search
REKLAMA
Zestawienie

AKTORZY, którzy UCISZYLI KRYTYKÓW i udowodnili swój talent

Którzy aktorzy przezwyciężyli swój negatywny wizerunek?

Tomasz Raczkowski

25 lipca 2022

REKLAMA

Aktorzy i aktorki, zwłaszcza na poziomie popularnego kina globalnego i zwłaszcza dziś, pracują w równiej mierze swoimi umiejętnościami, a także wizerunkiem. Bywa, że ten wizerunek pomaga, ale bywa też, że przeszkadza. Wiedzą o tym gwiazdy, które utknęły w stereotypowych castingach, i są postrzegane jedynie przez pryzmat poszczególnych ról. Walka z negatywnym wizerunkiem niekiedy bywa bardzo trudna, zwłaszcza jeśli aktorzy na początku kariery dorobili się negatywnego postrzegania. Nawet w takiej sytuacji jednak możliwe jest „odkupienie” i zaskarbienie sobie sympatii krytyki oraz widowni, pomimo niegdysiejszego wyszydzania. W tym miejscu przyglądam się sylwetkom aktorów i aktorek, którym udało się przezwyciężyć niegdysiejszy negatywny wizerunek.

Robert Pattinson

Na szerokie wody Brytyjczyk wypłynął w 2005 roku, wcielając się w Cedrica Diggory’ego w Harrym Potterze i Czarze Ognia, prawdziwą sławę przyniosła mu jednak rola wampira Edwarda Cullena w późniejszym o trzy lata Zmierzchu oraz jego trzech czterech kontynuacjach. Żadna z ról nie zaskarbiła Pattinsonowi przychylności widowni. Może brylował w rankingach najatrakcyjniejszych aktorów tamtego czasu, ale równocześnie stał się bohaterem licznych memów, dorobił ksywy „shovel face” (po polsku brzmiałoby to „łopatogęby”) i uznany został za drętwego pięknisia z nieco dziwnych filmów dla nastolatek. Aktor nie zamierzał jednak ani zrażać się szyderstwami, ani też iść łatwą ścieżką szukania angaży na podstawie Zmierzchowej popularności i atrakcyjności. Jeszcze w czasie wcielania się w rolę Edwarda zagrał u Davida Cronenberga, a od 2012 roku konsekwentnie wybierał mniej mainstreamowe, a stanowiące większe wyzwania role u twórców kina niezależnego i autorskiego – m.in. Davida Michôda, Brady’ego Corbeta, Jamesa Graya, braci Safdich, Ciro Guerry, Claire Denis czy Roberta Eggersa. Stopniowo, rola za rolą Pattinson pozbywał się łatki Edwarda i zaskarbiał coraz szersze uznanie, dochodząc aż do triumfalnych występów w blockbusterach – Tenecie Christophera Nolana i Batmanie Matta Reevesa – już nie jako „ten aktor od Zmierzchu”, ale jako „Robert Pattinson, ten dobry aktor”. Pokrzepiający przykład na to, że nie należy skreślać nikogo po kiepskich początkach.

Dakota Johnson

Pomimo hollywoodzkiego rodowodu Dakota Johnson nie podbijała Fabryki Snów na plecach rodziców, budując CV na mniejszych rolach i produkcjach, aż do przełomu, jakim był występ w soft-erotyku Pięćdziesiąt twarzy Greya. Film był to ogólnie wyraźnie zły – kręcony na podstawie niezbyt dobrej powieści, kiepsko napisany, przeciętnie wyreżyserowany i też nie najlepiej zagrany (choć z postaci Anastasii i Greya trudno było coś wycisnąć aktorsko). Występując jeszcze w kolejnych dwóch częściach serii, Johnson weszła do popkultury z wizerunkiem aktorki średnio poważanej, a wręcz wyśmiewanej przez żenujące kawałki w udającym odważny romansie. Grey jest jednak już przeszłością i coraz bardziej wizerunek Johnson wytwarzają role, w których miała okazję pokazać więcej kunsztu – w remake’u Suspirii, Sokole z masłem orzechowym i przede wszystkim ostatnio w Córce. Choć nie buduje swojej kariery na mocniejszych występach w alternatywie jak Pattinson, zdarzają jej się gorsze produkcje (niedawne Perswazje), to wypada docenić, jak gładko Johnson pozbywa się sukcesywnie niezbyt przyjemnego nalotu Greya.

Daniel Radcliffe

Kiedy większość z nas (myślę o millenialsach, którzy doświadczyli Potteromanii) oglądała pierwsze części Harry’ego Pottera, raczej nie zwracała uwagi na warsztat aktorski. Dla nastoletnich fanów Harry’ego wystarczyło, że obsadzony w roli młodego czarodzieja aktor wygląda w porządku. Z biegiem czasu jednak coraz głośniej zaczęło się mówić, że w pierwszych odcinkach sagi Daniel Radcliffe, delikatnie mówiąc, nie jest najlepszy. Obecnie można nawet spotkać się dość powszechnie z opiniami, że aktor jest najsłabszym elementem przynajmniej Kamienia Filozoficznego i Komnaty Tajemnic. Faktycznie, ekspresja i artykulacja Radcliffe’a w tych filmach pozostawia wiele do życzenia. W kolejnych częściach było coraz lepiej, ale tak naprawdę w żadnym z ośmiu filmów serii aktor nie wzniósł się na szczególnie wybitny poziom. A ponieważ była to jego hitowa rola, na której zbudował 100% swojej popularności do roku 2011, do Radcliffe’a przylgnęła łatka może dobrze obsadzonego, ale niezbyt dobrego odtwórcy słynnej roli. Po zakończeniu przygody z Potterem młody aktor zaczął jednak sumiennie pracować na przełamanie tego odbioru. Z trójki głównych aktorów Potterowej sagi to Radcliffe najpoważniej podszedł do rozwoju aktorskiego, zdobywając doświadczenie na deskach teatru i rozbudowując swoje portfolio o nie zawsze bezpieczne i łatwe role – przykładem niech będzie rola zwłok w Człowieku-scyzoryku duetu Daniels. Obecnie Radlicffe dorobił się solidnej renomy w branży, wyczekiwać można jego wcielenia się w Weird Ala Yankovica, a opinia kiepskiego aktora powstała na bazie roli Harry’ego Pottera jest już raczej przeszłością.

Mark Hamill

Mark Hamill

Wiem, że dla wielu osób Oryginalna Trylogia Gwiezdnych wojen jest nienaruszalną świętością, ale trzeba powiedzieć sobie szczerze, że nie były to filmy wolne od błędów i posiadające niekiedy dość spore mankamenty. Jednym z nich jest główna rola, którą w 1977 roku George Lucas powierzył Markowi Hamillowi. Jego występ w Nowej nadziei pod względem warsztatowym woła wprost o pomstę do nieba (do tego poziomu cringe’u i nieporadności jedynie dobił w Ataku klonów Hayden Christensen) i o ile Luke to postać kultowa, to na podstawie jego odegrania trudno uznać Hamilla za dobrego aktora. W kolejnych częściach było nieco lepiej, jednak w dalszym ciągu aktor nie podbił swoim kunsztem serc widowni (podbił jako Luke, ale to inna historia). Na długie lata Hamill zniknął z pierwszej linii Hollywood, grając poboczne i mniej znaczące role, ugruntowując swoją renomę nieprzesadnie dobrego w swoim fachu farciarza, któremu trafiła się kultowa rola. Jednak, tylnymi drzwiami, Hamill przeobraził się w naprawdę klasowego rzemieślnika – zrobił to na polu dubbingu, przede wszystkim pamiętną rolą Jokera w Batman: The Animated Series. Z biegiem lat i rozwinięciem do poziomu mistrzowskiego pracy z głosem wzrosły też ogólne umiejętności Hamilla, który gdy powrócił w roli Skywalkera w Trylogii Sequeli, był już naprawdę solidnym, charyzmatycznym aktorem. Dziś już bez wątpliwości można uznać, że Hamill zasługuje na swoją popularność.

Kristen Stewart

Wyliczankę zacząłem od Roberta Pattinsona, a skończę jego byłą partnerką ze Zmierzchu, Kirsten Stewart. Aktorka spotkała się z jeszcze bardziej negatywnym odbiorem jej roli niż Pattinson – wiadomo, kobiety zazwyczaj mają pod górkę w rozrywce. Obiektywnie słaba rola Stewart na lata scementowała jej wizerunek jako nieutalentowanej, drętwej i nieradzącej sobie z ekspresją. W przełamaniu tych opinii nie pomagały też zresztą kolejne niezbyt porywające role jak ta w Królewnie Śnieżce i Łowcy czy Śmietance towarzyskiej Woody’ego Allena. Nie znikając z pierwszoligowego radaru, Stewart starała się ciągle rozwijać, o czym świadczą role w takich filmach jak Still Alice (niezmiennie, nie będę nazywał tego filmu Motylem Still Alice), Kobiecym świecie czy Sils Maria i Personal Shopper Oliviera Assayasa. Nie zawsze poszukiwania te były trafione, jednak czuć było, że aktorka dokądś zmierza, nie chcąc zapisać się w historii jedynie rolą Belli. Przełom przyszedł kilka lat temu – rolami w Seberg, Spencer (nominowanej do Oscara) i Zbrodniach przyszłości Cronenberga Stewart udowodniła, że grać potrafi i nie boi się grać odważnych rzeczy, a niegdysiejsze dokonania jako kochanki wampira odeszły do lamusa. Pozostaje trzymać kciuki za kolejne występy.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Antropolog, krytyk, entuzjasta kina społecznego, brytyjskiego humoru i horrorów.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA