Publicystyka filmowa
NAJGŁUPSZE sceny w filmach KATASTROFICZNYCH
W filmach katastroficznych jak NAJGŁUPSZE SCENY w filmach katastroficznych, widzowie mogą natknąć się na absurdalne momenty, które wywołują śmiech i niedowierzanie.
W teorii nikt nie wymaga, by filmy katastroficzne były zgodne z wiedzą naukową, gdyż każdy, oglądając je, czeka tylko, aż wielki kataklizm (powódź, lawa lub asteroida) w spektakularny sposób zniszczy naszą planetę. Zdarzają się jednak sceny, podczas których widz nie jest w stanie zawiesić niewiary, gdyż są one niesamowicie głupie. Kilka takich przykładów znalazło się na niniejszej liście.
Rekinado 4: Niech szczęki będą z tobą (2016) – Rekin w rekinie w rekinie
Przepraszam, że zaspoileruję zakończenie, ale to, co się dzieje na ekranie, to coś, o czym definitywnie musimy porozmawiać. Twórcy w tym przypadku dosłownie przeskoczyli rekina. Główny bohater wszystkich części Rekinada, czyli Fin, po tym, jak pokonuje tytułowe tornado, zostaje zjedzony przez rekina, który zostaje zjedzony przez rekina, a ten przez rekina, a na końcu przez płetwala błękitnego, który ląduje obok wodospadu Niagara. Pięcioletni syn Fina, Gil (Anthony Rogers), niczym król Artur wyciąga małą kamienną piłę i przy pomocy niej zaczyna rozcinać kolejne rekiny, by finalnie April, żona Fina, mogła uratować całą rodzinę.
Ale to nie koniec. Kiedy okazuje się, że nasz bohater nie oddycha, bezskutecznie robi mu usta-usta, aż w końcu pociera dwa małe rekiny, aby wytworzyć ładunek elektryczny i używa ich do ponownego „uruchomienia” jego serca. Muszę przyznać, że stacja SyFy przeszła w tym momencie samą siebie i nawet ja z niedowierzania zatrzymałam na chwilę film, by zastanowić się nad tym, jak głupia była ta cała sekwencja.
Zdarzenie (2008) – Hot dogi
Gdzieś w tym szaleństwie, opartym na koncepcie zabójczych drzew, wypełnionym po brzegi komicznymi scenami śmierci, trwa długa dyskusja na temat hot dogów. Czemu? Kto wie! Tylko M. Night Shyamalan, mistrz zwrotów akcji! Podczas ucieczki przed śmiercią i chaosem bohaterowie, grani przez Marka Wahlberga i Zooey Deschanel, napotykają na swojej drodze małżeństwo. Mąż, grany przez Franka Collisona, zasługuje na własny film.
Dlaczego? Ponieważ tylko w kilku krótkich scenach dowiadujemy się, że używa on lornetki do szpiegowania swoich sąsiadów. Rozwinięcie tego wątku byłoby na pewno ciekawsze niż produkcja Shyamalana. Co ważniejsze, jest on pierwszą osobą, która odkrywa, że rośliny są winne wszystkiemu, co się dzieje. Ale przede wszystkim uwielbia on hot dogi. „Pakujemy hot dogi na drogę!” – mówi. „Wiesz, że hot dogi mają złą reputację. A przecież mają fajny kształt. Mają białko!” – dodaje. Później upewnia się, że jego żona zabiera ze sobą musztardę (oczywiście do hot dogów). I nawet widzimy go później jedzącego hot doga. A potem umiera. Poza ekranem. Mogę tylko założyć, że jego ostatnie słowa dotyczyły hot dogów.
Żaby (1972) – Śmierć Iris
To jeden z tych filmów, które bez problemu można zaliczyć do klasyków kina klasy Z. Na szczególną uwagę zasługuje jednak scena przedłużającej się śmierci Iris, kobiety, która ściga motyla na bagnach, a następnie zostaje osaczona przez grupę węży, żab i jaszczurek. Reżyser zupełnie nie przejmuje się tym, co ją zabija, ani tym, jak realistyczna jest jej motywacja samotnego wędrowania po bagnie jedynie z siatką na motyle.
A przecież – przy lepszej reżyserii – prawdziwe przerażenie widza powinien wzbudzić fakt, że grupa, jak powszechnie się utarło, „nieinteligentnych” zwierząt może wspólnie pracować nad planem zamordowania człowieka. W rękach twórcy Żab sama scena od początku do końca jest po prostu głupia.
Widzimy, jak nasza bohaterka coraz bardziej się miota, a jej zachowanie staje się zupełnie irracjonalne. Bo na przykład – dlaczego nie wróciła tym samym szlakiem, którym przyszła? Jej fryzura zostaje całkowicie zniszczona przy próbie ucieczki w głąb mokradeł, zaś ona sama czołga się po bagnie niczym wariatka. W najbardziej kulminacyjnym momencie potyka się, wpada do wody i wyłania się pokryta pijawkami.
Wreszcie, zniszczona, przerażona, przemoczona, cała w mule i zakrwawiona od ugryzień pijawek, zostaje ugryziona przez grzechotnika i wkrótce potem umiera. Widzimy moment jej śmierci, a następnie jej zwłoki na naszych oczach zmieniają kolor na niebieskawy, co ma podkreślać fakt, iż całe życie z niej uszło. Dla mnie jest to jedna z najbardziej przerażających scen zgonów w historii kina, nawet jeśli również jedna z najgłupszych – przykładem jest chociażby moment, w którym ramię manekina udającego główną bohaterkę naprawdę gryzie grzechotnik.
Wulkan (1997) – Geneza „superzłoczyńcy”
Film oparty na pomyśle, zgodnie z którym wulkan ni stąd, ni zowąd pojawia się w Los Angeles, łamie wszelkie prawa fizyki i ignoruje prawie wszystko, co wiemy o na temat wulkanów. Mam wrażenie, że zarówno twórcy tegoż dzieła, jak i reżyser wyszli z założenia, że skoro miasto znajduje się w pobliżu uskoku, który generuje trzęsienia ziemi, to znajdzie się tam również miejsce dla aktywnego wulkanu. W rzeczywistości tak się nie dzieje. Ale to nie jedyna głupota, jaka pojawia się w filmie. Postanowiłam wyróżnić klasyczną już genezę potencjalnego „superzłoczyńcy”, którego połowa twarzy zostaje poparzona, podczas gdy reszta załogi niechybnie ginie. Wulkaniczny gaz spalił tylko jedną stronę twarzy tego faceta, aby później było to bardziej dramatyczne dla publiczności. Zupełnie niepotrzebna, głupia scena.
10,5 w skali Richtera (2004) – Głowica nuklearna
Film nazwany na cześć trzęsienia ziemi o sile 10,5 w skali Richtera również rozgrywa się w pobliżu Los Angeles. Wybierając najgłupszą scenę, miałam nie lada orzech do zgryzienia, bowiem praktycznie każda scena w tym filmie jest niedokładna pod względem naukowym, nawet dla osób, które mają niewielką wiedzę na temat tych zjawisk. Przejdźmy jednak do sekwencji, którą wybrałam na potrzeby niniejszego zestawienia, a mianowicie próby połączenia uskoku San Andreas przy pomocy głowic nuklearnych. Prezydent Stanów Zjednoczonych po krótkiej naradzie postępuje zgodnie z radą jednego z bohaterów i zezwala na rozmieszczenie głowic nuklearnych.
Pięć z sześciu bomb zostaje pomyślnie zainstalowanych, ale podczas instalacji szóstej dochodzi do trzęsienia ziemi i głowica zostaje utracona. Niestety cały misterny plan okazuje się być do niczego i całe wschodnie wybrzeże Kalifornii musi zmierzyć się z tytułowym trzęsieniem ziemi.
Jądro Ziemi (2003) – Broń nuklearna
https://www.youtube.com/watch?v=1fOyRJvyr_g
Kolejny film, który w całości jest totalnym nonsensem. Tym razem twórcy wyszli z założenia, że rdzeń Ziemi przestał się obracać. I to tak po prostu. Oczywiście fizyka i zdrowy rozsądek mówią nam, iż jest to możliwe tylko w dwóch przypadkach: Ziemia musiałaby przestać wirować albo zewnętrzny płynny rdzeń musiałby ostygnąć do temperatury, która sprawiłaby, że stałby się ciałem stałym. Jeżeli jednak szukacie naukowego wyjaśnienia, dlaczego w filmie tak się stało, to niestety go nie znajdziecie.
Produkcja po brzegi wypełniona jest głupimi scenami i pomysłami. Ja postawiłam skupić się po raz kolejny na broni nuklearnej. Zespół naszych bohaterów stwierdza, że jest w stanie przywrócić rotację zewnętrznego rdzenia poprzez detonację bomby jądrowej. Jest to bez wątpienia pomysł tak niedorzeczny, że króluje nad wszystkim innymi, co pojawiło się w filmie.
Huragan (2018) – Kołpaki
https://www.youtube.com/watch?v=ao7vLRL85Xs
Po reżyserze Robie Cohenie nie można spodziewać się wielkich rzeczy, w końcu stoi za początkiem franczyzy Szybcy i wściekli oraz filmem XXX. Jego produkcja o kradzieży w trakcie huraganu pełna jest tandetnych dialogów, przeciętnych efektów specjalnych oraz dość nieprawdopodobnego przedstawienia huraganu jako niszczycielskiej siły natury o boskich wręcz możliwościach. Czy zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z używanymi banknotami po ich wycofaniu z obiegu? Są one niszczone, a ich liczba przekracza setki milionów dolarów.
A przynajmniej tak twierdzą twórcy Huraganu. Produkcja po brzegi wypełniona jest absurdalnie głupimi scenami. Mamy więc fragment, w którym dobrzy bohaterowie uciekają od złych, zamieniając całe centrum handlowe w gigantyczną, śmiercionośną próżnię. Mamy też skomplikowany pościg za ciężarówką, podczas którego złoczyńcy, próbując wyprzedzić zarówno dobrych, jak i burzę stulecia, popełniają dość zaskakujący błąd… Ale wisienką na torcie jest scena, gdy jeden z bohaterów rzuca kołpakami od samochodu w innego kolesia w trakcie szalejącej wokół burzy, zaś wiatr zamienia kołpaki w niepowstrzymane narzędzia zniszczenia.
Twister (1996) – Pasek
https://www.youtube.com/watch?v=3SJqqbNapKk
Twister to film, który mogę oglądać bez ustanku i tak naprawdę mi się nigdy nie nudzi. Wielu krytyków wskazywało, że produkcja ma prostą fabułę, przyzwoity scenariusz i w większości przypadków polega wyłącznie na efektach specjalnych. Ale ja nie spodziewałam się niczego innego. Jeżeli ktoś zamierza obejrzeć film, nie powinien się spodziewać oscarowego dzieła. Fabuła jest niezwykle prosta: grupa zapaleńców ścigających tornada ma nadzieję przetestować nowe czujniki pogodowe, które mogą pomoc w stworzeniu systemu ostrzeżeń przed trąbami powietrznymi.
Główna bohaterka, w którą wciela się Helen Hunt, oraz jej były mąż łączą siły i znów pracują ramię w ramię, co nie podoba się obecnej partnerce Billa. Mimo iż nie można wiele się spodziewać po produkcji, to jedna z finałowych scen musi znaleźć się na tej liście. Trzeba bowiem pamiętać, że nie ma możliwości schronienia się przed tornadem w stodole, gdyż ta zostanie zdmuchnięta z powierzchni ziemi. Tak samo pasek nie jest w stanie utrzymać człowieka przy sile F5 tornada. A nawet gdyby jakimś cudem się to udało, człowieka zabiłyby śmieci latające z prędkością ponad 160 km/h. Szanse na potencjalne przeżycie w tej sytuacji są wyjątkowo niskie.
Powódź (1998) – Strzelanina w kościele
Kolejny przykład filmu, który od początku do końca wypełniony jest po brzegi głupimi scenami. W tym przypadku ponownie mamy do czynienia z napadem, ale tym razem huragan został zastąpiony powodzią. Oznacza to, że przez cały czas trwania filmu w regularnych odstępach dostajemy momenty, gdy wały przeciwpowodziowe pękają, woda wlewa się do środka, zaś dobrzy i źli walczą między sobą na łódkach. To, co czyni ten film szczególnie absurdalnym, to fakt, iż powódź tak naprawdę nie ma nic wspólnego z fabułą.
Już wyjaśniam. Od samego początku nikt nie oczekiwał powodzi, nikt nawet nie planował, że do powodzi dojdzie akurat tego dnia, zaś wszelkie wątki produkcji w ogóle nie są związane z powodzią. Ponieważ każda scena to istna perełka, wybrałam jedną z moich ulubionych – strzelaninę w kościele. W świątyni złoczyńcy na łódkach próbują zastrzelić jednego bohaterów, który jednak się nie daje i niczym Rambo stara się im przeciwstawić z strzelbą w ręku. A towarzyszy mu sam Morgan Freeman.
Góra Dantego (1997) – Śmierć Ruth
Dobry Boże, w całym filmie ta postać ma chyba najwięcej głupich scen w swoim dorobku. Po pierwsze myślenie, że wulkan nie wybuchnie, bo przecież nie wybuchł wcześniej, jest samo w sobie niedorzeczne. Ruth nie chce opuścić swojego domu, mimo iż wszyscy wokół mówią jej, że znajdujący się pod nim wulkan zaraz wybuchnie. I praktycznie do momentu, gdy lawa podchodzi pod jej drzwi, ta nie ma zamiaru się ruszyć z domu, chociaż cała rodzina próbuje ją ratować.
W końcu jednak Ruth daje się namówić i zaczyna uciekać, wsiadając razem z rodziną do łódki. Jednak w końcu skacze z łodzi do kwaśnego jeziora, by ratować swoich najbliższych. Ale łódka była tylko około metra od doku, do którego na sto procent dotarłaby bez jej poświęcenia. Jej czyn więc jedynie pogorszył sprawę, bo teraz dzieci musiały dodatkowo zmierzyć się ze śmiercią babci. I proszę mi nie zarzucać w tym przypadku braku empatii, gdyż żadna z tych rzeczy by się nie wydarzyła, gdyby Ruth posłuchała głosu rozsądku i ewakuowała się, kiedy mogła.
A jakie są wasze ulubione najgłupsze sceny z filmów katastroficznych?

