search
REKLAMA
Archiwum

100 filmów kampowych. Szkic do leksykonu

Piotr Kletowski

13 marca 2012

REKLAMA

Motto:

Jest głupstwem dzielić ludzi na złych i dobrych.
Ludzie są albo czarujący, albo nudni…

(Oskar Wilde)

Trochę za długi wstęp teoretyczny…

Czym jest “camp”, albo, jak chcą niektórzy tłumacze, “kamp”? Ktoś, kto stara się dokładnie wyjaśnić to pojęcie, popada w śmieszność, bo kamp jest kampem i już. Kiedy Williama S. Burroughsa zapytano, co rozumie przez pojęcie “camp”, śmiało odpowiedział, że jest to tylko skrót od Campaign Against Marijuana Planting (CAMP) – rządowej organizacji, powołanej w latach 50. do zwalczania producentów marihuany. Nie wszyscy jednak zachowali się z równą nonszalancją co autor – skądinąd kampowego arcydzieła, Nagiego Lunchu – biblii amerykańskich beatników. W latach 70. zjawisko kampu próbowała zamknąć w ryzach naukowego dyskursu pierwsza liberalna intelektualistka Ameryki – Pani Profesor Susan Sontag. Sontag – kobieta skądinąd światła, ze sztuką i filozofią obyta – miała na tyle taktu (albo może nie starczyło jej odwagi), by o kampie napisać nie tyle zwartą, naukową rozprawę, co rodzaj krytycznego szkicu pt. “Notatki o kampie”, ujmującego lub przynajmniej próbującego ująć zjawisko kampu w ryzach naukowego dyskursu. W 58 punktach Sontag podaje swoje rozumienie zjawiska, wywodząc je od XVIII-wiecznego manieryzmu, rokokowej dezynwoltury, XIX-wiecznej secesji, aż po XX-wieczne, hollywoodzkie ekstrawagancje np. filmy Josepha Von Strenberga. Do worka z napisem kamp Sontag wrzuca tak z pozoru odległe od siebie zjawiska estetyczne, jak proza Walpole’a, opery Richarda Straussa, malarstwo Caravaggia, “Jezioro łabędzie” Czajkowskiego, komiksy o Flashu Gordonie oraz filmy pornograficzne (oglądane bez podniecenia!). Rozrzut jak widać jest szeroki, jednak usprawiedliwiony pojęciem indywidualnego smaku – smaku, który niekoniecznie jest tożsamy z miłością do sztuki wysokiej. Kamp według Sontag podległy jest przede wszystkim dwóm kategoryzującym wyznacznikom: indywidualnemu smakowi właśnie i kategorii sztuczności, lub inaczej, skrajnego przeestetyzowania (popadającego często w swoistą anty-estetykę – co według amerykańskiej pisarki najlepiej ilustrują filmy Felliniego, zwłaszcza barokowe Słodkie życie). Co chyba najciekawsze, Sontag pojmuje właśnie kino jako sztukę porte-parole kampową, uważając, że prawie każdy film jest w jakiejś mierze kampowy – nawet filmy Eisensteina (zwłaszcza Iwan Groźny) – choć, by w pełni uznać je za kampowe, muszą być one przeestetyzowane, lub rezygnować ze znaczeniowej powagi na korzyść kampowej zgrywy (o ile jeszcze o przeestetyzowanie u Eisensteina nietrudno, to jednak jędrnej zgrywy u niego nie znajdziemy). Rzućmy na tapetę kilka złotych myśli Profesor Sontag o kampie, które pomogą nam znawigować zjawisko i przejść do zasadniczej części rozprawy – szkicu leksykonu filmów kampowych (fragmenty eseju podaję za tłumaczeniem Wandy Wertenstein, zamieszczonym w “Literaturze na świecie” nr 101, s. 307 – 323, poświęconym Sontag. Co warte podkreślenia, esej o kampie znalazł się obok innego, słynnego tekstu amerykańskiej intelektualistki pt. “Przeciwko interpretacji”, będącego zamachem na hermeneutyczną wykładnię dzieł sztuki, zwłaszcza sztuki filmowej, co wprost idealnie wpasowuje się w problem odbioru kampowego kina, umykającego interpretacyjnym pułapkom).

(Śródtytuły pochodzą od autora tekstu.)

Tako rzecze Sontag…

ABY UCHWYCIĆ KAMPOWĄ WRAŻLIWOŚĆ
“Aby nazwać wrażliwość, zakreślić jej kontury i opisać jej historię – potrzeba głębokiej sympatii utemperowanej odrazą.”

ISTOTA KAMPU
“Naprawdę istotą kampu jest umiłowanie tego, co nienaturalne: sztuczności i przesady. Kamp jest egzotyczny – jest jakby prywatnym kodem, znamieniem tożsamości nawet niewielkich środowisk (…). Kamp jest rodzajem estetyzmu. Jest sposobem widzenia świata jako zjawiska estetycznego. Ten sposób – sposób kampu – nie widzi świata w kategoriach piękna, lecz w kategoriach sztuczności, stylizacji. (…) Wynosić ponad wszystko styl, to lekceważyć treść lub wprowadzać postawę neutralną wobec treści. Nie trzeba dodawać, że wrażliwość kampowa jest niezaangażowana politycznie, odpolityczniona lub przynajmniej apolityczna. (…) Jest prawdą, że oko kampu ma moc przeobrażania doświadczeń. Ale nie wszystko da się zobaczyć jako kamp. Nie wszystko jest w oku patrzącego.”

SZTUKA KAMPOWA
“Sztuka określana jako kamp jest bowiem często sztuką dekoracyjną, w której faktura, zmysłowa powierzchnia i styl grają główną rolę kosztem treści. (…) Czasem cała dziedzina nasiąka kampem. Takimi od dawna wydają się balet, opera i film.

SIEWCY KAMPU
“Największym zaś popularyzatorem gustu kampowego jest dzisiaj prawdopodobnie krytyka filmowa (wykazy w rodzaju “10 najlepszych złych filmów, jakie widziałem”), ponieważ większość ludzi nadal śmiało i bez zahamowań chodzi do kina.”

KAMP A SZTUKA WYSOKA
“W pewnym sensie poprawne będzie twierdzenie: ‘To jest za dobre, aby było kampem’. Albo ‘za ważne’, nie dość marginesowe (…). W ten sposób osobowość i wiele dzieł Jeana Cocteau są kampem, ale nie są nim utwory Andre Gide’a; są nimi opery Richarda Straussa, ale nie Wagnera (…). Wiele okazów kampu jest ‘z poważnego’ punktu widzenia złą sztuką bądź kiczem. Nie wszystko jednak. Nie tylko, że kamp niekoniecznie musi być złą sztuką, ale sztuka, którą można określić jako kamp, czasem zasługuje na jak najpoważniejszą uwagę i podziw (przykład: najwybitniejsze filmy Louisa Feuillade’a).”

KAMP – SZTUKĄ PRZESYTU
“Kamp jest wizją świata w kategoriach stylu – ale stylu szczególnego rodzaju. Jest to miłość do tego, co przesadne, co ‘się nie mieści’ (off), do rzeczy – będących – tym – czym – nie – są.”

KAMP – SZTUKĄ NIENORMALNOŚCI
“Kamp darzy szczególnym upodobaniem osoby wychudzone oraz odbiegające od normy, hermafrodyta jest na pewno jednym ze wzorców wrażliwości kampu. (…) Sprzymierzone z gustem kampu do obojnactwa jest coś, co się wydaje zupełnym przeciwieństwem, lecz nim nie jest: lubowanie się w przesadnym podkreśleniu cech płci i osobistych manieryzmów. Z oczywistych powodów najlepszymi przykładami, jakie można przytoczyć, są gwiazdy filmowe (…)”.

KAMPOWE POJMOWANIE LUDZI I RZECZY
“Dostrzegać kamp w przedmiotach i ludziach to pojmować Bycie – jako – granie roli. (…) Kampowa wrażliwość jest więc świadoma dwojakiego sposobu, w jaki pewne rzeczy można odbierać. Nie chodzi tu jednak o dobrze znany podział na dosłowne znaczenie z jednej i symboliczne z drugiej strony. Jest to raczej różnica między rzeczą, która coś znaczy, znaczy cokolwiek, a rzeczą będącą jedynie wytworem.”

“TO CAMP”
“To camp” – to uwodzić kogoś, stosując przejaskrawione manieryzmy (…).”

NIEWINNOŚĆ KAMPU
“Tak więc, powtórzymy, kamp opiera się na niewinności. Znaczy, że kamp odsłania niewinność, ale jeśli może, to równocześnie niewinność tę deprawuje. (…) Czasem można doprowadzić ludzi do kampowania bez ich wiedzy. Zastanówmy się, jak Felliniemu udało się to, że Anita Ekberg w Słodkim życiu parodiowała samą siebie.”

POWAGA KAMPU
“W naiwnym, czyli czystym Kampie, zasadniczym elementem jest powaga, która zawodzi.”

EKSTRAWAGANCJA KAMPU
“Znakiem probierczym kampu jest duch ekstrawagancji.”

KAMP VS PSEUDOKAMP
“Bez pasji otrzymuje się pseudokamp: rzeczy dekoracyjne, bezpieczne, jednym słowem – szykowne. Na jałowym krańcu kampu leży wiele atrakcyjnych śliczności: ulizane fantazje Salvadora Dali (…). Ale nie należy mieszać tych dwóch rzeczy – afektacji i kampu.”

NIEZWYKŁOŚC KAMPU
“I jeszcze – kamp jest próbą zrobienia czegoś niezwykłego. Ale niezwykłego w znaczeniu szczególnego, oszałamiającego (…), nie zaś niezwykłego w sensie wielkiego wysiłku.”

POZYTYWNA PRETENSJONALNOŚĆ KAMPU
“Filmy takie jak Na plaży (…) są złe, aż do śmieszności, ale nie są aż tak złe, by były zabawne, ponieważ są zbyt natrętne i pretensjonalne. Brak im fantazji. Kamp istnieje w takich złych filmach jak The Prodigal i Samson i Dalilah, jak seria barwnych włoskich widowisk z superbohaterem Maciste, jak japońskie filmy science fiction (na przykład Rodan, ptak śmierci), dzięki temu właśnie, że przy względnej bezpretensjonalności i pospolitości, są w swoich fantazjach skrajniejsze i bardziej nieodpowiedzialne i dlatego wzruszające i całkiem zabawne.”

CZASOWOŚĆ KAMPU
“Oczywiście kanon kampu może się zmieniać. Czas ma na to wielki wpływ.”

“CHARAKTEROWOŚĆ” KAMPU
“Kamp jest gloryfikacją ‘charakteru’. (…) Tym, co znajduje uznanie w oczach kampu, jest jedność, siła indywidualności danej osoby.”

ANTYPSYCHOLOGIZM KAMPU
“Charakter pojmowany jest jako stan nieustannego jarzenia się – osoba jest bardzo intensywną monadą. W pewnej mierze tłumaczy to fakt, że operę i balet uważa się za tak wielkie skarby kampu, ponieważ żadna z tych form nie potrafi zdać sobie sprawy z komplikacji ludzkiej natury.”

PONAD-MORALNOŚĆ KAMPU
“Kampowy smak odrzuca skalę ‘zły – dobry’, właściwą normalnym sądom estetycznym. Kamp jej nie odwraca. Nie twierdzi, że dobre jest złe lub złe jest dobre. Proponuje dla sztuki (i życia) inny – dodatkowy – zestaw kryteriów wartości”.

TRAJEKTORIA WRAŻLIWOŚCI I KAMP W NIEJ
“Pierwszy rodzaj wrażliwości – wrażliwość ukształtowana według wzorów tradycyjnej kultury – jest w zasadzie moralistyczny. Drugi – wrażliwość na ekstremalne stany odczuwania, reprezentowana przez wiele utworów współczesnej sztuki awangardowej, czerpie siłę z napięć pomiędzy pasją moralną a estetyczną. Trzeci rodzaj – wrażliwość kampu jest całkowicie estetyczna. (…) Kamp jest konsekwentnie estetycznym przeżywaniem świata. Wyraża zwycięstwo ‘stylu’ nad ‘treścią’, ‘estetyki’ nad ‘moralnością’, ironii nad powagą.”

ANTYTRAGIZM KAMPU
“Kamp i tragedia są antytezami.”

STYLOWOŚĆ KAMPU
“Styl jest wszystkim.”

IRONICZNOŚĆ KAMPU
“Istotą rzeczy w kampie jest detronizacja powagi. Kamp jest żartobliwy, niepoważny. Ściślej – kamp wprowadza nowy, bardziej złożony stosunek do ‘rzeczy serio’. Można być poważnym, mówiąc o rzeczach frywolnych, frywolnym, mówiąc o poważnych.”

TRANSGRESYJNOŚĆ KAMPU
“Smak kampowy nie jest wprawdzie równoznaczny z gustem homoseksualnym, istnieje jednak między nimi szczególne pokrewieństwo, często krzyżują się.”

KOMIZM I DYSTANS KAMPU
“Kamp proponuje komiczną wizję świata. Ale nie gorzką lub polemiczną komedię. Jeżeli tragedia jest doświadczeniem całkowitego zaangażowania, komedia jest doświadczeniem niepełnego zaangażowania, dystansu.”

KAMP A KULTURA MASOWA
“Smak kampu transcenduje obrzydliwość reprodukcji”.

KAMP JAKO GRA
“Oczywiście jest to gra. Gra spowodowana w ostatecznym rozrachunku groźbą nudy.”

ARYSTOKRATYCZNOŚĆ KAMPU
“Arystokratyczna postawa wobec kultury nie może umrzeć, chociaż może przetrwać tylko w coraz bardziej arbitralnych i wymyślnych formach. Kamp (…) jest stosunkiem do stylu w dobie, kiedy wybór stylu – jako takiego – stał się w ogóle wątpliwy. (…) Doświadczenia kampu opierają się na wielkim odkryciu, że wrażliwość wysokiej kultury nie ma monopolu na subtelność. Kamp twierdzi, że dobry smak nie jest po prostu dobrym smakiem, że istnieje dobry smak złego smaku.”

HUMANIZM KAMPU
“Smak kampu zakłada przede wszystkim zabawę, aprobatę. (…) Kampowy smak nie twierdzi, że jest w złym guście być poważnym; nie drwi z nikogo, komu udaje się być dramatycznym ‘na serio’. Za to umie dostrzec sukces w prawdziwych klęskach. (…) Smak kampu jest rodzajem miłości, miłości do ludzkiej natury. Smakuje raczej niż sądzi małe triumfy i niezręczności. (…) Kamp jest tkliwym uczuciem.”

ISTOTA KAMPU
“Odpowiedź, która określa kamp: to jest dobre, bo jest okropne.”

Drogi czytelniku, czy po zapoznaniu się z tezami pani Sontag co do kampu trzeba Ci jeszcze wyłuszczać podstawowe, estetyczno – filozoficzne wyznaczniki tegoż zjawiska (zwłaszcza w odniesieniu do sztuki filmowej)? Chciałbym bowiem od razu przejść do przedstawienia zestawu stu filmowych tytułów, które wprost idealnie wpisują się w nakreśloną przez amerykańską badaczkę trajektorię kampu. Niemniej zakładam, że są wśród Was odbiorcy, którzy jedynie pobieżnie zapoznali się z przytoczonymi wyżej fragmentami, uznając, że nie są one warte lektury (z pewnością takie zdanie ma Naczelny, który opieprzy mnie ze szczętem, że zamiast pisać swoje, to bezczelnie sampluje – hahahaha). Zanim więc przystąpię do zasadniczej prezentacji, podaję szereg kluczowych pojęć określających kampowe dzieło sztuki – w tym przypadku będzie to film (żeby udowodnić, że przytoczone wyżej fragmenty rozjaśniają mroki spowijające słodko – lśniąco – kiczowato – grzeszny kamp).

A więc film kampowy musi być:

1. odjechany;
2. przerysowany;
3. sztuczny;
4. kiczowaty;
5. styl musi dominować nad treścią;
6. musi operować nienormalnością (musi być “wyrzeźbiony w nienormalności”);
7. być groteskowy;
8. ironiczny;
9. przeestetyzowany;
10. musi wymykać się prostym osądom moralnym;
11. musi uwodzić widza (nawet jeśli uwodzić go ma tym, co odpycha i obrzydza). W tym względzie film kampowy musi przypominać szekspirowskiego spotworniałego Ryszarda III, uwodzącego piękną księżniczkę Annę świeżo po zabiciu jej ojca i męża. Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć wspaniałe słowa kalekiego tyrana, niezwykle trafnie oddające istotę kampowości:

Since I am crept in favour with myself,
I will maintain it with some little cost.
But first I’ll turn yon fellow in his grave,
And then return lamenting to my love.
Shine out, fair sun, till I have bought a glass,
That I may see my shadow as I pass.

(http://gutenberg.net/etext/1103)

12. musi stanowić rodzaj gry (tak na płaszczyźnie formy – często zmagającej się z wyznacznikami filmowej gatunkowości, jak i treści – CIĄGŁE ZASKAKIWANIE – oto credo kina kampowego);
13. w swym najgłębszym, znaczeniowym wymiarze musi być pochwałą ludzkiej natury – zwłaszcza jej słabości, decydujących o naszym człowieczeństwie.

Ostatni punkt wymaga pewnych wyjaśnień, po które udajmy się do Witolda Gombrowicza, twórcy kampowego całą gębą (choć w kampowości pobił go z całą pewnością Witkacy – niezapomniany jest fragment w “Pamiętnikach” Gombrowicza, kiedy ten opisuje wizytę w domu Witkaca, który otworzył mu drzwi, kucając, przez co Gombrowicz zapamiętał go na całe życie jako poruszającą się na dwóch nogach wielką głowę).

Czy pamiętasz, czytelniku, przesławną gotycką powieść kryminalno – erotyczno – szpiegowską Witolda G. pt. “Opętani” – będącą manifestacją literackiego kampu? Powieść ta, niedokończona wszakże (ukazywała się w odcinakach w prasie codziennej w 1939 r.), którą Gombrowicz podpisywał pseudonimem Zdzisław Niewieski, była wyrazem fascynacji pisarza tanią sensacyjno – erotyczną literaturą, w której, pod płaszczykiem tandety, przerysowania, bluzgu, taniochy, odnajdywał autor prawdziwy obraz człowieka, ba, Polski nawet i społeczeństwa polskiego. Czego wyraz dał wiele lat później, zapisując karty swego prześwietnego “Dziennika”. (Daję cytat za wydaniem “Wydawnictwa literackiego” z roku 2004, strona 108). “Ale zła literatura polska, była dla mnie i ciekawa i pouczająca. Studiując okropne nowelki rozmaitych ciotek w niedzielnym numerze “Kuriera warszawskiego” albo powieści Germana, Mniszkówny, Zarzyckiej, Mostowicza, odkrywałem rzeczywistość… gdyż te powieści demaskują, one są zdradzieckie. Ich nieudolna fikcja pęka co chwila, a przez szczelinę można rzucić okiem na wszystkie brudy tych dusz autorskich, niechlujnych. Historia literatury… Owszem, ale dlaczego historia tylko dobrej literatury? Zła sztuka może być bardziej charakterystyczna dla narodu. Historia grafomanii polskiej więcej może powiedziałaby nam o nas niż historia Mickiewiczów i Prusów.” Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Film, również ten kampowy, niszowy, jako sztuka przyliteracka, staje się medium opisującym to, co najbardziej fotogeniczne w człowieku.

A więc rozpocznijmy naszą podróż po oceanie kampu, trashu, tandety – która niczym diament lśni w odmętach filmowego uniwersum, stając się zwierciadłem, w którym przegląda się ludzka natura…

1. 2000 MANIAKÓW (2000 MANIACS)
reż. Hershell Gordon Lewis, USA 1964, 87 min.

Protoplasta podgatunku zwanego gore (ang. posoka) zaprasza nas do królestwa grozy położonego gdzieś na Dzikim Zachodzie. Oto grupka turystów przybywa do widmowego miasteczka, w którym zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Wkrótce jedna z par odkrywa, że mieścinę zamieszkują kanibale (tytułowe dwa tysiące maniaków), renegatów z armii Unii łaknących świeżego, ludzkiego mięsa. Rozpoczyna się walka o przeżycie… Oczywiście nikomu nie przeszkadza, że, choć akcja dzieje się w XIX wieku, turyści są ubrani i zachowują się, jakby przybyli z lat 60. XX wieku. Ważne, że sztuczna krew leje się strumieniami, skąpo ubrane blondynki krzycząc przemierzają wzdłuż i wszerz ekran, a dziko wyglądający kanibale ostrzą noże na kamiennych schodach. Jeden z nielicznych filmów zwanych “roughies” (od “rough” – ostry, mocny film), posiadający dość rozbudowaną fabułę, prowadzoną nawet kosztem – nieodłącznych w tego typu produkcjach – scen skrajnej przemocy.

2. ANTROPOFAGUS – BESTIA (ANTROPOPHAGUS – THE BEAST)
reż. Joe D’Amato, Włochy 1981, 81 min.

Ten film byłby nie do zniesienia ze względu na drastyczność scen, gdyby nie to, że efekty specjalne w nim użyte są zrealizowane w tak nieporadny sposób, że zamiast wywoływać grozę po prostu śmieszą. Joe D’Amato – filmowy stachanowiec, kręcący pospołu filmy pornograficzne lub horrory (podobno robi to w zależności od dobrego – pornosy, bądź złego – horrory, humoru), ukazuje spotkanie nieświadomych zagrożenia młodych, amerykańskich turystów z tytułowym ludojadem, zamieszkującym jedną z greckich wysp. Ludojad skonsumował kiedyś swoją rodzinę i teraz nijak nie chce przerzucić się na dania jarskie, stąd zanim zostanie unicestwiony (niestety nie na długo, jest już sequel filmu), pozbawi życia niejednego nieszczęśliwca. Film traktować można jako transgresyjną wersją “Przypadków Robinsona Crusoe” Daniela Dafoe.

3. ATAK GIGANTYCZNYCH PIJAWEK (ATTACK OF GIANT LEECHES)
reż. Bernard Kowalski, USA 1959, 62 min.

Jedna z pierwszych produkcji Rogera Cormana realizowanych na potrzeby kin samochodowych. Śledzący niewierną żonę i jej kochanka mężczyzna jest świadkiem ataku gigantycznych pijawek (granych przez aktorów w śmiesznych gumowych kostiumach). Oczywiście nikt nie wierzy fantastycznym opowieściom nieszczęśliwca, dlatego bohater sam musi zmierzyć się z zagrożeniem. Kamp klasy “Z” całą gębą, najgłupszy i najśmieszniejszy z filmów o inwazjach tajemniczych, przerośniętych (zwykle pod wpływem radioaktywnego promieniowania) istot, od jakich roiło się w amerykańskim kinie atomowym lat 50.

4. BARBARZYŃSKA KRÓLOWA (BARBARIAN QUEEN)
reż. Hektor Olivera, USA/Hiszpania 1985, 95 min.

Kampowy klon Conana barbarzyńcy Johna Miliusa, czy raczej jego żeńskiej odmiany, Czerwonej Sonji Richarda Fleischera, zrealizowany przez ekipę niezmordowanego Rogera Cormana w Hiszpanii. Rzecz rozgrywa się w barbarzyńskich czasach, kiedy hordy mężczyzn napadały na hordy kobiet, by je gwałcić i mordować, zaś niewiasty (dodajmy, dobrze zbudowane i uzbrojone w lśniącą stal), które jednak przeżywały najazdy, dokonywały krwawej zemsty. Roger Corman w swej książce “Jak zrobiłem 1000 filmów i nie straciłem ani centa”, pisze, że aby film przyciągnął uwagę widza, co 10 minut musi błysnąć na ekranie naga kobieca pierś. W Barbarzyńskiej królowej ideę tą potraktowano dosłownie, choć błyszczą tu nie tylko kobiece piersi, bowiem barbarzyńskie kobiety świetnie posługują się również białą bronią. Kampowy przyczynek do teorii filmowego feminizmu.

5. BARON KREW (BARON BLOOD)
reż. Mario Bava, Włochy 1972, 90 min.

Mario Bava przerabia “Studnię i wahadło” Edgara Allana Poe. Joseph Cotten w roli nieśmiertelnego barona Blooda, zamieszkującego Czarny Zamek, mieszczący komnaty po brzegi wypełnione narzędziami tortur. Pech chce, że w łapy barona wpada młode małżeństwo. Stylowy, włoski kamp. Bardziej straszy tu atmosfera permanentnego zagrożenia, niż realistyczne sceny tortur.

6. BESTIA (LA BETE)
reż. Walerian Borowczyk, Francja 1975, 90 min.

Pierwotnie miał to być segment Opowieści niemoralnych, które Borowczyk zrobił nieco wcześniej. Ale że temat był chwytliwy i rokował spore zyski u żądnej sensacji publiczności, Borowczyk postanowił rozbić go na osobny film. Historia współczesna (do położonego na francuskiej prowincji zamku przyjeżdża piękna młoda dziewczyna ulegająca pokusom przebywających w pałacu mężczyzn), przeplata się z (zrealizowaną w formie slapstickowej burleski) opowieścią historyczną, w której niewinna hrabianka zostaje zgwałcona przez tytułową, przypominającą niedźwiedzia bestię (która, dodajmy, kona w miłosnych zapasach z kobietą). Film nieodparcie śmieszny, ale zdarzają się tu momenty filmowego erotyzmu pierwszej próby (np. piękna scena z nagą kobietą i różą).

7. BESTIA W KLATCE (LA BESTIA IN CALORE)
reż. Ivan Kathansky, Włochy 1977, 86 min.

Przedziwny sexploitation wykorzystujący elementy faszystowskiego filmu pornograficznego (inspirowanego Zmierzchem bogów Viscontiego i Nocnym portierem Cavani), gdzie faszyzm zrównany jest z seksualną perwersją (będąc niejako swoistą perwersją europejskiej kultury). Trwa wojna. Gdzieś we Włoszech stacjonuje mały garnizon SS walczący z włoskim ruchem oporu. “Maskotką” hitlerowców jest tytułowa bestia w klatce (mocno owłosiony jegomość przypominający bohaterów Walki o ogień Annauda). Złapane członkinie ruchu oporu są zamykane w klatce bestii, gdzie muszą spełniać seksualne zachcianki dziwadła. Wszystkiemu przygląda się wyniosła SS-manka, która, schwytana przez odważnych partyzantów – mścicieli w finale filmu, sama zostaje zmuszona do obcowania z “jaskiniowcem”. To już nie kamp a po prostu trash, wojna jako metafora ludzkiego bestiarium została tutaj potraktowana dosłownie. Ale film znów wywołuje u widzów, chyba niezamierzone przez twórców, spazmy gwałtownego śmiechu.

8. BITWA PONAD GWIAZDAMI (BATTLE BEYOND THE STARS)
reż. Jimmi T. Murakami, USA 1980, 105 min.

Roger Corman kontratakuje. Po sukcesie Gwiezdnych wojen sam postanowił zasponsorować space-operę, tym razem opartą na Siedmiu samurajach  (fabuła filmu Lucasa opierała się na Ukrytej fortecy Kurosawy). Siedmiu kosmicznych najemników kontra totalitarne imperium. Poliuretanowe nocniki na głowach najeźdźców i kowbojskie koszule powiewają na grzbietach obrońców galaktyki w warunkach kosmicznej próżni. Kosmiczny kamp z zawieszonymi na nitkach makietami galaktycznych ścigaczy w rolach głównych.

9. BLONDYNKI WOLĄ PISTOLETY (BLONDES HAVE MORE GUNS)
reż. George Merriweather, USA 1995, 90 min.

Troma bierze na cel Nagi instynkt Paula Verhoevena. Policjant-pechowiec prowadzi śledztwo w sprawie serii morderstw dokonywanych przez super-atrakcyjną blondynkę. Kampowa drwina z erotycznych thrillerów oraz filmowych pismaków. Jedną z ofiar jest filmowy krytyk. “Skąd wiesz, że to krytyk?”, pyta bohatera jego partner. “Znaleźliśmy go z dwoma kciukami w d…”, odpowiada policjant – co jest wyraźną aluzją do słynnego amerykańskiego filmoznawcy Rogera Eberta, który – gdy film wzbudza jego aplauz – daje mu cezurę “Two Thumbs Up”.

10. BRUTALNI ZAWODOWCY (VIOLENT PROFESSIONALS)
reż. Sergio Martino, Włochy/USA 1973, 110 min.

Włoska przeróbka amerykańskich filmów sensacyjnych spod znaku Francuskiego łącznika Williama Friedkina. Zawzięty inspektor policji ryzykuje karierę i życie, by dorwać bezwzględnego króla przestępców. Pędząca na łeb na szyję akcja, spektakularne sceny strzelanin i pogoni, realistyczne sceny policyjnych przesłuchań i gangsterskich tortur, oraz trzeszczący w uszach angielski dubbing. Modelowy przykład filmowego kampu wykorzystującego schematy amerykańskiego kina akcji.

11. CIAŁO DLA FRANKENSTEINA (FLESH FOR FRANKENSTEIN, ANDY WARHOL’S)
reż. Paul Morrisey, Włochy/Francja 1973, 95 min.

Drugi z trzech awangardowych horrorów (pierwszym jest Krew dla Draculi, ostatnim Pies Baskerville’ów) Paula Morriseya – nadwornego kamermana “Faktorii” Andy Warhola. Tym razem Morrisey pastwi się nad klasycznym motywem szalonego naukowca sklecającego z ciał truposzów nowego człowieka. Potwór nie tak szpetny, jak w innych filmowych wersjach powieści Shelley (gra go nadworny model “Fakturzystów” Joe Dallesandro), dlatego Baron Frankenstein próbuje go wykorzystać w celu stworzenia populacji Potworów – poprzez zmuszanie do kopulacji z podobną mu kobietą (z czego niestety nic nie wychodzi). W 2002 roku odbyła się powtórna premiera Ciała… podczas festiwalu filmów gejowskich w Filadelfii, powodując swoisty renesans tytułu.

12. CZARODZIEJ GORE (THE WIZARD OF GORE)
reż. Hershell Gordon Lewis, USA 1970, 96 min.

Hershell Gordon Lewis nieco bardziej wyrafinowany. Bohaterem filmu jest sławny prestidigitator (wzorowany oczywiście na sławetnym Doktorze Caligarim), który co wieczór daje niezwykłe szoł w małym, amerykańskim miasteczku. Choć na scenie ukazuje sceny wymyślnych tortur (krajanie, dźganie, wydłubywanie), żadna z pięknych ochotniczek zgłaszających się do numeru nie zostaje okaleczona. To oczywiście tylko trick, w rzeczywistości kobiety są mordowane i porzucane na śmietniku. Bohater jest jednak tak demoniczny, że planuje zbiorowy mord przy pomocy telewizyjnej hipnozy. Powstrzymać go może jedynie wścibska nastolatka i jej chłopak. Dla fanów Lewisa – jego najlepszy film – zrealizowany w dobie polityczno – społecznych niepokojów przełomu lat 60. i 70. może być odczytywany jako metafora polityczno-demagogicznej szarlatanerii.

13. CZY WRESZCIE COŚ OSIĄGNIESZ? (GETTING ANY?)
reż. Takeshi Kitano, 1994, 75 min.

Takeshi “Beat” Kitano – najwybitniejszy współczesny reżyser z Kraju Kwitnącej Wiśni, proponuje nam zabawną opowieść o młodym nieudaczniku, próbującym za wszelką cenę zdobyć dziewczynę. Aby osiągnąć cel, wpada na wiele wielce oryginalnych pomysłów. Próbuje aktorzenia, a nawet poddaje się eksperymentowi zamieniającemu go w gigantyczną muchę… Jedna wielka filmowa zgrywa, a jednocześnie parodia japońskiego kina gatunkowego (łącznie z filmami o superpotworach).

14. DOKTOR OWCA (DOCTOR LAMB)
reż. Danny Lee, Hong Kong 1992, 89 min.

Nadworny aktor Johna Woo – Danny Lee – tym razem jako reżyser daje hongkońską odpowiedź na amerykańskie thrillery opisujące dokonania seryjnych morderców. W filmie Lee serial killerem jest ekscentryczny psychiatra, który pracuje jako taksówkarz. Jeżdżąc w nocy, poluje na samotne kobiety, by w swej mordowni poddawać je wymyślnym eksperymentom i torturom. Film oscyluje na granicy niezamierzonej autoparodii. Sceny “akcji” są tak realistyczne, że aż nieprawdopodobne. Niemniej Simon Yam jako psychopata-nekrofil daje wyśmienity popis aktorskiej gry, godnej Anthony’ego Hopkinsa w pamiętnym filmie Jonathana Demme’a Milczenie owiec.

15. DORIANA GREY (DORIANA GREY)
reż. Jesus Franco, Niemcy 1976, 96 min.

Legendarny mistrz softpornograficznych horrorów wampirycznych Jesus Franco przedstawia swobodną adaptację nieśmiertelnego opowiadania Oscara Wilde’a. Tym razem Dorianem Greyem jest ponętna kobieta (Lina Romay), zamieszkująca odludny pałac, do którego – niczym pajęczyca – zwabia dziewczęta i młodzieńców z okolicznych mieścin, by nasycić nimi swój głód (i nie chodzi tu tylko o pragnienie świeżej krwi). Niecny proceder zapewnia bohaterce nieśmiertelność, choć sny o potędze zakłóca wampirzycy szpetota zawieszonego nad kominkiem autoportretu. Franco tym razem posłużył się nie tylko tekstem Wilde’a, ale przede wszystkim legendą o Elżbiecie Bathory – sławetnej, średniowiecznej wampirzycy z Siedmiogrodu, zażywającej kąpieli w basenie po brzegi wypełnionym ludzką krwią (poczynania tej pani – spokrewnionej z królem Polski, Stefanem – odmalował Walerian Borowczyk w swych Opowieściach niemoralnych).

16. DWIE OSIEROCONE WAMPIRZYCE (LES DEUX ORPHELINES VAMPIRES)
reż. Jean Rollin, Francja 1996, 95 min.

Weteran atmosferycznych softpornowych horrorów, tym razem rodem z Francji – Jean Rollin – daje nam kolejną, chyba najbardziej wyrafinowaną z filmowych opowieści o kobietach-wampirzycach. Tym razem wampirami są dwie niewidome siostry bliźniaczki. Siostry nie widzą tylko w dzień, w nocy mają jak najbardziej wyostrzone spojrzenie, zwłaszcza że muszą ruszyć na łowy. Jean Rollin jest twórcą cokolwiek niedocenionym, a przecież tylko jego filmy cechuje prawie całkowita afabularność, przy rozbuchanej do granic przeestetyzowania perwersyjno-gotyckiej atmosferze. Ktoś, kto nie widział jedenastominutowej sekwencji przebudzenia się wampirzyc w oświetlonej kandelabrami komnacie przy wtórze gregoriańskiego chóru, ten nie może pojąć istoty filmowego kampu.

17. DZIEWICA WŚRÓD ŻYWYCH TRUPÓW (VIRGIN AMONG THE LIVING DEAD, A)
reż. Jesus Franco & Jean Rollin, Francja/Włochy/Hiszpania/Liechtenstein, 1971, 90 min.

Liczba pięknych kobiet (na czele ze sławną modelką Christiną von Blanc) występujących w tym filmie może przyprawić o zawrót głowy. Sceny erotyczne w Dziewicy… przyćmiewają nawet dość skomplikowaną jak na europejskie chillery fabułę (młoda dziewczyna przybywa do Hondurasu, by zbadać przyczyny śmierci swego ojca). Film cięty i montowany wielokrotnie, ostatnim razem przez samego Jeana Rollina, dzięki któremu możemy nacieszyć się scenami lesbijskich zapasów w finale filmu.

18. EMMANUELLE I OSTATNI KANIBALE (EMMANUELLE AND THE LAST CANNIBALS)
reż. Joe D’Amato, Włochy 1977, 92 min.

Niepowtarzalne skrzyżowanie serii filmów o Emmanuelle z serią filmów kanibalistycznych w stylu Mondo Cannibale, pod dyrekcją niezmordowanego Napoleona pornograficznych horrorów Joe D’Amato. Czekoladowa Emmanuelle – Laura Gemser – udaje się w ostępy amazońskiej dżungli, by dokumentować życie tytułowych ostatnich kanibali. Naiwna wiara w naturalną łagodność ludojadów, jaką prezentuje bohaterka, wkrótce zostaje wystawiona na ciężką próbę. Coś, co mnie zawsze zaskakuje w produkcjach tego typu, to niesamowita muzyka będąca połączeniem rzewnych kompozycji Ennio Morricone z gitarowymi riffami godnymi klasyków rocka.

19. EUGENIA (EUGENIE… THE STORY OF HER JOURNEY INTO PERVERSION)
reż. Jesus Franco, RFN/Liechtenstein/Anglia, 1969, 71 min.

Że Markiz D. A. F. de Sade był ojcem kampu, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ostateczny dowód na “sadyczność” kampu przeprowadza niezrównany Jesus Franco w swej swobodnej adaptacji “Eugenii” Sade’a, z wykorzystaniem elementów z “Justyny” i “Filozofii w buduarze”. Matka i ponętna córka plus ojciec wyruszają na samotną wyspę, by tam oddawać się bezecnym perwersjom. Niespodziewanie okazuje się, że na wyspie zamieszkuje tajemniczy libertyn o imieniu Dolmaciusz (w wybornej performancji wielkiego Christophera Lee), który jeszcze bardziej zagęszcza erotyczną atmosferę.

20. FUDOH – NOWA GENERACJA (FUDOH – NEW GENERATION)
reż. Takashi Miike, Japonia 1996, 100 min.

Gangsterska ekstrawagancja w duchu Grand Guignolu w wykonaniu najbardziej kampowego z japońskich reżyserów. Historia zemsty, jaką przeprowadza na swym ojcu – szefie klanu Yakuzy jego syn, w odwecie za zabicie swego przyrodniego brata. Najciekawsza partia filmu rozgrywa się w szkole średniej, do której chodzi bohater. Spotykamy tam np. nastoletnie zabójczynie, wyposażone w szybkostrzelne (dosłownie!) waginy. Zobaczyć znaczy uwierzyć. Wydaje się, że cała twórczość Miike’a zasługuje na opisanie w niniejszym zestawieniu, bo tylko u tego reżysera kobieta może urodzić dorosłego człowieka (Gozu), zaś dorosły człowiek może zostać z łatwością przepołowiony na pół przy pomocy umieszczonego w bucie ostrza (Ichi – Zabójca).

21. FULL METAL JAKUZA (FULL METAL GOKUDO)
reż. Takashi Miike, Japonia 1997, 103 min.

Inspirowana RoboCopem Paula Varhoevena kolejna, kampowa produkcja japońskiego “króla złego smaku”. W zamachu na szefa mafii zmasakrowany zostaje odważny gangster. Szalony naukowiec bierze to, co zostało z bohatera, i umieszcza w specjalnie skonstruowanej, śmiercionośnej maszynie. Robotogangster przystępuje do akcji, dążąc do odkrycia prawdy o swym smutnym losie. Zemsta, jaką wywrze na swych prześladowcach, będzie tym bardziej straszliwa, bo tragiczny zamach przerwał jego wielką, miłosną przygodę, która w obecnych warunkach (stalowe członki!) nie może być kontynuowana. Ironizuję oczywiście, ale to świetnie zrobione, trzymające w napięciu kino, z wieloma niezwykle widowiskowymi fragmentami.

22. GOŚCIE Z GALAKTYKI ARKANA (POSJETIOCI IZ GALAKSIJE ARKANA)
reż. Dusan Vukotic, Jugosławia/Czechosłowacja, 1981, 82 min.

Jugosłowiańska odpowiedź na amerykańskie filmy o obcych. Kampowa zgrywa na sto fajerek i wielki hit w PRL-owskich kinach (pamiętam, musiałem dać łapówę – 50 zł – żeby kiniarka wpuściła mnie na seans). Zdesperowany pisarz taniej literatury SF zostaje nawiedzony przez rodzinę przybyszów z galaktyki Arkana, posługujących się wyspecjalizowaną technologią, oraz opiekujących się kieszonkowym potworkiem. Oczywiście potworek nie zawsze jest kieszonkowy i kiedy urasta do rozmiarów małego samochodu, sieje spustoszenie (najlepsza scena w filmie: potwór, wzorem Romana Polańskiego, rozbija rodzinną zabawę, odrywając głowę wuja i wrzucając ją do talerza z zupą).

23. GWAŁT WAMPIRA (LE VIOL DU VAMPIRE)
reż. Jean Rollin, Francja 1968, 91 min.

Jedna z pierwszych wampiryczno-erotycznych fantazji wyreżyserowanych przez kultowego twórcę Jeana Rollina. Inspirowana Wampirem Dreyera, “Carmillą” Sheridana Le Fanu i poezją Gastona Leroux (tego od “Upiora w operze”). Dwie siostry – wampirzyce starają się odkryć tajemnicę Czarnej Królowej – władczyni wampirzego imperium, która ponoć rzuciła na bohaterki klątwę. Grafomański, a jednak emanujący niesamowitością, czarno – biały film grozy, wpisujący się w dokonania francuskiej nowej fali, choć z pewnością nie stojący w równym szeregu z Do utraty tchu Godarda i 400 batami Truffauta.

24. HE-MAN I WŁADCY WRZECHŚWIATA (HE-MAN AND THE MASTERS OF THE UNIVERSE)
reż. Gary Goddard, USA, 1987, 110 min.

Filmowa, aktorska ekranizacja popularnej serii obrazkowej promującej serię zabawek firmy Mattel. Kampowe fantasy z Dolphem Lundgrenem jako He-Manem – herosem z planety Eternia toczącym śmiertelny bój ze złowrogim Skieletorem (Frank Lagnella). Akcja filmu nie ogranicza się tylko do świata lochów i potworów, przenosimy się bowiem do naszego wymiaru, gdzie para uroczych nastolatków (Courtney Cox – w jednej ze swych pierwszych ról) pomaga He-Manowi i jego przyjaciołom w zażegnaniu inwazji hord Skieletora zagrażających bezpieczeństwu Ziemi.

25. HERKULES I KRÓLOWA LIDIA (ERCOLE E LA REGINA DI LIDIA)
reż. Pietro Francisco, Włochy, 1959, 101 min.

Ostatni i według fanów najlepszy z włoskich superprodukcji o Herkulesie, ze Stevem Reevesem w roli głównej. Fabułę filmu oparto tym razem na mitach tebańskich, zwłaszcza micie Edypa, choć fabuła wykorzystuje również motywy opowieści o podróży po Złote Runo. Herkules pakuje się w sam środek bratobójczej wojny, jaką toczą ze sobą członkowie rodu Atrydów. Zostaje uwiedziony przez podstępną królową Lidię, która pozbawia go pamięci. I tylko dzięki sprytowi Ulissesa nasz dzielny heros może wrócić do świata żywych i zrobić porządek z wojennym bajzlem. Wspaniałe, soczyście kolorowe zdjęcia do filmu (soczystość tę widać nawet na transferowanych dyskach DVD) realizował sam Mario Bava.

26. HERKULES W ŚWIECIE UMARŁYCH (EROLE AL CENTRO DELLA TERRA)
reż. Mario Bava, Włochy 1961, 91 min.

Film znany także pt. Herkules kontra wampiry. Najbardziej mroczny z włoskich filmów o Herkulesie, ale podpisany też nie przez byle kogo, a przez Mario Bavę – speca od kina grozy. Tym razem Herkules (Reg Park) musi udać się do tajemniczego świata umarłych, by przynieść z niego sekretną roślinę, mogącą uzdrowić jego ukochaną – księżniczkę Dejanirę. Film niby realizowany z myślą o młodym odbiorcy, ale scena walki Herkulesa z hordą zmartwychwstałych umarlaków, rozgrywająca się w sali zbudowanej z ludzkich kości, może przerazić.

27. HIRUKO – GOBLIN (YOKAI HANTA – HIRUKO)
reż. Shinja Tsukamoto, 1990, 89 min.

Filmowy kamp po japońsku. Położona na prowincji szkoła średnia kryje w swych podwojach przerażającą tajemnicę: budynek szkoły postawiono na królestwie przedziwnych demonów, wyglądem przypominających poruszające się na pajęczych nogach ludzkie głowy. Grupa nastolatków i ekscentryczny archeolog postanawiają rozwikłać sekret królestwa goblinów, zwłaszcza że krwiożercze (choć obdarzone przepięknym głosem) istoty zagrażają bezpieczeństwu całego miasta. Ten, z pewnością zainspirowany przez koszmarne efekty specjalne do Coś Johna Carpentera, film to przedziwna krzyżówka horroru, teen-comedy i… musicalu. Widok pływającej w rzece, śpiewającej rzewną piosenkę ludzkiej głowy jest nie do zatarcia w pamięci.

28. HOLLYWOODZKIE DZIWKI UZBROJONE W PIŁY ŁAŃCUCHOWE (HOLLYWOOD CHAINSAW HOOKERS)
reż. Fred Olen Ray, 1988, 90 min.

Kultowy film o kultowym tytule. Synonim filmowego trashu zza oceanu. Młoda uciekinierka z domu (ciekawe, że większość bohaterów bądź bohaterek filmów kampowych to ludzie młodzi – z pewnością ma to związek z instytucją odbiorcy tego typu produkcji, z których większość to spragnieni kampowych wrażeń nastolatkowie) dociera do Hollywood, gdzie, by przeżyć, zostaje prostytutką. Bohaterka szybko odkrywa, że dziwki tworzą zwartą grupę morderczyń szlachtujących swych klientów. Dziewczyny powołują do życia coś w rodzaju dziwnego bractwa, kierowanego przez tajemniczego mężczyznę zwanego Obcym (w tej roli sam Gunnar Hanson – pamiętny odtwórca roli przerażającego Latherface’a z klasycznego gore Toby’ego Hoopera Teksańska masakra piłą mechaniczną z 1974 r., który to film był zapewne źródłem inspiracji dla twórców Hollywoodzkich dziwek…).

29. ILSA – WILCZYCA Z SS (ILSA – SHE WOLF FROM THE SS)
reż. Don Edmonds, USA 1974, 96 min.
30. ILSA – STRAŻNICZKA HAREMU (ILSA – HAREM KEEPER OF THE OIL SHAKES)
reż. Don Edmonds, USA/Kanada 1976, 93 min.
31. ILSA – SYBERYJSKA TYGRYSICA (ILSA – THE TIGRESS OF SIBERIA)
reż. Jean LeFleur, Kanada 1977, 91 min.
32. ILSA – WREDNA STRAŻNICZKA (ILSA – WICKED WARDEN)
reż. Jesus Franco, USA/Kanada, 1977, 90 min.

Klasyczne “roughies” z lat 70., w produkcji których maczali palce niemalże wszyscy najwięksi kampowcy i trashowcy zachodniego kina (od Rogera Cormana, przez Davida F. Friedmana i Dana Sonneya – producentów najsłynniejszych “roughies”, w tym filmów H. G. Lewisa – po nieocenionego Jesusa Franco). Bohaterką wszystkich filmów o Ilsie jest posągowa, sadystyczna blond – bestia (w tej roli charyzmatyczna Dyane Thorne), która jako kacica oferuje swoje usługi a to nazistowskim oprawcom w koncentracyjnym obozie (Ilsa – wilczyca z SS), a to oprawcom z KGB “obsługującym” syberyjski gułag dla dysydentów (Ilsa – syberyjska tygrysica), albo łaknących białego, kobiecego ciała obleśnym szejkom (Ilsa – strażniczka haremu). W zrealizowanym przez Jesusa Franco filmie Ilsa – wredna strażniczka bohaterka staje na czele wojskowego więzienia dla kobiet położonego gdzieś w Ameryce Płd. Coś dla miłośników biczowanego, młodego kobiecego ciała. Seks i przemoc w czystej postaci. Choć zło zawsze zostaje ukarane (wybucha bunt więźniów, przybywa odsiecz itd.). Tak straszne, że aż śmieszne. W pierwszym filmie o Ilsie producenci umieścili nawet napis, że film został zrobiony “ku przestrodze”. Kolejne filmy nie posiadały już tego napisu.

33. JASKINIA BIAŁEGO SMOKA (THE LAIR OF THE WHITE WORM)
reż. Ken Russell, Wlk. Brytania, 1988, 93 min.

Król angielskiego kampu – Ken Russell – czyta zapomnianą powieść Brama Stokera (ojca “Draculi”). Ponętna hrabianka zamienia się w nocy w bezwzględną wampirzycę. Choć to jeszcze nie wszystko na co ją stać – bo w rzeczywistości jest żyjącą w czeluści obłą, oślizłą bestią, której czoło stawić mogą jedynie najodważniejsi (i najbardziej odporni na kobiece wdzięki). Kampowy horror wyzyskujący wszystkie podświadome, męskie lęki związane z seksualnymi relacjami w stosunku do kobiet.

34. JEZUS CHRYSTUS ŁOWCA WAMPIRÓW (JESUS CHRIST THE VAMPYRE HUNTER)
reż. Lee Demarbre, Kanada/Meksyk 2001, 85 min.

Jezus Chrystus przybywa ponownie na Ziemię, by walczyć z hordami krwiożerczych wampirów. Pomagają mu wypróbowani przyjaciele, m.in. meksykański, zamaskowany zapaśnik El Santo. Nic dodać, nic ująć. Można potraktować ten film jako wyraz głębokiej religijności ludu meksykańskiego, albo jako filmowy trash. Szczęśliwie główna postać wymieniona jest w filmie z imienia i nazwiska jedynie w tytule.

35. KALIGULA (CALIGULA)
reż. Tinto Brass, Włochy/USA 1977, 150 min.

Historyczne porno według scenariusza Gore Vidala, z całą brygadą pierwszorzędnych angielskich aktorów (Peter O’Toole, John Gielgud) nawet w rolach epizodycznych. Co by nie mówić – wspaniały Malcolm McDowell w roli szalonego cesarza Kaliguli, którego szaleństwo jest jedynie odbiciem szalonego świata, w jakim przyszło mu żyć. Film okrutny i okropny, z wieloma czysto pornograficznymi scenami (zresztą dokręconymi na specjalne życzenie producenta filmu, pornografa Boba Guccione), a jednak kamp przez wielkie “k” – najlepsza w kinie wizja starożytnego Rzymu.

36. KLĄTWA DOLINY WĘŻY
reż. Marek Piestrak, Polska/Rosja 1988, 99 min.

Polskie kino kampowe z prawdziwego zdarzenia. Ten film mógłby zrobić w Hollywood Steven Spielberg, gdyby, po pierwsze, był na kwasie, po drugie dysponował śmiechu wartym budżetem. Akcja filmu oscyluje wokół tajemniczej szkatułki skradzionej z buddyjskiego monastyru przez zuchwałego francuskiego komandosa (Roman Wilhelmi). Szkatułka jest swoistym prezentem od obcej cywilizacji, zawierającym przepis na stworzenie super-broni. Tropem szkatułki wyrusza grupa śmiałków starających się spotkać wysłanników Obcych w głuszy wietnamskiej dżungli. Ten film jest naprawdę wielkim wydarzeniem w historii polskiej kinematografii, trashowo-kampowym skarbem, za który reżyser – Marek Piestrak (uczący się reżyserskiego fachu na planie Dziecka Rosemary Polańskiego!) – winien otrzymać kampowego Oscara.

37. KOBIETA OSA (WASP WOMAN)
reż. Roger Corman, USA 1959, 84 min.

Roger Corman daje nam opowieść o pięknej kobiecie, która nocą przedzierzga się w wielką osę, bezwzględnie żądlącą śpiących mężczyzn (zwykle tych zakochanych w kobiecie). “Zabijamy to, co kochamy” – mawiał mądry Seneka – Roger Corman wdraża słowa filozofa w środowisko kina samochodowego klasy “C”.

38. KOCHANKOWIE MUZYKI (THE MUSIC LOVERS)
reż. Ken Russell, Wlk. Brytania 1971, 122 min.

Najsłynniejsza z kampowych fantazji biograficznych Kena Russella. Tym razem Russell w swym wizualnie wyśrubowanym stylu opowiada o burzliwych kolejach losu Piotra Czajkowskiego (życiowa rola Richarda Chamberlaina), który swe tragiczne życie seksualne (Czajkowski – homoseksualista ożeniony został z Antoniną Milukową – nimfomanką) zamieniał w porywającą muzykę. Filmowe pasaże realizowane przez Russella są zapowiedzią formy muzycznego teledysku. Russell w sposób mistrzowski operuje w filmie stylizacją i czarnym humorem niwelującym nawet tak drastyczne fragmenty, jak pamiętna scena “miłosna” między Czajkowskimi w pociągu, czy rozgrywający się w szpitalu dla obłąkanych finał.

39. KREW DLA DRACULI (BLOOD FOR DRACULA, ANDY WARHOL’S)
reż. Paul Morrisey, Włochy/Francja 1973, 100 min.

Najlepszy z kampowych horrorów Paula Morriseya. Swobodna wariacja na temat “Wampira” Polidoriego. Udo Kier gra arystokratycznego wampira, który w poszukiwaniu dziewic wyrusza do Włoch, gdzie podobno uchowały się jakieś cnotliwe panienki. Popis filmowego stylu (wspaniała scena otwierająca film, w której widzimy wampirzą toaletę przed lustrem nie odbijającym jednak oblicza nieumarłego), choć i kawał gore (zwłaszcza w finale). Morrisey czyta opowieść o wampirze kluczem… marksistowskiej walki klasowej (wampir jako ssący krew proletariatu potwór, z którym skończyć mogą jedynie zdrowe, proletariackie jednostki – w filmie reprezentuje je postawny, choć drewniany aktorsko jak stołowa noga, Joe Dallesandro). Wspaniała muzyczna oprawa filmu, autorstwa Carlo Gizziego, godna Szuberta. W epizodycznej roli zblazowanego hrabiego sam Vittorio De Sica. W epizodzie również Roman Polański jako krewki, włoski chłopek.

40. KREW DZIEWCZYN (GORE! GORE! GIRLS)
reż. Hershell Gordon Lewis, USA 1972, 84 min.

Najbardziej ponury z filmów Lewisa, ale jednocześnie najbardziej kampowy. Sadystyczne indywiduum porywa pracujące w nocnym klubie striptizerki i znęca się nad nimi. Właściciel klubu postanawia schwytać złoczyńcę. Dziwny, niemalże psychodeliczny film, z wieloma makabrycznymi scenami nadającymi całości wymiar sennego koszmaru.

41. KRWAWA UCZTA (BLOOD FEAST)
reż. Hershell Gordon Lewis, USA 1963, 70 min.

Sztandarowy film Hershella Gordona Lewisa i jeden z najsłynniejszych “roughies” ever made. Szalony egipski restaurator przygotowuje specjalną ucztę. W okolicy giną piękne dziewczyny. Policja odnajduje je okaleczone, pozbawione kończyn i wnętrzności. Na szczęście znajdzie się odważny policjant, nie przepadający za specyfikami wschodniej kuchni, który schwyta szaleńca. W słynnej scenie wyrywania języka posłużono się językiem owcy. W 2002 roku H. G. Lewis zrealizował remake filmu z Johnem Watersem w roli pastora.

42. KUBA ROZPRUWACZ (JACK THE RIPPER)
reż. Jesus Franco, Niemcy 1976, 92 min.

Jesusa Franco najbardziej kampowa wersja przypadków Kuby Rozpruwacza z Klausem Kinskim w tytułowej roli. Film powstał z inspiracji Orsona Wellesa, któremu Franco asystował przez wiele lat przy pracy nad niedokończonym Don Kichotem. Oczywiście to kawał filmowego śmiecia, ale nie sposób odmówić mu niepowtarzalnego klimatu, wyczarowanego przez mistrza Franco w niedalekiej od Polski Pradze. Kuba jest tutaj ofiarą złego wychowania (jego matka była prostytutką).

43. LAKIER DO WŁOSÓW (HAIRSPRAY)
reż. John Waters, USA 1988, 94 min.

John Waters cofa się do lat 60., by odmalować gorączkę związaną z telewizyjnym programem tanecznym, o wystąpieniu w którym marzył każdy nastolatek (i nastolatka) z Baltimore. Kicz i tandeta królują, stając się synonimami amerykańskiej pop kultury. Transwestyta Divine tym razem w pamiętnej roli matki głównego bohatera – zblazowanego nastolatka z nizin społecznych zakochanego bez pamięci w dziewczynie z tzw. dobrego domu.

44. LISZTOMANIA (LISZTOMANIA)
reż. Ken Russell, Wlk. Brytania 1974, 105 min.

Kolejna biograficzna fantazja Kena Russella, której tym razem bohaterem jest sam Franciszek Liszt (wspaniale zagrany przez Rogera Daltreya). Liszt jest posłańcem dobra i miłości, natomiast Wagner (zięć Liszta) – germańskim wampirem szerzącym zniszczenie i grozę. W finale tego totalnie odjechanego filmu Wagner powołuje do życia hitlerowskie monstrum (skrzyżowanie Frankensteina i Hitlera), dziesiątkujące Żydów za pomocą laserowej gitary. Na szczęście Liszt, posługując się specjalnym “samolotem miłości”, niszczy potwora, by zaśpiewać “Że miłość zawsze zwycięża”. I pomyśleć, że film ten wzbudzał kiedyś kontrowersje… Ringo Starr jako popowy Papież jest nie do przebicia.

45. ŁOWCA ŚMIERCI (DEATHSTALKER)
reż. John Watson, USA 1984, 80 min.

Rogera Cormana (producent) wersja filmów o Conanie – bardziej brutalna oczywiście i obficiej podlana seksem. Samotny Łowca Śmierci – najemnik z pradawnych wieków – przemierza opustoszałe obszary Upadłego Królestwa w poszukiwaniu przygód. Trafia wreszcie do dziwnego miasta-państwa, w którym odbywają się walki gladiatorów. Łowca Śmierci postanawia wygrać turniej. Filmowa bzdura zrealizowana w sposób perfekcyjny. Sekwencję z zamaskowanym gladiatorem dobijającym rannych przy pomocy ogromnego młota ściągnął do swego rzymskiego filmu Ridley Scott (ostatecznie sekwencja ta – ze względu na swą brutalność – została usunięta z Gladiatora i znajduje się w dodatkach na płycie DVD).

46. MACISTE KONTRA KRÓLOWA AMAZONEK (MACISTE CONTRE LA REINE DES AMAZONES)
reż. Jesus Franco, 1973, 90 min.

Połączenie filmu sandałowego z sexploitation. Postawny siłacz Maciste (Waldemar Wohlfahrt – cóż za nazwisko!) bierze udział w ekspedycji mającej na celu zdobycie legendarnego złota Amazonek. Złota Maciste nie znajdzie, ale znajdzie coś cenniejszego niż złoto: gromadę ponętnych kobiet desperacko spragnionych mężczyzny. Niestety królowa Amazonek szybko decyduje się mieć Maciste tylko dla siebie, stąd miast miłością, kobiety zajmą się wojowaniem. Po której stronie stanie nasz bohater? Najprędzej po swojej.

47. MAHLER
reż. Ken Russell, Wlk. Brytania 1974, 115 min.

Kampowa, filmowa fantazja na temat życia i twórczości Gustawa Mahlera pod dyrekcją Kena Russella. Mahler (doskonały Robert Powell) odbywa swą ostatnią podróż do Wiednia, wspominając swoje życie. Scena chrztu Mahlera (Mahler był Żydem i aby uzyskać posadę dyrygenta Orkiestry Filharmoników Wiedeńskich, musiał się przechrzcić), zrealizowana w stylu hitlerowskiej burleski slapstickowej, gdzie Cosima von Bülow – żona Richarda Wagnera i matka chrzestna Mahlera – biega w nazistowskim hełmie, podśpiewując patriotyczne piosenki, stanowi filmową manifestację audio-wizualnego kampu.

48. MARGINES (LA MARGE)
reż. Walerian Borowczyk, Francja 1976, 110 min.

Waleriana Borowczyka niemalże pornograficzna wersja Piękności dnia Luisa Bunuela, tym razem w męskim wydaniu. Joe Dallesandro jest zakochanym bez pamięci w swej żonie dyplomatą, który odbywa służbową podróż do Paryża. Tam rzuca na niego urok słynna prostytutka (Sylvia “Emmanuelle” Kristel), powodując jego upadek. Kiedy bohater dowiaduje się o śmierci najbliższych, odbiera to jako karę za cudzołóstwo i stacza się jeszcze niżej, samemu zostając ulicznikiem. Oj czego tutaj nie ma! Przegląd przez wszystkie seksualne perwersje, jakie zna kultura zachodnia. Ale i tak to, co pamięta się z mrocznego filmu Borowczyka, to zadziwiająco delikatną scenę erotyczną, w której Kristal i Dallesandro pląsają w rytm “Shine On You Crazy Diamond” Pink Floydów.

49. MASAKRA NA BEZLUDNEJ WYSPIE (TROMA’S WAR)
reż. Michael Herz, Lloyd Kaufman, 1988, 90 min.

Kino wojenne według Tromy. Grupa rozbitków z luksusowego samolotu dostaje się na bezludną wyspę zajmowaną przez terrorystów, planujących serię spektakularnych ataków bakteriologicznych na USA (bandyci posiadają ładunki z wirusem AIDS!). Rozpoczyna się walka na śmierć i życie. Domowa kura przemienia się w Walkirię likwidującą zastępy wrogów amerykańskiej demokracji. Kampowa kpina z kina wojennego spod znaku Piasków Iwo Jimy Allana Dwana. Finał filmu to niekończące się eksplozje, w których giną niemalże wszyscy bohaterowie filmu – i ci pozytywni, i ci negatywni.

50. MASKA KEIKO (KEIKO MASK)
reż. Tomo Akiyama, Japonia 1995, 90 min.

W tokijskiej szkole szaleje zło. Może je pokonać tylko tajemnicza mścicielka o imieniu Keiko. Dziewczyna nosi jedynie maskę (przypominającą maskę Batmana, tyle tylko, że z oklapniętymi uszami), zaś jej tajną bronią są… śmiercionośne promienie dobywające się z waginy… Oto japońskie wyrafinowanie sięgające krocza. “We don’t need another hero” – śpiewała kiedyś Tina Turner. Nie w Japonii, gdzie Keiko powracała już trzykrotnie na dużym ekranie i doczekała się animowanej serii.

51. MIODEK (MUDHONEY)
reż. Russ Mayer, USA 1965, 95 min.

Russ Mayer – niepokonany miłośnik ogromnych, damskich biustów – tym razem prezentuje własną wersję słynnego czarnego kryminału Listonosz zawsze dzwoni dwa razy Jamesa M. Caine’a, oczywiście robi to we własnym, kampowym stylu. Bohater filmu to Califonia McKinney – były więzień przemierzający Amerykę w poszukiwaniu swego miejsca w życiu. Dociera do małego miasteczka w Teksasie, gdzie najmuje się jako sezonowy robotnik na farmie. Tam zakochuje się (z wzajemnością) w żonie właściciela – potwornego pijusa i brutala. Kiedy kochankowie chcą uciec, zdradzony mąż zwołuje dziką bandę i postanawia zlinczować parę. Nikt jednak nie wie, że California odsiadywał w więzieniu wyrok za zabójstwo z premedytacją. Wszyscy aktorzy występujący w filmie to amatorzy, dlatego Miodek ogląda się jak prawdziwie neorealistyczny film kampowy.

52. MISJA SPECJALNA
reż. Janusz Rzeszewski, Polska 1987, 97 min.

Polska próba zdyskontowania popularności amerykańskiego kina “Nowej Przygody”, a zwłaszcza filmów o przygodach Indiany Jonesa. Młody żołnierz AK musi przechwycić tajny ładunek zmierzający kolejowym transportem do Berlina, wprost do kancelarii III Rzeszy. Z pomocą zaufanych przyjaciół wojak realizuje swoją misję, odkrywając, że prezentem dla Hitlera jest… UFO! Dlaczego pominięto film Rzeszewskiego przy rozdawaniu Złotych Lwów Gdańskich? Doprawdy nie wiadomo.

53. MONDO TOPLESS
reż. Russ Mayer, USA 1966, 60 min.

Jedyny film dokumentalny w tym zestawieniu. Wahałem się, czy nie umieścić zamiast niego słynnego dokumentu braci Hughes pt. American Pimp, opowiadającego o środowisku afroamerykańskich sutenerów – kamp całą gębą, ale jednak za bardzo wyrachowany. Film Mayera opowiada o pracy amerykańskich striptizerek pracujących w przydrożnych zajazdach. Wartość dokumentalna Mondo Topless jest znikoma. Jest to bowiem przede wszystkim najpełniejszy w amerykańskim, a może i w całym światowym kinie miłosny hymn na cześć kobiecych piersi, wypełniających dosłownie ramy kadru mayerowskiego dzieła.

54. MÓZG Z PLANETY AROUS (BRAIN FROM PLANET AROUS)
reż. Nathan Juran, USA, 1957, 80 min.

Być może najdziwniejszy z filmów fantastyczno-naukowych klasy “B”, jakie powstały w latach 50. Oto na Ziemię przybywa obcy w postaci złowrogiego, gąbczastego mózgu i przejmuje kontrolę nad pracującym nad atomowym projektem naukowcem (któremu po zainfekowaniu nieludzko pęcznieją gałki oczne, przez co zachowuje się on co najmniej niegrzecznie). Drapieżny mózg chce oczywiście zniszczyć cały rodzaj ludzki. Na szczęście z planety Arous przybywa również mózg-policjant ścigający galaktycznego renegata i wchodzi w głowę… psa doktora. Finałowe starcie zbliża się nieuchronnie… Dopiero w 1988 roku reżyser kultowych horrorów, Frank Henenlotter, w swym filmie Martwica mózgu (nie mylić z kultową komedią Petera Jacksona z 1992) raz jeszcze pokaże żarłoczny, prowadzący własny tryb życia mózg, stanowiący zagrożenie dla ludzkiego rodzaju.

55. NAGA DLA SZATANA (NUDE FOR SATAN)
reż. Luigi Batzella, Włochy, 1974, 89 min.

Wyraźnie inspirowany filmami Jeana Rollina i Jesusa Franco film grozy. Właściwie jest to film bez fabuły. Do tajemniczego zamku wchodzi samotny mężczyzna, szukający leku mającego uzdrowić jego śmiertelnie chorą żonę. To, co zobaczy i czego doświadczy bohater, przejdzie jego najśmielsze oczekiwania. Ponętne wampirzyce w miłosnym uścisku, magiczne zwierciadła odbijające jakieś bliżej niewyjaśnione wydarzenia i wreszcie tajemniczy, rogaty mężczyzna siedzący na inkrustowanym diamentami tronie. Najlepszy jest w filmie sztuczny, zwisający na nitce pająk, pojawiający się raz po raz w kadrze. Bije on na głowę gumowego nietoperza z klasycznego Draculi Toda Browninga z 1931 r.

56. NAGA ZABÓJCZYNI (NAKED KILLER)
reż. Clarence Fok, Hongkong 1994, 110 min.

Kampowe połączenie Elity zabójców Sama Peckinpaha i Killera Johna Woo. W Hongkongu szaleje grupa płatnych zabójczyń. Zabijają one przestępców i odcinają im genitalia. Na trop morderczyń wpada doświadczony gliniarz, w którym zakochuje się jedna z killerek, łamiąc tym samym surowe zasady panujące w grupie, ściągając na siebie i gliniarza, i zemstę morderczyń (z których większość to lesbijki). Hongkong noir w czystej postaci. Lśniące od potu nagie kobiece ciała i setki kul wystrzeliwanych z szybkostrzelnej broni. Dwa sequele nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że widzowie pragną oglądać wyczyny nagich zabójczyń.

57. NAZISTOWSCY SURFERZY MUSZĄ UMRZEĆ (NAZI SURFERS MUST DIE!)
reż. Peter George, USA 1987, 90 min.

Chyba najsłynniejszy film Tromy, o którym każdy słyszał, ale którego prawie nikt nie oglądał. Historia nieprawdopodobna, opowiedziana w sposób tak przekonujący, że aż trudno w nią nie uwierzyć. Bandą nazistowskich surferów zabija niewinne, czarnoskóre chłopię. Jego krewka babcia postanawia wymierzyć mordercom sprawiedliwość. Nie przebierając w środkach, likwiduje całą bandę. “Troma’ Death Wish” – mógłby brzmieć tytuł filmu Herza, będącego krwawą parodią “filmów surferskich” popularnych w USA od lat 50., stanowiących również swoistą odmianę kina kampowego.

58. NIEWYMAWIALNY (UNSPEAKABLE)
reż. Chad Ferrin, USA 2000, 81 min.

Po okresie przyczajenia w latach 90., Troma reaktywowała się z początkiem XXI wieku, stawiając nie tylko na kontynuację trashowej produkcji, ale i na realizację ciut ambitniejszych pozycji (choć wciąż utrzymanych w kampowym rejestrze). Niewymawialny jest właśnie jednym z takich “normalnych” filmów. Jego bohaterem jest człowiek, który przeżył okropny wypadek samochodowy. W kraksie zginęła cała rodzina mężczyzny i teraz nawiedzają go przedziwne halucynacje. Aby pozbyć się wizji, bohater idzie do zakładu psychiatrycznego. I wtedy zaczynają się jego prawdziwe kłopoty. Film z zegarmistrzowską precyzją serwuje momenty przeszywającej grozy i autentycznego humoru.

59. NIEWYPOWIEDZIANA HISTORIA (UNTOLD STORY)
reż. Herman Yau, 1992, 92 min.

Wariacja na temat Milczenia owiec wprost z Hongkongu. Bankrutujący właściciel punktu zbiorowego żywienia zabija przypadkowo opryskliwego klienta i przerabia go na hamburgery. Serwowane przez bohatera przysmaki zaczynają cieszyć się dużym wzięciem u smakoszy przekonanych, że jedzą okazy rzadkich, egzotycznych zwierząt… Naturalizm scen ukazanych w filmie nie przeszkadza widzom śmiać się z wielu komicznych scen serwowanych przez twórców obrazu, którzy, zapewne nieświadomie, stworzyli okrutną satyrę na nie tylko azjatyckie społeczeństwo maksikonsumpcyjne. Jest już sequel Historii, tym razem bohater zakłada… sieć restauracji.

60. BARBARZYŃSKA NIMFOMANKA W PIEKLE DINOZAURÓW (NYMPHOID BARBARIAN IN DINOSAUR HELL)
reż. Brett Piper, 1991, 93 min.

Nocny koszmar (czy raczej nocna fantazja) Roberta Edwina Howarda. Banda skąpo ubranych barbarzynek dzieli swój cenny czas między polowanie na prehistoryczne stwory, walkę z innymi (nieco mniej sympatycznymi i bardziej ubranymi) barbarzynkami, oraz miłość z wolno biegającymi samcami. Jeśli ktoś wątpi, że w epoce digitalnych efektów specjalnych nie można zrobić filmu, w którym drapieżny dinozaur animowany jest poklatkowo – ten jest w błędzie.

61. OKROPNY DOKTOR ORLOFF (AWFUL DR. ORLOFF, THE)
reż. Jesus Franco, Hiszpania/Francja, 1962, 90 min.

Jesusa Franco wersja klasyki kina grozy – Oczu bez twarzy George Franju. Obłąkany chirurg porywa dziewczyny, by za pomocą ich ciał, poprzez serię operacji plastycznych przywrócić twarz swej zeszpeconej córce. Jedną z porwanych dziewcząt jest tancerka z nocnego klubu – sympatia prywatnego detektywa, rozpoczynającego śledztwo w sprawie demonicznego doktora. Nawiązania do niemieckiego ekspresjonizmu filmowego aż nazbyt czytelne, ale finał filmu rozgrywający się w podziemnej mordowni doktora wnosi nową wartość nie tylko do filmowego kampu, ale i do całego kina grozy. Jedna, niestety cieniutka, nawet jak na trashowe warunki kontynuacja.

62. ONA ZABIJA W EKSTAZIE (SHE KILLED IN ECSTASY, MRS. HYDE)
reż. Jesus Franco, Niemcy 1971, 77 min.

Soledad Miranda – muza europejskich twórców sexploitation – tym razem w roli żony chirurga eksperymentującego na ludzkim i zwierzęcym DNA. Po samobójczej śmierci męża kobieta postanawia sama kontynuować eksperymenty, stając się krzyżówką człowieka i bestii. Dziwnie podniecające sceny erotyczne.

63. OSTATNI TANIEC SALOME (SALOME’S LAST DANCE)
reż. Ken Russell, Wlk. Brytania, 1988, 113 min.

Ekstrawagancka ekranizacja sztuki Oscara Wilde’a, w której sam Oscar Wilde – “ojciec chrzestny kampu” – przygląda się próbie generalnej “Salome”. Oparty na historii Jana Chrzciciela, króla Heroda i dwóch kobiet-kusicielek: pięknej Salome i jej matki Herodiady tekst dramatu podany został przez Russella w kabaretowo-pornograficznej stylizacji, odwołującej się do jego najlepszych, najbardziej odjechanych filmowych fantazji. “Będę gryźć twe usta jak dojrzałe owoce” – mówi Salome do Jana Chrzciciela pilnowanego przez ubrane w lateks strażniczki, bezwstydnie wystawiające na widok publiczny obfite biusty. Kamp historyczny i kamp współczesny w jednym stają domu.

64. OSTATNIA ORGIA III RZESZY (L’ULTIMA ORGIA DEL III REICH)
reż. Cesare Canevari, Włochy 1979, 95 min.

Appendix do Nocnego portiera Cavani i Salonu Kitty Tinto Brassa (swoją drogą można ułożyć z tych filmów swoistą trylogię – w której film Cavani byłby arcydziełem, film Brassa jego porno wersją, a obraz Canevariego filmowym eksperymentem na temat). Ocalona z obozu koncentracyjnego Żydówka przywołuje w swej pamięci czas obozowego terroru. Spiętrzenie niedorzeczności nagromadzonych w tym filmie powoduje, że miast wywoływać grozę – śmieszy (zapewne wbrew intencjom twórców). Film ten zakończył całą falę nazistowskich filmów sexploitation, jaka zalała zachodnie kino klasy “B” w latach 70..

65. PLAN 9 Z KOSMOSU (PLAN 9 FROM OUTER SPACE)
reż. Sam Wood, USA 1956, 87 min.

Słynna, filmowa ekstrawagancja “najgorszego reżysera w dziejach kina” – Edwarda S. Wooda. Pod wpływem promieniowania z kosmosu z grobów wstają zmarli. Kto ich może powstrzymać? Gumowy trawnik, amatorzy w rolach głównych, blaszane latające spodki zawieszone na wędkach, i Bela Lugosi grający samego siebie. Filmowy trash, który po latach urasta do peanu na cześć filmowej kreacji i wiary w twórczą inwencję reżysera.

66. PLANETA WAMPIRÓW (TERRORE NELLO SPAZIO)
reż. Mario Bava, Włochy, 1965, 87 min.

Pierwowzór Obcego – ósmego pasażera Nostromo Ridleya Scotta. Jedyny w całym filmowym dorobku Mario Bavy – mistrza horroru – film SF (choć po prawdzie będący w swej istocie gotyckim filmem grozy, zresztą podobnie jak film Scotta). Grupa astronautów odbiera sygnał S.O.S. z niezamieszkałej planety. Po przybyciu na tajemniczy glob bohaterowie szybko orientują się, że planeta zamienia ludzi w krwiożercze monstra. Wkrótce nie będzie już wiadomo, kto jest jeszcze człowiekiem, a kto przemienionym w wampira obcym.

67. POKOLORUJ MNIE NA KOLOR KRWISTOCZERWONY (COLOUR ME BLOOD RED)
reż. Hershell Gordon Lewis, USA 1964, 74 min.

Historia malarza, który w swej pracy artystycznej miast używać farb olejnych wolał ludzką krew, pobieraną najczęściej z chytrze wabionych do pracowni ponętnych plażowiczek. Gdybym miał pokusić się o estetyczno-filozoficzną interpretację tego kampowego arcydzieła, powiedziałbym, że jest to idealna ilustracja tezy o tym, że sztuka zmusza artystę do największych poświęceń.

68. PORNO HOLOCAUST
reż. Joe D’Amato, Włochy 1980, 109 min.

Obraz słynny z powodu swego wielce obiecującego tytułu. Wszystkich spragnionych jedynie pornograficznych “atrakcji” spotka jednak zawód, bo film prezentuje nawet nielichą fabułę. Rzecz rozgrywa się na wyspie położonej gdzieś na Atlantyku. Wskutek prób z nuklearną bronią wyspiarska fauna i flora wprost rozkwita. Nic więc dziwnego, że przybyli na tajemniczy ląd ludzie zaczynają odczuwać prawdziwy “zew natury”. Jednak w miłosnych igraszkach przeszkadzać im będą nie tylko gigantyczne, zmutowane kraby, ale i tajemniczy mutant-morderca, systematycznie pacyfikujący przybyłych na wyspę turystów. Ekologiczno-pornograficzny film fantastyczno-naukowy z elementami horroru. Czy trzeba czegoś więcej?

69. POTWÓR W SZAFIE (MONSTER IN THE CLOSET)
reż. Bob Dahlin, 1986, 87 min.

Chyba najbardziej bzdurny z filmów Tromy. W akademickim miasteczku położonym w centrum Tromaville buszuje potwór zamieszkujący szafę jednej ze studenckich kwater. Nikt nie może wyjaśnić tajemnicy monstrum, dokonuje tego dopiero smutny dziennikarz specjalizujący się w spisywaniu nekrologów. Potworem okazuje się być zmutowany syn szalonego naukowca pracującego nad super-człowiekiem, odpornym na każdy rodzaj broni. W roli monstrum Kevin Peter Hall – z zawodu operator kamery – z racji swego imponującego wzrostu (ponad 2 metry 40 centymetrów) grywający filmowe monstra (był m.in. Predatorem z filmu ze Schwarzeneggerem).

70. POTWÓR Z CZARNEJ LAGUNY (MONSTER FROM THE BLACK LAGOON)
reż. Jack Arnold, USA 1954, 79 min.

Niewątpliwie najlepszy ze wszystkich filmów fantastycznych zrealizowanych przez mistrza amerykańskiego zimnowojennego horroru – Jacka Arnolda. Śledzimy losy ekspedycji naukowej mającej na celu znalezienie przedstawiciela rzekomo wymarłej rasy ludzi-ryb, zamieszkującej dorzecze Amazonki. Stwór pojawia się nagle i niespodziewanie, siejąc zamęt wśród naukowców. Monstrum udaje się nawet uprowadzić piękną członkinię ekspedycji, co stanie się przyczynkiem do jego upadku. Wspaniale nakręcony, pełen niesamowitej aury film, którego gwiazdą jest oczywiście tytułowe monstrum, spreparowane z ognioodpornego kostiumu strażackiego, kasku płetwonurka i spawalniczych gogli. Absolutny klasyk kampu.

71. POZA DOLINĄ LALEK (BEYOND VALLEYS OF THE DOLLS)
reż. Russ Meyer, USA 1970, 110 min.

Jeden z najsłynniejszych filmów “poety nagich biustów”. Wizualnie rozbuchana opowieść o tworzonej przez przebojowe dziewczyny grupie rockowej, które zrobią dosłownie WSZYSTKO, by ich zespół odniósł sukces. Posuną się nawet do morderstwa (dekapitują mężczyznę przy wtórze fanfar wytwórni 20th Century Fox). Współscenarzystą filmu był słynny amerykański krytyk filmowy Roger Ebert (“Two Tumbs Up!”).

72. ROBALE (BUGGED)
reż. Ronald K. Armstrong, USA 1996, 99 min.

Troma ożywia zapomniany już dziś gatunek filmów fantastycznych o atakach gigantycznych, zmutowanych stworzeń (będących dalekim, filmowym echem “Pokarmu bogów” Herberta G. Wellesa). Tym razem grupa eksterminatorów musi zmierzyć się z efektem swych nieudanych eksperymentów – stadem gigantycznych, leśnych szkodników, z których na czoło wybija się żarłoczna stonka ziemniaczana rozrośnięta do wymiarów małego czołgu.

73. ROCKY HORROR PICTURE SHOW
reż. Jim Sherman, Wlk. Brytania, 1975, 100 min.

Film kampowy, ale i synonim kina kultowego. Rock opera wykorzystująca wątki klasycznych opowieści grozy – zwłaszcza “Frankensteina”. Młode małżeństwo dociera w burzową noc do zamku, w którym króluje demoniczny Dr Frank N. Furter – przybysz z planety Transsylwania – oraz towarzysząca mu menażeria śpiewająco-tańczących dziwolągów. Wkrótce bohaterowie doświadczą rzeczy, o których nie śniło się filozofom, łącznie z przejściem seksualnej transsgresji. W formie zwariowanego musicalu grozy Richard O’Brien zapisał historię homoseksualnej inicjacji, tworząc wielki hołd złożony kampowemu, zwłaszcza fantastycznemu, trashowemu kinu klasy “B” i “C”. Wielkie, oblizujące się usta śpiewające o “podwójnym seansie” stały się symbolem filmowej tandety niezauważalnie przemieniającej się w sztukę wysoką.

74. RÓŻOWE FLAMINGI (PINK FLAMINGOS)
reż. John Waters, USA 1973, 95 min.

Trzeci, a pierwszy kolorowy film Johna Watersa, zrealizowany za 12.000 dolarów przynosi mu status reżysera kultowego, Cesarza Trashu, Króla Kampu i Mistrza Złego Smaku. W tej opowieści o zawodach na “Najbardziej Obrzydliwego Obywatela Ameryki”, w której uczestniczą renegaci z całego Baltimore, na czele z ukrywającym się przed FBI Babs Johnsonem, gangsterem-transwestytą (w tej roli muza Watersa – oryginalny transwestyta Divine) znajdziemy wszystko, czego nie znajdziemy w kinie oficjalnego nurtu. Scena, w której uprawiająca spontaniczny seks para wpycha między swe ciała żywego kurczaka nie śniła się nawet największym mocarzom surrealizmu.

75. SADOMANIA (SADOMANIA – HOLE DER LUST)
reż. Jesus Franco, 1981, 95 min.

Sexploitation movie ze stajni Jesusa Franco, inspirowany “120 dniami Sodomy” de Sade’a. Młoda para podróżująca po opustoszałych obszarach Hiszpanii zostaje zamknięta w koszmarnym zamku, w którym swym sadystycznym upodobaniom daje upust gromada libertynów na czele z czarnoskórą strażniczką, która kiedyś była strażnikiem.

76. SADYSTYCZNY BARON VON KLAUS (SADISTIC BARON VON KLAUS)
reż, Jesus Franco, Hiszpania/Francja, 1962, 95 min.

Twórczość Jesusa Franco nie ogranicza się jedynie do realizacji filmów. Od czasu do czasu mistrz kina sexploitation wypuszcza na księgarski rynek powieść. Najczęściej jest to oczywiście tzw. “czarny romans” – połączenie perwersyjnego melodramatu z horrorem. Sadystyczny baron von Klaus był pierwotnie 300-stronicową powieścią, sygnowaną nazwiskiem Franco, w której pisarz dał upust swym fascynacjom wszelkim deprawacjom ludzkiej natury, których ucieleśnieniem był tytułowy baron von Klaus. Z książki wykroił Franco scenariusz filmu, w którym baron (ucharakteryzowany po trosze na Salvadora Dali) wraz ze swą zboczoną rodziną daje upust swym morderczym rządzom – chłoszcząc i mordując ponętne wieśniaczki. Na szczęście w pobliżu jest nieustraszony inspektor Borowski (Georges Rollin, brat Jeana), który nie daje się zwieść zapewnieniom swych przełożonych, że baron Klaus jest jedynie widmem z przeszłości – wyklętym arystokratą sprzed stuleci.

77. SALON KITTY
reż. Tinto Brass, Włochy/Francja/Niemcy, 1975, 145 min.

Tinto Brass przy pomocy aktorów pierwszej próby (Helmut Berger, Ingrid Thulin) tworzy, nawiązującą do Zmierzchu bogów Luchino Viscontiego i Nocnego portiera Liliany Cavani, kampową opowieść o burdelu dla nazistowskich notabli, w którym SS-mani mają możliwość inwigilacji oficerów Wehrmachtu, jak również przeprowadzania seksualnych eksperymentów, zmierzających do wykreowania rasy nadludzi. Film miejscami po prostu niesmaczny i przerażający (zwłaszcza jeśli ogląda się jego pełną 150-minutową wersję), a jednak nie sposób odmówić mu siły wyrazu, zwłaszcza że pokazuje to, przed czym cofnął się zarówno Visconti, jak i Cavani – jeszcze silnej podkreślając związek seksualnej perwersji z faszyzmem.

78. SPERMULA
reż. Charles Matton, Francja 1976, 105 min.

Okazuje się, że wampirzyce piją nie tylko krew. W tym słynnym, soft-core’owym filmie pornograficznym słynna gwiazda filmów dla dorosłych – Dayle Haddon wciela się w postać królowej wampirów, która podgryzanie swych męskich ofiar zaczyna niekoniecznie od szyj. Wampirzyca ma jednak niecne zamiary, na czele swych hord zamierza bowiem unicestwić całą męską populację, pozbawiając ją życiodajnych soków. Na szczęście na drodze do zniszczenia staje bohaterce wzbudzający jej płomienne rządze mężczyzna (w tej roli sam Udo Kier – ikona filmowego, wampirycznego kampu). Tytuł filmu jest daleko mylący. Mimo paru odważnych scen jest to porządnie skręcony horror, z licznymi nawiązaniami do niemieckiego ekspresjonizmu filmowego.

79. SUPERWIEDŹMY (SUPERVIXENS)
reż. Russ Meyer, USA 1975, 110 min.

Najbardziej realistyczny z filmów Meyera. Opowieść o zemście, jakiej dokonuje na zwyrodniałym policjancie skromny pracownik stacji benzynowej, któremu gliniarz zabił żonę. Oczywiście “narzędziem zemsty” będzie stado tytułowych superwiedźm, których biusty i seksualna potencja jest równie wielka jak kaliber broni, jakiej przychodzi im używać w akcie zemsty. Wbrew pozorom Superwiedźmy, jak i inne filmy Meyera, nie są ani trochę antyfeministyczne. W obrazach twórcy Mondo Topless to właśnie kobiety rządzą, używając swych ciał jedynie jako rodzaj (niezwykle skutecznej) broni.

80. SZKOŁA SKAŻONYCH UMYSŁÓW (CLASS OF NUKE’EM HIGH)
reż. Richard Haines, Lloyd Kaufman, USA 1986, 84 min.
81. SZKOŁA SKAŻONYCH UMYSŁÓW 2 (CLASS OF NUKE’EM HIGH 2: SUBHUMANOID MELTDOWN)
reż. Eric Louzil, USA 1991, 97 min.

Obok Zemsty toksycznego mutanta drugi, sztandarowy cykl wytwórni Troma. Radioaktywne odpady z dostarczającej energii miastu Tromaville atomowej elektrowni zatruwają miejski wodociąg. Pogodni licealiści zamieniają się w zmutowane stwory. W II części dochodzi nawet do zmutowania milutkiej wiewióreczki, przemieniającej się w godzillopodobnego stwora. Komedia pełną gębą, choć i rodzaj satyry na reaganowską, znukowaną (od Nuke = nuclear = nuklearny) Amerykę.

82. SZYBCIEJ, KOCIAKU! ZABIJ! ZABIJ! (FASTER, PUSSYCAT! KILL! KILL!)
reż. Russ Meyer, USA 1966, 83 min.

Legendarny, najlepszy ze wszystkich filmów Russa Meyera – weterana II wojny światowej, znakomitego fotografa, który postanowił zająć się filmem, ale takim, jakiego jeszcze w Ameryce nikt nie widział. “Kociaki” to trzy obdarzone diablim temperamentem i takowymi wdziękami dziewczyny, dowodzone przez przebojową, ubraną w obcisły, skórzany kostium Varlę (w tej roli sama Tura Satana) – zabijające i rabujące ile wlezie. Posługujące się ciosami karate, umiejące świetnie strzelać i prowadzić sportowe samochody “Kociaki” sieją postrach wzdłuż i wszerz kalifornijskich bezdroży. Dopiero spotkanie z kalekim farmerem i jego synem położy kres ich “ostrej jeździe”. Klasyka kultowego kampu, a kto wie, czy i nie kamień milowy amerykańskiej kinematografii, która dopiero po Meyerze błysnęła takimi filmami eksploatującymi wizualne walory scen seksu i przemocy, jak Bonnie & Clyde, Dzika banda czy Nocny kowboj.

83. ŚLEPA BESTIA (BLIND BEAST)
reż. Yosuzo Masamura, Japonia 1969, 90 min.

Niewidomy rzeźbiarz i jego matka porywają młodą dziewczynę, z której “artysta” ma zamiar uczynić żywe dzieło sztuki. Rozpoczyna się sadomasochistyczna orgia seksualno-artystyczna, z której – parafrazując słowa Jima Morrisona – “Nikt nie wyjdzie żywy”. Klasyk japońskiego kina “Pinku”, dającego początek mocnej i słabszej filmowej erotyce z Kraju Kwitnącej Wiśni (także tej animowanej).

84. TAJEMNICA ZAMKU W KARPATACH (TAJEMSTVI HRADU V KARPATECH)
reż. Oldrich Lipský, Czechosłowacja 1981, 97 min.

Czeska (wtedy jeszcze czechosłowacka) wariacja na temat mało znanej książki mistrza francuskiej fantastyki, Juliusza Verne’a. Zakochany śpiewak operowy wyrusza w ponure Karpaty, by odnaleźć wybrankę swego serca. Wpada w łapy demonicznego barona i jego popleczników: szalonego naukowca, wysyłającego co i rusz rakiety na księżyc i bezwzględnego mordercy zwanego Tomem Gluchonemcem. Finał filmu z kobietą- automatem godny jest największych mistrzów horroru. Niezwykła atmosfera wynikająca z połączenia humoru i autentycznej grozy dała jedyny w kinematografii naszych czeskich sąsiadów pierwszorzędny film kampowy.

85. TOMMY
reż. Ken Russell, Wlk. Brytania, 1975, 111 min.

Manifest pop-kultury w kinie, dziś odbierany jako manifest kampu. Rock-opera zespołu “The Who”, którego lider – niezrównany Roger Daltrey – gra niewidomego, bożego prostaczka, który dzięki mistrzowskiemu opanowaniu gry w pin-ball staje się kimś na kształt popowego Mesjasza. Filmowo – muzyczna ekstrawagancja w bardzo złym guście, której jednak nie sposób odmówić siły wyrazu, zwłaszcza w momentach autentycznego, filmowego liryzmu (któż się nie wzruszy, słysząc bohatera śpiewającego rzewny song “Hear me…Heal Me…”). Russell w swoim żywiole – nigdy wcześniej i nigdy później nie będzie już tak reżysersko rozwiązły.

86. TROMEO & JULIET
reż. Lloyd Kaufman, USA 1996, 102 min.

Troma bierze się za Williama Szekspira. Już pierwsze kadry filmu, w których słynny Lemmy – frontman legendarnego zespoły heavy-metalowego “Motorhead” deklamuje wersy nieśmiertelnej melodramy angielskiego geniusza, wciągają nas w świat walki dwóch gangów z przedmieść współczesnego Tromaville, których wrogość zażegnać może jedynie miłość tytułowych bohaterów. A że, w finale filmu, okazuje się, że kochankowie pochodzą tak naprawdę z jednej rodziny – nic nie szkodzi, w świecie kampu rodem z Tromy jest wszakże miejsce i dla rodziny mutantów… Manifest złego smaku z Tromaville. Ideał sięgnął bruku i zmienił się w barwny kalejdoskop, potrafiący wytrącić z równowagi (lub po prostu rozśmieszyć) nawet największego ponuraka. Okazuje się, że miłość rodzi się nawet na śmietniku.

