razie w czym tkwi jego problem? Otóż w narracji. Ad Astra to film boleśnie nudny. Zabił go już patetyczny tytuł, odsyłający do słownika łacińskich sentencji. Do gwiazd? Nie wiem jak wy, ale ja podczas seansu nie doleciałem nawet do otaczającej Ziemię atmosfery. Twórcy na każdym kroku sugerują, jakoby film miał ukazać nam prawdę objawioną, przy czym dostarcza jedynie samych wyświechtanych (także dla gatunku) oczywistości. Jedna z najbardziej przereklamowanych produkcji roku.

Advertisement

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *