Publicystyka filmowa
Nie tylko „Artysta”. WSPÓŁCZESNE filmy NIEME
WSPÓŁCZESNE filmy NIEME to fascynująca podróż przez magię kina, łącząc humor i komentarz społeczny w nieznanych historiach.
Margarette’s Feast (2003)
Niezbyt znana komedia brazylijska w reżyserii Renato Falcão to historia niejakiego Pedro, który po stracie pracy natyka się na magiczną walizkę, zawsze pełną pieniędzy.
To odkrycie nakręca między innymi tytułową fiestę – imprezę urodzinową jego żony, Margarette. Pod pozornie typową dla niemego kina, lekką historyjką twórcy przemycają komentarz społeczny ówczesnej Brazylii. Pomaga im w tym wybór stylistyczny, który sprawia, że film staje się o wiele bardziej uniwersalnym dziełem, zgodnym z duchem dawnej X muzy.
Zew Cthulhu (2005)
Jak sam tytuł wskazuje, film Andrew Lemana jest adaptacją prozy H.P. Lovecrafta. Półamatorska produkcja utrzymana jest w konwencji niemieckiego ekspresjonizmu, a czerń i biel w połączeniu z brakiem głosu nadaje jej odpowiedniej umowności oraz swoistej bajkowości. Służy to materiałowi źródłowemu, przez lata będącym dla filmowców niełatwym orzechem do zgryzienia.
Jeszcze lepiej wpływa to na kreowaną atmosferę grozy i ogólnopojęty klimat całej opowieści. Ta w dodatku przybiera tutaj formę krótkiego metrażu. Umiar i konsekwencja są więc nieodzownymi plusami Zewu Cthulhu, który w innej formie mógłby się zwyczajnie nie sprawdzić.
Antena (2007)
Niecodzienny projekt Estebana Sapira nie jest tak do końca typowym filmem niemym, ale wpisuje się w jego zamierzenia. Nawiązująca stylem do – ponownie – niemieckiego ekspresjonizmu i czerpiąca garściami z kina noir historia prawi o mieście, którego mieszkańcy stracili głos. Porozumiewają się więc za pomocą gestów, którym towarzyszą też napisy – bliższe jednak komiksowemu odzwierciedleniu dźwięków niż informacjom na oddzielnych planszach, jakimi charakteryzuje się dawne kino. Nietypowa rzecz, nawet jeśli ostatecznie dość daleka od tytułów pokroju Artysty.
Dr. Plonk (2007)
Ponoć reżyser, Rolf de Heer, znalazł kiedyś w lodówce kilka metrów nietkniętych klisz filmowych. Tak narodził się w nim pomysł na niemy film – a konkretnie komedię w duchu Charliego Chaplina i Bustera Keatona. Mamy więc nieco szalonego, tytułowego naukowca, który przewiduje koniec świata w przeciągu najbliższych stu lat. I zamierza coś z tym zrobić… Technicznie rzecz biorąc, to również nie jest stuprocentowy film niemy. Przede wszystkim posiada wmontowaną w obraz ścieżkę dźwiękową, co jest naturalną koleją losu.
Poza tym powstał całkowicie za pomocą współczesnych środków, gdyż okazało się, że sięgnięcie po metody kręcenia z poprzedniej epoki jest zwyczajnie zbyt kosztowne i wielce problematyczne dla twórców borykających się z odwzorowaniem początków XX wieku oraz podróżami w czasie. Niemniej sprawdza się jako ukłon w stronę milczących ruchomych obrazów. Ciekawostka: jedną z ról gra tutaj Magda Szubanski, którą można pamiętać z sympatycznej Babe – świnki z klasą.
Sanguivorous aka Kyuketsu (2011)
Bliski pełnego metrażu, lecz nieprzekraczający godziny horror Naoki Yoshimoto. Rzecz o tyle ciekawa, że jego pokazom towarzyszył wykonywany na żywo podkład muzyczny w typowo japońskim stylu. Z oczywistych względów wydania DVD posiadają już bardziej klasyczny soundtrack, na którym sam reżyser przygrywa na pianinie – zachowuje więc tym samym do końca charakter dawnego kina niemego, które ilustrowali taperzy.
Poza tym to film grozy, więc przyjęta przez reżysera forma wyrazu łatwo przywołuje na myśl klasyki pokroju Nosferatu, nawet jeśli przez cały czas pozostaje bliska innym straszakom z Kraju Kwitnącej Wiśni.
Śnieżka (2012)
Pablo Berger proponuje nam niemą wariację klasycznej baśni braci Grimm. Przeniesiona do przedwojennej Hiszpanii, toczy się pośród karłów, korridy i cyrkowych elementów, choć pod względem intrygi pozostaje wierna oryginałowi. To połączenie owocuje piękną, łatwo dającą się lubić, niezwykle uroczą produkcją, która wyszła zaledwie w rok po Artyście i tym samym pozostała w jego cieniu. Pomysł Bergera, który zaczął swą pracę na długo przed oscarowym sukcesem filmu Michela Hazanaviciusa, sięga 2003 roku, zatem twórca przegrał tu przede wszystkim z czasem i w rezultacie konkurencja sprzątnęła mu sprzed nosa nie tylko wszystkie nagrody, ale też sam efekt zaskoczenia powrotem do korzeni opowiadania obrazem. Znamienne jednak, że żadna z tych produkcji nie przywróciła na salony niemego kina, pozostając skromną ciekawostką.
Return to Babylon (2013)
Alex Monty Canawati sięgnął po staroświecką formę i muzykę z lat 20. XX wieku, żeby dosłownie ożywić na dużym ekranie tamtą epokę. Jego film przygląda się jej największym gwiazdom – Rudolph Valentino, Gloria Swanson, Clara Bow, Lupe Vélez, Fatty Arbuckle i William Desmond Taylor grani są tu przez współczesną śmietankę aktorską w osobach: Jennifer Tilly, Marii Conchity Alonso, Tippi Hedren, Debi Mazar, Ione Skye czy Laury Harring.
Całość została nakręcona za pomocą kamery na korbkę, na dziewiętnastu rolkach taśmy 16 mm, które reżyser ponoć znalazł pewnego dnia na słynnym Hollywood Boulevard. Żeby było śmiesznej, promocję kosztującego dwa miliony dolarów filmu oparto o doniesienia, jakoby od samego początku projekt ten był… nawiedzony przez duchy tych, o których opowiada. Aktorzy dali się przekonać, widzowie już mniej i Return to Babylon szybko popadło w zapomnienie.
Silent Life (2020)
Najświeższy przykład, z którym właściwie… nie wiadomo, co się dzieje. Stworzony przez debiutanta Vlada Kozlova niezależny film z udziałem m.in. Isabelli Rossellini oraz matki słynnej Milli, Galiny Jovovich, ma swoje początki w roku 2006, kiedy to powstawał jako krótkometrażówka o tytule DayDreams of Rudolph Valentino. Jak łatwo się domyślić, fabuła oscyluje właśnie wokół tej ikony kina niemego. Osadzona w 1926 roku akcja kręcona była w prawdziwych historycznych lokacjach Hollywood, a sprzedawana jest jako „współczesne spojrzenie na klasyczne nieme kino, z mrocznym twistem”.
Trudno określić, ile w tym prawdy, bo prace nad filmem, zdaje się, nadal trwają (pierwotnie premierę zapowiadano na 2017 rok). Co ciekawe, Silent Life jest częściowo kolorowe, co ma za zadanie oddzielić filmową rzeczywistość od iluzji. Niema forma jest z kolei nie tylko hołdem dla początków kinematografii i sztuką dla sztuki, ale odzwierciedleniem codzienności reżysera – Kozlov przez dwadzieścia lat zmagał się bowiem z poważnymi zaburzeniami mowy.
Bonus:
Filmy Guya Maddina
Z pewnością prekursor w sięganiu po tę skostniałą formę wyrazu w nowym stuleciu. Począwszy od baletowej adaptacji klasyki horroru – Drakula: stronice z pamiętnika dziewicy (2002), przez podzielone na rozdziały minihistorie o wspólnej nazwie Tchórze przyklękają (2003), a na opus magnum w postaci Piętna na umyśle! (2006) skończywszy; filmy Maddina pozostają wierne opowiadaniu czarno-białym obrazem i gestykulacją.
Specyficzny styl reżysera, który łatwo odnaleźć także w jego „zwykłych” produkcjach, połączony z prostotą kina niezależnego, czyni z nich jednak coś zdecydowanie więcej niż prosty hołd dla klasyki. Zdecydowanie warto!