87. USTA PEŁNE KRWI (LIPS OF BLOOD)
reż. Jean Rollin, Francja 1972, 87 min.

Najlepszy film w dorobku francuskiego mistrza erotycznej grozy. Młodego mężczyznę nawiedzają koszmary, w których kocha się z piękną, opasaną białym woalem kobietą. Okazuje się, że sen bohatera jest pozostałością tragicznych wydarzeń sprzed lat, których mężczyzna nie może sobie przypomnieć. Przypadkowo znalezione zdjęcie doprowadza bohatera do gotyckiego domostwa, w podziemiach którego żyje grupa pięknych, młodych wampirzyc, których królową jest ubrana w biel kusicielka ze snów. Atmosfera przesyconego perwersją erotyzmu, piękne kobiety i wciągająca fabuła to atuty tego kampowego arcydzieła.

88. WAMPIRYCZNE LESBIJKI (VAMPYROS LESBOS)
reż. Jesus Franco, Niemcy/Francja/Włochy 1970, 87 min.

Filmowa parafraza “Draculi” Stokera, w której wampira zastępuje ponętna wampirzyca (Miranda Soledad). Film niemal w całości oparty na hipnotyzujących obrazach przeciągających się pięknych nagich kobiet, raz po raz szczerzących do kamery imponujące siekacze. Opisując takie filmy, trudno w ogóle cokolwiek o nich napisać sensownego, i to nie dlatego, że są głupie (choć dla niektórych estetów za takie właśnie uchodzą), ale dlatego, że najważniejsza w nich jest niesamowita aura emanująca niemalże z każdego kadru. Styl jest tutaj ważniejszy niż treść.

89. WAMPIRZYCA (EROTIC KILL, FEMALE VAMPIRE)
reż. Jesus Franco, Francja/Belgia 1973, 90 min.

Wariacja na temat “Carmilli” Sheridana Le Fanu. W swej górzystej samotni żyje piękna hrabina Irina Karlstein (Lina Romay), której jedynym pragnieniem jest śmierć. Spełnić jej pragnienie może jedynie pisarz – baron Von Rathony (Jack Taylor), zafascynowany tajemniczą hrabiną, która zwykła chadzać nago po niezliczonych komnatach swego widmowego pałacu (stąd Naga hrabina – inny tytuł filmu Franco). Von Rathony nie wie jednak, że hrabina chce umrzeć, jedynie będąc człowiekiem, kiedy jednak przemienia się w krwiożerczego wampira zrobi wszystko, by przeżyć. Pierwszy film wampiryczny pokazywany w normalnych kinach, w których ukazano dosłowną scenę seksu oralnego (w kopiach kasetowych i płytowych desperacko wycinaną przez cenzorów).

90. WIĘZIENNA GORĄCZKA (CAGED HEAT)
reż. Jonathan Demme, USA 1974, 85 min.

Jeden z pierwszych filmów Jonathana Demme’a – późniejszego reżysera znakomitego Milczenia owiec – zrealizowany za kasę Rogera Cormana. Oto położone gdzieś w Ameryce Południowej więzienie dla kobiet, do którego trafiają Bogu ducha winne Amerykanki. Poniżania nie ma końca, zwłaszcza że w więzieniu rezyduje demoniczny doktor. Jednak wola walki i przetrwania zwycięża i kobiety wzniecają bunt. Jeden z najsłynniejszych i (w swej klasie) najlepszych filmów “więziennych”. Dzięki sprawnej reżyserii i w miarę poprawnemu aktorstwu gotowiśmy kupić całą opowieść. Gdyby tylko przynajmniej jedna z więźniarek i strażniczek nie odznaczała się cielesnymi walorami, można byłoby mówić tutaj o kawałku prawdziwego kina więziennego.

91. WILCZYCA
reż. Marek Piestrak, Polska 1984, 98 min.

Marka Piestraka odpowiedź na horrory o wilkołakach. Piękna szlachcianka, po śmierci przemieniająca się w tytułową wilczycę, prześladuje swego żyjącego męża. Tragedia murowana. Polski kamp bardziej osadzony w tradycji włoskich horrorów (zwłaszcza filmów Mario Bavy), niż w amerykańskich produkcjach spod znaku Pełni Księżyca. Wątek powracającej zza grobu zjawy młodej dziewczyny, zbudzonej z wiecznego snu przez artyleryjski pocisk (dziewczynę grał świetnie ucharakteryzowany mężczyzna), wyreżyserowany znakomicie. Ktoś, kto widział ową zjawę w okresie wczesnego dzieciństwa, zapewne po dziś dzień nie może się otrząsnąć z traumatycznego przeżycia. W latach 90. Piestrak nakręcił sequel Wilczycy, jeszcze bardziej kampowy i tym razem wywołuje salwy śmiechu na widowni (gumowe zęby wilkołaka wyginające się przy każdym kłapnięciu to widok godny największych mistrzów filmowego trashu).

92. WOJENNY SZOK (COMBAT SHOCK)
reż. Buddy Giovinazzo, USA/Włochy 1985, 85 min.

Troma prezentuje własną wersję Taksówkarza. Film dzieli się na dwie części. W pierwszej bohater – żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej – wyżywa się na biednych Wietnamczykach, by samemu zostać złapanym przez żołnierzy Vietkongu. Po dwuletniej kadencji w obozie jenieckim bohater wraca do Ameryki (II część filmu) i próbuje dać upust swej frustracji, wdając się w porachunki z handlarzami tanich prochów. Scenarzysta Taksówkarza Paul Schrader chciał, aby w finale filmu, w którym Travis Bickle zabija sutenerów i klientów nastoletniej prostytutki, krew dosłownie ściekała ze ścian. Scorsese się nie zgodził, Giovinazzo nie miał raczej żadnych oporów, podlewając swą opowieść o weteranie litrami krwi.

93. WYSPA CZŁOWIEKA-RYBY (L’ISOLA DEGLI UOMINI PESCE)
reż. Miller Drake, Sergio Martino, Dan T. Miller, USA/Włochy 1978, 83 min.

Wariacja na temat “Wyspy doktora Moreau” H. G. Wellesa. Włosko-amerykańska produkcja zrealizowana za pieniądze Rogera Cormana. Piękna młoda dziewczyna, która przeżyła katastrofę wycieczkowego statku, dociera na, z pozoru bezludną, wyspę. Wkrótce okazuje się, że ląd zamieszkują dziwne stwory – efekty nielegalnych, naukowych eksperymentów. Dziewczyna musi walczyć o życie, choć niespodziewanie przychodzi jej z pomocą jeden z monstrualnych mieszkańców zabójczego lądu. Typowy trash, nawiązujący do słynnego Potwora z Czarnej laguny, ale charakteryzujący się niepowtarzalną atmosferą. Niezwykle poetycka scena miłosna między człowiekiem-rybą a główną bohaterką to jeden z najbardziej zaskakujących momentów w dziejach filmowego kampu.

94. WZMACNIACZ TERRORU (TERROR FIRMER)
reż. Lloyd Kaufman, USA 1999, 114 min.

Rzecz niezwykła, film o realizowaniu filmu sygnowany przez… twórców Tromy. Scenariusz filmu bazuje na wydanej w 1993 r. autobiograficznej książce Lloyda Kaufmana pt. “All I Need to Know About Filmmaking I Learned From the Toxic Avenger” (“Wszystko, co wiem o robieniu filmów, nauczył mnie “Toksyczny Mutant”). Śledzimy więc losy ekipy filmowych śmiałków, dowodzonych przez nawiedzonego reżysera (w tej roli – a jakże! – sam Kaufman) – którzy postanawiają zrealizować najbardziej odjechany, trashowy horror wszech czasów. Przystępując do oglądania tego filmu, spodziewajcie się wszystkiego najgorszego i najśmieszniejszego. Jest to wielka pochwała kina kampowego, które rodzi się nie za pieniądze, ale przede wszystkim z czystego entuzjazmu.

95. ZABÓJCZY KONDOM (KONDOM DES GRAUENS)
reż. Martin Walz, Niemcy 1997, 107 min.

Ekranizacja undergroundowego komiksu Ralfa Koeniga. W luksusowym hotelu dochodzi do morderstwa znanego profesora Smirnoffa, który zapragnął zbliżenia z jedną ze swych studentek. Profesor i wybranka jego serca zostali pożarci przez… żarłoczną, gumową prezerwatywę. Do akcji przystępuje odważny inspektor policji – gej, który wraz ze swym partnerem jest zdolny, jako jedyny, schwytać okrutnego, gumowego drapieżnika. Rozpoczyna się polowanie. Może daruję sobie komentarze w tym przypadku. Powiem jedynie, że film jest bardzo śmieszny. I w ogóle myślę, że niemiecka kultura, nie tylko ta filmowa, jest bardzo kampowa.

96. ZAGŁADA DOMU USHERÓW (THE FALL OF THE HOUSE OF USHER)
reż. Ken Russell, USA 2001, 98 min.

Awangardowa, żeby nie powiedzieć transgresyjna wersja klasycznego opowiadania Edgara Allana Poe. Russell puszcza wodze fantazji, Usherem jest u niego zblazowany rockman podejrzany o brutalny mord na żonie. Nawiedzonym przez demony zamczyskiem jest tutaj luksusowa dyskoteka, zapełniana przez reżysera postaciami jakby wyjętymi z koszmaru sadomasochisty, obdarzonego jednak chorym poczuciem humoru (ubrane w zakonne habity prostytutki, demoniczny lekarz o imieniu Calighari – grany przez samego reżysera itd.). Filmowa ekstrawagancja na granicy kiczu, wciąga jednak wizualną siłą i przejmującą atmosferą seksualnej dekadencji.

97. ZEMSTA TOKSYCZNEGO MUTANTA (THE TOXIC AVANGER)
reż. Michael Herz, Lloyd Kaufman, USA 1985, 90 min.
98. ZEMSTA TOKSYCZNEGO MUTANTA 2 (THE TOXIC AVANGER, PART 2)
reż. Michael Herz, USA 1989, 90 min.
99. ZEMSTA TOKSYCZNEGO MUTANTA 3: OSTATNIE KUSZENIE TOXIEGO (THE TOXIC AVANGER PART III: THE LAST TEMPTATION OF TOXIE)
reż. Michael Herz, Lloyd Kaufman, USA 1989, 102 min.

Sztandarowy cykl amerykańskiej niezależnej wytwórni filmowej Troma, założonej w 1979 roku przez dwóch rzutkich producentów filmowych: Lloyda Kaufmana i Michaela Hertza (wyrzuconych na drugim roku produkcji filmowej z nowojorskiej szkoły filmowej NYU), którzy postanowili robić najgorsze filmy świata. Swój plan zrealizowali niemal w stu procentach, czego dowodem film o Toxim. Toxi – bohater cyklu, był kiedyś zwykłym, pomiatanym przez kolegów i otoczenie chłopcem, żyjącym w miasteczku Tromaville (gdzie rozgrywają się niemalże wszystkie filmy sygnowane symbolem Tromy). Pewnego razu wpadł na przewożącą radioaktywne odpady ciężarówkę i stał się tytułowym Toksycznym Mutantem – umięśnionym potworem, mszczącym się za doznane krzywdy, później walczącym z całym złem tego świata. W kolejnych częściach Toxi poznaje miłość swego życia (przepiękną, seksowną blondynkę – dodajmy, niewidomą od urodzenia), ratuje miasto przed gangsterami, a nawet odbywa podróż do Japonii w poszukiwaniu swego ojca. W 2001 roku powstała kontynuacja przygód Toxiego pt. Obywatel Toxi (reż. Lloyd Kaufman), gdzie bohater zmierzyć się musi ze swoim alter ego – demonicznym Noxim. Kultowy super-kamp, na stałe wpisany do panteonu bohaterów amerykańskiej pop-kultury. Przyczynek do socjologicznego studium społeczeństwa wielkich amerykańskich metropolii.

100. ZŁY SMAK (BAD TASTE)
reż. Peter Jackson, Nowa Zelandia 1987, 90 min.

Pełnometrażowy debiut Petera “Hobbita” Jacksona, inspirowany filmami Sama Raimi (Evil Dead 1,2,3). Na Ziemię przybywają obcy złaknieni ludzkiego ciała. Do walki z nimi staje banda prowincjuszy, uzbrojona nierzadko w to, co jest pod ręką. Reżyser sam wciela się w rolę wścibskiego ziomala, który, walcząc z kosmitami, zmaga się nieustannie z kawałkiem odstrzelonej własnej głowy (co i rusz poprawiając zawiązany na głowie pasek od spodni). Kamp całą gębą, zabawa konwencją programowo przekraczająca granicę dobrego smaku. Dwa kolejne filmy Jacksona – hardcorowa wersja Muppet Show – film Meet the Feebels, oraz epicka Martwica mózgu łączona jest ze Złym smakiem w tzw. “Trylogię obrzydliwości”.

Zamiast zakończenia…

Chciałbym jedynie podkreślić, że wybór stu filmów kampowych zrealizowany przez moją skromną osobę jest wyborem czysto subiektywnym. I jeśli, drogi czytelniku, uważasz, że pominąłem w tym spisie jakiś film, który dla Ciebie jest synonimem kina kampowego, to z góry przepraszam, ale poczucie kampu jest poczuciem wybitnie i szczytowo zindywidualizowanym. Żegnając się, chciałbym raz jeszcze przywołać przesławnego autora, Williama S. Burroughsa, który gdzieś kiedyś napisał sławetne słowa: “Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone”.

Boże, chroń kamp!

(Jest to pełna wersja artykułu, który ukazał się w kwartalniku Ha!art, Nr 18/2004.)

Tekst z archiwum film.org.pl (19.06.2005).

#s3gt_translate_tooltip_mini { display: none !important; }

REKLAMA