Publicystyka filmowa
NAJGORZEJ wyglądające postaci w CGI
Patrząc na to zestawienie, sam się przekonałem, że jakość wizualna CGI nie zawsze jest zależna od czasów.
Patrząc na to zestawienie, sam się przekonałem, że jakość wizualna CGI (computer generated imagery) nie zawsze jest zależna od czasów, w których powstał dany tytuł. Najnowsze i przynajmniej kilkunastoletnie już filmy mogą cierpieć na tę samą przypadłość – złej jakości efekty specjalne dotyczące konstrukcji postaci ludzkich lub humanoidalnych, z jednym małym wyjątkiem. I to niezależnie od budżetu, co jest zupełnie niezrozumiałe. Jeszcze można zrozumieć problemy z CGI w trylogii Władca pierścieni, ale dzisiaj, w Marvelu, i to tak napompowanym nawiązaniami i rolami wychowawczymi produkcie, jakim jest She-Hulk? Poniżej zaledwie 10 przykładów, ale mam nadzieję, wziętych z takich filmów, które są oceniane przez publiczność jako ważne dla historii kina lub dla jakiejś pamiętanej z dzieciństwa opowieści. Czy złe CGI coś w takim razie zmienia? W bonusie polski wkład w legendarnie tandetne cyfrowe postaci.
She-Hulk, „She-Hulk”
Powiedzmy to sobie otwarcie, postać She-Hulk wygląda jak roboczo wyrenderowany szkic nałożony na obraz i przygotowany do dalszej postprodukcji. Niestety nic takiego nie nastąpiło i film trafił w takim stanie do odbiorców. Postać She-Hulk porusza się jak postać animowana w czasie rzeczywistym w grze komputerowej. Jej włosy pracują zupełnie niezgodnie z prawami fizyki, jakby ziemska siła ciężkości nie wynosiła 9,81 m/s2, a bardziej przypominała tę na Marsie, czyli 3,711 m/s2. Mimika She-Hulk przypomina robota, a nie człowieka, co w zestawieniu z całkiem dobrze przygotowaną twarzą Hulka wydaje się jeszcze bardziej dziwne.
Może to przez zarost? A może przyzwyczailiśmy się do niego już tak bardzo, że wprowadzenie nowej postaci z zieloną skórą zwróciło naszą uwagę na pewne zatarte wcześniej detale? Ludzką twarz znamy bardzo dobrze. Od urodzenia uczymy się rozpoznawać układy składających się na nią 70 mięśni, co daje nam informacje o czyichś emocjach. Dlatego tak trudno ją animować i zawsze rozpoznamy nienaturalność.
Jar Jar Bings, „Gwiezdne wojny: Mroczne widmo”
Z animacją tej postaci jest podobna sytuacja co z Sy Snootles, z tym że wokalistka Max Rebo Band pojawia się zaledwie na chwilę, natomiast Jar Jar Bings jest postacią bardzo ważną dla historii. Rozumiem, że twórcy starali się wyrazić ruchami jego postaci energię skrywającą się w jego osobowości – energię pozytywną. W rzeczywistości wyszedł im charakter niesamowicie denerwujący, nienaturalnie wchodzący w relacje z żywymi aktorami – którzy wielokrotnie nieudolnie udawali, że na niego patrzą – oraz nazbyt krzykliwy. Być może w tamtych czasach zrobiono wszystko, co było można, żeby tchnąć w Bingsa osobowość. Szkoda, że zrobiono z niego tak kompulsywną istotę.
Król Skorpion, „Król Skorpion”
Tę scenę wejścia Skorpiona musiałem umieścić, bo jest on chyba najbardziej znanym przykładem CGI najgorszej jakości. To jest niemal poziom smoka z polskiego Wiedźmina. Niemal, bo jednak wykorzystane tekstury są w wyższej rozdzielczości. Natomiast jeśli chodzi o twarz Dwayne’a Johnsona, którą wszyscy doskonale znamy, to przypomina ona grafikę z bądź co bądź legendarnej serii gier RPG pt. Gothic, ale jednak gier. W filmie fabularnym taka sytuacja nie powinna się wydarzyć.
Max Rebo Band, „Gwiezdne wojny: Powrót Jedi”
Zdaję sobie sprawę, że są to istoty nie z naszej planety i mogą wykazywać zupełnie inne cechy poruszania się niż ludzie. Ważne jest jednak to, że w przypadku postaci zespołu grającego w kanciapie Jawy the Hutt, jedynym widocznym odniesieniem budowy ich postaci jest humanoid, czyli istota z wydzieloną głową, rękami i nogami, ruch więc powinien być podobny do naszego. I właściwie jest, z tym że zaprezentowany taniec wokalistki Sy Snootles przypomina raczej konwulsje, jakby z jej ciała miał zaraz wyskoczyć obcy. Źle się to ogląda, a tym bardziej źle słucha. W sumie mogłem dać tę scenę jako przykład momentu, który rujnuje klimat Gwiezdnych wojen, i to tej starej serii przed Disneyem.
