search
REKLAMA
Recenzje

Redakcja ocenia TENET Christophera Nolana

REDAKCJA

28 sierpnia 2020

REKLAMA

Na ekranach kin oglądać możemy już długo wyczekiwany, najnowszy film Christophera Nolana. Mieliście już okazję przeczytać naszą recenzję, dziś zapraszamy do zapoznania się z szerszym odbiorem – o Tenet kilka słów napisała część naszej redakcji.


Maciej Niedźwiedzki

Reguły przedstawionego świata nie wyłożone z precyzją znaną z Incepcji. Narracyjnie znacznie mniej konkretny i mniej przejrzysty od Memento. Wizualnie pozbawiony czaru Interstellar. Mimo to Tenet pozostaje czymś wyjątkowym i rzadko spotykanym w wysokobudżetowym kinie. Nie jestem entuzjastą ewolucji stylu Nolana (zauważalnej już w Dunkierce), ale doceniam jak ten reżyser jest konsekwentny i w jak bezkompromisowy sposób projektuje swoje kolejne filmy. Tenet to narracyjne prężenie muskułów i ekstremalne ćwiczenie z umiejętności opowiadania. Kino czegoś takiego jeszcze nie widziało. W Tenet Nolan spycha na margines rozterki ludzkich bohaterów, a głównym protagonistą staje się Czas: manipulowany, względny, plastyczny i zwodniczy. Wszystkie zdarzenia, konflikty i postaci są tylko narzędziami do refleksji nad nim. Wszechwiedzący narrator, nie pozostawia przy tym widzom wielu wskazówek i interpretacyjnych podpowiedzi (do tej roli sprowadzona została Ariadna w Incepcji). Tenet to górnolotna i patetyczna produkcja. Nieznośna, ale też zmuszająca do powtórek, do weryfikacji. Brawurowe, hermetyczne i skryte kino. Możliwe, że skierowane tylko dla najbardziej oddanych fanów filmowych łamigłówek.

Dawid Myśliwiec

Po sekwencji otwierającej, która wbija w fotel rozmachem, tempem i precyzją, pomyślałem sobie: “Jest dobrze. Oby teraz dobrze wjechała fabuła”. No i fabuła, owszem, wjeżdża, ale w sposób tak sztuczny, pokraczny i – co jak na film Nolana jest wyjątkowo zaskakujące – momentami niedorzeczny, że Tenet nigdy nie staje się niczym więcej jak technicznie wysmakowanym widowiskiem. Być może za dużo sobie po najnowszym dziecku Nolana obiecywałem – to jeden z dwóch tegorocznych tytułów, na które czekałem najbardziej – ale jako wierny fan Interstellar bardzo chciałem, by kolejny Nolanowski majstersztyk nie okazał się dziełem równie bezdusznym, co Dunkierka. Niestety, gdy zapukać w metaliczną, widowiskową powłokę Tenet, ze środka odpowiada tylko zrodzone w reżyserskich ambicjach echo – nie ma tam ani dobrej historii, ani prawdziwych bohaterów.

Katarzyna Kebernik

O swoich wrażeniach po seansie szerzej napisałam w recenzji. Im dłużej jednak myślę o tym filmie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mi się podobał. Nieprzystępna, chropowata forma najpierw odrzuca, ale im dłużej się na niej skupiamy, tym bardziej fascynuje. Zmusza do myślenia i oszałamia maestrią wykonania. To dwie i pół godziny rozpędzonej akcji. To także demonstracja tego, że w mainstreamie wciąż jest miejsce na indywidualną ekspresję. Tenet raczej nie stanie się moim ulubionym dokonaniem tego reżysera. Koncept i fabuła nie są równie błyskotliwe jak w jego najlepszych filmach. Ale już w niedługi czas po seansie mam ochotę do niego wrócić i dowiadywać się, w jaki sposób nakręcono poszczególne sceny. Jest coś przyciągającego w tej chłodnej opowieści; dusznej, wycyzelowanej i nieludzkiej – bo skupionej na fizyce, nie człowieku. Niełatwej do zrozumienia, bo wizualizującej abstrakcję i teoretyczne dywagacje.

