search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

Dlaczego 1994 to NAJLEPSZY rok w historii kina

Rafał Donica

3 grudnia 2019

REKLAMA

Leon zawodowiec, proszę państwa! Aby zagospodarować lukę czasową przed startem zdjęć do Piątego elementu, niejako po drodze i dla zabicia czasu Luc Besson kręci skromnego Leona Zawodowca, który, jak się wkrótce okaże, stanie się jego opus magnum i jednym z najlepszych filmów akcji wszech czasów. Do tego najlepsza kreacja Jeana Reno (wszystko, co najlepsze, ten aktor dał z siebie pod skrzydłami Bessona – Wielki błękit, Nikita – w Hollywood mu się nie powiodło), niezapomniany, balansujący na granicy przeszarżowania popis aktorski Gary’ego Oldmana, no i fantastyczny start trwającej do dziś kariery Natalie Portman. No i Shape of my heart Stinga na finał. I na deser miejsce 31. na liście TOP 250 IMDb.

Król Lew – prawdopodobnie najlepsza animacja ze stajni Disneya (miejsce 35. w TOP 250 IMDb – żadna animacja nie stoi wyżej) i jedna z najlepszych, jakie w ogóle powstały, bez podziału na wytwórnie. Całkiem niedawno zdobyte gładko 1. miejsce w plebiscycie FILM.ORG.PL na najlepsze animacje Disneya. Do tego dwa Oscary – dla Eltona Johna za piosenkę Can You Feel the Love Tonight oraz dla Hansa Zimmera za najlepszą muzykę, a także blisko miliard zielonych zarobiony w kinach. O przeogromnym wpływie na widzów (na samo wspomnienie wiadomej sceny śmierci, dzisiejsi 30-40-latkowie beczą jak 6-latki), może świadczyć fakt, że cieszący się raczej słabą prasą tegoroczny remake Króla lwa (reż. Jon Favreau), z superrealistycznymi zwierzętami, za to pozbawiony uroku oryginału, jadąc na potędze sentymentu do animacji z 1994 roku, zarobił w kinach blisko 1,7 miliarda dolarów, stając się 7. najbardziej dochodową produkcją wszech czasów. Skoro już przy kasie jesteśmy, warto wspomnieć, że na liście 200 najbardziej dochodowych filmów (na boxofficemojo.com) oprócz klasycznego Króla Lwa znajduje się jeszcze jeden film z 1994 roku, a jest to Forrest Gump z zarobkiem blisko 700 milionów dolarów, podczas gdy na listę nie załapał się żaden z hitów roku 1995. Jakby nie patrzeć, kasa pozostawiona przez widzów w kinach też w jakiś sposób świadczy o jakości danego filmu. Kolejny punkt dla Gryffindo… to znaczy dla roku 1994.

O mało której komedii romantycznej było tak głośno, jak o Czterech weselach i pogrzebie, niepozornym filmie, który walczył o Oscara w kategorii najlepszy film z m.in. Forrestem Gumpem, Skazanymi na Shawshank i Pulp Fiction. Tę przeuroczą historię miłosną pokochali i widzowie, i krytycy (nominacje do Złotych Globów i Oscarów – oprócz wspomnianego najlepszego filmu także za najlepszy scenariusz oryginalny). Film Mike’a Newella był bodaj ostatnim głośnym i tak dobrym tytułem w filmografii Andie McDowell, za to stał się trampoliną do hollywoodzkiej kariery Hugh Granta, na której brytyjski amant podskakiwał (między innymi u boku Julii Roberts) przez dobrą dekadę.

Speed: Niebezpieczna prędkość – jeden z najlepszych filmów akcji swoich czasów, dziś bez dwóch zdań klasyk gatunku, z trzymającą w napięciu, nieustającą akcją, świetnym występem Keanu Reevesa i Sandrą Bullock, która za kółkiem autobusu, będąc świeżo po występie w Człowieku demolce u boku samego Sylvestra Stallone’a, wjechała na dobre do pierwszej ligi Hollywood. Speed to także jeden z najbardziej spektakularnych debiutów reżyserskich wszech czasów. Jan de Bont, autor zdjęć do takich hitów, jak Szklana pułapka czy Polowanie na Czerwony październik (obydwa w reżyserii Johna McTiernana), sam wskoczył na fotel reżysera, fundując widzom prawdziwy rollercoaster emocji, zaskoczeń, i realizacyjnej jazdy bez trzymanki najwyższej klasy. No i ten skok Jacka Travena z auta do autobusu, wykonany osobiście przez Keanu Reevesa, takie wyczyny to ja szanuję! Z nagród – Oscary za najlepszy montaż dźwięku (pokonane zostały m.in. Forrest Gump i Stan zagrożenia) oraz najlepszy dźwięk.

Prawdziwe kłamstwa Jamesa Camerona to film, na którego punkcie miałem prawdziwego fioła! Oglądałem go w nieistniejącym już kinie Relax, jako gówniarz, który pojechał specjalnie do stolicy pociągiem, żeby zobaczyć w kinie długo wyczekiwaną produkcję. Po wyjściu z kina kupiłem soundtrack i książkę Prawdziwe kłamstwa, nabyłem też kilka miesięcy później kasetę VHS (jeszcze z licencją do wypożyczania, bo Home Video jeszcze nie istniało) i dostałem do niej plakat z filmu True Lies na ścianę. Ach, ileż w tym filmie było dobra! Świetne aktorstwo Jamie Lee Curtis i Arnolda Schwarzeneggera (z którego Cameron, jak nikt inny, potrafił wycisnąć to, co najlepsze), zatrzęsienie humoru z przymrużeniem oka, masa spektakularnych scen akcji (strzelanina w WC, pościg konno za motocyklem, rozwałka mostu, wielka demolka Harrierem), a do tego wciągająca fabuła i summa summarum… opowieść o składaniu do kupy podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Reasumując, Prawdziwe kłamstwa to błyskotliwy mariaż komedii omyłek z wysokooktanowym kinem akcji z najwyższej półki, choć mam wrażenie, że film nie został należycie doceniony. Z nagród – nominacja do Oscara za efekty specjalne (nieistniejące nogi porucznika Dana z Forresta Gumpa jednak wygrały) i Złoty Glob dla Jamie Lee Curtis za najlepszą rolę kobiecą w musicalu lub komedii.

Rafał Donica

Rafał Donica

Od chwili obejrzenia "Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia "Akirę”, "Drive”, "Ucieczkę z Nowego Jorku", "Północ, północny zachód", i niedocenioną "Nienawistną ósemkę”). Wielbiciel Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Autor książki "Frankenstein 100 lat w kinie". Założyciel, i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE. Od 2016 roku zawodowo zajmuje się fotografią reportażową.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA