search
REKLAMA
Ranking

FILMY Z POV (Point-of-view), czyli oczami bohatera

Radosław Dąbrowski

2 stycznia 2018

REKLAMA

Halloween (1978), reż. John Carpenter

W całej serii poświęconej Michaelowi Myersowi znajdzie się przynajmniej kilka spojrzeń jego oczami, ale w niniejszym artykule najważniejsze jest to pierwsze inaugurujące kilkuczęściowy klasyk powstały z intencji Johna Carpentera. Blisko czterominutowe ujęcie bez cięcia montażowego rozpoczyna pierwszy film i od razu jesteśmy świadkami kluczowego dla historii Myersa zabójstwa. Przestrzeń domu (także jego zewnętrzną stronę) postrzegamy przez szparkę dla oczu w halloweenowej masce. Już w tym momencie można wysunąć wniosek, że bohaterem podpatrującym własną siostrę w zbliżeniu z jej chłopakiem nie jest osoba dorosła, ale na utwierdzenie się w tym domyśle przyjdzie dopiero czas.

Carpenter nigdzie się nie śpieszy i z precyzją ukazuje nam postępowanie przyszłego mordercy. Młody Michael najpierw obserwuje parę z zewnątrz, zakradając się pod okno, następnie dyskretnie wchodzi do wnętrza i wyczekuje na wyjście chłopaka siostry (znakomity jest moment gwałtownego cofnięcia się postaci w przedpokoju, aby uniknąć zauważenia). W międzyczasie sięga po kuchenny nóż, który z upływem czasu stał się wręcz symbolem sagi Carpentera. Amerykański reżyser z wyczuciem kontroluje tempo akcji i młody Michael powoli pokonuje stopnie schodów, potęgując napięcie. Dopiero po dokonaniu aktu morderstwa autor filmu przyśpieszył, co może tłumaczyć zwiększony poziom adrenaliny u bohatera (i kontrastuje z wcześniejszym niemalże stoickim spokojem). Carpenter pozostaje wierny POV do samego końca – dopiero ściągnięcie maski przez rodziców Michaela zerwało z tą perspektywą, co wydaje się logicznym posunięciem: to właśnie ona była środkiem, dzięki któremu postrzegaliśmy świat oczami Myersa.

Lśnienie (1980), reż. Stanley Kubrick

W tym wybitnym horrorze technika POV została zastosowana na początku sceny w hotelowym barze. Ujęcie trwa zaledwie kilka sekund, lecz jest interesujące z następującego powodu: przez tę krótką chwilę powstaje wrażenie, że Jack Torrance zwraca się bezpośrednio do widza. Początkowo jego rozmówca, barman Lloyd, nie zostaje uobecniony w kadrze i brakuje pewności, czy rzeczywiście znajduje się za ladą, czy może mamy do czynienia z jakimś urojeniem, efektem wyobraźni Jacka. Bohater filmu patrzy w naszym kierunku, śmiejąc się przenikliwie. Dopiero po chwili okazuje się, że Lloyd faktycznie stoi za barem, na skutek czego poprzednie ujęcie możemy interpretować jako patrzenie na Jacka oczami pracownika hotelu. To krótkotrwałe, lecz warte przynajmniej symbolicznej wzmianki, zagranie ze strony Kubricka.

Horrory

Nadzy i rozszarpani (1980), reż. Ruggero Deodato

Blair Witch Project (1999), reż. Daniel Myrick, Eduardo Sánchez

[REC] (2007), reż. Jaume Balagueró, Paco Plaza

Projekt: Monster (2008), reż. Matt Reeves

Kwarantanna (2008), reż. John Erick Dowdle

Oczywiście do niniejszej grupy można byłoby dopisać jeszcze kilka innych tytułów. Najważniejsze jednak, że znaleźli się Nadzy i rozszarpani, którzy pod kątem formy są pierwowzorem dla pozostałych, o czym mam wrażenie, że dość często się zapomina. We wszystkich wskazanych tytułach technika POV służy próbie nadania filmom stylistyki paradokumentalnej czy gatunku niefikcjonalnego (reportażu, sondy, bezpośredniej transmisji z miejsca, gdzie coś się wydarzyło). W tym przypadku nie patrzymy na świat przedstawiony oczami bohatera, lecz poprzez obiektyw kamery, co wpisuje się w konwencję podgatunku found footage. Myślę, że zwłaszcza w przypadku filmu Ruggera Deodato powstaje wrażenie, że oglądamy materiał posklejany z amatorskich nagrań.

We wszystkich dziełach został zastosowany najbardziej ekstremalny środek subiektywizowania. Oprócz szczególnej roli kamery istotna jest dominacja planów bliskich, mających na celu wyeksponowanie obserwowanego bohatera (w przypadku Blair Witch Project czy Kwarantanny podążamy śladami konkretnej jednostki), a także długich ujęć i zarazem nielicznych przeskoków na osi czasu. Siłą filmów, których poważne mankamenty dotyczą akurat innych elementów dzieła filmowego, jest zwiększenie efektu realności dzięki braku dążenia do perfekcji. Nie ma czasu, aby majsterkować w panelu ustawień i starać się osiągnąć jak najwyższy poziom jakości technicznej nagrania, albowiem należy błyskawicznie reagować na to, co się wokół dzieje.

Nie brakuje mitów, zgodnie z którymi na przykład Blair Witch Project był przez niektórych widzów uznawany (przynajmniej do czasu) za zarejestrowane wideo z prawdziwego zdarzenia. Być może wpływ na to miała nie tylko kamera subiektywna, lecz także naturalność zachowania postaci, upodobnienie dialogów do mowy potocznej czy zatrudnienie aktorów nieznanych szerszej publiczności.

Muszę przyznać, że nie jestem wielkim fanem tych filmów, na [REC] się porządnie wynudziłem, z nadzieją czekając, aż coś się w końcu wydarzy, ale bezsprzecznie stanowią one ciekawy materiał do dyskusji pod kątem technicznym. Ich obecność w niniejszym artykule zdaje się być wręcz wskazana.

Avatar

Radosław Dąbrowski

REKLAMA