Krzysztof Walecki

Seans Tenet jest jak czytanie Stephena Hawkinga w biegu – jeśli nie nadążysz ze zrozumieniem tego, co (a raczej jak) dzieje się na ekranie, ogarnie cię frustracja. Jednocześnie w momencie, w którym pojmiesz fizykę filmu, mechanizmy rządzące konkretnymi działaniami bohaterów, dostaniesz najlepsze kino akcji tego roku. Nolan po raz kolejny bawi się koncepcją czasu, ale jego nowe dzieło jest najbardziej hermetycznym ze wszystkich dotychczasowych filmów twórcy Incepcji, zaprogramowane do wielokrotnego oglądania, tylko po to, aby w końcu (może za trzecim lub czwartym seansem) nabrało sensu. Czy ten jest jednak taki ważny? W pewnym momencie słyszymy z ekranu “Nie próbuj tego zrozumieć. Poczuj to”. Chciałbym, ale emocjonalna warstwa filmu kuleje, proponując nam zestaw charyzmatycznych bohaterów w pościgu za czymś iluzorycznym i niejasnym. Tenet sprawdza się jako efektowne równanie z kilkoma niewiadomymi, niekoniecznie już jako dramat ludzi w obliczu mniejszych i większych katastrof.

Filip Pęziński

Żeby czytelnicy mogli odpowiednio zrozumieć moją ocenę najnowszego filmu Christophera Nolana, warto w żołnierskich słowach przedstawić moją opinię o dotychczasowej twórczości brytyjskiego reżysera. Śledząc, Memento, Bezsenność, Batman – Początek, Prestiż  i Dunkierkę lubię i cenię bardzo. Mrocznego Rycerza, Incepcję i Interstellar uważam za ambitne, ale jednak porażki. Mroczny Rycerz powstaje to film absurdalnie głupi. Przy tym wszystkim Tenet po prostu… jest. A potem się kończy. To absolutne wyżyny bełkotu w wykonaniu Nolana (może niepotrzebnie wrócił do samodzielnego pisania scenariusza?), przez co nie tylko z trudem, ale też niechętnie śledziłem fabułę. To postaci bez jakiejkolwiek głębi czy wymiaru. To anty-rozrywkowa formuła blockbustera, gdzie twórca karykaturalnie próbuje wręcz uatrakcyjnić nieatrakcyjne sceny akcji dudniącą, za głośną muzyką. Gwiazdorska obsada nie pomaga – John David Washington to najgorzej napisany i zagrany protagonista Nolana, a jedynym pozytywnym i próbującym się przebić przez ciemne chmury promykiem pozostaje świetny Robert Pattinson. Męczący film. Studium przypadku największych wad produkcji Brytyjczyka.

Mariusz Czernic

W moim odczuciu to kompletnie nieudana próba stworzenia ambitnego filmu science fiction. Ambicje wyjścia poza typową rozrywkę widać w dialogach, gdzie rzucone są różne ciekawe hasła (np. paradoks dziadka), ale nie idą za tym żadne interesujące dla widza zagadnienia, nad którymi warto by było się zastanowić. Pomiędzy bohaterami nie dzieje się nic, żadnego napięcia sugerującego wewnętrzny konflikt, zero zaangażowania w powierzoną rolę (jedynie Kenneth Branagh próbuje ukraść show, ale ostatecznie okazuje się przewidywalnym antagonistą). Ale co najgorsze, film nawet w scenach akcji prezentuje się bardzo słabo, nie ma w tym żadnych emocji, są tylko efekty, jakbym oglądał kogoś, kto gra w grę komputerową. Gdyby film trwał 15 minut dłużej to pewnie zasnąłbym w kinie. I chociaż nie jestem fanem Nolana, to zawsze potrafiłem docenić niektóre aspekty jego filmów, żaden nie był dla mnie tragiczny. Tenet to zdecydowanie najgorszy film tego reżysera.

REKLAMA