Jelenie, „The Ring 2”
Jelenie to z pewnością nie ludzie, niemniej w tak kultowym horrorze jak Ring ma znaczenie taki rodzynek CGI. Jest ich nawet kilka, całe stado, które atakuje samochód. Twórcy więc postawili na ilość. Może słabą jakość CGI dałoby się ukryć w przypadku szybkich ujęć jednego zwierzęcia przebijającego szybę samochodu, natomiast dłuższe ujęcia jeleni otaczających auto obnażają wszystkie niedoskonałości animacji. Nikt nie pokusił się o dobry mockup. Z doświadczenia wiem, że na tym się nieraz bardzo oszczędza. Konstrukcja skóry zwierząt również pozostawia wiele do życzenia – żadnej cieniowanej struktury, podlegających fizyce włosów, zarysu pracujących mięśni.
Neo, „Matrix reaktywacja”
W tak legendarnej serii aż tak źle zrobiona scena zadziwia, zważywszy że Matrix to produkcja znana z efektów specjalnych tej jakości, że są one przytaczane jako przykład nowatorskości. W tym przypadku jednak coś poszło nie tak, bo twórcy zostawili ujęcie Neo obracającego się w powietrzu z twarzą przypominającą maskę bez rysów twarzy. Mało tego, tych ujęć jest kilka podczas walki Neo ze zwielokrotnionym agentem Smithem. Na każdym widać albo źle wyrenderowaną twarz, albo/i ubranie z niedopracowanymi odbiciami, nijak mającymi się do tego, co bohater robi ze swoim ciałem w walce.
James Bond, „Śmierć nadejdzie jutro”
Nieco to śmieszne, że gdzieś tam na wysokich palach widzimy Jamesa Bonda ze spadochronem, jak prześlizguje się po nich niczym małpa po drzewach w dżungli. Z tym że tak naprawdę na ekranie podskakuje jakaś zamazana, spikselizowana sylwetka ludzka, a wiemy, że to Bond tylko dlatego, że co jakiś czas pokazywane są zbliżenia Pierce’a Brosnana na tandetnie zrobionym blueboxie. Nie wiem, co gorsze. Sylwetka aktora przypominająca postać z legendarnej gry Another World czy może udający zmachanego Bond w zbliżeniu? Zdarzały się w całej serii takie smaczki, ale ten jest jednym z większych i wpisuje się w ogólną niedoskonałość produkcji o Jamesie Bondzie z Brosnanem.
Scooby-Doo, „Scooby-Doo 2: Potwory na gigancie”
Dzieci będą się zawsze cieszyć takimi postaciami i nie ma sensu zabierać im tej radości. Nie zauważą np. braku bądź szczątkowych reakcji materiału ubrań, kiedy Scooby-Doo przytula się lub skacze po Kudłatym. Nie będą mieli zastrzeżeń do sierści i cieni, które zostawia pod łapami uroczy, szalony psiak. Wreszcie nie będzie miało dla nich znaczenia, że Scooby przypomina maskotkę, a nie realnego psa. Będzie to wręcz zaleta. No i na koniec pozbawione psiego charakteru ruchy okażą się warte nieskończonego oglądania rano, w południe i wieczorem.
Olifant kontra Legolas, „Władca pierścieni: Powrót króla”
Sytuacja przypomina nieco wyczyny Jamesa Bonda w Śmierć nadejdzie jutro, z tym że zamiast wzburzonych fal są wzburzone Olifanty. Poza tym Powrót króla ma jednak większe pretensje do bycia superprodukcją, więc trudniej wybaczyć, że skaczący po zwierzętach Legolas przypomina nieostrą, spikselizowaną postać, która niekiedy rozciąga się, jakby była z gumy. Duże zastrzeżenia można mieć również do kontaktu nóg Legolasa ze skórą Olifanta oraz do tego, co dzieje się pod wielkimi nogami stwora. Tam rozgrywa się bitwa, ale Olifant jakby się nad nią unosił i mało kogo tratował. Wątpliwej jakości szczegółów znalazłoby się jeszcze kilka, ale najważniejszy jest gumowy Legolas.
Szpony Wolverine’a, „X-Men geneza: Wolverine”
Z tego, co pamiętam, szpony, a raczej pazury superbohatera zostały zrobione z adamantium. To superwytrzymały i praktycznie niezniszczalny stop metalu. W filmie, a szczególnie w jednym ujęciu, wyglądają jak zrobione z plastiku albo wręcz animowane, dorysowane do klatek filmu. Coś tu bardzo nie wyszło twórcom. Starali się niezmiernie, żeby powierzchnia szponów była cieniowana i połyskliwa, ale dało to efekt odwrotny do oczekiwanego. Na dodatek przyjrzyjcie się połączeniu metalu z ciałem, czyli tym miejscom na dłoniach Wolverine’a, gdzie chowają się śmiercionośne ostrza.
Bonus: Smok, „Wiedźmin”
Polskie kino dołącza do szacownego grona światowych produkcji towarem niezwykle cennym i efektownym wizualnie. Smok ze sławetnego Wiedźmina w reżyserii Marka Brodzkiego jest genialny pod względem statyczności, niskiej jakości tekstur, animacji, która polega na pomachaniu skrzydłami, wypuszczeniu pary z pyska, wytrzeszczeniu oczu i pokiwaniu głową. To po mistrzowsku zrobiona postać, którą możemy się chwalić w światowej kinematografii wykorzystującej efekty specjalne.
