Publicystyka filmowa
TWARZE NA SPRZEDAŻ, czyli najciekawsze filmowe maski
TWARZE NA SPRZEDAŻ to podróż po najbardziej ikonicznych maskach filmowych, które kryją w sobie tajemnice i fascynacje ludzkiej natury.
Kiedy Stanley Ipkiss nie ogarniał siły znalezionej przypadkiem magicznej maski Lokiego (tak, tak, tego filmu tu nie będzie – jest zbyt oczywisty), udał się po poradę do doktora Arthura Neumana – autora książki Maski, które nosimy: Tajemnicze moce naszych osobowości. My tak wnikliwie zagłębiać się w temat nie będziemy, ale trzeba przyznać, że duży ekran jeszcze bardziej wyolbrzymia tajemniczość i naszą fascynację tymi osobliwymi przedmiotami, pod którymi skrywa się cała prawda, nierzadko bolesna. Poniżej tuzin najciekawszych, najbardziej ikonicznych lub po prostu najfajniejszych masek użytych w kinie. Bez uwzględnienia części hełmów, zbroi, strojów sportowych lub kostiumów superbohaterów. Oczywiście to studnia bez dna, więc maskujcie się w komentarzach.
kaganiec Hannibala Lectera
Milczenie owiec / Hannibal / Czerwony smok
Zaczynamy z grubej rury, bo od maski, która maską jest tylko w połowie – dokładnie tyle twarzy Lectera, czy też raczej jej newralgicznych punktów, zasłania, chroniąc innych od zguby. Hannibal-kanibal zakłada ją zatem tylko do wyjścia, na salony, gdzie ten osobliwy przedmiot wydaje się jedynie potęgować jego bestialstwo. Gdy więc po powrocie do ciasnej, ale własnej celi doktor zostaje jej pozbawiony, wydaje się wręcz nagi. Paradoksalnie nie działa to w drugą stronę i masko-kaganiec bez swojego właściciela nadal potrafi zrobić ogromne wrażenie, stanowiąc swoisty souvenir z piekielnej otchłani. No i fajnie pije się w nim mleko przez słomkę.
maska Franka
Króliki są z reguły kojarzone pozytywnie – ale nie w tym wypadku. Ogromna, czarna, lśniąca w ciemności maska o dużych, trupich oczach i pokaźnym zestawie trzonowców jest gotową receptą na zawał przy odpowiednio zaskakujących okolicznościach. Do tego jeszcze te wykręcone uszy… Tak, gdy patrzymy na Franka, budzą się w nas wszystkie koszmary. Jak na ironię, trudno też od niego oderwać wzrok.
maska kaskaderska
Niedorozwinięty, łysy Ted Bundy – to jedno z pierwszych skojarzeń, które budzi ta maska. Ot, kawałek gumy, która… cóż, maskować ma naszego kierowcę, kiedy wykonuje niebezpieczne popisy przed kamerą. Jej prostota sprawdza się jednak i po pracy, bowiem doskonale ukrywa wszelką tożsamość, wraz z odpowiednio dopasowaną ścieżką dźwiękową i oświetleniem wysyłając w naszą stronę jednoznaczny sygnał, że z tym kolesiem to lepiej nie zaczynać. Bywa zresztą, że Ryan Gosling wygląda w niej lepiej niż bez…
maska Michaela Myersa
seria Halloween
A to martwy William Shatner – jak bowiem wieść niesie, John Carpenter użył w swoim filmie prototypu maski przygotowanej dla głównej gwiazdy serialu Star Trek. Po wywróceniu jej na drugą stronę i pomalowaniu na biało zrodziło się oblicze godne maniakalnego zabójcy – przerażające nie tylko swoją absolutną beznamiętnością wyrazu „twarzy”, co pustymi oczodołami, które skrywają wypaczone postrzeganie rzeczywistości piekielnie niebezpiecznego psychopaty. Czyli produkt idealny na święto duchów.
Ghostface
seria Krzyk
Na swój sposób groteskowa reprodukcja… Krzyku Edwarda Muncha. Przejęte, być może nawet samoistnie wystraszone, nienaturalnie wygięte w swej plastyczności oblicze o kompletnie czarnych, nieobecnych otworach jednocześnie niepokoi, co fascynuje. Pod pewnymi względami budzi także… współczucie. Czai się w niej bowiem ogromny ból, spotęgowany jeszcze przez smolisty, iście żałobny kostium. To rekwizyt, który zdecydowanie żyje własnym życiem, czego nie zdołały zabić tandetne przeróbki na potrzeby serialu ani nawet doskonała parodia tejże maski w Strasznym filmie.
zakonnice
Miasto złodziei
Choć użyte zostały tylko w jednej sekwencji, nuns with guns robią piorunujące wrażenie, którego siła drzemie w przeciwieństwach. Oto stare, nieco nawet już zmęczone twarze boskich orędowniczek pokoju, symbolizujących również pomoc potrzebującym, nagle napadają na konwój uzbrojone po pachy w ciężki sprzęt. Ich spojrzenia są w dodatku młode, pełne werwy i nieustępliwe, a buźki otwarte w dziwacznej satysfakcji czynu. Okoliczności im towarzyszące są zresztą równie osobliwe, zatem nic dziwnego, że ich widok dosłownie zmienia życie – jak ma to miejsce w przypadku dostrzegającego je przypadkowo w filmie chłopca, dla którego lekcje religii już nigdy nie będą tym samym. ..
byli prezydenci
Ronald Reagan, Richard Nixon, Lyndon B. Johnson i Jimmy Carter napadający na banki? Klasyka mówiąca sama za siebie. Właściwie trudno tutaj coś dodać – wystarczy spojrzeć na niektóre gesty, jakie nieodżałowany Patrick Swayze i spółka wyczyniają pod „protekcją” byłych, uśmiechniętych i dziś już martwych prezydentów amerykańskich. Na ich widok sami się śmiejemy, a przestępcom za nimi skrytymi aż chce się kibicować. Pozostaje żałować, że u nas nikt nie wpadł na podobny pomysł. Wyobrażacie sobie Lecha Wałęsę, Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego i Wojciecha Jaruzelskiego wchodzących do placówki NBP z zabytkowymi muszkietami w rękach? Ja bym głosował za.
maska doktora Deckera
Psychopatyczny doktorek postawił na metodę chałupniczą i skutki są jak najbardziej efektowne. Worek z jakiegoś kawałka skóry, suwak, dwa guziki i trochę finezji w komponowaniu szwów… – to maska, która idealnie oddaje cały charakter swojego właściciela i nie pozostawia żadnych wątpliwości względem jego zamiarów. Picasso zbrodni i sadyzmu, na widok którego najlepiej po prostu dać dyla.
Hannya
Onibaba
Hannya wywodzi się z japońskiego teatru i reprezentuje zazdrosnego demona płci żeńskiej. Samo słowo oznacza natomiast mądrość lub wiedzę. Tyle z historii i teorii. W praktyce maska ta prezentuje się dość groteskowo i w sumie… nie wiadomo dokładnie, co sądzić na jej widok. Wykrzywiona twarzyczka z rogami, świdrującymi oczkami i podejrzanym uśmiechem wysyła bowiem sprzeczne sygnały. Jest straszna, ale i śmieszna. Wywołuje dreszcze, ale i pewien żal. Ot, psychodela pełną gębą.
krwawa buźka
Smiley
To kolejny przykład drastycznej i zarazem niepokojącej zabawy popkulturowymi symbolami. Sympatyczna, uśmiechnięta buźka pozszywana krwawo na modłę Hannibala Lectera i jemu podobnych zyskuje tutaj nowego, bynajmniej nie miłego wymiaru, podskórnie przerażając nawet na bezpieczną odległość internetowego łącza. Cieszy oczywiście humor i zapewne także swoista pogoda ducha skrywającego się za nią psychola, ale zdecydowanie nie jest to coś, co chcielibyśmy ujrzeć na żywo.
maska z ludzkiej skóry
seria Teksańska masakra piłą mechaniczną
Jeszcze jeden reprezentant dziwacznego hobby, czyli powstała domowymi sposobami maska ze skór ofiar Teksańczyka, co to masakruje innych narzędziem do cięcia drewna. Gdy widzimy efekt końcowy, nogi same zbierają się do ucieczki. Ale też i ręce składają do oklasków, bo jakkolwiek odrażający i koszmarny jest to twór, jego stworzenie z pewnością wymagało dużo pracy i cierpliwości. Pokazuje to zarazem, że właściciel angażuje się bez końca w to, co robi, zatem uciekać trzeba jeszcze szybciej.
wizerunek Guya Fawkesa
Na sam koniec jedna z najbardziej klimatycznych i zarazem oczywistych masek ostatnich lat. Adaptacja komiksu Alana Moore’a i Davida Lloyda nie jest idealna, ale ten aspekt historii udało się w nim odtworzyć znakomicie. Mamy zatem uśmiechającą się do nas facjatę legendarnego spiskowca – sympatyczną, przyjacielską, na swój sposób wręcz uroczą z tymi swoimi różowiutkimi policzkami. I jednocześnie podskórnie niepokojącą, bo wygląda, jakby cały czas coś knuła. Skąpana w bieli, ze stosownym wąsikiem i bródką, stanowi wespół z czarnym kostiumem i kapeluszem estetyczną perfekcję oraz hit każdego karnawału.
korekta: Kornelia Farynowska
