search
REKLAMA
Zestawienie

Oryginalne FILMY NETFLIKSA, które ZAPRZEPAŚCIŁY swój potencjał

Krzysztof Nowak

27 lutego 2021

REKLAMA

Z roku na rok oryginalnych filmów Netfliksa powstaje coraz więcej i choć mnóstwo wśród nich produkcji, delikatnie mówiąc, kiepskich, to znajdziemy także prawdziwe perełki. Czasami zaś bywa, że pomysł na papierze wydaje się świetny, podczas gdy w praktyce wypada co najmniej rozczarowująco. W tym zestawieniu skupimy się na właśnie takich utworach – które na poziomie konceptu wyglądały na skazane na sukces, a z powodu podjętych na etapie realizacji decyzji ostatecznie nie osiągnęły pełnego potencjału. Sięgam przy tym zarówno po filmy nastawione na masową publikę, jak i te skierowane przede wszystkim do fanów kina niszowego, jako że w obu przypadkach równie łatwo o brzemienne w skutkach potknięcia.

Velvet Buzzsaw

Kontratak wykorzystywanej w celach komercyjnych sztuki? Jakkolwiek truistycznie to nie brzmi, nie jest to wcale zły punkt wyjścia dla horroru. Po pierwsze, daje ogromne pole do popisu w kwestii projektów potworów i innych straszydeł, jako że twórcy mogą sięgać po najróżniejsze style czy epoki i na ich podstawie tworzyć zapadające w pamięci kreatury. Po drugie, przy nastawieniu rozrywkowym może pójść w stronę satyry połączonej z czarną komedią i slasherem, dzięki czemu nie musimy oczekiwać od niego błyskotliwego spojrzenia na problem. I chyba tę drugą ścieżkę próbował obrać Dan Gilroy, tylko że jednocześnie nikt nie uświadomił mu, jakie banały przy tym wygłasza. Przez to zamiast jadowitego ukłucia wymierzonego w pretensjonalnych artystów otrzymujemy złośliwe szturchnięcie wymierzone przez pretensjonalnego artystę. Na dodatek kompletnie nieciekawe na poziomie wizualnym, gdyż malownicza przestrzeń galerii sztuki nie zostaje w pełni wykorzystana, a ukazane zgony postaci są po prostu mało kreatywne. Szkoda, w innej rzeczywistości to mógłby być świetny film rozrywkowy.

Pralnia

Pierwszym, co przyszło mi do głowy podczas oglądania Pralni, było: „Ktoś tu próbuje podrobić Adama McKaya”. Niezależnie od tego, czy pomysł na taką konwencję wyszedł od włodarzy Netfliksa, czy samego reżysera, wszelkie wykorzystywane w filmie triki na to wskazują – począwszy od przełamywania czwartej ściany przez ustanowionych odgórnie narratorów, przez dynamiczny montaż i pracę kamery, po próbę przedstawienia trudnego tematu w prosty sposób. I nie widzę w tym niczego złego, ustanowiony przy okazji Big Short styl jest chłonny i może być z powodzeniem wykorzystywany przez innych twórców, czego świetnym przykładem jest Brexit. Niestety Pralnia to jego najgorszy możliwy odprysk – nieśmieszny, na siłę, momentami tak żenujący, że aż zęby bolą (karykaturalne występy Gary’ego Oldmana i Antonio Banderasa do dzisiaj nawiedzają mnie w snach), na dodatek wypchany bezbarwnymi postaciami, które wypadają z głowy natychmiast po zakończeniu seansu, a czasami i w trakcie. Steven Soderbergh to nie jest zły reżyser, ale tutaj coś ewidentnie poszło nie tak.

Bez słowa

Do dzisiaj nie mogę przeboleć, jak bardzo Duncan Jones zaprzepaścił potencjał tego filmu. Możliwość przedstawienia poważnej cyberpunkowej rzeczywistości za pomocą intrygi kryminalnej to gotowy materiał na świetną opowieść, na co przykładów chyba nie muszę podawać. Na dodatek wizualnie produkcja wygląda bardzo dobrze nawet w obecnej formie. Może jest trochę zbyt kameralna, ale zapewne wynika to z ograniczeń budżetowych, których nie dało się przeskoczyć. Jednak ewidentną i chyba najważniejszą pomyłką jest główny bohater – powinien wcielić się w niego inny aktor. A jeśli nie można było uniknąć angażu Alexandra Skarsgårda, to postać powinna mówić. Otrzymaliśmy bowiem nieciekawego niemego protagonistę o wiecznie zbolałym wyrazie twarzy i tym samym spojrzeniu, przez co już na starcie trudno się zaangażować w przedstawioną historię. Mam nadzieję na dobre cyberpunkowe tytuły w przyszłości, gdyż Bez słowa na pewno do nich nie należy.

Bright

David Ayer specjalizuje się w brudnych policyjnych filmach sensacyjnych, takich jak Dzień próby czy Bogowie ulicy, stąd zupełnie nie dziwi mnie, że Bright jest dokładnie tym samym brudnym policyjnym filmem sensacyjnym. Nie dziwi, ale rozczarowuje, gdyż urban fantasy to ciekawy, a jednocześnie bardzo rzadko wykorzystywany w kinie gatunek i tutaj była szansa na zrobienie z nim czegoś interesującego. Jednak zamiast pobawienia się konceptem, wciśnięcia fantastycznych ras w nietypowe dla nich role, ustanowienia nieoczywistego status quo, dzięki czemu już na początku film przyciągnąłby naszą uwagę, otrzymujemy dość oczywiste szufladki. Orkowie są uciskani i mieszkają w biednych dzielnicach, elfy są eleganckie i chodzą w garniturach, ludzie są rasą dominującą, artefakty to po prostu zamiennik groźnej broni masowego rażenia i tak dalej. Pod względem kreatywności to prześlizgiwanie się po linii najmniejszego oporu. Także przedstawione postacie nie zapadają w pamięć, ponieważ są archetypami żywcem wyjętymi ze standardowego buddy cop film.

Avatar

Krzysztof Nowak

Kocha kino azjatyckie, szczególnie koreańskie, ale filmami zainteresował się dzięki amerykańskim blockbusterom i ma dla nich specjalne miejsce w swoim sercu. Wierzy, że kicz to najtrudniejsze reżyserskie narzędzie, więc ceni sobie pracę każdego, kto potrafi się nim posługiwać.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA