Connect with us

Publicystyka filmowa

Zarzynanie legendy w trzy de

„ZARZYNYANIE LEGENDY W TRZY DE” to przewrotne spojrzenie na kultowy horror, który zrewolucjonizował gatunek, łącząc strach z niepokojem.

Published

on

Wbrew temu, co się powszechnie uważa, idea kręcenia na nowo niskobudżetowych horrorów z lat 70-tych nie jest zła. Filmy z tamtego okresu, dziś słusznie uważane za kultowe, także miały wady, związane przede wszystkim z ograniczeniami finansowymi i „nieopierzeniem” startujących wówczas mistrzów grozy. Dlatego nie obrażałem się, kiedy Dennis Iliadis zapraszał widzów do trzymającego w napięciu remake'u „Ostatniego domu po lewej”, który – choć nie robił takiego wrażenia jak oryginał – miał o wiele bardziej spójny scenariusz, albo gdy Glen Morgan wpuszczał stada krwiożerczych szczurów na plan nowej wersji „Willarda”.

Advertisement

Mobland

„Teksańska masakra piłą mechaniczną” to jednak coś zupełnie innego. Tobe Hooper nakręcił w 1974 roku horror totalny, arcydzieło, które – choć nie było pierwszym filmem tzw. „krwawej fali”, zalewającej wówczas amerykańskie kina – wywróciło do góry nogami sposób, w jaki postrzegać można ekranową grozę. Brudna, szorstka, zaskakująca na każdym kroku i oszczędna w kwestii krwawych efektów „Teksańska masakra…” przerażała w latach 70-tych i przeraża do dziś, bo wcale się nie zestarzała. Zawarty w niej nihilizm, podparty sporą dawką szaleństwa, a momentami nawet groteski, powoduje, że film Hoopera nawet po blisko czterdziestu latach od premiery ogląda się z podskórnym niepokojem, podsycanym przez odpowiednią muzykę i nagłe zwroty fabularne.

To jeden z tych horrorów, w których zło wydaje się bliskie i realne, prawie że namacalne, bo jest niejako „wspierane” przez każdy element dzieła filmowego, od scenografii po sposób gry aktorów.

Advertisement

Żadna z późniejszych „Teksańskich masakr…” tego nie osiągnęła, choć zapoczątkowana przez Hoopera franczyza rozrosła się do pokaźnych rozmiarów – powstały nie tylko trzy sequele, ale też przeciętny remake Marcusa Nispela i prequel remake'u o znaczącym podtytule „Początek”. Miałem nadzieję, że po ostatnim z wymienionych Hollywood pozwoli Letherface'owi chwilę odpocząć, ale przeliczyłem się. Na premierę czeka kolejna część serii, choć tym razem już bez „masakry” w tytule – film Johna Luessenhopa to po prostu „Teksańska piła łańcuchowa 3D” („Texas Chainsaw 3D”). I właśnie doczekał się pierwszego zwiastuna.

 

Advertisement

 

Advertisement

Trailer wygląda, niestety, strasznie biednie – kadry jak z telewizji, zero brudu, zero nihilizmu, zero emocji. „Fajne dupy plus wielka piła” to może i dobry klucz, ekhem, estetyczny, kiedy robi się kolejną część „Piątku trzynastego” czy innego slashera dla nastolatków, ale do serii o Letherface'ie, od zawsze wykraczającej daleko poza ramy tego gatunku, kompletnie nie pasuje.

Ponadto, film Luessenhopa nie jest remakiem ani nawet rebootem. To – jak zapowiadają twórcy – sequel pierwszej części, rozpoczynający się w momencie, w którym tamta się skończyła. A więc… midquel? Sequelo-reboot? Rebooto-sequel? Czy będziemy potrzebować nowego określenia? Tak czy owak, jedynym plusem tej wymuszonej produkcji wydaje się być fakt, że Marilyn Burns i Gunnar Hansen (Sally i Letherface z oryginału) pojawią się w niej w niewielkich rolach.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *