Publicystyka filmowa
Nie tylko Kevin i Griswoldowie. NAJZABAWNIEJSZE filmy świąteczne
W święta warto obejrzeć coś rozrywkowego, tylko czy ramówka telewizji się w końcu zmieni?
W tym roku zostawmy na chwilę Kevina samego w domu, Grincha, dziesiątą część Listów do M., Ekspres polarny, Szklaną pułapkę i tysięczny seans Dnia świstaka. Jest mnóstwo świątecznych filmów, które są równie – a nawet bardziej – zabawne, a z pewnością nie oglądaliśmy ich tyle razy, ile np.
legendarnego Kevina samego w domu lub W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju. Jesteśmy niestety w większości uzależnieni od ramówki poszczególnych kanałów telewizyjnych, gdzie będą zapewne królować wciąż te same, wypróbowane tytuły. Na szczęście są serwisy streamingowe; i chociaż to mniej magiczne, takie włączenie sobie konkretnego filmu samemu, to może warto zmienić w te święta płytę na coś mniej wyoglądanego?
„Dawid i Elfy” (2021), reż. Michał Rogalski
Estetyka świąteczna w tym filmie jest klasyczna. Nic nie odstaje od standardu, który co roku oglądamy masowo w telewizji w przeróżnych wersjach opowieściowych, z jedną różnicą – nie jest to tzw. standard polski, lecz zachodni. Polacy nie zwykli robić komedii świątecznych, w których musieliby stworzyć dwa światy i je połączyć – ten realny, ludzki, i ten fantastyczny, w którym mieszka Św. Mikołaj. W Dawidzie i elfach te dwa światy funkcjonują obok siebie, a każdy z nich zrobiony jest świetnie technicznie. Na dodatek historia śmieszy i wciąga. Podczas seansu można poczuć się, jak przy najlepszych angielskich i amerykańskich produkcjach z tego gatunku, co oznacza tylko, że polskie kino jest gotowe w XXI wieku na wprowadzanie fantastyki do fabuł na światowym poziomie.
„Świąteczny szok” (2020), reż. Clea DuVall
Filmy świąteczne powinny także poruszać znaczące problemy społeczne i relacyjne dostosowane do współczesnych czasów i wychodzące poza szablon sloganowego bycia dobrym dla wszystkich. To jeszcze nic nie znaczy. Dopiero konfrontacja z konkretnymi sprawami pokazuje, jak naprawdę ten świąteczny czas działa bądź nie działa, a tylko udaje, że działa. Świąteczny szok jest historią dwóch kobiet, których związek jest trzymany w tajemnicy. Wychodzi to na jaw właśnie w święta. I co dalej? Warto tak dojrzałą komedię romantyczną obejrzeć właśnie w ten bożonarodzeniowy czas.
„Wariackie święta” (1994), reż. Nora Ephron
Jest bardzo śmiesznie, ale i bardzo gorzko. Na infolinię dla potencjalnych samobójców prowadzoną przez Philipa dzwonią przeróżni ludzie, zwłaszcza w Wigilię. Mało tego, właściciel telefonu zaufania sam nadaje się na terapię dla nerwicowców, bo pali mu się grunt pod nogami. Jego kobieta zdradza go z psychiatrą, a jemu brakuje pieniędzy na czynsz. Gdzieś na drugim planie grasuje szalony mikołaj, który tak naprawdę jest artystą, tyle że niespełnionym. I tak płynie ta historia pełna omyłek i zwrotów akcji. Nie można się od filmu oderwać, a klimat świąteczny dodatkowo potęguje śmiech.
„Ostatnie wakacje” (2006), reż. Wayne Wang
Wypróbowany temat w kinie, kiedy główny bohater dowiaduje się, że zostało mu niewiele dni życia i postanawia je przeżyć, nie licząc się z niczym, oczywiście w jakimś zdroworozsądkowym ujęciu, bo przecież to komedia familijna w klimacie świątecznym. Obecność Gérarda Depardieu jest prawdziwą ozdobą filmu, taką wisienką na torcie. Idealnie pasuje do roli nieco zrzędliwego mistrza kuchni. A sama Queen Latifah pokazuje nam cenną lekcję życia, że nawet w obliczu śmierci, i kiedy robimy wszystko, co chcemy, możemy być ludzcy i cieszyć się ostatnimi chwilami życia z wyjątkową klasą.
„Cicha noc” (2015), reż. Jonathan Levine
A więc święta zacznijmy od pogrzebu rodziców Ethana. Jego koledzy jednak nie pozwolili mu pogrążyć się w smutku i zapewnili mu nietuzinkowe, świąteczne rozrywki – np. podpalanie sztucznego penisa przyprawionego bałwanowi. Był rok 2001, a lata jednak mijały. Przyjaciele Ethana przestali być samotni, a sam Ethan wciąż pozostał taki sam. Aż pewnego wieczoru oddelegowany do szatni jako smutny Elf z ostatnią szansą znalazł w kieszeni płaszcza jednego z gości bilety na tajemniczą imprezę poszukiwaną przez niego i przyjaciół od lat. Narkotyki, seks, jeszcze raz narkotyki i jeszcze raz seks w świąteczną noc. Zadzwonił, a wtedy szalona przygoda się zaczęła.
„Święty Mikołaj wyrusza na podbój Marsa” (1964), reż. Nicholas Webster
Już sam tytuł brzmi dziwnie i wcale nie zwiastuje dobrego filmu. Niestety, tak jest. Produkcja nawet w swoich czasach wygląda na produkt klasy B, niedoinwestowany i kręcony najszybciej jak się tylko da. Tu jednak nie chodzi o estetykę i technikę, lecz o historię, a ta jest przednia, jak to się kiedyś mówiło. Śmiać się można zarówno z fabuły, w której występują Marsjanie nieumiejący poradzić sobie z brakiem ichniejszej wersji Św. Mikołaja, jak i z samej formy wizualnej filmu. Takie perełki z powodzeniem mogłyby być częścią zestawień opowiadających o najdziwniejszych świątecznych produkcjach. Święty Mikołaj wyruszający na podbój Marsa jest jednak świetną, nieco surrealistyczną komedią, więc nie zapominam o tym rodzynku także w ramach komedii świątecznych. Zobaczcie koniecznie.
„Elf” (2003), reż. Jon Favreau
Pomysł na fabułę jest wyśmienity. Buddy’ego przygarnia święty Mikołaj i wychowuje wśród elfów jako elfa. W końcu okazuje się jednak, że Buddy zauważa, że coś z nim jest nie tak. Wyrusza więc w pełną niebezpieczeństw podróż w poszukiwaniu swojego ludzkiego ojca. Will Ferrell w roli zagubionego elfa sprawdza się świetnie i nieklasycznie. Jest śmieszny, czasem obsceniczny, wręcz creepy, a jego relacje z ludźmi pokazują, jak trudno jest nieraz zrozumieć innych. Jon Favreau udowodnił tym filmem, że jest niezwykłym talentem i powinien kręcić więcej tego typu obyczajowych i abstrakcyjnych historii, zamiast marnować się w sztampowym kinie superbohaterskim.
„Opowieść wigilijna Muppetów” (1992), reż. Brian Henson
Brakuje tego typu produkcji w okresie świątecznym. Nie pamiętam, kiedy ostatnio Muppety w ogóle pojawiły się w ramówkach telewizyjnych. Opowieść wigilijna w wersji Hensonowskiej jest doskonałym przykładem poważnego filmu, który widzieliśmy już w tak wielu wersjach, podanego w pouczający, interesujący estetycznie, fantazyjny i dowcipny sposób, lepszy w recepcji idei niż jakakolwiek inna mutacja, w tym animowana, historii Dickensa. To właśnie urocze Muppety są nośnikiem rozrywki i poważnych tematów tak przetworzonych, że każdego powinny ująć i namówić do zastanowienia się nad sensem życia, chociaż raz, w ten jakże do tego nadający się świąteczny czas.
„Żywot Briana” (1979), reż. Terry Jones
Święta Bożego Narodzenia są nieco mityczne, synkretyczne, a historycznie i źródłowo na pewno nie chrześcijańskie, tylko budujące swoją narrację na wymieszaniu stricte pogańskich elementów. Takie właśnie przetrwają w kulturze świeckiej, a nie kościelnej, co jest pozytywnym znakiem naszych czasów, w których religie mieszają się ze sobą, zeświecczają i dopiero wtedy mogą w pełni cieszyć wszystkich ludzi, a nie antagonizować ich hermetyczne grupy. Żywot Briana jest takim świątecznym filmem-odtrutką na tę religijną antagonizację, ponieważ doskonale pokazuje mieszanie się symboliki i jej przejmowanie przez grupy, które aktualnie miały większą władzę i lepiej omamiły masy ludzi, żeby otrzymać religijne uzasadnienie w postaci ich ślepej wiary. Brian urodził się w tym samym czasie co Jezus, a jego pełne religijnych uniesień życie skończyło się na krzyżu. Jest więc co świętować.
„Muskularny Święty Mikołaj” (1996), reż. John Murlowski
Faktycznie zgadzam się z opinią, że niektóre wyczyny filmowe Hulka Hogana były nieznośnie sztuczne i nie dało się ich po prostu oglądać. Muskularny Święty Mikołaj nie potwierdza tej reguły, bo jest filmem zadziwiająco świeżym i wciąż śmiesznym. Rola Mikołaja bywa trudna poprzez to, że została już tyle razy zagrana, i to przez dobrych, zawodowych aktorów. Tym bardziej Hogan musiał się postarać i w ramach swojej aktorskiej ociężałości umiał wykreować postać, którą się pamięta, zarówno z powodu mięśni, jak i slapstickowych gagów. Szkoda, że ten film tak rzadko gości w ramówkach świątecznych.
