Biografie ludzi filmu

JONATHAN DEMME. Mało znany wielki reżyser

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Jonathan Demme znokautował kino. Dziwne, że te wszystkie gremia, stowarzyszenia, jury, akademie tym razem tego nie dostrzegły. W tamtym okresie był najważniejszym, a już z pewnością najodważniejszym reżyserem. Jego była palma pierwszeństwa, on sprawił, że czołowi hollywoodzcy twórcy przeszli przyspieszony kurs filmowego dojrzewania (Spielberg zrealizował Listę Schindlera, Robert Zemeckis – Forresta Gumpa, George Miller – Olej Lorenza, Martin Brest – Zapach kobiety, Rob Reiner – Ludzi honoru, Ron Howard – Apollo 13), a sam… zamilkł. Na 5 lat! Ustąpił miejsca.

Powrócił umieszczonym w XIX wieku wystawnym melodramatem z elementami… horroru pt. Pokochać (właściwy tytuł winien brzmieć Umiłowana – to imię jednej z bohaterek filmu). Filmem tak ponurym, okrutnym, że odrzuconym praktycznie przez wszystkich, także czarnoskórych widzów. Być może wynikało to z faktu, że choć traktował mniej lub bardziej o czasach niewolnictwa w USA i okresie po jego zniesieniu (główna bohaterka, czarna Sethe, jest wolna, posiada też własny dom), to wroga lokalizował nie pośród białych ciemiężców, nieszczęście spada na bohaterkę i jej dom ze strony najbliższych, przedstawicieli jej rasy. Film wyróżniał się nie tylko kunsztownym wykonaniem, ale też pełnym poświęcenia aktorstwem: Oprah Winfrey, Danny’ego Glovera, ale przede wszystkim młodziutkiej wyciszonej, dzielnie znoszącej znój życia Kimberly Elise skonfrontowanej ze zjawiskowo zwierzęcą Thandie Newton w roli tytułowego potwora. Pięknego diabła wcielonego, który za oręż ma ziejące nienawiścią kusząco nagie ciało. Ten rozpisany na cztery osoby dramat zawierał w sobie najlepsze kreacje czarnoskórych aktorów lat 90. Zatrważający obraz niewoli nie tylko wyrytej w kolorze skóry, ale i w sercach.

Cały trud jak krew w piach. Obojętność widowni złamała reżysera.

Zamilkł na kolejne cztery lata.

Ale nie postradał zmysłów. W międzyczasie odmówił lukratywnej propozycji reżyserowania Hannibala, kontynuacji Milczenia owiec skazanej na sukces bez względu na artystyczny efekt końcowy. Reżyserii podjął się Ridley Scott i znów w konfrontacji z Jonathanem poległ.

Demme obronił reputację. Ale jego powrót do kina też okazał się nieudany. Wręcz bolesny, bo tym razem reżyser nie mierzył się ze światem, nie chciał niczego poza wywołaniem… uśmiechu na twarzy. Spełniał marzenie realizując w 2002 r. komedię kryminalną Prawdziwe oblicze Charliego, nową wersję może trochę staroświeckiej, lecz bezpretensjonalnej Szarady Stanleya Donena z 1963 r. Zastępując pełną wdzięku Audrey Hepburn równie czarującą Thandie Newton nie popełnił błędu. Ale zastępując dystyngowanego Cary’ego Granta proletariackim Markiem Wahlbergiem i niegroźnego w gruncie rzeczy Waltera Matthau nieobliczalnym Timem Robbinsem o świdrujących oczach – już tak. O ile ten pierwszy nadrabia niedostatki zawadiactwem szelmy, o tyle ten drugi torpeduje intrygę filmu od razu ujawniając swe prawdziwe oblicze. Błędy castingowe nie zapowiadały jednak aż takiej katastrofy. Tymczasem odnosi się wrażenie, że film ten był przeklęty od samego początku. Właściwie wszystko sprzysięgło się przeciwko twórcy (może z wyjątkiem Charlesa Aznavoura, którego występ z gracją wieńczy film). Nawet pogoda nie dopisała! Paryż nigdy nie wyglądał tak dżdżyście. Aura udziela się całemu przedsięwzięciu. Film jest ponury, zimny, nieprzyjemny. I jak na komedię wyjątkowo mało zabawny. Ale też trudno się dziwić. Demme nie umiał już bawić, bo sam nie umiał się już bawić. Po poligonie doświadczalnym lat 90. nie było powrotu do beztroskich lat 80., najweselszych w jego karierze.

Ostatnio dodane