Publicystyka filmowa
6 OKROPNYCH filmów klasy B, które stały się KULTOWE
Filmy okropne, a mimo to kultowe. Jakie to tytuły?
Kino klasy B rządzi się swoimi prawami. Te filmy albo się kocha, albo nienawidzi. Nie ma nic pomiędzy. Z samego założenia są to niskobudżetowe produkcje, które poprzez fatalne dialogi i prowizoryczne efekty specjalne dają dużo frajdy widzowi. Zdarza się jednak, że niektóre okropne produkcje, które powinny zostać zapomniane, zrządzeniem losu stają się klasykami, których nieznajomość należy traktować jako faux pas. Oto kilka przykładów okropnych filmów klasy B, które zyskały status kultowych. A jakie inne produkcje powinny znaleźć się na tej liście?
The Room (2003)
Na liście kultowych filmów klasy B nie mogło oczywiście zabraknąć The Room w reżyserii sławnego na całym świecie Tommy’ego Wiseau. Produkcja z 2003 roku zebrała na swoim koncie wyłącznie 23 proc.
pozytywnych recenzji, stając się jednocześnie „najlepszym” filmem klasy B, a może nawet Z, w dziejach kinematografii. Jego sława jest tak duża, że samo Hollywood zainteresowało się tematem, tworząc film o kulisach powstawania tegoż dzieła. Fatalny scenariusz, okropne dialogi i Tommy Wiseau w roli gwiazdy dosłownie i w przenośni, będący aktorem, reżyserem, producentem oraz scenarzystą, który na produkcję swojego opus magnum wydał kwotę sześciu milionów dolarów. Film stał się kultowy nie tylko ze względu na dziwaczną historię, jaką opowiada, oraz cringe’owe sceny seksu, ale również charakterystyczne aktorstwo jego twórcy, który próbując naśladować Jamesa Deana, popadł w totalną śmieszność. Trzeba jednak pamiętać, że produkcja nie byłaby tak znana, gdyby nie szaleni fani, którzy docenili ten jakże zły film już na samym początku, uczestnicząc w tzw. pokazach o północy. Z czasem jego popularność wyszła poza te kręgi, docierając do coraz większej liczby odbiorców, którzy w trakcie seansów wykrzykiwali swoje ulubione kwestie oraz rzucali plastikowymi widelcami w ekran, by uczcić to jakże dziwaczne dzieło. To jeden z tych okropnych filmów klasy B, któremu nikt nie może odmówić statusu kultowości.
Bula Quo! (2013)
Produkcja z 2013 roku skupia się na przygodach dwóch kluczowych członków słynnego brytyjskiego zespołu rockowego Status Quo, którzy w trakcie pobytu na Fidżi zostają wplątani w gangsterską intrygę. Jako że mamy do czynienia z kinem klasy B, otrzymujemy zestaw najdziwniejszych pościgów w historii kina oraz niepowtarzalną szansę na to, by zobaczyć, jak zespół walczy z rekinem. Po seansie widz zostaje z jednym, niezwykle ważnym pytaniem: jaki był powód tego, że ktoś ten film nakręcił? Moją teorią jest to, że zespół postanowił spędzić miło wakacje (budżet to 3 miliony funtów), nagrać kilka nowych piosenek, wydać album, zagrać kilka koncertów i ogólnie dobrze się bawić.
Jak na zły film przystało, mamy więc totalny miszmasz komedii, slapsticku i dramatu, gdzie czarne charaktery są równie groźne, co podstarzały Steven Seagal, który jedyne, co obecnie potrafi, to wrzucić przeciwnika do rzeki.
Plan 9 z kosmosu (1959)
Tak jak lista ta nie może obyć się bez Tommy’ego Wiseau, tak wstydem byłoby nie wspomnieć o klasyku, jakim jest Plan 9 z kosmosu w reżyserii Eda Wooda, najgorszego reżysera świata. Zarówno Wiseau, jak i słynny niezależny filmowiec Neil Breen muszą pokonać jeszcze długą drogę, by dorównać mistrzowi Edowi, odpowiedzialnemu za kilka fantastycznych klasyków, które bez problemu mogłyby zapełnić całą listę.
Wydaje mi się, iż Plan 9 z kosmosu jest jego najbardziej ikonicznym filmem. Wyprodukowany, wyreżyserowany i napisany w całości przez Wooda „potworek”, był także ostatnim filmem, w którym wystąpiła legenda kina, Bela Lugosi. Produkcja jest zła od samego początku do samego końca – od dziwacznej fabuły, przez okropny montaż i tanie efekty specjalne, aż po amatorskie błędy, takie jak widoczne mikrofony. Film prawdopodobnie przeszedłby bez echa, gdyby nie lata 80. XX wieku, a dokładniej nagroda Złotego Indyka, która została przyznana mu jako „najgorszemu filmowi w historii”.
Kolejne lata to prawdziwa retromania oraz powrót do kina klasy B lat 50., które było kręcone przez amatorów w formie taniej rozrywki, charakteryzującej się skandalicznością i efektownością. Do popularności Planu 9 z kosmosu przyczynił się także obraz Tima Burtona Ed Wood, który niejako unieśmiertelnił tak film, jak i postać samego Wooda.
Disco Godfather (1979)
Rudy Ray Moore, znany przede wszystkim jako Dolemite, tym razem wciela się w postać byłego gliniarza Tuckera Williamsa, który na emeryturze został najlepszym DJ-em w mieście. Kiedy jego siostrzeniec Bucky zaczyna się interesować narkotykami, Moore przemieni się w Ojca Chrzestnego Disco, który skopie niejeden dilerski tyłek. Na szczególną uwagę zasługują sceny halucynacji wywołanych narkotykami i wycieczka po szpitalnym „oddziale”, który wyrzuci widza poza stratosferę. To klasyczna perełka blaxploitation końca lat 70.
, która bardziej śmieszy, aniżeli faktycznie odstrasza od narkotyków. To prawdopodobnie jeden z najbardziej rozrywkowych filmów, jakie kiedykolwiek widziałam, choć daleko mu do bycia ideałem. Mamy więc dyskotekowy szał, tańce na wrotkach, walki karate, bitwy na rymy oraz piękne kobiety potrząsające tyłkami, jak na kino klasy B przystało. Czego chcieć więcej! A jeśli wam mało, to dorzućmy festyn kung-fu w magazynie z narkotykami, który można uznać za jeden z najlepszych momentów w historii kina w ogóle. To jeden z tych kultowych filmów klasy B, który koniecznie trzeba zobaczyć.
Gliniarz samuraj (1991)
Jeżeli sam tytuł produkcji nie zachęcił was do obejrzenia tegoż dzieła, to może zrobi to Mathew Karedas, znany szerszej publiczności jako Matt Hannon, który po występie w Gliniarzu samuraju sam stał się postacią kultową.
Rola przyniosła mu sławę, choć – jak przyznaje sam aktor – zagrał ją fatalnie. Ciekawe jest, że bardzo często poszczególne fragmenty filmu z jego udziałem znajdują się na listach najgorszych scen filmowych w historii kina. Kultowe już dzieło opowiada historię Joe Marshalla, który najpierw szkolony był przez japońskich mistrzów, by następnie zmierzyć się z gangiem narkotykowym, siejącym spustoszenie w Kalifornii. Poza fatalnym aktorstwem fani bardzo złego kina będą ucieszeni na wieść, że produkcja może poszczycić się fatalnymi dialogami oraz pościgami samochodowym, których nie powstydziłby się sam twórca Francuskiego łącznika. Dorzućmy do tego niezręczne sceny seksu oraz wszystko to, za co kochamy kino klasy B, i otrzymamy twór, który dziś może poszczycić się statusem kultowego. Dzięki uwielbieniu fanów w roku 2015 powstała kontynuacja, która nie była dziełem ani trochę lepszym od pierwowzoru.
Plaga żywych trupów (1966)
Ta produkcja Hammera to bez wątpienia jeden z brytyjskich klasyków, który warto znać, choć bez wątpienia można go zaliczyć do kategorii kina klasy B. Za scenariusz odpowiedzialny był Peter Bryan, współpracownik Hammera, który napisał historię m.
in. Psa Baskerville’ów czy Narzeczonej Draculi. Warto pamiętać, że skrypt powstał już cztery lata wcześniej i miał na celu ożywienie gatunku zombie movies. Produkcja ma w sobie wszystko, co charakterystyczne dla filmów Hammera, czyli gotyckie wnętrza, ponure zamczysko oraz stylowe wnętrza. Wiele osób zachwyca się tym filmem, jednak dla mnie to jedna z mniej udanych produkcji brytyjskiego studia, która stała się klasykiem. I nie dlatego, że film jest niedopracowany, bo pod względem wizualnym prezentuje się świetnie. Wydaje mi się, iż motyw zombie i magii voodoo został dużo lepiej przedstawiony chociażby w takiej produkcji jak Białe Zombie z 1932 roku. Czy jest to film na wskroś okropny? Nie do końca, jednak nie można go uznać za wybitnie udany, dlatego też znalazł się na tej liście.
